Bydgoskie impresje – antyfaszystowski punkt widzenia

18 Maj

Nie pisałam jeszcze na moim blogu o futbolu lecz przyszedł moment, aby to zmienić…

Zacznę od podkreślenia pewnego faktu: tegorocznego Pucharu Polski w Bydgoszczy, z pewnością nie wygrał poznański Lech. Ale nie wygrała go też warszawska Legia. Ba, nie wygrał go też łódzki Widzew ani wrocławski Śląsk (na swoje szczęście wogóle się na niego nie załapały). Tegoroczny puchar przechodni wędruje, póki co, do rąk PZPN, do rąk państwowych organów represyjnych oraz do rąk pewnej specyficznej grupy kibiców (nie, nie mam tu na myśli niesławnych „kiboli”, ale o tym za moment). Jak się nim podzielą, to już nie jest mój problem. Problem tkwi w tym, że wszyscy trzej tegoroczni Championi reprezentują najpaskudniejsze wycinki futbolowego uniwersum.

Eskalacja w Bydgoszczy oraz to co po niej nastąpiło, a więc medialna nagonka, spazmatyczne reakcje urzędników futbolowych i państwowych oraz policyjne represje, były, i wiemy o tym wszyscy, przewidywalne. Takiego obrotu sprawy spodziewali się nie tylko kibice Legii i Lecha, ale cała Polska, także wiele osób omijających stadiony.

Wyskoczenie kibiców Legii na murawę bydgoskiego boiska w chwili padnięcia rozstrzygającego gola, było być może reakcją o dwie, trzy sekundy za szybką, ale jak najbardziej naturalną, normalną, powszechną. Powiem więcej: pozostanie na trybunach byłoby objawem emocjonalnych zaburzeń! Wystawać na nich latami w oczekiwaniu na ten niepowtarzalny moment sukcesu wywołującego euforię, po to, aby stłumić go i nie pogratulować swojej drużynie z najbliższej odległości… tego nie uczyniliby nawet fani hokeja na trawie, a co dopiero futbolu.

Wiedziały o tym doskonale sfery, którym nie zależało na niczym innym jak na eskalacji zdarzeń, gdyż zamierzały ją wykorzystać. Represyjne wygonienie kibiców z murawy na trybuny, dokonane przez policję, było krokiem wykalkulowanym. Wiadomo było, że dojdzie do oporu. Każdy by go postawił w takiej sytuacji, ja też.

Solidarna reakcja kibiców Lecha na policyjną przemoc, nawet jeśli skierowaną w oponentów z Legii, była też sprawą oczywistą. Nie znam klubu, którego kibice będąc świadkami tak skandalicznej policyjnej prowokacji nie okazaliby solidarnej złości. Na ten wypadek także coś z góry przygotowano. Mianowicie to, co zwykło się testować na kibicach: broń gładkolufową i gumowe/plastikowe kule.

Państwo potrzebuje podtrzymywać swoją represyjną gotowość w najwyższej formie, aby nie dać się zaskoczyć własnemu społeczeństwu… Tak już od jakiegoś czasu bywa, że tam gdzie ruchy społeczne stojące w konflikcie z systemem nie są zbyt ofensywne, metody pacyfikowania „tłumu” państwo testuje na kibicach piłkarskich. To co sprawdzi się na tym terenie, powinno funkcjonować w razie fali protestów pracowniczych, niepokoi antyrządowych, antykapitalistycznych wystąpień etc. Tak jest od lat, nie tylko w tym kraju. W dzisiejszych czasach, to na kibiców jako pierwszych spadają zakazy opuszczania miejsca zamieszkania w konkretne dni i czasowe zakazy przemieszczania się. Tworzone są tzw. ‘czarne listy’ z katalogami nazwisk i coraz wnikliwsze bazy danych. Usprawniany jest ich przepływ pomiędzy wieloma instytucjami kontroli. To na kibicach testuje się nowoczesny, represyjny matrix. Przyjdzie pora, przeniesie się go na innych wrogów porządku, na ruch pracowniczy, stowarzyszenia lokatorskie, czy też ruch antyfaszystowski. To samo tyczy się metod rozbijania masowych zgromadzeń, demonstracji i wystąpień, prowokowania zamieszek kiedy niepotrzebne i potępiania ich kiedy uzasadnione. Na kibicach testuje się mobilne wozy monitoringowe, nowe modele armatek wodnych, gazów bojowych, broń i kule z nowej gumy i nowego plastiku, strategie zastraszania, kontrolowania i sterowania tłumem.

