Archiwum | FELIETONY LUKRECJI RSS feed for this section

Obudź się Polsko – Rewers!

1 Sty

W nowym rokiem pojawił się antyfaszystowski manifest. Pozwoliłam sobie spisać jego tekst i dorzucić pod filmikiem.

Problem narasta.
Zagrożenie jest coraz bardziej wyraźne.
Rozwarstwienie społeczne coraz dotkliwsze.
Perspektywy – dla wielu niejasne.
Frustracja i skłonność do wiary w teorie spiskowe coraz większe.

Skrajna, faszystowska prawica – tylko na to czekała.

Ich strategie – nachalne jak zawsze.
Manifestować siłę, aby przyciagać tych których ta fascynuje.
Gdy siły brak – inscenizować jej obecność na wszelkie sposoby.
Czynić to w miejscach i momentach historycznych,
aby je zawłaszczać.
Narzucać młodzieży autorytarne myślenie. Niepokornych terroryzować.
Wykorzystać kibiców, opanować stadiony.
Zatruć muzykę brunatną nienawiścią.
Straszyć „komunizmem“, „umieraniem polskości“
i „żydowskim spiskiem“ – do skutku, aż uwierzą.
Oswajać symbolikę faszystowską i rasistowską.
Podszywać się pod ruchy społeczne.
być przeciw ACTA, być przeciw GMO, aby zyskać zwolenników.
Wmawiać sobie i innym – antysystemowość.
W rzeczywistości wzmacniać represyjność państwa i policji,
aby społeczeństwo było w pełni kontrolowane,
zastraszone i zaszczute, szare i jednolite.

Cel uświęca środki.
W poniedziałek w garniturze – na występy w Telewizji.
W czwartek z nożem w reku – atakując squaty i mieszkania imigrantów,
W sobotę w tłumie kibiców aby z za ich pleców grozić i wyzywać.
W niedzielę pisząc donosy na uchodźców, hackerów,
kanabowców czy antyfaszystów.

Efekty?
Efekty niestety są.
Są zawsze gdy społeczeństwo śpi,
a media stają się tubą propagadnową faszystowskich demogogów.
Efekty są: faszystowskie struktury we wszyskich miastach,
rasistowska symbolika na setkach ulic.
Pobicia, zastraszenia, terror.
Morderstwo w Białymstoku.
Pogrom na wrocławskim Wagenburgu.
Frajerska i pozbawiona ja moda na nacjonalizm
Faszyści ziejący jadem do tłumów,
na marszach i wiecach publicznych.
Faszyści urządzający historyczne pogawędki
w szkołach i na uczelniach.
Podlasie, Lubelskie, Podkarpacie, Mazowsze…
zaroiło się od faszystowskich mord.

A reakcje? Reakcje są.
Zrodzone w potrzebie obrony wolności.
Sporadyczne ale nieustanne,
Enigmatyczne ale celne.
Brawurowe ale świadome.

I mimo to, brunatna zaraza uparcie prze do przodu.

Nie ma jednej genezy nacjonalizmu i faszyzmu.
Są korzenie ekonomiczne i ideowe.
Są uzależnienia systemowe i jest zwykła siła propagandy.
Jest kryzys, jest kultura autorytarna i jest moc chorych idei.
Nie ma więc jednej recepty na walke z zagrożeniem.
W walce z totalitarną wizją jednostki i społeczeństwa
nie bójmy się różnorodności w ruchu antyfaszystowskim!

Organizujcie się.

Niektórzy uspokajają – „im to przejdzie“.
Historia pokazuje, że najczęściej nie przechodziło.

Niektórzy przekonuja – „zajmie się tym władza“.
Władza ma własne priorytety. Prowadzi grę ze społeczeństwem,
a obecność faszystowskich tendencji bywa częścią tej gry.

Niektórzy tworzą fałszywą symetrię,
Tymczasem, po jednej stronie są oni i totalitarne idee
po drugiej – są ich ofiary, jest wolność i jestescie wy.

