Dziewięć mitów wokół problemu skrajnej prawicy, które sieją spustoszenie w świadomości społecznej

29 Lip

Oto dziewięć mitów generowanych i rozpowszechnianych przez polską skrajną prawicę. Mitów służących trzem celom: społecznej dezorientacji wobec postaw (krypto)faszystowskich, dyskredytowaniu ruchu antyfaszystowskiego oraz umożliwianiu swobodnego rozwoju skrajnie prawicowych idei.

Mit 1: Faszyzm i czerpiące z niego polityczne idee, skończyły się w Europie wraz z odejściem Mussoliniego, Hitlera i Franco

W połowie XX wieku faszyzm został w większości europejskich krajów skutecznie rozbrojony. Idee faszystowskie i im pochodne zostały w dużej mierze wypchnięte z przestrzeni publicznej. Jednak nigdy nie zniknął całkowicie i nie przestał mieć swoich zwolenników. Czy to w ramach formalnych organizacji, czy nieformalnych struktur, kultywowany jest do dziś we wszystkich bez wyjątku europejskich krajach. Wiele współczesnych ugrupowań neofaszystowskich nie odnosi się bezpośrednio do tego terminu (albo wręcz zaprzecza swoim inspiracjom faszyzmem), propagując jednak analogiczne, skrajnie prawicowe, dyskryminujące idee. Ten terminologiczny unik jest spowodowany obecnością negatywnych odczuć, które historyczne pojęcie faszyzmu wciąż wywołuje u ludzi. Aby nie musieć się z nim zmagać, współcześni faszyści ukrywają się pod różnymi neologizmami. Dzisiejsza skrajna prawica to nic innego jak (neo)faszyzm początku XXI wieku. W Europie działa kilkaset tego typu organizacji, z czego część w Polsce.

Mit 2: Polak nie może być faszystą

Spora część polskich (krypto)faszystów rozpowszechnia taki właśnie pogląd. Ich retoryka opiera się na absurdalnym mniemaniu, że skoro Polska padła ofiarą hitlerowskiej okupacji, to wśród Polaków nie może być faszystów (sic!). Ponadto, wskazują na różnice pomiędzy swoimi poglądami, a tym, co sami uznają za faszyzm, odwołując się do jednej jego definicji z przed 90 lat. Prawda jest taka, że zawsze byli Polacy, którzy utożsamiali się z faszystowskimi ideami: przed wojną, w jej trakcie, po dziś dzień. W ogóle faszyzm oraz jemu pochodne, skrajnie prawicowe koncepcje, nie są „specyficzne” dla żadnego narodu ani warstwy społecznej. Wręcz przeciwnie: to właśnie tożsamość narodowa jako taka, gdy jest wynoszona do rangi świętości, prowadzi do narodowo-kulturowego fundamentalizmu, postaw ksenofobicznych i rasistowskich, formując szkielet (neo)faszyzmu. Tak, faszyzm może szerzyć się w każdym społeczeństwie, a najszybciej właśnie w takim o silnych tendencjach nacjonalistycznych. Społeczeństwo polskie wciąż do takich należy i ilość aktów przemocy ze strony osób o poglądach skrajnej prawicowych potwierdza, że faszyzujących Polaków jest na pęczki.

Co do faszyzmu, to doczekał się on już tylu definicji, wśród nich wielu poważnych, że przybierał i przybiera tyle samo różnych form. Od włoskiej doktryny politycznej, przez pokrewne mu ruchy z lat 30-tych, powojenne systemy w Portugalii czy Chile, prawicową część ruchu skinheads w latach 80/90-tych, aż po różnorodne współczesne nurty. Polskie ugrupowania faszyzujące, m.in. ONR, które stosują wybiórcze przywoływanie jednej z tych form po to, aby ukazać brak tożsamości względem własnych idei, jest taktyczną próbą wybielania swojego prawdziwego oblicza. Faktem jest, że wspólnymi mianownikami wszystkich definicji faszyzmu są: dyskryminacja, autorytaryzm, kult siły, opresyjność i narodowy szowinizm. Wszystkie koncepcje są elementarne dla współczesnych ugrupowań skrajnej prawicy w Polsce. Wszystkim niedowiarkom zaleca się zajrzenie chociażby na strony polskiego Blood & Honour. To ugrupowanie, w przeciwieństwie do ONR czy NOP, które przyjęły strategię „faszyzmu w kamuflażu”, jawnie obnosi się ze swoim faszyzmem. Wszystkie te frakcje, niezależnie od przyjmowanych strategii, ze sobą współpracują. Wspólnie też maszerują pod biało-czerwonymi flagami 11 listopada, próbując zawłaszczyć sobie Dzień Niepodległości. I kto jeszcze powie, że Polak nie może być faszystą?

