Faszystowskie marsze ulicami miast

15 Lip

Nieważny jest powód – ważny jest zwarty szyk i funkcje jakie pełni przemarsz

Fetyszyści . Nie mogą żyć bez maszerowania.

Historycznie rzecz ujmując, ciężko jest sobie wyobrazić rozwój ruchów faszystowskich bez słyn¬nych przemarszów – zarówno tych przełomowych, jak marsz na Rzym, jak i tych prowadzących do celu, o których chcemy tu mówić. Charakter, przebieg i funkcje marszów skrajnej prawicy są dziś takie same, jakie były w przeszłości.

Istotę organizowania przez skrajną prawicę przemarszów można by w zasadzie wyjaśnić w bardzo prosty sposób. Faszyzm, jak i ruchy z niego czerpiące, cechuje pociąg do wszyst¬kiego, co militarystyczne. Nie tylko ze względu na zmilitaryzowanie wszelkich instytucji w systemie do którego dążą, ale też dlatego, że w ogólnym wyobrażeniu faszystów o społeczeństwie militarny dryg zajmuje bardzo istotne miejsce.

Jednak marszów skrajnej, faszyzującej prawicy nie powinniśmy odbierać jedynie jako odzwiercie¬dlenia idei, jakie mają one propagować. Marsze te pełnią dodatkowe role: propagandową i stra¬tegiczną.

Krętacze. Narzędzie propagandy i element strategii.

Faszyzujące ugrupowania jak NOP czy ONR do niedawna niemal w ogóle nie istniały w przestrzeni publicznej. Prowokowały atakując Parady Równości czy świętując pogromy ludności żydowskiej w Jedwabnem. Brakowało im jednak wydarzeń, wokół których mogłyby werbować nowych sympatyków, oraz momentów insceni¬zowania swojej siły. Ich mizerna kompetencja agitacji w przestrzeni kulturalnej nie pozwoliła im rozwinąć skrzydeł w tej dziedzinie (tzw. muzyczna scena narodowa jest okrutnie żenująca). Skoncentro¬wano się więc na dwóch strategiach ingerencji w przestrzeń publiczną: indoktrynacji kibiców piłkarskich i organizacji przemarszów.

Przemarsze to sposób na poszerzanie własnej przestrzeni politycznej. Celem strategicznym jest proces zjednoczenia za ich pomocą skłóconych i podzielonych odłamów w ruchu: skrajnych nacjo¬nalistów, radykalnych narodowców, neofaszystów i skrajnie konserwatywnej młodzieży. Na zewnątrz ma to wyglądać na rozbudzanie patriotyzmu. Pewnie i nim jest. Patriotyzm służy tu jednak przede wszystkim jako maska, pod którą kryje się współczesne oblicze rodzimego ruchu (krypto)faszystowskiego, który z kolei ma być wspierany przez same marsze. Jest to więc narzędzie jedno¬czenia agresywnych patriotów z wyrachowanymi faszystami, które to jednoczenie odbywać się ma poprzez wspólne maszerowanie.

Pięknisie. Makijaż na każdą okazję.

Oficjalne powody marszów są tylko pretek¬stem do osiągnięcia powyższych celów. Niebawem, 11 czerwca, ma się odbyć marsz przeciwko tęczowej fladze, która ma zawisnąć tego dnia na ursynowskim ratuszu jako symbol tolerancji seksualnej. Sama flaga zapewne drażni młodzież patriotyczną, ale przede wszystkim stała się kolejnym pretekstem do zwołania marszu (na ratusz). To samo dotyczy mnożących się ostatnio marszów z okazji wszelkich powstań – Śląskiego, Wielko¬polskiego, Warszawskiego, rocznicy Grunwaldu, Święta Flagi Narodowej, etc.

W odezwach z okazji wszystkich marszów powtarza się apel o przyprowadzanie na nie rodzin, znajomych i sąsiadów. Czy nie jest zastanawiające, że retoryka, za pomocą której wzywa się do kolej¬nych marszów, jest identyczna? Czy nie dziwi to nagłe umiłowanie ludzi do maszerowania? Nie dziwi, jeśli zrozumie się, że stoi za tym ten sam front (ONR, NOP i spółka), oraz że jest to stra¬tegia, którą podążają rodzimi (krypto)faszyści.

Poszukiwane są odpowiednie momenty, m.in. takie, w których władze państwowe i część społe¬czeństwa celebrują pewne wydarzenia historyczne. Obecność skrajnej prawicy w takie dni nie razi aż tak mocno, a ich faszyzujące idee, przy odrobinie dobrego makijażu, stają się wręcz przyswajalne. Wystarczy np. że nazwą swój marsz, Marszem Niepodległości, Zwycięstwa czy Grunwaldzkim i skoncentrują się przez moment nie na białości rasy, a na wielkości narodu.