Aż strach pomyśleć co biedne państwo zrobiłoby bez swoich niedobrych „kiboli”. Czy testowałoby gumowe kule i gazy pieprzowe na strajkujących pielęgniarkach? „Na szczęście” nie musi. Futbolowy poligon logistyczno-legislacyjny, póki co, doskonale spełnia swoją rolę.

Puchar Polski w piłce nożnej na rok 2011 wędruje więc zdecydowanie w ręce policji i państwowej represyjności. Tym razem w postaci forsowania nowych represyjnych ustaw, m.in. tej o zasłanianiu twarzy. Droga do finału nie była zbyt trudna. Najpierw przygotowano fundament wprowadzając absurdalnie wysokie kary za przekroczenie płyty boiska. Następnie, w odpowiednim momencie, zorganizowano mecz przed którym wiadomo było, że do takiego przekroczenia dojść musi. Kibice swój instynkt mają i zakryli twarze, aby nie zadłużyć się na resztę życia karą za przypływ zdrowej euforii. Tylko na to czekano: „Nie możemy zidentyfikować delikwentów! Trzeba im zakazać zakrywania twarzy! Na zawsze! Wszystkim!” Nie jest ważne czy forsowana obecnie ustawa obejmie od razu wszystkie zgromadzenia publiczne czy chwilowo tylko stadiony i ich okolice. Raz wprowadzona będzie zaostrzana i rozszerzana, to tylko kwestia czasu. Jutro nie wolno będzie zasłaniać twarzy kibicom na stadionach, za tydzień związkowcom na demonstraciach, potem lokatorom w trakcie blokowania eksmisji z mieszkań, antyfaszystom w trakcie blokowania faszystowskich przemarszy etc.

Puchar Polski zdobywa w tym sezonie także PZPN, bo udało mu się wreszcie rzucić do gardła jedynemu groźnemu oponentowi jego polityki, czyli kibicom i ultras.

No i wreszcie, po Puchar Polski sięgają też skrajnie prawicowe, faszyzujące środowiska, które swoimi postawami i manierami zatruły część polskich ultras do tego stopnia, że ci ostatni nie otrzymają w tych dniach potrzebnego wsparcia od wielu grup społecznych pozostając dalej zdanymi na odmóżdżający romans z faszyzującymi kretynami.

W tym konktekście, pozwolę sobie nakreślić na czym polega problem polskich stadionów oraz jak się przedstawia widmo najbliższej przyszłości…

Po pierwsze, PZPN zrobił i dalej robi z krajowego futbolu swój własny biznes i jest gotów na każde kurestwo byle tylko ten się kręcił. Obecnie wraz z władzami ukręcają biznes stulecia pt. EURO 2012 – wszystko i wszyscy mają się mu podporządkować.

Po drugie, kibice i ultras od lat dają się wkręcać (krypto)faszystom w rasistowski i narodowo-szowinistyczny klimat. Kultura kibicowania mutuje ze zdrowego futbolowego fanatyzmu (będącego elementem masowego spektaklu sportowego) w szowinizm nacjonalistyczno-ksenofobiczny. Szczytem kreatywności pozostaje wyzywanie się od żydów i pedałów. Stadiony stają się ostatnim bastionem homofobicznego szowinizmu, najbardziej zacofanym wycinkiem życia społecznego.

