11 listopada – dniem refleksji nad istotą wyzwolenia czy dniem szczucia agresywną polskością?

3 Maj

Źródło: http://www.cia.bzzz.net (28.10.2009)

tekst Veroniki Czarneckiej

Tekst ten piszę w związku ze zbliżającym się dniem 11 listopada… w pierwszej linii z myślą o zwykłych ludziach, spotykanych na ulicach miejscowości i miast polskich. Równocześnie dedykuję go osobom zaangażowanym dziś w ruch antyfaszystowski w kraju oraz tym, którzy, mam nadzieję, niebawem się do niego przyłączą. Niech będzie dla nas wszystkich przyczynkiem do krytycznych dyskusji, progresywnych działań, realizacji marzeń o faktycznej wolności…

Momenty refleksji w dniu upamiętniającym ówczesne wyzwolenie

Dzień 11 listopada jest dniem, w którym wiele lat temu nasi przodkowie doczekali się końca rządów narzuconej z zewnątrz władzy i wynikającej z niej opresji. 11 listopada jest więc w pierwszej linii dniem datującym koniec pewnego procesu WYZWOLENIA.

Każdy moment przynoszący wyzwolenie jest momentem zbliżającym nas do nieuchwytnego mometnu wolności, momentu samostanowienia, i dlatego powinien być upamiętniany i adekwatnie celebrowany. Tymbardziej, gdy owe momenty wyzwolenia osiągane są drogą walki i spłacane ogromem ludzkich ofiar.

Jednocześnie, każdy moment wyzwolenia, jest też momentem refleksji. Także dzień 11 listopada zmusza nas do refleksji. Tego dnia obracają się one wokół pytań: Czym jest właściwie dla nas owo wyzwolenie dziś? Czy do czegoś zobowiązuje i jeśli tak, to do czego? Czy okazało się szczytem wolności dla ludzi, którzy o nie walczyli? Czy przyniosło oczekiwane życie w godności ich potomkom, czyli nam? Czy może należy je postrzegać jedynie jako ówczesny krok toczącego się dalej procesu wyzwalania się z pod kolejnych struktur opresji; wyzwalania w imię wolności i godności jednostki oraz całych społeczności…

Osoby szanujące sobie potrzebę dążenia do życia w godności, a zarazem wrażliwe na los innych, chciałabym, w perspektywie 11 listopada, skonfrontować z dwoma krytycznymi refleksjami. Pierwsza dotyczyć będzie nadużyć tej daty ze strony skrajnej prawicy na potrzeby propagowania własnej ideologii narodowej nienawiści oraz, konsekwentnie, konieczności tłumienia tych haniebnych nadużyć. Druga, jest głębszą refleksją nad istotą wyzwolenia o charakterze narodowym oraz nad samą istotą tożsamości narodowej jako takiej.

Święto agresywnej polskości…

To trwa już od lat i odnosi się wrażenie, że wszyscy się już do tego przyzwyczailiśmy. To żałosne i cierpkie; przyzwyczajać się do rzeczy poniżających jest oznaką zamierania godności, ale też witalności społecznej.
Wszelkiej maści skrajni nacjonaliści i neofaszyści posiadający polskie dowody tożsamości, od agresywnych patriotów i ksenofobów, przez antysemickich paranoików i homofobicznych krzykaczy, aż po jawnie faszyzujące bojówki (a jednych od drugich niewiele różni…), uznają, że dzień wyzwolenia społeczeństwa spod obcej władzy jest ídealnym dniem do szerzenia narodowej agresji pod sztandarem polskości. To ludzie zorganizowani dziś w takich partiach i organizacjach jak Obóz Narodowo Radykalny, Narodowe Odrodzenie Polski, Falanga czy Blood & Honour. Dokładnie to na co byli skazani nasi przodkowie pod zaborami, czyli brak wielu swobód, przymusową asymilację do obcych im kultur, wymuszoną emigrację, dyskryminację czy dławienie własnej tożsamości pod groźbą użycia przemocy, polscy agresywni patrioci i nacjonaliści próbują dziś forsować wobec uznanych przez nich, wedle ich faszystowskiego elementarza, za „wrogów narodu”, grup ludzi.
Wszystko w imie polskości… Osobom o lewicowych poglądach chcieliby odebrać swobody polityczne i osobiste, imigrantów należy albo przymusowo zasymilować albo zmusić do emigracji, kobiety dalej przyzwyczajać do przyjmowania roli miłej dekoracji dla płci silnej, osoby czujące inaczej niż hetero-normatywnie zmusić, pod groźbą użycia przemocy, do zmiany tożsamości, osoby pochodzenia żydowskiego napiętnować i prześladować… wogóle wszystkich wcisnąć w ciasny dziewiętnastowieczny uniformik wyimaginowanej idei czystej polskości.