Organizujcie się autonomicznie.
– sami dobierając formy działania.
Od budowania wolnościowych projektów,
po niweczenie faszystowskich planów,
od edukacji po działania bezpośrednie,
od dyskretnego monitoringu po głośne demonstracje,
od spotkań z kombatantami po pamięć o ofiarach nacjonalizmu.
Autonomiczne grupy i szerokie koalicje.
Działania lokalne i miedzynarodowe więzi.
Antyfaszystowska kultura i sprawiedliwość społeczna.
Wreszcie: śmiałe odwiedzanie miejsc, w których autorytarne idee się odradzają.
Cokolwiek robisz aby krzyżować szyki faszystom – ma to sens.

Są nas tysiące – czas działać.
Ogłaszamy alarm – niech trwa.

Fotograficzne impresje z faszystowskich szeregów

19 List

Faszyści z ONR kierują bojówkami na Marszu Niepodległości
Kolejny „Marsz Służalczego Poddania się Polskich Kibiców Politycznym Wizjom Winnickiego, Zawiszy i Holochera” za nami. Pora chyba na fotograficzne impresje także z mojej strony. O tym dlaczego akurat „fotograficzne”, za chwilę. Najpierw dwa słowa o tytułowym zdjęciu. Widzimy na nim działaczy ONR ze sztandarem w dłoniach podżegających nakręcony na nacjonalizm tłumek do działania. To zdjęcie dedykuje tym wszystkim, którzy twierdzą, że niedorajdy z ONR będąc organizatorami Marszu „Niepodległości” nie mają nic wspólnego z przemocą i ulicznym terrorem w Warszawie.

Niedorajdy? Tak. Niewinne żuczki? Nie bardzo…

xxx

W ostatnich tygodniach zastanawiałam się ile felietonów trzeba będzie jeszcze napisać i ile faktów przedstawić aby jakaś część społeczeństwa zrozumiała wreszcie dokąd zmierza i co knuje skrajna prawica w tym kraju. Wygląda na to, że faszystowscy liderzy przyszli w samą porę z pomocą. Decydując się na odkrycie kart i wezwanie tłumów do działania – czytaj: wieszania lewaków i pedałów (czytaj: terroryzowania wszystkich swoich wrogów) nie pozostawili złudzeń. Faszyzm po polsku odkrył twarz, stał się niezaprzeczalnym faktem. Winnicki objawił się w roli roztrzęsionego z podniecenia Hitlerka, Kowalski w roli charyzmatycznego Mussoliniego, Zawisza i Holocher choć jeszcze pracują nad swoim wizerunkiem, także nie pozostawili złudzeń co do tego, że są ludźmi niezrównoważonymi i nieobliczalnymi w roli przywódców tłumu. Nazwania polskiego faszyzmu po imieniu unikają dziś już tylko jego wierni od kilku lat adwokaci – od Ziemkiewiczów po Terlikowskich. Jednak i oni zaprzeczają już w sposób nerwowy i spazmatyczny. A to dlatego, iż doskonale zdają sobie sprawę czyimi adwokatami siebie uczynili. Także dlatego, iż zdali sobie sprawę z tego w jakim konktekście, ich nazwiska przejdą do historii.

Ktoś mógłby zapytać, jaka jest właściwie rola Lukrecji w obliczu nowej rzeczywistości, w której faszystowskie plany ONR i spółki wyszły już na jaw. Co do jednego mogę zapewnić wszystkich faszystów między Odrą a Bugiem. Zwłaszcza tych, których moje felietony mierziły do tego stopnia, że urządzili na mnie polowanie w całym kraju. Na ile skuteczne, to widać 😉

Pragnę was zapewnić – mam jeszcze wiele do powiedzenia 😉 i nie ustanę w deptaniu wam po piętach.

Jednak w tych dniach, gdy odpowiedzialność pisania o strukturach i planach skrajnej prawicy podźwignęło trochę więcej osób, w tym kilku zawodowych dziennikarzy, pozwolę sobie jeszcze na serię zdjęciowych impresji.

