Można rozwijać się albo gnić. Kibice wybiorą to pierwsze

12 Czer

futbol skrajna prawica antyfaszyzm
(re-edycja tekstu opublikowanego ponad rok temu – materiał nie tylko zaktualizowany, ale też… z każdym dniem coraz bardziej aktualny!)

Ostatnie społeczne tabu

Piłka nożna jest bardzo złożonym fenomenem społecznym. Rozgrzewa tak samo wiele pozytywnych co odpychających emocji. Przeciętny fan, szalikowiec, kibic, kibol, kibolka 😉 nie ma wyjścia – musi pogodzić się z relacją hate & love w stosunku do piłki kopanej futbolem zwanej.

Dzisiejszy tzw. Modern Futbol to przede wszystkim fabryka do robienia pieniędzy. Wielki biznes kontrolowany przez potężne lobby. Ale współczesny futbol odgrywa również niemałą rolę w kształtowaniu świadomości społecznej. Różnych jej aspektów. Prawdopodobnie największą świadomościową kreacją futbolu jest uczynienie go na przestrzeni lat heteroseksualną niszą. Homoseksualizm w męskiej piłce nożnej jest tabu. Dotyczy to działaczy, trenerów, sędziów, kibiców, ale przede wszystkim managerów piłkarskich i samych piłkarzy. A przecież nikt, kogo stać na bardziej wnikliwe spojrzenie, nie zaprzeczy, że futbol jak rzadko który sport, przepełniony jest wzajemnymi męskimi czułościami. I jak w rzadko którym sporcie, fakt ten jest uporczywie negowany. Homoseksualizm traktuje się jak coś niewygodnego, wstydliwego, wypiera się go i tabuizuje. Równocześnie inscenizuje się ultra-heteroseksualne oblicze futbolu. Tylko skąd ten cały cyrk? Po co ta heteroseksualna inscenizacja na przekór rozsądkowi, naturze i faktom? A fakty są takie, że na kilkunastu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. To informacje od psychologów sportowych i samych piłkarzy. Prawdopodobnie nie inaczej jest jeżeli chodzi o całą armię osób zaangażowanych w ten sport chociaż tu nikt nie prowadził żadnych badań.

Piłka nożna to mikrokosmos z siusiakiem

football homophobiaWszystko zaczyna się od tego, że konserwatywna część społeczeństwa wciąż kultywuje patriarchalne wyobrażenie dwóch spolaryzowanych względem siebie męskości i kobiecości. Po za nimi i między nimi nie ma nic i nikogo. Oczywiście męskość góruje nad kobiecością. Sam sport uważa się za z natury męski, a że męskość najdobitniej wyraża się w pociągu do kobiet, więc sport definiuje się jako domenę hetero. Homoseksualiści sprawdzają się zaś w sztuce czy modzie. Mniej więcej taki jest konserwatywny punkt widzenia.

Jeśli chodzi o kobiety to sport był dla nich jeszcze nie tak całkiem dawno kompletną „no go area”. Od kiedy wywalczyły sobie do niego dostęp, podkreślam słowo „wywalczyły”, mogą w jego ramach swobodniej generować swoją osobowość, spełniać się w tym definiowanym wciąż jako męski obszarze. W jego ramach wymagane jest wręcz, aby pielęgnowały i demonstrowały pewną męskość. Jak zostało to już kilkanaście lat temu ładnie podsumowane, w męskim świecie sportu, kobiety mogą nieoczekiwanie swobodnie przekraczać granice wytyczone dla obu płci. Niezmuszane do odgrywania narzuconych im kobiecych ról, mogą dać upust swojej tożsamości, zarazem nie tracąc w oczach konserwatywnego społeczeństwa. Oczywiście, zbyt dużo „męskości” prowadzi do zarzutów o bycie lesbijką i duża część „konserwantów” jest na przykład przekonana, że wszystkie piłkarki są lesbijkami, co jest oczywiście nieprawdą. Ale taki jest właśnie los kobiet zachowujących suwerenność względem męskich oczekiwań. To dlatego większość sportsmenek na wszelki wypadek, szlifując swoją „męskość” mocno podkreśla swoją heteroseksualność.