Po trzecie, stadiony przesiąknięte takim klimatem odpychają tysiące młodych ludzi. Ludzi, których futbol mocno kręci i którzy nie gardzą ostrym, kreatywnym kibicowaniem i futbolowym fanatyzmem, ale równocześnie brzydzą się rasizmem, nacjonalizmem i kultem ksenofobicznego maczo-hama. Ci ludzie, którzy nie mają ochoty brać udziału w spektaklach homofobii i antysemityzmu, trzymają się od polskich stadionów z daleka, kibicując klubom z innych krain.

Po czwarte, uczęszczający na stadiony kibice i ultras, słusznie reagują na chciwość i zamordyzm PZPN-owskiej mafii oraz represyjność państwa i policji (na żadnym stadionie świata policja nie jest mile widziana i jej obecność uznawana za prowokację i demonstrację władzy/kontroli). Jednak mimo zrozumienia ze strony tysięcy młodych ludzi nie są dziś w stanie wygrać tej słusznej batalii, bo ludzie mający odrobinę godności nigdy nie staną w szeregu, w którym prym wiodą ludzie o skrajnie prawicowych poglądach, nacjonaliści, rasiści, nie rzadko faszyści. Tolerując te tendencje obecni kibice i ultras skazują siebie samych na porażkę w walce z futbolową mafią. Przegrywamy wszyscy, gdyż dopóki kibice będą tolerowali rasistowski klimat, dopóty PZPN-owi i represyjności będą dostarczane argumenty do zmieniania rzeczywistości na swoją modłę, krok po kroku. Oznacza to kolejne represyjne ustawy obejmujące całe społeczeństwo, ogólny wzrost kontroli i coraz bardziej policyjne państwo.

Po piąte, i na tym już koniec, jeśli nic się nie zmieni także nadchodzący Superpuchar pójdzie dla PZPN, w europejskich pucharach reprezentować będzie nas ponownie nacjonalistaczno-homofobiczny ciemnogród, a ceremonia otwarcia EURO 2012 będzie ostateczną inauguracją ery państwa policyjnego, społeczeństwa kamer, identyfikatorów, mundurów, tajniaków, donosicieli, rozrastających się baz danych i biometrycznych profili.

Kto nie chce skończyć w takiej rzeczywistości musi walczyć równocześnie z PZPN, represyjnością państwa i z dyskryminującymi szowinizmami na stadionach. Oznacza to walkę o uspołecznianie procesów rozwoju futbolu, konieczność narodzin na stadionach nowego modelu fanclubów wpływających na politykę i klimat w klubach oraz społecznemu, radykalnemu embargo na jakąkolwiek dyskryminację na trybunach ze strony całej wiary kibolskiej.

Najważniejsze jest jednak to, że kibice muszą stanąć za sterem sami. Oczekiwanie, że to władze zrobią porządek z PZPN, to oddawnie kontroli w ręce mafii polityków. Oczekiwanie, że PZPN zrobi porządek z dyskryminacją i nacjonalizmem na stadionach, to legitymowanie parszywego PZPN. Próby walki z PZPN i represyjnością wspólnie z faszyzującymi ekipami, to pozwalanie rasizmowi zakotwiczać się na dobre na naszych stadionach i zamykanie drogi do nich dla tysięcy ludzi.

Tylko świeża inicjatywa ze stadionu, bezpośrednio z trybun, jest nadzieją na wygranie batalii o polski futbol. A gdy zmieni się klimat na stadionach, PZPN odda władzę, policyjne państwo zrobi w tył zwrot, a rasiści i faszyści zostaną wreszcie uciszeni, trybuny może wreszcie wypełnią się po brzegi kolorowym tłumem futbolowych fanatyków, zawrzą od szalonego i ostrego dopingu, od fanatyzmu, którego nie trzeba będzie się wstydzić… W tej atmosferze drgnąć może nawet poziom samego kopania piłki.

Lukrecja Sugar

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s