Jeden 11-listopadowy akt opisałam już na wstępie.
A poniżej? No cóż… na pierwszym planie jeden z wielu polskich „patriotów”, nie do końca wiadomo dlaczego przebrany za żabę, pozdrawia charakterystycznym gestem przemawiającego z trybuny honorowej Artura Zawiszę.

No comment.

Polscy Faszyści na Marszu Niepodległości

W tym miejscu pragnę dziękować wszystkim fotografom nadsyłającym i udostępniajcym swoje zdjęcia antyfaszystowskim bloger(k)om. Brawo -tak trzymać!

JOBBIKOWY KONIEC ŚWIATA

4 Lip

Jobbikowy koniec swiata

A tymczasem… na przełomie czerwca i lipca… odbyły się kolejne EUROGAMES czyli największe europejskie zawody sportowe LGBTQ. Poprzednie miały miejsce w Roterdamie ( było cudownie 😉 ), kolejne zaplanowane są w Antwerpii. Czy wiecie gdzie odbyły się tegoroczne? Pod samym nosem nacjonalistycznych Jobbiku, Magyar Gardy oraz innych prężnych neofaszystowskich organizacji na Węgrzech. W samym Budapeszcie 🙂

Niestety w tym roku nie mogę przekazać wam relacji z pierwszej ręki, ale z przyjemnością publikuję felieton spisany na podstawie relacji tegorocznych uczestników.

Eurogames 2012Przygotowania do tego wydarzenia nie były łatwe. Będąc w samym Budapeszcie nie dało się zauważyć żadnych plakatów reklamujących zawody. Miasto nie pokryło się chociaż na kilka dni tęczowymi flagami tak jak to zwykle bywa przy tego typu okazjach. Przy organizacji wydarzenia zachowano pełne bezpieczeństwo. Areny sportowe, na których zaplanowano poszczególne zawody, były do końca trzymane w tajemnicy. Nie do pomyślenia biorąc pod uwagę iż Budapeszt był w przeszłości uznawany za queer-metropolię Europy Wschodniej. Dziś, otwarcie mogą odbywać się tu neofaszystowskie festiwale pokroju „Magyar Sziget / Festiwal Boreal” podczas, gdy zawody sportowe gejów i lesbijek odbywają się w podziemiu, jeszcze bardziej zakamuflowane niż jakiekolwiek działania opozycjonistów za czasów socjalistycznej władzy autorytarnej.

Eurogames 2008Sam burmistrz Budapesztu, István Tarlós, ewidentnie zdystansował się co od imprezy. Oszczędzę wam cytatów, które padły z jego ust w tym kontekście, znamy je doskonale z własnego podwórka. O jakimkolwiek wsparciu finansowym czy logistycznym ze strony miasta nie było oczywiście mowy, a więc impreza na kilkanaście tysięcy osób musiała zostać przygotowana własnym sumptem i pomocą środowisk z innych krajów.

Zacytuję natomiast przewodniczącego Jobbik’u, niejakiego Gabora Vone. Ten prze-inteligentny człowiek uznał EUROGAMES za… koniec świata. Lukrecja dodaje: Jego jobbikowego świata!

EuroGames 2011Do zmierzchu jobbikowej planety przyczyniło się ostatecznie ponad 10 tysięcy osób. Około 3 200 z nich wzięło udział w samych zawodach i około 8 000 uczestniczyło w roli obserwatorów i kibiców. Widzów byłoby z całą pewnością kilkakrotnie więcej, gdyby nie brak reklamy, konieczność utrzymywania miejsc zawodów w ukryciu czy wynikająca także z bezpieczeństwa praktyka wydawania specjalnych zaproszeń dla osób, które chciały wejść na obiekty.

Mimo całej atmosfery zagrożenia, niechęci władz i konieczności zachowania wszelkich względów bezpieczeństwa, zawody były sporym sukcesem i przełomem. EUROGAMES wreszcie dotarły do Europy Wschodniej i odbyły się bez drastycznych zakłóceń. I to w kraju zdominowanym przez skrajnie prawicowy zakon. To w jakiej musiały odbyć się otoczce to już inna historia. Wydaje się, że władze Węgier dopuściły do ich przeprowadzenia tylko po to aby nie musieć tłumaczyć się na arenie międzynarodowej. Gdyby to tylko od nich zależało, najprawdopodobniej zakazałyby ich, albo napuściły na nie swoje wygłodniałe brunatne psy z różnych nacjonalistycznych organizacji.

