Doceńmy wartość swojej lokalnej Antify.

27 Sty

ROLA NIEMIECKICH ANTYFASZYSTÓW W ODKRYCIU POWIĄZAŃ POMIĘDZY NSU A NPD

Seria mordów na imigrantach dokonana przez skrajnie prawicową siatkę terrorystów z NSU (National Sozialistische Untergrund) wstrząsnęła niemieckim społeczeństwem. I trzęsie nim do dziś. Ratowanie ‚Strefy Euro’ i skandal wokół 10 brutalnych, rasistowskich mordów to dwie debaty, które zdominowały zimę u naszych zachodnich sąsiadów. W ramach debaty wokół NSU pojawiło się kilka wielce interesujących wątków. Wśród nich m.in. rola służb specjalnych w zatajaniu działań NSU, powiązania NSU z partią niemieckich narodowców z NPD, rasistowskie implikacje policji, która przez wiele lat starała się dowieść tego, że sprawcy mordów wywodzą się ze środowiska imigrantów (!) czy też stara i problematyczna kwestia delegalizacji NPD w perspektywie kompleksowej inwigilacji jej struktur przez służby specjalne.

W relacjach z Niemiec dotyczących kwestii terroru NSU, w natłoku arcyciekawych dyskusji, coś jednak zdecydowanie utonęło. Chodzi o dyskusję wokół roli,jaką odegrała, tak popularna ostatnio i u nas w kraju niemiecka Antifa w rozpracowaniu samego NSU i jego powiązań z NPD.

Paranoicy, zwolennicy teorii spiskowych i druga strona ekstremy

W latach 90-tych, gdy w całych Niemczech wschodnich jak grzyby po deszczu wyrastały skrajnie prawicowe struktury, jedyną społecznością, która reagowała była Antifa. To Antifa od samego początku monitorowała działania niemieckich narodowców, inicjowała pierwsze protesty społeczne i utrudniała swobodne rozwijanie się skrajnej prawicy.

Dokładnie w roku 1997, kiedy to filary znanej nam już dziś terrorystycznej komórki z Zwickau (Mundlos, Böhnhardt, Zschäpe) oraz ich siatka znana jako NSU właśnie schodziły do podziemia, aby w nim przygotowywać swoje morderstwa, prezydent wydziału służb specjalnych w Turyngii ogłaszał przed kamerami lokalnej telewizji, iż w jego landzie problem skrajnej prawicy nie istnieje. Nagranie to trafiło do jednego z antyfaszystowskich archiwów razem z setkami innych materiałów dotyczących „nie istniejącego problemu”.

Przez kolejne kilkanaście lat skrajna prawica zarówno w Turyngii jak i w innych wschodnich landach rosła w siłę. Na wszystkich poziomach. Rozwijały się jej oficjalne jak i półoficjalne struktury. Formalne organizacje i autonomiczne grupy nacjonalistów (AN). Wszystkie te struktury stanowiły bazę, zaplecze i narybek dla najbrutalniejszej frakcji – podziemnych struktur paramilitarnych i terrorystycznych. W tym samym czasie, tych, którzy nieustannie wskazywali na istniejące zagrożenie, protestowali i organizowali się przeciwko tym strukturom, a więc Antifę, traktowano jako paranoików, zwolenników teorii spiskowych, niepokornych lewaków, ewentualnie jako drugą stronę ekstremy (sic!)

Nie zrażeni społeczną znieczulicą niemieccy antyfaszyści kontynuowali swoją pracę. Rozwinęli wiele różnych form działania. Inicjowali społeczne debaty, organizowali antyrasistowskie kampanie, pracowali z mediami, stworzyli od podstaw antyfaszystowski ruch młodzieżowy i antyfaszystowską kulturę z koncertami, festiwalami czy przeglądami filmów. Publikowali regularnie magazyny, organizowali protesty, demonstracje i blokady. Wydali dziesiątki książek i wykleili na ulicach miast tysiące plakatów wzywających do aktywnego sprzeciwu wobec nacjonalizmu. Jedną z dziesiątek form działania wypracowanych przez Antifę jest tzw. antyfaszystowski research.

