Dziękuję Antifie

15 Mar

Źródło: Bez Dogmatu – kwartalnik kulturalno-polityczny Nr 86-87 –  jesień, zima 2010/2011

tekst Michała Kozłowskiego

Marsz niepodległości to było, ujmując rzecz nieco staromodnie, wielkie świństwo. Wielkie świństwo ma to do siebie, że uzasadnianie świństwa tego świństwa, nie przystoi ludziom wrażliwym. Ludzie wrażliwi są wobec świństw tego rodzaju często bezradni. Bezradność nie wynika tylko z zakłopotania, choć bywa także, że jest to bezradność intelektualna czy – mówiąc górnolotnie – praktyczno-teoretyczna. Nie będziemy się zatem rozwodzić nad tym, czy marsz warto było blokować, czy tylko przeciw niemu protestować, a może po prostu zignorować. Zasadniczo wydaje się, że blokowanie faszystowskich marszów dobrze robi na zdrowie, znacznie lepiej niż na przykład scholastyka badania ilości diabłów na czubku szpilki i ustalanie procentowej zawartości faszyzmu w faszyzmie. Nie wiem, czy protagoniści marszu czują się spadkobiercami samego Führera, czy też odwołują się do tradycji dysydenckiej frakcji Röhma? Może tylko czują nieodparty sentyment do Falangi, księdza Tiso lub Ante Paveliča i z wypiekami na twarzy studiują wspomnienia Degrelle’a? Wiem za to, że Roman Dmowski wielkim Polakiem był, bo tego uczą w szkołach. No, może miał pewne wady, ale zasadniczo to człowiek wielkich zasług – chciał Polskę uczynić wielką, to znaczy Żydów wyrzucić, a Białorusinów i Ukraińców wziąć za twarz.

Tak naprawdę, to nie aż tak ważne, co nasi narodowcy czytają lub nie czytają i czyje portrety wieszają nad łóżkiem. Nie jest także najważniejsze, że nienawidzą lewicowców, feministek i ekologów. Ważne jest to, że zieją nienawiścią do imigrantów, gejów, Żydów i innych Bogu ducha winnych ludzi, którzy się akurat nawiną.

Koła opiniotwórcze uznały, że maszerujący i blokujący nie różnią się wiele, no bo ostatecznie ani jedni, ani drudzy nie kochają naszego praworządnego i demokratycznego państwa… W przyszłym roku przyjdzie więc praworządnym obywatelom wygwizdać anarchistów i innych zwolenników „ideologii totalitarnych”. Pozwolę sobie na małą złośliwość. Jeśli towarzysze i towarzyszki anarchiści sądzą, że wyklinanie „sierpa i młota”, uchroni ich przed posądzaniem o totalitaryzm, mogą srodze się zawieść. Dziś totalitaryzmem jest wszystko, co nie lubi kapitalizmu i liberalnej demokracji, i nie ma tu miejsca na niuanse.

Ale nie o tym miało być, miało być podziękowanie Antifie… Nie ogólnie antyfaszystom, lecz tym z zasłoniętymi twarzami, którzy 11 listopada przyszli ochraniać blokujących, a także tych tylko protestujących. Potraktowano was niegrzecznie, by nie powiedzieć, z bezceremonialną niewdzięcznością. Nie mówię tu rzecz jasna o policji – to się rozumie samo przez się. Chodzi mi raczej o tych, którzy przemawiali w imieniu miłującej prawo i porządek części manifestantów. Nie chodzi mi także o dokonanie bilansu działalności tej części ruchu antyfaszystowskiego, która dopuszcza stosowanie ulicznej przemocy w walce ze skrajną prawicą. To wymagałoby więcej czasu i miejsca, a mówiąc oględnie, sprawa jest skomplikowana – jak prawie wszystko w świecie społecznym i walce politycznej. Chodzi tylko o podziękowanie Wam za nadstawianie karku i przypomnienie partii prawa i porządku kilku elementarnych faktów.