Uczestnicy EUROGAMES z zachodu, północy i południa Europy opowiadali, że czuli się w Budapeszcie jak u siebie w latach 70-ych, gdy trzeba było toczyć walkę o każdy jeden centymetr równouprawnienia. Walkę tą wówczas wygrali. Teraz czas na ostatni fragment kontynentu.
Póki co, jobbikowy koniec świata trwa dalej. Bezpośrednio po zakończeniu EUROGAMES rozpoczął się w Budapeszcie GAY PRIDE WEEK 😉 który zakończy się 7 lipca.

Nie zmienia to jednak faktu, że chwilę potem odbędzie się na Węgrzech, oficjalnie reklamowany, największy obecnie spęd środowisk neofaszystowskich i nacjonalistycznych (Magyar Sziget/Festiwal Boreal), w którym wezmą udział też liczne delegacje z Polski i któremu poświęciłam niedawno cały oddzielny felieton. Jobbikowy koniec świata jest więc jeszcze daleki. I wygląda na to, że nie pozostaje nic innego jak go wywalczyć. Gdyż jak wiemy z historii, siły autorytarne, kiedy już raz dostaną w ręce ster, rzadko kiedy dobrowolnie oddają inicjatywę społeczeństwu.

Lukrecja

Euro okiem Lukrecji – podsumowanie

3 Lip

Euro okiem Lukrecji

AGAINST BORING FUTBOL
czyli więcej Mario Balotellich

Wszyscy w tym tygodniu podsumowują EURO2012, więc robię to i ja 😉 Oto moi bohaterowie zakończonych mistrzostw.

Zdecydowanym Numerem 1 był dla mnie futbolowy indywidualista i ekscentryk Mario Balotelli. Zresztą nie tylko na boisku. Najpierw, świadom tego co dzieje się na polskich stadionach, wygłosił zdanie, które chciałoby się usłyszeć z ust wszystkich piłkarzy:

„Nie zaakceptuję rasizmu, bo jest nieakceptowalny. Jeśli ktoś rzuci we mnie na ulicy bananem, pójdę do aresztu bo go po prostu zatłukę”

Euro okiem LukrecjiZresztą już nie pierwszy raz Crazy Mario zareagował w adekwatny sposób na rasistowskie prowokacje na stadionach. Kiedy w 2009 roku przed meczem mistrzostw Europy do lat 21 w Rzymie rzucono w jego stronę bananem, Balotelli był zły, że policja przyjechała tak szybko, bo sam miał ochotę poturbować rasistowskich gówniarzy.

Wracając do Euro2012… Crazy Mario, zamiast truchtać w tą i z powrotem w czasie treningu na Stadionie Narodowym, zanudzając kibiców i siebie samego, próbował zestrzelić piłką zawieszony wysoko nad nim telebim. I jak tu człowieka nie polubić? 😉 Niedługo potem zestrzelił faworytów z Niemiec strzelając dwie fantastyczne bramki, zresztą nie byle komu, bo uznawanemu za bramkarza-doskonałego, Manuelowi Neuerowi. Przy obu jego strzałach Neuer padał na kolana… nie tylko w przenośni!

Wreszcie, zamiast płakać razem z kolegami z drużyny po klęsce w finale, Crazy Mario zniknął zaraz po meczu. Prawdopodobnie wziął sobie natychmiastowy zasłużony urlop z dala od futbolowego cyrku, który na dłuższą metę nawet dla piłkarza staje się nie do zniesienia. Zachowanie egoistyczne wobec kolegów z drużyny? A może po prostu pozostałych nie było stać na zejście w wybranym przez siebie momencie?