DER SPIEGEL oddaje szacunek Antifie

Na przestrzeni lat, w niektórych wschodnich rejonach kraju (Saksonii, Meklemburgii czy w Brandenburgii) skrajna prawica zdołała zdominować lokalną kulturę. Ciężko było stawić jej czoła na ulicach miast. Działalność Antify skoncentrowała się więc w dużej mierze na monitorowaniu jej struktur i działań. Na przestrzeni lat powstawały bardzo skrupulatnie prowadzone archiwa zawierające dokumentację poczynań i dające wgląd w struktury niemieckiej skrajnej prawicy.

Kiedy na początku listopada 2011 okazało się, że sprawcami szokującej całe Niemcy serii morderstw, określanych dotychczas przez prasę i policję mianem „Morderstw w Imbisach” („Donner-Morde”) jest grupa radykalnych narodowców, społeczeństwo załamało ręce. Władze państwowe utrzymywały społeczeństwo latami w przekonaniu, że skrajna prawica nie stanowi żadnego zagrożenia, ewentualnie, że ma nad nią pełną kontrolę. Kiedy jednak okazało się, że NSU (jedna z wielu działających struktur) zamordowała co najmniej 10 osób (9 imigrantów i jedną policjantkę), policja oraz służby bezpieczeństwa nie były w stanie wyjaśnić tego jak mogło dojść do takiego rozwoju sytuacji.

Po dwóch dniach od wypłynięcia brutalnej prawdy o istnieniu i działalności NSU (listopad 2011) okazało się, że to właśnie archiwa prowadzone przez antyfaszystowskie grupy są najlepszym i właściwie jedynym źródłem informacji mogącym pomóc zrozumieć to kim są, jaką drogę przeszli i z jakich struktur wywodzą się skrajnie prawicowi terroryści.

Jeden z reporterów najpopularniejszego niemieckiego tygodnika DER SPIEGEL, w kontekście zaistniałej w Niemczech sytuacji, w takim oto tonie wypowiedział się odnośnie roli Antify:

„Wydaje się, że to społeczeństwo było przez ostatnie kilkanaście lat ślepe na prawe oko. Jeszcze na początku lat 90-tych znacznie więcej organizacji i instytucji zajmowało się tym problemem, ale potem wszyscy znaleźli sobie ciekawsze tematy. Władze i media zajęły się przede wszystkim zagrożeniem ze strony islamistów. Także inne organizacje społeczne machnęły ręką na skrajną prawicę. Jedyną instytucją, która zajmowała się tym problemem konsekwentnie bez przerwy była Antifa. Ale tak naprawdę doceniliśmy to dopiero teraz. Myślę, że ludzie, którzy przez zbyt wiele lat postrzegali Antifę jako ruch marginalny, wyłącznie jako tych którzy zasłaniają twarze i parają się zakłócaniem skrajnie prawicowych zgromadzeń, dostrzegli teraz, jak bardzo to społeczeństwo potrzebuje swojej Antify”

Stieg Larsson i tysiące anonimowych antyfaszystów

Jednym z najbardziej znanych na świecie działaczy Antify zajmującym się antyfaszystowskim researchem był autor bestsellerowego kryminalnego imperium, Stieg Larsson. Pracując w projektach stworzonych przez szwedzką Antifę publikował swoje analizy m.in. w brytyjskim, antyfaszystowskim piśmie SEARCHLIGHT oraz w szwedzkim, antyrasistowskim magazynie EXPO, którego był współzałożycielem i redaktorem.

W Polsce monitorowaniem i dokumentowaniem działań skrajnej prawicy od wielu lat zajmuje się organizacja NIGDY WIĘCEJ. Kilka lat temu wydała ona tzw. „Brunatną Księgę” czyli dokumentację tysięcy aktów przemocy dokonanych przez skrajną prawicę w Polsce. Niestety, ze względu na ograniczone możliwości tej organizacji, a także na ilość tego typu incydentów w naszym kraju, archiwum NIGDY WIĘCEJ to w dużej mierze zbiór informacji z prasy. Jest to więc wprawdzie ważna dokumentacja dająca wgląd w rozmiar problemu, jednak ciężko jest na jej podstawie dowiedzieć się czegoś konkretniejszego odnośnie źródła samego problemu czyli struktur neofaszystowskich i radykalno-narodowych generujących przemoc.