Mit 3: Wszystkie przekonania polityczne zasługują na tolerancję, a więc i te skrajnie prawicowe

Polscy neofaszyści próbują postawić siebie w roli dyskryminowanych ofiar, gdy blokujemy ich marsze. To bezczelne odwoływanie się do idei tolerancji, której gwałcenie wymalowali na swoich sztandarach, wpisali w swoje programy i praktykują na co dzień. Tak zwane ‘społeczeństwa obywatelskie’ całej Europy już jakiś czas temu uznały pewną rzecz za konsens: Faszyzm ma kształt zbrodni, a nie do opinii! Chyba tylko w naszym kraju skrajna prawica może sobie pozwolić na tak kuriozalne odwoływanie się do demokracji. Wymaga wręcz, aby demokratyczne społeczeństwo tolerowało poglądy i fakt przejmowania przestrzeni publicznej przez ugrupowania, których celem jest wykluczanie i odbieranie wolności wszelkim mniejszościom. To absurd. Osobom praktykującym dyskryminację nie udostępnia się przestrzeni publicznej do jej propagowania, tak jak notorycznemu mordercy nie podaje się do ręki karabinu maszynowego. Tylko społeczeństwo na wskroś przeżarte przez skrajnie prawicowe idee może uważać, że tolerowanie rasizmu czy innych form dyskryminacji ma cokolwiek wspólnego z wartościami demokratycznymi.

Mit 4: Zajmując się aktywnie problemem skrajnej prawicy robimy tym ugrupowaniom tylko reklamę

To kolejny, fatalny w skutkach, mit. Po pierwsze, naznaczony jest kompletnym brakiem zrozumienia historii. Wszędzie tam, gdzie zbyt długo pozwalano skrajnie prawicowym ideom na swobodny rozwój, miało to fatalne skutki. Po drugie, jest to pogląd utrwalający postawy ignorancji i pasywności wobec wszelkich opresyjnych tendencji społecznych. Bardzo łatwo jest się za takim poglądem schować i wiele osób nagminnie z tego korzysta. A więc jest to pogląd pro-faszystowski, gdyż na jego rozpowszechnianiu skrajnej prawicy bardzo zależy. Zresztą, stał się on integralną częścią jej strategii i szerzy go ona namiętnie wśród co bardziej naiwnej części społeczeństwa. Dzięki funkcjonowaniu tego mitu, skrajna prawica może swobodnie się rozwijać i sukcesywnie rosnąć w siłę, bo mało kto stawia jej realny, ofensywny opór „nie chcąc robić jej w ten sposób reklamy”. W efekcie, dążymy do sytuacji, w której idee te faktycznie nie będą już potrzebowały reklamy z zewnątrz. Wówczas dopiero osoby podzielające dziś ów pogląd, uznają za stosowne zabrać głos. Lecz wtedy okaże się to już niezwykle trudne i niebezpieczne. A więc, nawet jeśli niektóre działania antyfaszystowskie przyczyniają się do debaty publicznej wokół skrajnej prawicy, to jest to w najgorszym wypadku efekt uboczny, w rzeczywistości jednak nie-istotny w kontekście potrzeby monitorowania tych tendencji, reagowania na nie, oraz szerzenia antyfaszystowskiej kultury sprzeciwu.

Mit 5: Skrajnie prawicowa przemoc i bezpośrednie interwencje ruchu antyfaszystowskiego to dwie strony tego samego medalu