Bez Balotelliego dzisiejszy futbol byłby dużo mniej spektakularny. Czekam na więcej tego typu postaci na boiskach!
Against boring futbol! 😉

NEW FUTBOL GENERATION
czyli zakaz pedałowania do lamusa

Prandelli against homofobiaMoje wielkie uznanie ma też włoski selekcjoner Cesare Prandelli, który najpierw zadziwił swoich rodaków wprowadzając do reprezentacji dwóch ekscentrycznych napastników, homofobicznego Casano i bojowego antyrasistę Belotelliego, następnie wpłynął na tego pierwszego tak, że ten zmienił swoje żenujące poglądy, aby w końcu obej stali się najatrakcyjniejszym duetem napastników turnieju. Prandelli nie tylko zaskakiwał w trakcie EURO nieszablonowymi zmianami w ustawieniu swojej przetrzebionej przez włoskich Carabinieri drużyny, ale sam zabrał głos w debacie wokół homofobii w futbolu. Po pierwsze, porównał homofobię z rasizmem – w światku futbolu nie koniecznie OBIE formy dyskryminacji są dostrzegane. Po drugie, wyraził nadzieję na rychły coming-out homo-piłkarzy. Po trzecie, zapowiedział swoje wsparcie dla tych, którzy zdecydują się na ten krok.

„Homofobia to rasizm. Musimy bardziej zadbać o wszystkie aspekty jednostek, które żyją swoim życiem, włączając w to sportowców. W świecie piłkarskim i ogólnie sportowym nadal istnieje tabu na temat homoseksualizmu. Każdy powinien żyć w zgodzie ze sobą, swoimi pragnieniami i uczuciami (…) Mam nadzieję, że wkrótce niektórzy zawodnicy zrobią coming-out”

football against homophobiaPodobne deklaracje złożyło całkiem niedawno także kilku młodych piłkarzy reprezentacji Niemiec, wśród nich Manuel Neuer i Mario Gomez. Czasy się zmieniają, a z nimi nawet skostniały świat futbolu. Nowa generacja piłkarzy i działaczy wchodzi na arenę. Homofobiczny rezerwat jaki wytworzył się w świecie futbolu i jego obrońcy z pod znaku „zakazu pedałowania” muszą powoli pogodzić się z faktem, że futbol nie chce pleśnieć razem z nimi.

I’M HERE TO KICK NOT TO SING ALONG
czyli parę słów o Podolskim i Lewandowskim

obowiązki patriotyczne Kilka lat temu Łukasz Podolski jako jeden z pierwszych wszedł na wojenną ścieżkę z przytłaczającym zewsząd ciśnieniem na odprawianie patriotycznych rytuałów w ramach czegoś tak kosmopolitycznego jak futbol. Swoją postawą przypomniał wielu ludziom, że futbol to wciąż dyscyplina sportu a nie kombinat do produkowania przez władze nastrojów społecznych. Krytykowany od lat przez oficjeli piłkarskich i część mediów za to, że nie śpiewa przed meczami hymnu narodowego, wyraził się już kiedyś jasno i wyraźnie:

„Jestem piłkarzem i wychodzę na boisko po to aby grać a nie śpiewać”

W ten sposób rozwiał też teorie tych, którzy twierdzili iż nie śpiewa hymnu niemieckiego dlatego, że po głowie chodzi mu hymn polski. Otóż nie. Podolskiemu nie chodzą po głowie żadne hymny i inne XIX-wieczne obrzędy. Wcale się tego nie wstydzi, postawę swoją uznaje za całkowicie naturalną i konsekwentnie nie ulega presji. Można grać dla reprezentacji, utożsamiać się z nią, nadstawiać za nią kości i piszczele, dawać w ten sposób milionom ludzi trochę radości, ale po co komu do tego potrzebny przymus odprawiania (wymyślonych w poprzednich wiekach) patriotycznych rytuałów.

obowiązki patriotycznePodolski ma zresztą wsparcie swojego selekcjonera. Jogi Loewe od kilku lat jest atakowany przez pewnego starszego, konserwatywnego pana o nazwisku Franz Beckenbauer, za to iż nie zmusza swoich piłkarzy do śpiewania hymnu. Selekcjoner odpowiada ze spokojem, że to indywidualna sprawa każdego piłkarza.