Po pierwsze, Antifa była tam po to, żeby nas chronić. Wszystkich blokujących – Antifia nie pytała, kto jest wolnościowym antypaństwowcem, a kto praworządnym liberałem, żeby stanąć w jego obronie. Jeśli ktoś uważa, że w czasie organizowania nielegalnej blokady legalnego marszu może liczyć na ochronę policji, to mówiąc łagodnie, myli pobożne życzenia z rzeczywistością. Ja w każdym razie bym tam nie poszedł, gdyby nie było Antify – uważam się za człowieka rozsądnego, mogę trochę zaryzykować, ale programowo dać się lać w mordę nie mam zamiaru. Świeżo upieczeni sojusznicy z Gazety Wyborczej byli podobno przeciwni blokadzie, chcieli legalnego protestu… Ich prawo. Tyle że blokady organizowane są od kilku lat. W blokadzie właśnie o blokadę chodzi, a nie o kontrmanifestację. Trochę nieelegancko przyłączać się do inicjatywy, gdy ktoś nie zgadza się z samą jej ideą.

Po drugie, Antifa nie stanęła na wysokości zadania; nie wypełniła przykazań z katechizmu obywatelskiego nieposłuszeństwa i… zasłaniała twarze kominiarkami, a tym samym dołączyła do muzułmańskich kobiet. Jest rzecz jasna pożałowania godne, że Antifa nie jest KOR-em… Cóż, nikt nie jest doskonały. Jednak Antifa wie, co robi. Jegomoście, z którymi walczą zwykle antifowcy, to nie członkowie kółka ornitologicznego. Robią zdjęcia i zbierają dane nie tylko dla wzbogacenia szaty graficznej strony Red Watch.

Jest oczywiście jeszcze policja. Cóż, i jej nie sposób bardziej zaufać. Każdy kibic i każdy antifowiec wie, że policja jest racjonalna. To znaczy chętnie bije słabych, mniej chętnie silnych. Kiedy policja bije zatrzymanych, to najpierw skuwa ich kajdankami – to także jest racjonalne. I nie jest to żadne dziedzictwo PRL-u – wszystkie policje tak postępują. To, co przydarzyło się Robertowi Biedroniowi, nie jest żadnym wyjątkiem od reguły. Wyjątkiem jest to, że sprawa została nagłośniona, choć i tak niewiele z tego wynikło. Policja idzie wtedy w zaparte, a udowodnienie policyjnej przemocy jest niezwykle trudne – nawet jeśli poszkodowanym jest celebryta. W czasie zamieszek ulicznych policja realizuje przede wszystkim własne interesy, uwzględnia przy tym rzecz jasna oczekiwania polityczne i do pewnego stopnia opinię publiczną. Pamiętamy, jak w 2004 roku policja ochraniała nielegalną paradę równości. Kontekst polityczny był wtedy zasadniczo odmienny – ministrem spraw wewnętrznych był Ryszard Kalisz – przeciwnik polityczny Lecha Kaczyńskiego, który parady zakazał. Tak działa właśnie państwo praworządne. Antifa nie wierzy w praworządne państwo, a w praworządną policję w szczególności i ma po temu poważne racje. Ciężar dowodu praworządności tych instytucji spoczywa na jej wyznawcach. Oni jednak dowodu nie potrzebują, bo demokratyczne państwo prawa to dla nich dogmat. Argument, że dziś nie wolno łamać prawa, bo prawo jest przecież demokratyczne, przypomina logikę rodzimych post-stalinistów sprzed lat, że strajki są niedopuszczalne, bo całe państwo jest robotnicze.

Nie jestem entuzjastą przemocy, mam nadzieję że antifowcy też nimi nie są. To jasne, że ich praktyka jest niebezpieczna – tworzy kulturę przemocy, która dotyka także ich samych. Nie czuję się jednak uprawniony do tego, aby w ich osądzać. Mogę powiedzieć tylko tyle: nie ma symetrii między Antifą a bojówkarzami skrajnej prawicy. Porównać można wszystko ze wszystkim, pytanie tylko po co? Antifa nie atakuje kolorowych, Żydów, gejów ani bezdomnych, nie bije też księży ani redaktorów Gazety Wyborczej. Bije się z faszystami i policją. Czy słusznie, to inna sprawa. Ale Antifa nie bije słabszych. Nawet kodeks podwórkowy uznaje, że bicie słabszych to prawdziwe świństwo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s