KTO SIĘ NIE GODZI na bycie zuniformizowaną i na przekór wszystkim indywidualnym cechom na siłę spolszczoną karykaturą wolnego człowieka jest uznawany za wroga wyimaginowanej polskości i musi się liczyć z przemocą agresywnych patriotów i narodowców wymachujących na przemian polskimi flagami i faszystowskimi symbolami. Na celowniku jest między innymi ANTYFASZYSTOWSKA MŁODZIEŻ wychodząca co roku na ulice Warszawy w proteście przeciwko tym społecznym tendecją.

Ta ideologia nienawiści pod sztandarem polskości czerpie całymi garściami zarówno z faszystowskiej jak i stalinowskiej/bolszewickiej kopalni politycznych idei społecznej uniformizacji, podporządkowania, centralizacji, totalnej kontroli, represji wobec tego co obce, co nowe, co progresywne… co niosące obietnicę kolejnych momentów wyzwolenia.

I tak, od lat obserwujemy każdego 11 listopada tak absurdalny jak haniebny paradoks: w dniu datującym moment wyzwolenia w centrum Warszawy maszerują szwadrony cuchnące rządzą zniewalania! Nie tyle zaskakującym ile wartym podkreślenia jest fakt, iż ten faszystowski marsz odbywa się co roku za przyzwoleniem i pod faktyczną ochroną (a więc de facto poparciem) władz miasta i dzielnicy, innymi słowy… władz państwowych.

Wisząca nad nami niczym czarna chmura instytucja państwa jest tak konsekwentna w swoim wsparciu dla agresywnej polskości, że stosuje nawet masowe represje wokół wspomnianego już organizującego się na ulicach miast RUCHU ANTYFASZYSTOWSKIEGO, który to robi co może aby zastopować agresywno-narodową nagonkę. Także na ulicach Warszawy w dniu 11 listopada. Wydarzenia z 11 listopada 2008 na Krakowskim Przedmieściu, aresztowanie i trwające do dziś represje wobec antyfaszystów, są najdobitniejszym tego przykładem. Do relacji pomiędzy istotą państwa jako takiego, a społecznym i zinstytucjonalizowanym nacjonalizmem przejdę jeszcze raz za moment w kontekście drugiej refleksji. Podsumujmy jednak najpierw tę pierwszą…

Dzień 11 listopada nie jest odpowiednim dniem na szczucie ludzi polskością. Nie jest nim też z całą pewnością żaden dzień w roku!

Nie ma też miejsca, w którym należałoby w jakimkolwiek stopniu to zjawisko dalej ignorować czy wręcz tolerować. Takim miejscem nie jest więc również Warszawa! Zwłaszcza Warszawa! Miasto, które w związku z tragicznym biegiem historii wystarczająco często służyło agresywnym nacjonalistom za teren brutalnych czystek w imie „czystości narodu”.

W potrzasku narodowej tożsamości

Druga refleksja, która nasuwa się takiego dnia jak 11 listopada, kiedy przestrzeń społeczną wypełniają debaty dotyczące wolności, godności, niepodległości oraz więzów społecznych, dotyczy istoty wyzwolenia o charakterze narodowym. Nie ulega wątpliwości, że zrzucenie ciężaru obcej władzy jest krokiem w strone wolności. Wolności rozumianej w kategoriach samostanowienia i samorządności. Jednak życie pokazuje, iż nawet gdy dyrygentami społeczeństwa są ludzie z lokalnymi korzeniami i struktury zarządzające oparte są na lokalnej administracji, większość społeczeństwa może stanowić o swoim życiu jedynie w bardzo śladowym stopniu. Takie problemy jak niesprawiedliwość społeczna oparta na istocie prawa własności i urynkowieniu stosunków społecznych oraz nierówność szans ze względu na dostęp do środków do życia czy ze względu na płeć, nie rozwiązują się wcale w ramach własnego niepodległego tworu państwowego i poprzez budowanie narodowej tożsamości.
Wprost przeciwnie.
Mit narodowej jedności, który niegdyś pomógł wyzwolić się z obcych niewoli, służy dziś neutralizowaniu walki o kolejne etapy wyzwolenia. Na podtrzymywaniu zbiorowej wyobraźni, zwanej narodową tożsamością, kożystają przedewszystkim państwowe i kapitalistyczne elity, którym narodowe więzy zapewniają stabilizację ich uprzywilejowanej sytuacji życiowej.

