O problematyczności promowania swobody do odbierania wolności, czyli reklama alternatywnego parasola

8 Sty

Są tacy, którzy traktują demokrację w sposób podobny do tego w jaki religijni fundamentaliści traktują wyznawaną przez siebie wiarę. Tłumaczy ona wszystkie aspekty życia i wszystko co podważa jej logikę jest godne potępienia. Uważają na przykład, że tendencje neofaszystowskie i agresywnie nacjonalistyczne (a więc ksenofobiczne, często rasistowskie) dopóki nie udowodni im się konfliktowania z prawem podlegają ochronie demokratycznego parasola. Parasol ten konstytuuje się na bazie takich koncepcji jak wolności słowa, swobody głoszenia i demonstrowania własnych poglądów i kilku innych.

Tym wszystkim osobom oferuję inny, alternatywny parasol, który dla odmiany, zamiast chronić neofaszystów przed społeczną złością, potrafi chronić społeczeństwo przed neofaszystami i ich ieami.

Otóż faszyzm, rasizm i różne maszerujące z nimi formy dyskryminacji, nie mogą być chronione i imieniu jakichkolwiek swobód i wolności, gdyż same stoją do nich w jawnej sprzeczności czy wręcz są ich zabójcami. Są opresyjnymi ideologiami i to właśnie przez pryzmat wolności, traktowanej poważnie, a nie demokracji, takiej, która promuje swobodę odbierania wolności, należy się z nimi obchodzić.

Podawanie neofaszystom do ręki demokratycznego parasola pod którym mogą swobodnie rosnąć w siłę, nie tylko uwidacznia po raz kolejny karykaturalność systemu neoliberalnej demokracji, ale prowadzi też do fatalnej w skutkach legitymacji społecznej pasywności wobec wszelkich nacjonalistycznych czy neofaszystowskich tendencji.

„Odbierając im prawo do głoszenia swoich poglądów podważamy podstawy demokracji, a tego nie możemy czynić bo zawali się nasz system wartości” – oto jak myśli większość społeczeństwa, której wtłoczono do głów, że liberalna demokracja to świętość nieskazitelna. I nie jest to z mojej strony ani manifestacja antydemokratyczności, ani wezwanie do dalszego zaostrzenia prawa wobec pro-faszystowskich gestów, symboli, wypowiedzi.

Czym jest w takim razie? Czym jest alternatywny parasol, który chcę zareklamować?

Z moich obserwacji i wielu doświadczeń wynika, że ludzie którzy poświęcają swoje życie odbierniu wolności innym ludziom, z reguły nie są ludźmi poszukującymi czy wogóle gotowymi na jakiekolwiek kompromisy czy racjonalne debaty. W większości przypadków nie są też zagubionymi owieczkami, które potrzebują odpowiednich faktów, lepszej edukacji czy lepszych warunków życiowych, aby dostrzec absurdalność i nikczemność swoich poglądów (i czynów) i zmienić się. W większości przypadków są zdedykowanymi ideologami. Zagubione owieczki to dopiero ci, którzy przy odpowiednich okolicznościach ruszają za ich sztandarem (widzieliśmy takich już całkiem sporo 11.11.2010).

Oczywiście można z tymi ideologami nienawiści dyskutować, jeśli ktoś ma wystarczająco cierpliwości (a ostrzegam, że może jej potrzebować nieskonczoność!), odwagi (agresywność i opresyjność jest częścia ich ideologii) i jest gotowym zniżyć się do ich poziomu (nie jest to wbrew pozorom takie łatwe – kto z was dyskutował już poważnie i dłużej niż 10 minut z zacietrzewionymi rasistami i nacjonalistami?!). Ja osobiście uważam to, w większości wypadków, za bezsensowne.

Za o wiele bardziej sensowne uważam budowanie społeczności reagujacej w sposób bezpośredni i zdecydowany na tego typu postawy. A że do budowania tego typu społeczności potrzeba, jak do wszystkich progresywnych przemian, oddolnego ruchu społecznego, odradzanie sie ruchu antyfaszystowskiego w tym kraju odebrałam jako jedną z najbardziej wartościowych inicjatyw ostatnich lat. I to ten ruch, i animowane przez niego społeczna wrażliwość i konkretne postawy, są tym alternatywnym parasolem, który staram się tu zareklamować.

A że ruch ten spotyka się co i raz z niezrozumieniem, próbami marginalizowania go, umniejszania jego znaczenia, dyskredytowania za obierane metody działania… chciałam przypomnieć wszystkim demokratycznym fundamentalistom pewną rzecz:

Nacjonalizm i zorganizowane, strukturalne opresjonowanie mniejszości nie jest po prostu jedną z wielu politycznych opcji. Nie jest wogóle opcją. Nacjonalizm nie jest opcją. Jest akcją. Jest akcją raniącą dotkliwie tych, których bierze sobie na cel (cudzoziemcy, wolnościowcy, mniejszości seksualne, mniejszości religijne, lewica…). To nie opcja, a akcja, w wykonaniu ludzi, którym nie wystarcza plucie na ekran telewizora za każdym razem gdy zobaczą w nim geja, czarnego, żyda, anarchistę, transwescytkę… (wówczas faktycznie moglibyśmy mowić o osobistej opinii, nawet jeśli o znamionach choroby psychicznej). Ale tym ludziom wcale nie wystarcza to, że kogoś nietolerują. Ich celami są, po pierwsze – narzucenie tych poglądów jak największej części społeczeństwa, po drugie – na wprowadzaniu w życie swoich dyskryminujacych obsesji.

Nacjonalizm, rasizm, ksenofobia to nie opcje, to akcje.
Każda forma reakcji na te tendencje jest uzasadniona.

Antyfaszystowski parasol do wzięcia od dziś.
Modele we wszystkich kolorach tęczy.
A każdy kolor to inna forma działania.

Lukrecja A.

Reklamy