Praca, którą wykonuje u nas NIGDY WIĘCEJ, wykonywana jest w Niemczech przez dziesiątki regionalnych grup. Wśród nich takie jak ABAPIZ (Antyfaszystowskie Archiwum Prasowe i Centrum Kształcenia w Berlinie), AIDA (Archiwum Informacji i Dokumentacji Antyfaszystowskiej w Monachium), GAMMA z Lipska, KNOW YOUR ENEMY z Berlina, KEIN BOCK AUF NAZIS z Berlina i wiele innych. Nazwę tego ostatniego należy tłumaczyć jako ZERO OCHOTY NA NAZIOLI.

Zdecydowana większość osób pracujących w tych antyfaszystowskich podchodzi do swojej działalności na zasadzie woluntariatu i robi to anonimowo. Dzięki większym możliwością w porównaniu do tych jakie ma NIGDY WIECEJ praca niemieckiego antifa research nie opiera się w głównej mierze na wzmiankach w prasie lecz przejawia w inwestygatywnym zbieraniu precyzyjnych informacji, ciągłym ich przetwarzaniu oraz analizie. W większych miastach, takich jak Monachium, Hamburg, Lipsk czy Berlin, swoje antyfaszystowskie archiwa posiadają nawet poszczególne dzielnice.

Antifa-research w służbie lokalnym społecznością

Przykładem takiej lokalnej inicjatywy może być strona antyfaszystowskiego archiwum z berlińskiej dzielnicy Neukoeln. Lokalni działacze antyfaszystowscy zamieszczają na niej informacje o wszystkich aktach przemocy ze strony skrajnej prawicy, które wydarzyły się w obrębie dzielnicy, zostały dokonane przez nacjonalistów na niej zamieszkałych, bądź w jakiś inny sposób są z dzielnicą związane. Dokumentacja sięga początku lat 80-tych i prowadzona jest do dziś. Dzięki niej możliwe staje się między innymi dostrzeżenie ciągłości struktur skrajnie prawicowych, zachodzących w nich przemian, wzajemnych powiązań personalnych, finansowych czy organizacyjnych. Dzięki niej, każdy jeden akt skrajnie prawicowej przemocy, na przykład atak o podłożu rasistowskim bądź homofobicznym dokonany w obrębie tej dzielnicy, który policja traktuje jako zwykły rozbój, jest szybko analizowany na bazie informacji dotyczących charakteru działania sprawców oraz ich opisu ze strony świadków zdarzenia. Zwykle dosyć szybko wyjawia się klarowny obraz tego, która grupa radykalnych narodowców stoi za konkretnym atakiem.

Członkowie lokalnych społeczności mogą korzystać z dostępu do antyfaszystowskich archiwów w momentach, gdy stają się ofiarami bądź świadkami przemocy. Wiele osób współpracuje z lokalnymi grupami antyfaszystowskiego researchu wskazując miejsca spotkań czy aktywności skrajnej prawicy w ich dzielnicy. Dzięki tego typu współpracy struktury narodowych radykałów nie mają łatwego gruntu pod swobodny rozwój. Społeczność jest czujna, ale nie paranoiczna. A przede wszystkim jest bezpieczniejsza. Dzięki antyfaszystowskim projektom, poczucie bezpieczeństwa lokalnych społeczności nie transformuje w ksenofobię (tak jak to często bywa w innych miejscach), ale w solidarną postawę wobec wszelkich przejawów dyskryminacji i będącej ich konsekwencją, zorganizowanej przemocy.

Antifa jako forma samoorganizacji bezpieczeństwa

Odczarowanie Antify było skutkiem opublikowania przez nią ważnych informacji dotyczących przeszłości i powiązań trójki z NSU. Okazało się m.in. że członkowie NSU wywodzili się ze struktur tzw. Anty-Antify, a więc specjalnych grup narodowców specjalizujących się w zamykaniu ust antyfaszystom. Jednak antyfaszystowskie upublicznienia dotyczące skrajnie prawicowej przemocy obejmują dużo więcej struktur niż tylko samo NSU.

