Pora na toast. Za skuteczność i roztropność antyfaszystowskiej sprawności fizycznej

8 Sty

Siedziałam ostatnio w pewnej kawiarni na mieście i usłyszałam jak przy stoliku obok młoda dziewczyna opowiadała jakiejś parze o tym, „że znowu jakiś naziolek przecenił swoje siły i skopano mu tyłek”. „Miło słyszeć” pomyślałam, ale chyba zdradziłam się trochę z tym, że dołączyłam w niekontrolowany sposób do grona odbiorców tej wieści. Zrobiłam dobrą minę do złej gry uśmiechając się głupkowato do nieznajomych i zabrałam dalej za czytanie. Ale zamiast czytać, rozmyślałam o tym, że podsłuchanie tego typu rozmowy to całkiem przyjemna okoliczność…

Wieczorem, będac ze znajomymi w barze, podzieliłam się zasłyszaną historią. „A co”, pomyślałam, „im także należy się ulotny styczniowy podarunek”. Historia poszła dalej. Musiała zatoczyć całkiem dużą rundę w mieście, bo dwa dni poźniej wróciła do mnie jak bumerang opowiedziana mi przez osobę z całkiem innego grona znajomych. Pewnie w międzyczasie poprawiła humor wielu osobom.

Ale co z tego? Co z tego skoro wciąż nie miałam wystarczająco odwagi aby wznieść z tej okazji toastu w barze. Zwykłego toastu… Nie miałam, gdyż w dalszym ciągu, tego typu reakcje przygniecione są społecznym tabu. Gdyż zbyt wiele osób uważa, że skopanie faszyście tyłka to zwykła „przemoc” i nic więcej.

Zwykła czy niezwykła, problem w tym, że akcje te zrównuje się z przemocą stosowaną każdego dnia przez naszych rodzimych neofaszystów… sezonowo przemalowanych na „patriotów”. Patriots times…

Aby sprecyzować to do jakiej przemocy i jakich „osiągnięć” przyrównywane jest skopanie faszyście tyłka, podam kilka faktów:

– przynajmniej 40 ofiar śmiertelnych przemocy o podłozu ksenofobicznym od roku 1990;
– niezliczone ataki na publiczne wystąpienia środowisk LGBTQ;
– ataki na alternatywne miejsca kultury;
– nieustanne szerzenie antysemityzmu tak w przestrzeni publicznej jak i w internecie;
– uczynienie rasizmu, homofobii i antysemityzmu nieodlączną częścią codziennych spektakli na setkach obiektów sportowych (głównie na stadionach piłkarskich, ale nie tylko);
– obchody pogrómow żydowskich na terenach Polski;
– kultywowanie i szerzenie wśrdód młodzieży zamiłowania do wojny i militaryzmu;
– niezliczona liczba osób z wielu grup społecznych (wśród nich też bezdomni, młodzież alternatywna czy ludzie o lewicowych poglądach), które stały się ofiarami fizycznej i psychicznej przemocy o podłożu rasistowskim, homofobicznym czy narodowościowym…

To przeciw wydłużaniu się tego repertuaru neofaszystowskich „osiągnięć” polskiej skrajnej prawicy wymierzone są przeciwdziałania ruchu antyfaszystowskiego. Są one bardzo różne i dlatego różnie odbierane.

Ale bądźmy szczerzy. Jest masa ludzi, którzy przyjmują entuzjastycznie informacje o tym, że jakiejś bandzie nacjonalistów czy neofaszystów powinęła się noga i zamiast o kolejnych ich ofiarach słychać, że skopano im porządnie tyłki. Albo, że zablokowano fizycznie ich trasę przemarszu. Albo, że shakowano ich stronę internetowę. Albo, że rozbito koncert rasistowskich zespołów. Albo, że doprowadzono do zamknięcia, jakąkolwiek metoda, sklepu rozprowadzającego muzykę o rasistowskim przekazie czy też ubrania firm sponsorujących działania skrajnie prawicowych ugrupowań.

Problem polega na tym, że te szczere zdrowe reakcje entuzjazmu, są tabuizowane. Albo może, pozwalamy na ich tabuizowanie? A przez to, setki tysięcy tych, którzy tak właśnie reagują, nie czują się wystarczająco komfortowo aby wyrazić je publicznie. Aby powiedzieć: No i bardzo fajnie, że piepszony naziol miał wreszcie okazję samemu poczuć jak to jest być ofiarą!

Zbyt wiele osób zdaje się nie rozumieć, że antyfaszystowska samoobrona, nie polega tylko na bronieniu się w ostatecznym momencie fizycznej napaści na nas samych (w takich sytuacjach i tak są już tylko dwa wyjścia, albo uciekać albo się bronić), ale rownież na działaniach zakłucających funkcjonowanie skrajnie prawicowych, neofaszystowskich środowisk, czyli zaklucajacych ich swobodne organizowanie się, umacnianie, normalizowanie, rozprzestrzenianie… I nie chodzi tu przecież koniecznie o to aby takiego neofaszystę koniecznie unieszkodliwić fizycznie, a o wiele bardziej o to, aby odebrać mu pewność siebie, odebrać pewność działania, zdestabilizować poczucie jego domniemanej wyższości nad innymi (słabymi, innymi, nie-heteroseksualnymi, nie-katolikami, nie-polakami). Chodzi o to, aby pokazać mu, że musi się liczyć ze zdecydowanymi reakcjami.

Oczywistym jest, że antyfaszystowska samoobrona i zwykła przemoc są działaniami stojącymi w wielkiej od siebie odleglości. Zresztą, to w interesie samych antyfaszystów powinno być ciągłe podtrzymywanie tego dystansu, poprzez świadome i krytyczne analizowanie własnych działań. Zarazem, antyfaszyzm musi być skuteczny, aby wywiązywać się ze swojej społecznej odpowiedzialności.

A więc, przyszedł czas na toast, który, mam nadzieję, usłyszę niebawem w jednym z barów w moim mieście:

Niech żyje antyfaszystowska sprawność fizyczna, jej skuteczność, roztropność i niezawodność!
Niech żyją wszystkie dyscypliny, w których się sprawdza!

Lukrecja A.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Pora na toast. Za skuteczność i roztropność antyfaszystowskiej sprawności fizycznej”

  1. LeftFrontKick Lipiec 24, 2011 @ 10:35 pm #

    oby wiecej takich toastow. pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s