Co ciekawe, w krajach w których coraz bardziej popularna staje się kobieca piłka nożna (Holandia, Niemcy, kraje Skandynawskie, USA, Australia…) nasila się homofobia dotycząca zawodniczek. Jeszcze 10 lat temu piłkarki lesbijki mogły dosyć swobodnie mówić o swojej tożsamości. Jednak kiedy sport stał się popularny i interesujący dla światka biznesu rozpoczął się nacisk na (re)tabuizowanie obecności homoseksualnych zawodniczek. Wydaje się, że po to, aby „nie odstraszać” sponsorów i oczekiwanych milionów rodziców, którzy niebawem powinni zacząć wysyłać swoje córki do szkółek piłkarskich. Od kilku lat wszystkie znane piłkarki lądują na łamach Playboy’a, aby podkreślić kobiecość i domniemaną heteroseksualność kobiecej piłki nożnej (wiadomo, że Playboy jest magazynem dla mężczyzn). Na heteroseksualnych, „kobiecych” i wykreowanych na modelki piłkarkach zamierza się zrobić lepszy biznes niż na sporcie w którym gra sporo lesbijek i kobiet odbiegających urodą od tej, którą chciały by pokazywać obiektywy kamer największych stacji TV. W tym celu lesbijki próbuje się zamieść pod dywan.

Wracam do futbolu męskiego. Prawdziwy problem zaczyna się, gdy mamy do czynienia z przekraczaniem granic kobiecości przez mężczyzn. Zwłaszcza w kontekście piłki nożnej, stojącej na samym szczycie męskiej hierarchii sportów (obok hokeja, rugby, Formuły 1 czy żużla). Piłkarz, który zbliży się swoim zachowaniem do bieguna kobiecości, podważa natychmiast swoją męskość, a tym samym rzuca na siebie podejrzenie o bycie gejem. To degraduje go medialnie i społecznie, bo przecież gej nie może być dobrym piłkarzem! Presja ze strony homofobicznych kibiców, samego futbolowego światka oraz sfer inwestujących w futbol, prowadzi do tego, że podejrzenie o bycie gejem może kosztować piłkarza załamanie kariery, odwrócenie się sponsorów, utratę zdrowia, a nawet, jak już się przekonaliśmy na przykładzie Justina Fashanau, życia.

Dlatego też wszyscy gracze dbają bardzo o swój heteroseksualny wizerunek, zarówno na boisku, jak i prywatnie. Niezależnie od tego czy są gejami czy nie. Nawet heteroseksualni piłkarze muszą się mieć na baczności aby nie zostać podejrzani o brak „męskości”. Na boisku homoseksualność ukrywana jest często poprzez przesadnie ostrą grę i chamskie, typowo męskie, zachowania, seksistowskie wulgaryzmy, etc. Zgrywaniem ostrego macho-gościa najlepiej zwieść wszystkie badawcze spojrzenia z trybun. Z kolei, w życiu prywatnym, jak donoszą psycholodzy sportowi z wielu krajów, zawodowi piłkarze będący gejami proszą swoje przyjaciółki o publiczne występowanie w roli ich partnerek, biorą lewe śluby, żyją z kobietami ukrywając przed nimi swoją tożsamość, przedstawiają dzieci kuzynów jako własne, itp. Wielu piłkarzy prowadzi więc podwójne życie, które oczywiście, ze względu na towarzyszące temu psychiczne obciążenie, często nie najlepiej wpływa na ich formę i ogólne samopoczucie.

Homofobi stoją z otwartymi ustami i gołymi pupami

futbol stop homofobia Pierwszego polskiego piłkarza, który zdecyduje się na tzw. coming out, czeka z pewnością ciężki sezon pośród licznie odwiedzających nasze stadiony faszyzujących nacjonalistów oraz wtórujących im chłopaczków szesnastolatków bez charakterów (a charakter byłby potrzebnych, aby oprzeć się kolektywnej głupocie). Takiego piłkarza spotkać też może nieformalna reprymenda ze strony władz klubu, że swoim gejostwem psuje w nim atmosferę (sic!). Nawet ten czy inny piłkarz z drużyny mógłby się okazać na tyle głupi, żeby wmawiać sobie i innym iż czuje się zagrożony pod natryskiem (sic!!!). Oczywiście media rzucą się na takiego gracza jak sępy na padlinę grzebiąc w każdej sekundzie jego życia. Może nawet jakaś zorganizowana grupa homofobów czy bojówka związana z NOP dopuści się fizycznego ataku. Czy taki piłkarz jest w stanie przetrzymać te pierwsze miesiące?