Jedna z bardziej znanych tego typu akcji wyszła jakiś czas temu ze strony berlińskiej grupy KNOW YOUR ENEMY, która zareagowała w ten sposób na wydarzenia 14 maja 2011 w Berlinie. Tego dnia duża grupa nacjonalistów wkroczyła niespodzianie i zaatakowała imigrantów na dzielnicy Kreuzberg. Mimo brutalnych ataków, do których doszło, policja przez wiele miesięcy nie wykazała się żadnymi efektami swojej pracy i nie zidentyfikowała, a więc też nie zatrzymała żadnych sprawców. W reakcji na to antyfaszyści skorzystali z zebranych własnymi kanałami materiałów i upublicznili długą listę zidentyfikowanych działaczy radykalno-narodowych, którzy wzięli udział we wspomnianych atakach.

Ten przejaw antyfaszystowskiej samoorganizacji, mimo iż otarł się o pogranicze nielegalności, spotkał się z bardzo przychylnym odzewem mediów, zwłaszcza lokalnych, które także były świadkami majowych wydarzeń i od dawna krytykowały ignorancję i opieszałość państwa w tej sprawie.

Sprawa NSU przełomem

Historia skrajnie prawicowej NSU, która wstrząsnęła społecznością niemiecką w listopadzie tego roku, na dobre wyniosła antyfaszystowskie archiwa na światło dzienne. Kiedy wypłynęły pierwsze informacje dotyczące związku skrajnej prawicy z serią morderstw, policja nabrała wody w usta. Raz ze względu na braki w posiadanych przez siebie informacjach, dwa, ze względu na paraliż jaki wywołały w instytucjach państwowych niejasne do dziś powiązania służb bezpieczeństwa z ruchem neofaszystowskim.

W efekcie, wszystkie liczące się niemieckie dzienniki i magazyny poprosiły antyfaszystowskie archiwa o udostępnienie im posiadanych zdjęć i informacji o nacjonalistach powiązanych z NSU. Członkowie Antify zaproszeni zostali także w roli ekspertów do reportaży największych stacji TV. Udzielili dziesiątki wywiadów, wytłumaczyli fakty, przeanalizowali struktury i powiązania nieczytelne dla większości dziennikarzy. Bez nieocenionej wiedzy antyfaszystów najbardziej utalentowani i ambitni dziennikarze nie byliby w stanie pociągnąć swoich dalszych dochodzeń, które kilka tygodni później doprowadziły ich do sensacyjnych odkryć.

Oto komentarz Tima Brennera, rzecznika prasowego antyfaszystowskiego projektu „ZERO OCHOTY NA NAZIOLI”:

„Nagle wszyscy zaczęli interesować się tematem. Politycy udają wielkie zaskoczenie śmiertelnym wymiarem prawicowej przemocy. A przecież od lat przestrzegaliśmy przed tym, że skrajna prawica jest uzbrojona i niebezpieczna. Dochodzenia największych niemieckich magazynów „Die Zeit” i „Tagesspiegel” dowodzą liczby co najmniej 148 ofiar śmiertelnych z rąk skrajnej prawicy w Niemczech od roku 1990. Rząd mówi jednak dalej z uporem o 48 zamordowanych osobach. Uznajemy to za skandaliczne!”

Dużą rolę w sprawie NSU odegrała praca jednej z saksońskich grup Antify, a zwłaszcza jej ostatnie upublicznienia. Grupa o nazwie GAMMA funkcjonuje od 1998 roku i w centrum jej działalności znajduje się dokumentowanie i oszacowywanie aktualnych tendencji w strukturach skrajnej prawicy w Saksonii. GAMMA upubliczniła ostatnio sekrety dotyczące elitarnej, skrajnie prawicowej struktury o nazwie „Freie Netz” (FN). Informacje przekazał GAMMIE jeden z byłych neofaszystów, który odwrócił się od swoich byłych kompanów (ostatnio coraz częstszy precedens w szeregach skrajnej prawicy). Pochodzące od niego informacje zostały przez Antifę zweryfikowane na podstawie informacji znajdujących się już wcześniej w archiwum grupy. Ukazują one FN jako jedną z najbardziej fanatycznych skrajnie prawicowych struktur w tym rejonie kraju, stawiających przemoc jako podstawową metodę swojej działalności. Udokumentowana została pokaźna ilość bezpośrednich ataków i innych aktów prawicowej przemocy przeprowadzonych przez członków FN. Udokumentowane zostały jej cele (m.in. obalenie demokracji na rzecz skrajnie autorytarnej prawicowej władzy) i aktywności tym celom służące (propaganda, dystrybucja, zawiązywanie struktur, etc ). Dokumentacja zawiera też informacje dowodzące ścisłych powiązań FN z partią NPD. Chodzi m.in. o finansowe wsparcie otrzymywane przez FN bezpośrednio od saksońskiej NPD, ale także o przejmowanie przez członków FN funkcji partyjnych w NPD i ich realnym wpływaniu na procesy wewnątrz partii. Osobnym tematem jest młodzieżówka NPD, Jungen Nationaldemokraten (JN), która jak wynika z upublicznionych przez GAMME informacji jest przesiąknięta aktywistami FN i stała się niejako politycznym instrumentem tego ostatniego środowiska. Oczywiście GAMMA upubliczniła też na swoich Leaks pokaźną ilość informacji na temat konkretnych członków tej struktury.

