ONR 2011. Ofensywa trwa! Od pudrowania do upupienia!

14 List

W październiku popełniłam felieton, w którym opisałam obecne zabiegi skrajnej prawicy w Polsce jako „pudrowanie się”. Ten tekst odnosił się przede wszystkim do ONR, gdyż faszyści w garniturach (Młodzież Wszechpolska) jest upudrowana niejako programowo, zaś pozostali gracze skrajnej prawicy w kraju – NOP, Falanga, środowiska NS czy Autonomiczni Nacjonaliści AN – albo już dawno wypieli się na ONR, albo wzięli do ręki inne narzędzia niż puderniczkę.

Termin „pudrowanie” niesie w sobie pewną relatywizację w odniesieniu do posunieć organizacji, która historycznie i programowo jest ugrupowaniem tendencyjnie zbrodniczym, aczkolwiek pewną polityczno-antropologiczną ciekawostką stało się iż chłopcy, którzy tak szczerze nienawidzą gejów poświęcają więcej czasu makijażowi niż większość rodzimych Dragqueens.

W każdym razie charakterystyka ta została podchwycona przez innych oserwatorów skrajnej prawicy w kraju, także przez media i zaakceptowana w ramach czegoś co nazwę na wyrost „społeczną analizą zachowań skrajnej prawicy w Polsce”. Sam termin „pudrować się” używany jest obecnie już nawet przez samych nacjonalistów i (krypto)faszystów w ich własnej retoryce obronnej (na którymś z dostępnych ogólnie forów nacjonalistów pojawiła się ostatnio krytyczna wypowiedź „Starczy już tego pudrowania!”)

Samo nazwanie pewnej praktyki skrajnej prawicy „pudrowaniem własnego wizerunku” na potrzeby propagandowego wydarzenia jakim był „Marsz (Spustoszenia i Terroru w dzień) Niepodległości” to jednak dopiero wstęp do dalszych refleksji wokół tego zjawiska.

Nazwijmy raz jeszcze różne przejawy onr-owskiej pudrowanki. Do roku 2009, (krypto)faszystowski ONR nie wstydził się ani centymetra swojego brunatnego ciałka. Poczynając od haseł wznoszonych na wystąpieniach („Polska tylko dla Polaków”, „Znajdzie się kij na żydowski ryj”, „Polska cała tylko biała”, i wielu innych utrzymanych w tej tonacji), poprzez ultra-ksenofobiczne hasła na transparentach, wzory na koszulkach i naszywkach noszonych na kurtkach, skinheadowski styl ubierania się, agresywne teksty na stronach internetowych, hajlowanie w każdym niemal momencie „narodowego uniesienia” i wiele innych mniej zauważalnych praktyk.

Od roku 2009 wszystkie te szczere przejawy myśli i woli onr-owskiej zaczęły się po kolei chować. Dlaczego? I dlaczego właśnie akurat w tym okresie?

Otóż rok 2009 jest rokiem silnego wzrostu aktywności ruchu antyfaszystowskiego w Polsce. Ówczesna analiza działań skrajnej prawicy prowadzi m.in. do dostrzeżenia coraz bardziej natrętnego przenikania skrajnej prawicy do przestrzeni publicznej. Jako jedna z metod tego przenikania zdiagnozowana zostaje strategia organizowanych przez ONR przemarszy. Natychmiastową reakcją antyfaszystów jest publiczne zdemaskowanie owej strategii oraz przystąpienie do ofensywnego blokowanie samych marszy.

W latach 2009-2011 dochodzi do wielu blokad lub ich prób: w Warszawie, Lublinie, Wrocławiu, Łodzi czy Poznaniu. Jedne są bardziej skuteczne inne mniej. Jeszcze inne niewypalają kompletnie. Dwie z warszawskich blokad wypchnęły marsze z centrum miasta, kilka innych doprowadziło do zakócenia ich przebiegu. Jednak niezależnie od skuteczności każdej blokady z osobna zwróciły one uwagę społeczeństwa na problem maszerujących nacjonalistów i (krypto)faszystów.

Zarówno media jak i najróżniejsi komentatorzy społeczni zaczęli baczniej przyglądać się temu zjawisku. Z miesiąca na miesiąc narastała krytyka, wzmagając się dodatkowo w trakcie trwania antyfaszystowskich kampanii przed blokadami. Każde hajlowanie jest odnotowywane w mediach i ostro krytykowane. Każdy rasistowski okrzyk publicznie napiętnowany. Niejeden antysemicki transparent odebrany przez antyfaszystów i wyrzucony do śmietnika. Niejedna faszystowska koszulka opluta, a jej dumny „nosiciel” publicznie skonfrontowany z reakcją na nienawiść i przemoc, którą szerzy.

ONR ląduje pod presją. Ciężkim stało się robienie wszystkiego tego co wcześniej wykonywano tak dumnie, szczerze, naturalnie i prowokacyjnie. Przywódcy ONR nie mają wyjścia. Presja społeczna wywołana działaniami antyfaszystów stała się na tyle nieprzyjemna, że zaczęło się strofowanie własnych szeregów.
Od 2009 roku padają kolejne odgórne tyktyczne dyrektywy, do których doły muszą się dostosować. Nie można już sobie hajlować na lewo i prawo. Nie w trakcie marszy, nie pod pomnikiem Dmowskiego, nie na widok kogoś o innym kolorze skóry. W domu, w lesie, na obozach integracyjnych czy zamkniętych imprezach jak najbardziej, ile wlezie. Ale już nie publicznie, a już na pewno nie w koszulce ONR. Nie wolno już krzyczeć na marszach o żydach, gazie, o tym co zrobił Hitler i co należałoby zrobić i tutaj, o Polsce całej i białej, etc. Zaczyna się kontrola symboli, transparentów, flag i naszywek na ubraniach. Onr-owcy zaczynają się sami na wzajem strofować negując kolejno swoje niedawne praktyki. Zapinane są kurtki tych, którzy mają na sobie koszulki Ku-Klux-Klan, Blood&Honour i temu podobne. Wszystko jest to ok, ale już nie publicznie. To wstyd, obciach i przede wszystkim zagrożenie dla organizacji, gdyby ktoś to zobaczył/usłyszał.