Wydawać by się mogło, że jest zbyt wiele powodów, aby dalej inscenizować swoją męskość i heteroseksualizm, aby robić to aż do bólu, na przekór własnej osobowości, logice, zdrowiu psychicznemu i wszystkiemu innemu. Z drugiej strony, pierwsi piłkarze, którzy zdecydują się na ujawnienie, spotkają się z niespotykanym wsparciem progresywnej części społeczeństwa. Żaden coming out nie powinien być forsowany, ale jak na dłoni leży pytanie o to, ile lat można żyć w ukryciu, prowadzić podwójne życie, okłamywać wszystkich dookoła, zabijać własne emocje? Co jest bardziej zabójcze, coming out czy kilkanaście lat odgrywania kogoś kim się nie jest?

Dotychczasowe przykłady ujawnień się (futbol/hokej/rugby) są dwuznaczne. Justin Fashanu, pierwszy brytyjski piłkarz, który ujawnił się jako gej (1990) został poddany takiej presji (głównie ze strony mediów, działaczy i kibiców), że po kilku latach popełnił samobójstwo. Minęło kilkanaście lat. Szwedzki piłkarz Anton Hysen (syn świetnego byłego gracza Liverpoolu, Glenn’a Hysena) jakiś czas temu zdecydował się na coming out. Dostał pełne wsparcie od całej swojej drużyny, władz klubu oraz ogromnej większości kibiców. Także od rodziny. Brendan Burke, czołowy amerykański hokeista (outing w 2009) także otrzymał silne poparcie i być może dokonał przełomu w swojej dyscyplinie. Niestety zginął niedawno w wypadku samochodowym i nie będzie już świadkiem trwającego przełomu i losów kolejnych gejów hokeistów. Z kolei Gareth Thomas, największa gwiazda walijskiego rugby, bohater narodowy, którego tak spektakularną jak i brutalną grę podziwiał cały świat, swoim ujawnieniem się zatkał wszystkim usta. No jak to, ten brutal jest gejem? Linia ataku homofobów i kryptofaszystów kompletnie się załamała, bo w ich mniemaniu maksymalnym wysiłkiem fizycznym, na jaki stać geja jest spacer po wystawie fotografii. Tymczasem mit padł. Bez koronnego argumentu na to, że pewne rzeczy w życiu są dla „homosi” nieosiągalne, homofobi pozostali tam gdzie stali. Tyle, że obdarci z resztek swoich quasi-racjonalnych argumentów. Stoją z otwartymi ustami i z gołymi pupami.

Stadion wciąż boi się geja

Justin Fashanu Stadion zawłaszczany jest dziś przez ultrakonserwatywne i faszyzujące nurty społeczne jako arena służąca do przedłużania sztucznej dominacji męskości nad kobiecością. Świadomość tego, pozwala zrozumieć dlaczego wszelkie próby rozmycia ostrych granic pomiędzy obiema płciami w obrębie typowo męskich sportów (futbol, hokej, rugby) spotykają się z tak szowinistycznymi reakcjami. To tłumaczy też, dlaczego świat futbolu tak bardzo boi się gejów.

Strach przed gejem-piłkarzem wynika także stąd, że piłka nożna jest, de facto, bardzo homoseksualnym sportem. Te wszystkie wilgotne uściski na murawie, ciągłe ocieranie się o siebie, euforyczne pocałunki, pieszczoty przy narożnych chorągiewkach, wzajemne pogłaskiwania, tarzanki po trawie… Wszystko wykonywane przez zdrowych wysportowanych facetów ku wielkiemu podnieceniu fanów w każdy weekend na tysiącach stadionów całej Europy. Co gol, to ciało do ciała i zaczyna się wzajemne męskie pocieranie zapoconych mięśni. Ile razy widzieliśmy, jak w całym tym kolektywnym męskim uniesieniu dłonie sięgają, choć tylko na chwilę, w miejsca uznawane za najbardziej intymne. Niemniej seksowne są nieustanne przepychanki w polu karnym, podszczypywania, tulenie się do siebie w murze przy rzutach wolnych, itd. Bramkarze pocierający co chwila swoich obrońców po czuprynach, czy poklepujący po pupach, aby ruszyli do kontrataku. Mężczyźni sami dla siebie, przez 90 minut, ani jednej babki, a tyle seksualności, że wystarczyłoby na kilka odcinków wilgotnego erotyku. Tak przesiąknięty wzajemną męską seksualnością sport musi na siłę kreować się jako heteroseksualny. W innym wypadku, gdyby nazwać to wszystko co się dzieje na boisku i wokół niego po imieniu, mogłoby się okazać, że jest czymś bardzo, ale to bardzo, homoseksualnym.