Informacje upublicznione przez Antifę podchwyciły wszystkie możliwe media, wśród nich DER SPIEGEL, największy niemiecki magazyn informacyjny. SPIEGEL nie tylko opublikował podane przez Antifę informacje, ale poszedł dalej tropem oficjalnych, półoficjalnych i podziemnych struktur skrajnej prawicy, puszczając całą drużynę swoich reporterów na długie inwestygatywne tygodnie.

Nie o splendor tu chodzi Kolejnym interesującym przykładem jest upublicznienie jesienią 2011 informacji o internetowym sklepiku o nazwie „Reconquista“. Jedna z berlińskich grup antyfaszystowskich przygotowała i rozprowadziła po mieście plakaty i ulotki demaskujące politykę tego internetowego projektu. Dodatkowo opublikowała interesujący artykuł na ten temat. Z materiałów w nim zamieszczonych wynika jasno, iż środowisko związane z „Reconquistą” solidaryzowało się z terrorystami z NSU. Ponadto, poniżało ofiarami mordów przez nich dokonanych używając na swoich produktach skandalicznych haseł i grafik. Upublicznienie tych informacji przez Antifę spotkało się z pozytywną reakcją mediów, m.in. stołecznego dziennika BERLINER ZEITUNG, który podchwycił temat. Po dwóch dniach od antyfaszystowskiego upublicznienia, „Reconquista” przestała działać. Kompletnie nieinteresujące się do tej pory prowadzonym przez berlińskich narodowych-radykałów sklepikiem internetowym władze, nie miały wyjścia i przystąpiły do działania.

Wielu dziennikarzy nie podaje w swoich materiałach faktu, że zawarte w nich informacje pochodzą z tego czy innego antyfaszystowskiego archiwum. Części mediów nie bardzo to pasuje do ich politycznej linii. Inni wolą aby splendor za sensacyjne odkrycia spadł tylko i wyłącznie na ich konto. Z drugiej strony samym antyfaszystom nie koniecznie zależy na tym, aby oddawano im za ich pracę cześć i chwałę. Z całą pewnością nie chcą słyszeć w tych dniach wyrazów uznania ze strony tych wszystkich struktur społecznych i instytucji państwowych, które od lat regularnie dyskredytowały lub kryminalizowały ich pracę.

Niemiecka policja oraz służby bezpieczeństwa przyznają bardzo niechętnie, iż wiele razy nie były w stanie zgromadzić informacji, których opublikowania domagało się społeczeństwo. Starają się przemilczeć także fakt, że ostatecznie uczynił to ruch przez nie kryminalizowany, a więc Antifa.

Ze względu na praktyki kryminalizowania ruchu antyfaszystowskiego, niemieccy antyfaszyści nie godzą się na współpracę z represyjnymi organami państwowymi i nie przekazują im nigdy informacji o skrajnie prawicowych strukturach. Informacje te publikują natomiast w swoich pismach, na swoich stronach internetowych, rozpowszechniają w postaci plakatów, broszur i ulotek.