Nie wolno już też wypisawać niektórych rzeczy na forach internetowych. A jeśli się komuś wymsknie, a dzieje się tak co i raz, ma zostać natychmiast zdjęte przez administratora forum. Byle tylko nikt tego nie odnotował. Anitfa jest przecież czujna. Od teraz należy wyglądać na przyzwoitych patriotów. W ten sposób łatwiej będzie odpierać słuszne skojarzenia z faszyzmem.

ONR musi jakoś przetrzymać ciężki okres dla (krypto)faszystów. Ustalona zostaje linia propagandowa, której wszyscy członkowie ONR-u mają się wykuć na pamięć i bezwzględnie trzymać. Wodzowie ONR-u nakazują powtarzania jak mantry kilku, spreparowanych w celach propagandowych, sloganów:

„jesteśmy narodowymi radykałami a nie faszystami” (choć różnica jest niesłychanie mglista i adekwatna do tego jak kto interpretuje hajlowanie, czy jako serdeczne narodowe pozdrowienie czy gest wpisany w tradycje faszyzmu i europejskiej skrajnej prawicy);

„faszyzm to doktryna lewicowa, a my jesteśmy prawicowcami, więc nie możemy być faszystami” (zabieg w iście onr-owskim stylu, tak kreatywny jak absurdalny, budzący politowanie u historyków i politologów);

„nazywanie nas faszystami to wymysł samego Stalina” (nikt ze współczesnych antyfaszystów odnajdujących w polskiej skrajnej prawicy faszyzujące tendencje, nawet nie słyszał o słynnej stalinowskiej dyrektywie, a faszystowskie korzenie ONR są do wyczytania w ich własnych tekstach historycznych, nie mówiąc już o wielu współczesnych praktykach i udokumentowanych doświadczeniach);

„Polak nie może być faszystą, bo 70 lat temu padliśmy ofiarą hitlerowców” (a swastyki na pomniku w Jedwabnem namalowali zapewne „niemieccy antyfaszyści”…).

Nawet tak umiłowane przez onr-owców krzyże celtyckie (symbol białych rasistów) zaczęły znikać z ich marszy (co być może zmieni się ponownie po tym jak NOP „zalegalizował” sobie ten symbol i zechce dzielić się nim z ONR-em, co nie jest wcale tak pewne jakby się mogło wydawać…).

Same marsze, które jeszcze niedawno były klarowną wizytówką organizacji, pod naciskiem śliskich wspólników z Młodzieży Wszechpolskiej nazwano „niepodległościowymi” i wycofano z nich oficjalnie wszystko co było w miarę radykalne. I tak onr-owcy zniknęli w tłumie krzyżowców, słuchaczy Radia Maryja, nastawionej na awanturę stadionowej młodzieży, wyznawców „Smoleńska” i elektoratu PiS. Zresztą pierwsze oznaki zadeptania onr-owca w tłumie miały miejsce już rok wcześniej, ale uwiecznili się jeszcze na kilku pamiątkowych zdjęciach. Podczas ostatniego tzw. „Marszu Niepodległości” nikt już chyba nie zauważył, że było na nim też 150 chłopców z ONR.

Wszystkie naturalne odruchy, zachowania, stroje, hasła i formy wyrazu zostały więc onr-owcom odebrane. Cała organizacja upupiona. Dokonali tego sami jej przwódcy. Jednak nie bójmy się powiedzieć, że cały proces upupienia organizacji należy zapisać na konto tak kochanej przez „narodowców” antify. Jeżeli dziś coraz ciężej jest odróżnić onr-owca od zwolennika Kowina Mikkego czy LPR-owca to jest to zasługa antyfaszystów i wymuszonej ich działaniami społecznej presji i wreszcie auto-pudracji 😉 narzuconej przez przywódców ruchu.

Oczywiście cały ten proces od stygmatyzacji przez pudrowanie po upupienie, musi wzbudzać w szeregach ONR-u niepokój i frustrację. Prawdopodobnie niejeden „prawdziwy” onr-owiec popadł już w polityczną schizofrenię odnajdując się nagle jako członek młodzieżówki Jarka Kaczyńskiego, opuścił szeregi organizacji, zastanawia się nad przejściem do nieco bardziej konsekwentnego i ideowo pokrewnego NOP, bądź po prostu odkrył swoją naiwność, sposób w jakim manipulują nim liderzy ruchu, wkurwił się i zajął zupełnie czymś innym. Na przykład współpracą z antifą…

Przed ruchem antyfaszystowskim w tym kraju jest jeszcze dużo pracy. Ale niewątpliwie cieszyć powinien jego skuteczny powrót na społeczną arenę w momencie, gdy Kaczyński i Winnicki na zmianę majaczą coś o „węgierskim modelu państwa”. ONR był i jest zbiorem zer. Ostatnie dwa lata pokazały, że antifa jest w stanie skutecznie skracać prawe ramie. To od tych pięciu rzymskich piw 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s