Refleksja na istotą wyzwolenia prowadzi nas do wniosku, iż życie w kapitalistycznym kasynie wymaga dążenia do kolejnego społecznego wyzwolenia – z morderczego systemu wartości; wyzwolenia z kapitalisycznego dnia codziennego. Życie w społeczeństwie zdominowanym przez „męskie reguły gry” wymaga wyzwolenia się z paradygmy patriarchatu i falszywej genderowej dychotomii. Życie w relacjach społecznych opartych na, i pracujących w rytm, państwowej maszyny zinstytucjonalizowanego terroru (wymierzonego w zwykłych ludzi) wymaga wyzwolenia społecznych relacji z pod państwowej kontroli; wymaga zastąpienia ich solidarnymi i horyzontalnymi więzami; wymaga wyzwolenia społeczeństwa z pod ciężaru istoty państwa…
Jednak wszystkie te kompleksowe procesy w kierunku wolności, godności i samostanowienia są paraliżowane przez fałszywą solidarność w imię budowania narodowej tożsamości.

Ta NARODOWA TOTALITARNOŚĆ, przymusowa lojalność wobec narodowej tożsamości i instytucji państwa, prowadzi w życiu codziennym do najabsurdalniejszych z absurdalnych zbiorowych aktów podyktowanej ową tożsamością solidarności: biedni utożsamiają się z pomiatającymi nimi bogaczami… pracownicy z wyzyskującymi ich pracodawcami… czynszowi lokatorzy z okradającymi ich wynajemcami… biorący kredyty aby móc przeżyć z żerującą na nich klasą bankowo-finansierską… etc.

Narodowa tożsamość zaślepia naszą zdolność dobierania adekwatnych sojuszników w walce o godne życie.
Narodowa tożsamość zaślepia naszą zdolność rozpozanawania jakie grupy społeczne są złodziejami naszej godności, zaborcami dzisiejszych czasaów, z opresji których musimy się ponownie wyzwolić.
 Narodowa tożsamość prowadzi nasłabszych z nas na margines społeczenstwa.
 A tych najbardziej ślepych i najbardziej naiwnych, prosto na front do Iraku.
Albo robi z nas seryjnych, ksenofobicznych i agresywnych polaczków…

Potrzeba nowych koncepcji kolektywnych tożsamości

Krytyka polskości, zwłaszcza jej agresywnych i opresyjnych cech, oraz krytyka narodowych więzów, mogą powodować drażniące odczucia i wydawać prowokujące w dniu, który od lat dekorowany jest powszechnie narodową symboliką i dodatkowo deformowany w społecznej świadomości przez nacjonalistów używających jako megafonu do propagowania skrajnie narodowych i faszyzujących idei.

Ale właśnie dlatego, z powodu bezkrytycznego tolerowania tych rytuałów, przez większość społeczeństwa, przez wiekszość naszego życia, bo tak nam się wmawia, od przedszkola po cmentarz… ważnym jest zastąpienie w powszechnym dyskursie starych koncepcji definiowania – kolektywnej tożsamości, więzów społecznych, międzyludzkiej solidarności… – koncepcjami progresywnymi czyli takimi, które niosą ze sobą obietnice dalszych momentów wyzwolenia… z których tylko niektóre powyżej poruszyłam.

Nie musi to wcale oznaczać odejścia w zapomnienie momentów wyzwolenia z odleglej przeszłości, momentów walki o wyzwolenie spod obcej władzy. Mam raczej na myśli otwieranie perspektywy przed nowymi nadchodzącymi i jakże potrzebnymi momentami wyzwolenia. Jednak tym momentom zagradza drogę agresywna polskość i faszyzujące ugrupowania polityczne jak ONR, NOP czy Falanga.

11 listopada dniem refleksji o wyzwoleniu, ale też dniem krytycznej refleksji nad rolą narodowej tożsamości!
11 listopada dniem mobilizacji przeciwko agresywnemu nacjonalizmowi i faszystowskim tendencjom w społeczeństwie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s