Działacze i działaczki berlińskiego, antyfaszystowskiego archiwum prasowego APABIZ publikują większość rezultatów swojej pracy w wydawanym przez siebie regularnie biuletynie MONITOR. W ten sposób dzielą się wieloma istotnymi informacjami ze społeczeństwem. Wspólnie z innymi stowarzyszeniami i organizacjami APABIZ wydaje też pismo o nazwie „Berlińskie uwarunkowania”, w którym także prezentuje swoje analizy.

W niektórych sytuacjach materiały udostępniane są bezpośrednio dziennikarzom. Tym, do których jest zaufanie. W większości tego typu przypadków, wieloletnia praca wkładana w rozpoznanie pozostaje niedoceniona. Antifa jednak nie płacze. Nie o splendor tu chodzi, ile o skuteczność samej interwencji.

Faktyczny szacunek czy zachowania koniunkturalne?

W ostatnim okresie nastawienie względem Antify uległo jednak zmianie. Antyfaszystowski research prowadzony jest od lat i w sposób bardzo konsekwentny. W przeciwieństwie do zaangażowania w ten temat komercyjnych mediów, których zainteresowanie tematem wydaje się być koniunkturalne. Mimo wszystko, sami antyfaszyści, bogaci w doświadczenia z przeszłości, są nastawieni bardzo sceptycznie wobec szacunku jakim zaczęto ich darzyć z dnia na dzień. Odbierają je jako wynikające wyłącznie z aktualnego zainteresowania i obecności problemu skrajnej prawicy w mediach. Media korzystające ze żmudnej pracy antyfaszystowskich projektów stawiają na pierwszym planie rezultaty, a nie samą wykonaną pracę. Oto wypowiedź działaczki berlińskiego projektu APABIZ:

„To, czy przedstawiciele mediów będą się dalej interesowali pracą Antify, gdy NSU nie będzie już stało w centrum medialnej uwagi, dopiero się okaże. Z pewnością rozwinie się kilka interesujących kontaktów pomiędzy przedstawicielami mediów a Antifą, ale większość pozostanie po staremu. Opinia społeczna dostrzeże same rezultaty, fakty podane w mediach, nie usłyszy ponownie o pracy wykonanej w celu ich zdobycia. Antyfaszystowski research jest wciąż traktowany jako woluntarna praca wykonywana gdzieś na zapleczu świata medialnego, praca za którą nikt nie musi płacić“

Wspierać czy kryminalizować?

Z pracy Antify korzystają najróżniejsi ludzie i projekty. Wśród nich nie tylko dziennikarze czy ofiary skrajnie prawicowej przemocy, ale też pracownicy społeczni, naukowcy, pisarze i wiele innych osób potrzebujących konkretnych informacji do swojej pracy. To dzięki pracy Antify społeczeństwo otrzymuje wiarygodny obraz potencjału skrajnej prawicy, wgląd w jej struktury, w rozwój ideologii i partii od nacjonalistycznych po neofaszystowskie, wgląd w skrajnie prawicową subkulturę, czy też informacje o klubach i innych lokalach, w których gromadzi się skrajna prawica. Antifa oferuje jednodniowe i weekendowe warsztaty oraz wielodniowe, kompleksowe seminaria dla szkół i projektów społecznych oraz prowadzi najróżniejsze prezentacje. Wśród tematów m.in. historia antysemityzmu w Europie, kobiety w strukturach skrajnej prawicy, współczesne oblicza neofaszyzmu, nowa prawica, prawicowy populizm w Europie, skrajna prawica na niemieckich uczelniach, wzajemne wpływy ezoteryki/okultyzmu i idei skrajnie prawicowych, skrajnie prawicowa publicystyka, skrajna prawica w internecie, oblicza rasizmu w 21 wieku, i wiele innych.

Tymczasem niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji wielokrotnie definiował antyfaszystowskie projekty jako niebezpieczne. Prowadzi to do utrudniania ich pracy i prób częściowej ich kryminalizacji. Przykładem może być AIDA, antyfaszystowskie archiwum w Monachium, które mimo wyroków sądowych ukazujących błędność oszacowań Urzędu Ochrony Konstytucji wciąż boryka się z utrudnieniami w swojej pracy. Tymczasem skrajna prawica w rejonie Bawarii od lat jest liczna i niebezpieczna.