Arkadiusz Onyszko wygląda źle nawet w bieliźnie Davida Beckhama

stop homofobia futbolBeckhama, który u szczytu swojej kariery sam określił się metroseksualnym i zdeklarował, że nosi bieliznę swojej partnerki, nie tylko nie spotkał lincz, ale wręcz zyskał na popularności. Twierdzi się, że swoją postawą zrobił wiele dla piłkarzy, trenerów i kibiców gejów. Ale czy nie jest to przesada? W końcu nigdy ani na sekundę nie podważył swojej heteroseksualności. Wprost przeciwnie, zawsze dbał o jej podkreślanie, o jej obecność przed kamerami. Jako futbolowa pop-gwiazda największego kalibru, mógł sobie pozwolić na gierki wokół swojej seksualności. Jego sesje zdjęciowe i bieliźniany fetysz odebrane zostały jako egzotyczna pop-transwestycja na potrzeby marketingowe. Być może, gdyby podobnie jak on, zaczęło zachowywać się coraz więcej piłkarzy, gdyby poszedł krok dalej i zaczął przed meczami malować sobie oczy, gdyby na skutek tego, balansowanie na krawędzi seksualności i płci stałoby się w futbolu czymś codziennym, można by mówić o jakimś przełomie. Jednak tak się nie stało i rola Beckhama w procesie demontażu żenującego macho-wizerunku futbolu jest zdecydowanie przereklamowana.

A jednak… każdy skrawek bielizny metroseksualnego Beckhama jest tysiąc razy więcej wart niż minuta gry w jakimkolwiek piłkarskim klubie kogoś takiego, jak Arkadiusz Onyszko, z którym to duński FC Midtjylland rozwiązał w 2009 roku umowę po tym jak ten popisał się swoją homofobiczną i ksenofobiczną erudycją. Od tego czasu Onyszko szamotał się po całej Europie nie mogąc znaleźć klubu, który wziąłby takiego idiotę do swojego składu. I świetnie, chociaż warto to uznać nie tyle za efekt wzrostu tolerancji pośród władz europejskich klubów, ile skutek międzynarodowej kampanii przeciwko homofobii.

Tyle buziaków w stronę szalikowców

J.Fashanu fight homofobiaW krajach, w których do tych kwestii podchodzi się bez popularnej „napinki”, już dawno przestudiowano wszystko to o czym tu mowa. Okazało się, że w jednej z najlepszych lig, znanej tak z wysokiego poziomu piłkarskiego jak i z multikulturowości, na dziesięciu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. Mimo, iż oczekiwanie na pierwsze oficjalne ujawnienie się wciąż trwa (znawcy tematu twierdzą, iż będzie ono miało charakter kolektywny bądź lawinowy), nieoficjalnie mówi się o wielu graczach z najwyższej półki transferowej, o idolach (także polskich kibiców), którzy niebawem zdziwią wielu swoich fanów. Philip Lahm, kapitan reprezentacji Niemiec, apelował niedługo przed EURO2012 do wszystkich piłkarzy gejów aby się jeszcze powstrzymali z ujawnieniem, gdyż społeczeństwo rzekomo wciąż potrzebuje trochę czasu. Innego zdania są inne gwiazdy reprezentacji Niemiec, m.in. Manuel Neuer i Mario Gomez, którzy zachęcają do przełamania idiotycznego tabu. Podobnie trener reprezentacji Włoch, Cesare Parandelli, który uznał ostatnio homofobię za równą z rasizmem i obiecał wsparcie każdemu piłkarzowi, ktąry zdecydował by się na outing. Podobną deklarację złożył już jakiś czas temu prezydent DFB, Teo Zwanziger (taki Grzegorz Lato i Zbigniew Boniek niemieckiego futbolu w jednym). Ostatnie badania „British Journal of Sociology” wykazały, że 93% brytyjskich kibicw odrzuca homofobię i jest gotowa dopingować i wesprzeć piłkarzy, którzy się wyoutują. W Holandii na weselu znanej pary holenderskich piłkarek pojawiła się masa gwiazd tamtejszego męskiego futbolu, dając jasno do zrozumienia, że homofobia w ich gronie jest passe.

Ale nie czekając zbliżający się moment futbolowych coming outów już dziś można stwierdzić, że każdej soboty na boiska Bundesligi wybiega co najmniej kilkunastu uwielbianych przez szalikowców gejów. Czy Bundesliga jest wyjątkiem? Nie ma żadnych powodów, aby tak uważać. Podobnie musi być w Premier League, El Primera Division, Serie A, francuskiej League 1 czy w polskiej Ekstraklasie. Tak więc w każdy weekend blisko sto, jeśli nie więcej, gejowskich gwiazd piłki nożnej wprowadza w zachwyt i ekstazę miliony kibiców na całym kontynencie. Strzelając bramki, dryblując, faulując, wykonując wspaniałe parady, ale też chwytając się za koszulki, obściskując po strzelonych bramkach i puszczając buziaki w stronę wiernych im szalikowców. Oto bezsensownie tabuizowana prawda o futbolu.