Spryciarze. Brunatne kameleony.

Marsz 11 listopada w Warszawie jest dla polskich (krypto)faszystów i „narodowców” prestiżowy. Wiadomo – stolica. Sam termin został dobrany sprytnie. Dzień, w którym wzbierają emocje narodowe, jest idealnym momentem aby, wykorzystując tę atmosferę, propagować skrajny nacjonalizm, zademonstrować swoją siłę, a przy okazji i rasizm, ksenofobię, antysemityzm, homo¬fobię i inne skrajnie prawicowe, faszyzujące idee. Dzięki wieloletniej konsekwencji udało im się wpisać swe marsze na stałe w kalendarz i krajo¬braz naszego miasta, a wręcz stworzyć złudzenie, że są one czymś normalnym. To również ich strategia: im częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej, tym bardziej stają się jej integralną częścią. Wieloletnią pasywną postawę warsza¬wiaków wykorzystali do swobodnego rozwoju. Marsze są coraz większe, od 200 osób po 1,5 tysiąca w zeszłym roku. Półtoratysięczny marsz może wciąż wydawać się czymś marginalnym. Ale pamiętajmy, że mamy do czynienia z 1,5 tysiąca osób, z których większość, gdyby tylko udało im się poczuć bezkarnie, byłaby gotowa do najokrutniejszych czynów wobec wszystkiego co (im) obce.

Strategia marszów nie wzięła się znikąd. Prak¬tykowana przez skrajną prawicę w innych krajach doprowadziła do tego, że w Niemczech tego typu marsze odbywają się obecnie w każdy weekend! Także u nas w ostatnich kilkunastu miesiącach miały miejsce przemarsze w Lublinie, Opolu, Katowicach, Poznaniu i Wrocławiu. A z każdym z nich (krypto)faszyści nabierają organizacyjnej wprawy i zacieśniają struktury. Póki co na marszach jest słaba frekwencja i wypadają one żałośnie. Tym bardziej w ich obozie rośnie ranga marszu w Warszawie. Traktując go prestiżowo narzucili sobie 11 listopada wielką dyscyplinę, cenzurując własne okrzyki i unikając hajlowania w zasięgu kamer. Zamienili się, niczym kameleony, w przykładnych patriotów. Ale ci sami ludzie podczas marszów w innych miastach zachowują się dużo swobodniej, zgodnie z tym co myślą, co chcieliby głosić i czynić (patrz zdjęcia).

Nożownicy. Żądza krwi kontra dyscyplina.

Jednak i w Warszawie pół roku temu nie było aż tak idealnie, jak sobie wymarzyli. Żądza krwi okazała się silniejsza od żelaznej faszystow¬skiej dyscypliny. Sfrustrowani brakiem możliwości zranienia kogokolwiek z kilku tysięcy „żydów, homoseksualistów i lewaków”, bezpośrednio po marszu zaczęli walczyć między sobą, nawzajem dźgając się nożami. Najwyraźniej proces budowania jednolitego frontu wciąż napotyka na przeszkody. Mimo tego, a może właśnie dlatego, powinniśmy zacząć adekwatnie reagować na funkcję, jaką pełnią w tym procesie ich marsze, zwłaszcza ten warszawski. Inscenizując jedność, zdecydowanie, porządek i gotowość do wprowadzania terroru wobec przeciwników, chcą zaimponować podatnym na takie postawy ludziom. Blokowanie tych insce¬nizacji nie przysparza im (jak błędnie twierdzą niektórzy) dodatkowej reklamy, ale uniemożliwia ową inscenizację, wywołując zarazem osłabianie ich struktur poprzez powstawanie wewnętrznych napięć. Nieblokowanie umożliwia im swobodny rozwój, poszerzanie zakresu politycznej agitacji, wpisywanie się w publiczny krajobraz miast oraz zwiększanie impetu nagonki na swoich przeciw¬ników. Nasza ignorancja służy więc rozwojowi frontu skrajnej, faszyzującej prawicy. Odebranie im możliwości przemarszu głównymi ulicami stolicy w zeszłym roku (chcieli maszerować Krakowskim Przedmieściem, poszli Powiślem) było dobrym początkiem. A jednak każde sto metrów tego typu przemarszu jest wyzwaniem. Nie tyle dla naszego miasta (widziało i zniosło już wiele!), ale także dla wszystkich osób w nim żyjących.

Nie pozwólmy (krypto)faszystom przejść nawet centymetra ulicami Warszawy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s