Kolejny mit będący próbą manipulacji społecznej percepcji. Skrajnie prawicowe poglądy są przemocą samą w sobie, a wynikające z nich działania są ich brutalnym przedłużeniem. Antyfaszystowska reakcja staje się wobec nich koniecznością. Antyfaszyzm jest więc w rzeczywistości formą obchodzenia się ze skrajnie prawicową przemocą i nie jest przemocą samą w sobie, nawet jeśli w niektórych przypadkach dochodzi do użycia siły fizycznej. Tak zwane bezpośrednie interwencje ruchu antyfaszystowskiego są niewielką częścią szerokiego zakresu działań jakimi para się ten ruch. Jeśli do nich dochodzi to dlatego, że muszą zostać podjęte, aby móc się oprzeć, powstrzymać, zneutralizować, uprzedzić, bądź zdławić w zarodku – skrajnie prawicowy terror. Bezpośrednie interwencje antyfaszystów należy postrzegać w kategorii samoobrony przed skrajnie prawicowym zagrożeniem, pamiętając jednak o tym, że zagrożenie to powstaje już w momencie, gdy ruch skrajnie prawicowy zaczyna się swobodnie organizować, inscenizuje pokazy siły w postaci przemarszów, gromadzi się en masse na obiektach sportowych czy organizuje koncerty muzyczne dla swoich kadr. Antyfaszystowska samoobrona nie może się więc ograniczać do wyczekiwania, aż banda nacjonalistów zacznie bić swoje ofiary – często, a w zasadzie – ZAWSZE powinna ubiegać takie sytuacji. Szerzenie poglądu, jakoby antyfaszystowskie interwencje były drugą stroną medalu skrajnie prawicowego terroru jest kolejną faszystowską strategią dyskredytowania swoich oponentów. W rzeczywistości, nie ma tu żadnego medalu, ale dwie antagoniczne tendencje: skrajnie prawicowy kult siły i wyższości jednych ludzi nad innymi, oraz ruch na rzecz egalitarnego społeczeństwa. Ruch antyfaszystowski rozumie się jako część tej drugiej tendencji.

Mit 6: Antyfaszyzm to domena młodzieży, w większości subkulturowej

To kolejny mit podtrzymywany chyba tylko w naszym kraju. W całej Europie ruchy antyfaszystowskie przyciągają ludzi w najróżniejszym wieku, z różnych kultur i środowisk. Ich szkielet stanowią często środowiska będące najbardziej zagrożone przez neofaszystów (wolnościowcy, imigranci, mniejszości seksualne, lewicowcy, środowiska feministyczne, etc), ale organizują się w nim masowo także ludzie w tych środowiskach nie-funkcjonujący. Jedni czynią to z pobudek solidarnościowych (z ofiarami skrajnie prawicowego terroru), inni z czystej świadomości tego, dokąd prowadzi pobłażanie tym tendencjom. Tak więc, antyfaszyzm nie ma nic wspólnego z wiekiem, a o wiele więcej z wyczuleniem społecznym, świadomością społeczną, z negacją autorytaryzmów. Najlepszym dowodem na to, że antyfaszyzm nie jest domeną młodzieży jest fakt, iż w wielu krajach w grupach i strukturach antyfaszystowskich organizują się masowo związkowcy, kombatanci oraz osoby ocalałe z faszystowskich obozów zagłady. Także skład blokad antyfaszystowskich w Warszawie w listopadzie 2010 roku, w których wzięło udział kilka tysięcy osób, kompletnie zaprzeczył młodzieżowo-subkulturowemu charakterowi ruchu antyfaszystowskiego w kraju. Na blokadach pojawili się zarówno dwudziestoletni antyfaszyści i antyfaszystki jak i ich 40-50 letni rodzice… także antyfaszyści.

Mit 7: Antifa to „bojówka”

Ten mit mógł zostać zasiany przez skrajną prawicę tylko dlatego, że sam ruch antyfaszystowski w Polsce zbyt długo unikał samodefiniowania się. I choć antifa (czyli skrót od „antyfaszyści”) to nie żadna bojówka, to trudno się dziwić, iż polskim faszystom udało się na jakiś czas tę etykietkę antyfaszystom przylepić, skoro nie przylepili sobie oni wcześniej żadnej innej. Ale skoro sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, to trzeba i tego typu bzdurę zdementować: Antifa to tysiące ludzi w tym kraju, którzy nie chcą tolerować skrajnie prawicowego terroru. Antifa zajmuje się wieloma formami przeciwdziałania, od edukacji po bezpośrednie interwencje. W Antifie znajdziesz pracowników fizycznych, studentów, bezrobotnych, nauczycieli, kibiców, prawników i wykonawców hip-hopowych. Łączy ich jedno: świadomość konieczności zwalczania tendencji faszystowskich w tym kraju. Antifa to wielotysięczny antyfaszystowski ruch pochodzący z najwrażliwszej tkanki tego społeczeństwa. I jeżeli już ktoś chce koniecznie widzieć w tym „bojówkę” to w takim razie jest to najliczniejsza i najwartościowsza bojówka jakiej to społeczeństwo się doczekało!