Nadchodzi kolejna Noc Muzeów

stop homofobiaNa trybunach nie jest inaczej. Oczywiście, homofobiczny klimat narzucany ostatkiem sił przez zakompleksione grupki skrajnie prawicowych krzykaczy odpycha część nie-heteroseksualnych widzów od uczęszczania na stadiony. Ale tylko część, podczas gdy tysiące nie dają sobie odebrać tej sfery publicznej przez atawistyczne bandy. Dowodem na to są powstające w ostatnich 10 latach w całej Europie fankluby zrzeszające kibiców nie-heteroseksualnych. Czy dlatego, że zaczęli się oni nagle pojawiać na trybunach? Nie. Oni byli tam zawsze i tylko futbolowy świat udawał, i nadal próbuje udawać, że ich tam nie ma. Czy gejowskie fankluby powstają dlatego, że chcą się na trybunach izolować od reszty kibiców? Nie. Powstają dlatego, że chcą dać dowód na swoją obecność.

Ale także wielu hetero kibicom i ultras odechciało się brać udziału w teatrze dyktowanym przez podstarzałych zakompleksionych panów z FIFA i UEFA oraz grupki zacofanych nacjonalistów. Dzień, kiedy na większości piłkarskich stadionów, obok barw klubowych, zaczną powiewać tęczowe flagi jest już całkiem blisko. Na wielu już powiewają, jak choćby na New Camp, stadionie FC Barcelona. Swoje tęczowe trybuny mają już między innymi Borusia Dortmund, Werder Brema, Hertha Berlin, FC Koeln, VfB Stuttgart, FSV Frankurt czy FC St.Pauli. A to tylko przykłady z Niemiec.

Homofobiczna horda, podkręcana przez krypto-faszystowski, nacjonalistyczny tłumek, z pewnością będzie się szamotała. Będzie się odgrażała, trzęsła, pieniła i wymachiwała rękami. Zdesperowani obrońcy „narodowego frontu społecznego zacofania” popadną w konwulsje, wkrótce w agonię. Ale nic nie będą w stanie zmienić, gdyż zarówno futbol, a tym bardziej większość jego fanów, chce iść do przodu. Gdyż można się rozwijać, albo gnić. Kibice-ultras wybiorą to pierwsze, nie mam żadnych wątpliwości.

Przez dziesiątki lat udawano, że futbol to gra dla mężczyzn, w pewnym okresie kryminalizując nawet kobiety kopiące piłkę. To już przeszłość. Ostatnie mistrzostwa świata kobiet w piłce nożnej obejrzały miliony ludzi. Wkrótce tak samo odczarowane zostanie ostatnie tabu piłki nożnej – homoseksualizm. Ostatni społeczny bastion homofobii, inscenizowane heteroseksualne oblicze futbolu, będzie można niebawem obejrzeć w Muzeum Piłki Nożnej w ramach kolejnej Nocy Muzeów w twoim mieście. Nie przegap!

Miejsce dla wszystkich tożsamości

antifa futbolAgonia homofobi w futbolu ma także szerszy, społeczny, antyfaszystowski kontekst. To właśnie na stadionach zagnieździły się, pomiędzy tysiącami fanów, faszyzujące bojówki. Tam prowadzą intensywnie swoją faszystowską agitację. Podczas gdy ich przemarsze w całej Polsce spotykają się z protestami, stadiony są ostatnią publiczną areną, na której wciąż mogą pozwolić sobie na dyskryminujące przyśpiewki bez reakcji środowisk antyfaszystowskich czy kogokolwiek innego. Tam nasycają baterie narodowo-radykalnej nienawiści. Ale na szczęście także stamtąd, prosto z trybun, płynie coraz więcej sygnałów, że pora już z tym skończyć. Stadiony to nie wybieg dla nabuzowanych homofobicznych szympansów, ani rezerwaty dla faszystów. Piłka nożna nie jest z natury hetero czy w ogóle czymś z gruntu męskim. Jest w niej miejsce dla wszystkich płci, kolorów, seksualności i tożsamości. Pora na wytyczającą nową erę na stadionach antyrasistowską, anty-homofobiczną i antyfaszystowską ofensywę.

Lukrecja

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s