Jednym z zarzutów kierowanych w stronę Antify jest ten, że działalność, którą się ona parai powinna być w zasadzie oddana w ręce państwa. Tu niemieccy antyfaszyści nie mają jednak żadnych złudzeń:

„Ta bardzo ważna praca, jaką jest odkrywanie prawdy o strukturach, działaniach oraz procesach zachodzących na skrajnej prawicy, nie może i nie powinna zostać pozostawiona państwu. Musi pozostać od niego niezależna” – mówi antyfaszystka z archiwum ABAPIZ – „Nasze analizy oraz to co z nich wynika różnią się w większości od tych wychodzących ze strony instytucji państwowych. Dla przykładu, my nie zajmujemy się problemem skrajnej prawicy tylko, gdy coś złego się wydarzy i trzeba działać. Pojmujemy ten temat jako problem ogólnospołeczny”.

W ostatnich miesiącach raz jeszcze stało się jasne, iż rola policji oraz służb bezpieczeństwa w chronieniu wszystkich członków społeczeństwa przed skrajnie prawicowym terrorem, kompletnie nie zdaje egzaminu i konieczność oddolnej samoorganizacji, a więc działania ruchu antyfaszystowskiego, jest ciężka do podważenia. Zarazem, swoją pracą Antifa dowiodła, że jakiekolwiek jej kryminalizowanie ze strony państwa jest równoznaczne z oddawaniem swobody działaniom skrajnej prawicy co w obecnej sytuacji mieni się być działaniem szalenie niebezpiecznym i antyspołecznym.

„Jeszcze niedawno nowa minister do spraw rodziny, Kristina Schröder (CDU), uznała wszystkie antyfaszystowskie inicjatywy za podejrzane. Potraktowała je jak niebezpieczną „ekstremę” co jest absurdem. Projekty zajmujące się przeciwdziałaniem skrajnej prawicy powinny być wspierane, a nie kryminalizowane” – komentuje Tim Brenner z grupy ZERO OCHOTY NA NAZIOLI.

Delegalizować czy też nie, bez Antify ani rusz

Pomimo całej krytyki wobec polityki delegalizacji, informacje zebrane przez Antifę przyczyniły się już w roku 2000 do delegalizacji niemieckiej sekcji Blood&Honour, a w 2009 do delegalizacji organizacji HDJ (Heimattreun Deutschen Jugend). Przez wiele lat, pojedynczy działacze Antify oraz antyfaszystowskie projekty monitorowały i gromadziły informacje dotyczące tych neofaszystowskich struktur. Kiedy je upubliczniły państwo samo podjęło decyzję o ich delegalizacji.

Tak emocjonalnie dyskutowana obecnie w Niemczech idea ponownej próby delegalizacji NPD, której domaga się głośno coraz większa część społeczeństwa, w samym ruchu antyfaszystowskim wzbudza dużo kontrowersji. Większość grup antyfaszystowskich uważa ten pomysł za mijający się z celem.

„Nie delegalizowanie, a konsekwentne budowanie antyfaszystowskich postaw oraz napiętnowanie skrajnej prawicy na każdym kroku, powinno być celem tego społeczeństwa” – mówią działacze niemieckiej Antify.

Nie zmienia to faktu, że gdyby do takiej delegalizacji miało dojść, większość informacji, których państwo zamierza użyć do tego celu, to owoce wieloletniej pracy antyfaszystowskich projektów. Chociażby te dowodzące ścisłych powiązań NPD z bojówkami FN oraz siatką prawicowych terrorystów z NSU.

Czy Niemcy odkryli na nowo swoją Antifę? Wygląda na to, że tak. Z całą pewnością mają do niej mniej spaczone podejście niż Polacy. Tymczasem ilość aktów skrajnie prawicowej przemocy w naszym kraju wciąż rośnie podczas, gdy antyfaszystów nazywa się, za głosem prawicowych populistów, lewackimi ekstremistami (sic!!!). Może pora skończyć z tą farsą i spojrzeć prawdzie prosto w oczy, tak jak to robi obecnie społeczeństwo niemieckie. Może pora wesprzeć swoją lokalną Antifę. Skrajna prawica w Polsce pozwala sobie na coraz więcej.

Materiał przygotowany przez grupę Suport Your Local Antifa

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s