Mit 8: Napiętnowanie i zwalczanie rasizmu, homofobii czy antysemityzmu to „terror poprawności politycznej”

Jeśli nie ma się wystarczającego tupetu, aby przyznać, że ma się poglądy homofobiczne czy rasistowskie, to najłatwiej jest uznać, że reakcja na własne wypowiedzi lub czyny jest terrorem poprawności politycznej. To niemal spazmatyczny odruch, występujący, gdy brak jakiegokolwiek racjonalnego argumentu na uzasadnienie własnej głupoty. W ten sposób można skwitować każdą krytykę twierdząc, że coś jest zbyt poprawne czy zbyt dosłownie interpretowane. Wymachiwanie koncepcją politycznej poprawności jest najczęstszą zasłoną dymną prawicowych populistów, którzy co chwilę testują granice do jakich mogą się posunąć ze swoimi uprzedzeniami. Skoro rasizm biologiczny (ten wysnuty na podstawie teorii o rasowo słabszych genach i podobnych pseudonaukowych, konserwatywnych głupotach) jest passe i można na nim dużo stracić, to próbuje się ten rasizm uwspółcześniać. Balansując na granicy tolerancji skrajna prawica odnosi się do rasizmu kulturowego (atakującego nie konkretne osoby, np. imigrantów, ale całe kultury z których pochodzą, np. muzułmańską albo Synti i Roma), czy jeszcze bardziej „subtelnego” rasizmu socjalnego (rozróżniającego w swej łaskawości imigrantów „użytecznych” i tych „nieużytecznych”), czy tzw. nowego nacjonalizmu (tego „tolerującego” imigrantów z klasy średniej). Krytykowanie, denuncjowanie i obnażanie wszelkich form dyskryminacji i rasizmu nie wynika z poprawności politycznej tylko z tego, że właśnie poprzez codzienne rasistowskie i inne dyskryminujące nawyki, koncepcje takie stają się normalnością, będąc zarazem wodą na młyn dla skrajnej prawicy.

Mit 9: Marsz „Niepodległości” to przemarsz patriotów

Polska skrajna prawica maszeruje 11 listopada już od po nad 20 lat. Rasistowskie hasła, antysemickie okrzyki i faszystowskie pozdrowienia były przez całe te lata integralną częścią tych pokazów siły. Wprawdzie długo to trwało, ale od roku 2008, kiedy doszło do pierwszej antyfaszystowskiej blokady tego marszu, stanęły one wreszcie w ogniu krytyki społecznej. Dalsze ich organizowanie z neofaszystowskimi i rasistowskimi hasłami stało się trudniejsze. Ale dla skrajnej prawicy marsze te mają zbyt duże znaczenie, żeby tak łatwo odpuścić. To inscenizacje siły, których potrzebuje, aby przyciągać kolejne kadry do swoich szeregów. Liderzy tych ugrupowań zdecydowali się więc na taktyczną zagrywkę: nakazali swoim kadrom formułowanie dyskryminujących sloganów w mniej agresywny sposób, zarządzili nie-hajlowanie w obecności kamer, przemianowali nazwę marszu na „Marsz Niepodległości”, oraz rozpuścili wokół niego „patriotyczną” zasłonę dymną. W ten sposób, te same ugrupowania, głoszące dalej te same poglądy, próbują zapewnić ciągłość swoich przemarszów. W pierwszym odruchu, niektóre osoby dały się nawet na ten haczyk złapać. Jednak każda tego typu manipulacja ma krótkie nóżki. Wyrafinowana strategia stała się oczywista. Niezależnie od tego czy w najbliższych latach marsz ten zostanie nazwany marszem „Miłości”, „Wolności” czy „Młodości”, w społecznej świadomości pozostanie defiladą ugrupowań, od neofaszystowskich po nacjonalistyczne, służącą wspomnianym wyżej celom. A to, że nasi rodzimi faszyści uważają się równocześnie za patriotów, niczego tutaj nie zmienia. Ciężko im tego zabronić. Natomiast należy odebrać im możliwość chowania się za patriotyzmem w celu szerzenia skrajnie prawicowych, neofaszystowskich idei.

PS. Obawiam się, że większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielkie, mentalne spustoszenie niesie za sobą funkcjonowanie tych mitów w świadomości społecznej. Pora wsadzić je z powrotem tam, skąd wyszły – do ust skrajnie prawicowych populistów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s