Nic dodać, nic ująć. Reprezentacja to nie wojsko. Boisko to nie koszary. Futbol to nie wojna. Choć znajdą się pewnie i tacy co tak chcą go właśnie w ten sposób pojmować.

obowiązki patriotyczneCo ma z tym wszystkim wspólnego polska gwiazda z Dortmundu? Nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę, ale Robert Lewandowski, największa gwiazda polskiej piłki drugiej dekady 21 wieku, pomimo niemiłosiernej presji jaką wytworzono w kraju wokół mistrzostw („wszyscy jesteśmy drużyną narodową”, „cała Polska staje na baczność i śpiewa hymn”, „Boenisch musi się nauczyć hymnu do mistrzostw bo jak nie to…!”, etc) przed meczem z Rosją, zamiast śpiewać o odbieraniu komuś czegoś szablom, tak jak wymagali od niego prezydent, premier, PZPN i redakcje wszystkich brukowców, poprostu sobie pomilczał. Tak to przynajmniej wyglądało w TV. Tym samym zyskał w moich oczach bardzo wiele.

lewy i koniec dyskusjiRobert Lewandowski może się z patriotyzmem utożsamiać albo go odrzucać jako tożsamość wyimaginowaną, przestarzałą lub niepotrzebną, może interpretować swój patriotyzm tak albo inaczej, może go okazywać w ten albo inny sposób, ale swoją postawą zyskał w moich oczach jako człowiek. Jako człowiek ceniący sobie wolność i suwerenność jednostki, potrafiący oprzeć się medialnie i politycznie sterowanym nastrojom i zachowaniom przypominającym czasami odruchy stadne. Poldi doesnt sing alongDo swojego kunsztu piłkarskiego, do którego przekonał mnie już dawno, dorzucił więc dodatkowe walory za które warto go dopingować: za zachowanie indywidualności w atmosferze zespołowej solidarności oraz za pociąg do wolności. Za to samo zresztą cenię Poldiego 😉

WE LOVE YOU, WE LOVE YOU, WE LOVE YOU…
czyli niech żyje futbol po Irlandzku

Za najlepszą drużynę mistrzostw uznałam Irlandię. A konkretnie: drużynę ich kibiców. Przebili wszystkich. Tym, że jak zwykle zamienili stadiony we wspaniałe kilkugodzinne fiesty. irish fans flyerTym, że kibicowali swojej, skazanej na trzykrotne pożarcie drużynie. Tym, że kibicowali jej do ostatniej sekundy każdego meczu, także tego o przysłowiową pietruszkę, a nawet długo po nim. Tym, że rozbroili polską policję w sposób tak skuteczny jak niekonwencjonalny. Tym, że w drodze na mecz Irlandia-Chorwacja w Poznaniu okazali swoją solidarność dla manifestacji „CHLEBA ZAMIAST IGRZYSK” dając pokaz świadomości wobec społecznych paradoksów generowanych przez tego typu komercyjne imprezy. Wreszcie tym, że zgodnie (w liczbie kilkunastu tysięcy) zbojkotowali podczas swojego pobytu w Poznaniu dwa patologiczne bary („U Honzika” i „Brogans”) znane w mieście ze wspierania poznańskich nacjonalistów i neofaszystów.

Irlandzcy kibice udowodnili, iż futbolowy fanatyzm i społeczna świadomość mogą iść ze sobą w parze. Udowodnili też, że antyfaszystowską świadomość mają we krwi. Słyszeliście kiedyś o rasistach czy faszystach na irlandzkich stadionach? Raczej nie. Dlaczego? Gdyż nie ma tam dla nich miejsca. Zresztą, Poznań poszedł za tym przykładem i był w czerwcu 2012 areną wielu sympatycznych akcji…

Festiwal MAGYAR SZIGET – węzeł kontaktowy dla polskiej skrajnej prawicy

21 Czer

skrajna prawica

Wakacyjna Mekka europejskiej skrajnej prawicy
SO MUCH SCUM IN ONE PLACE

Już za kilka tygodni kolejna edycja węgierskiego festiwalu Magyar Sziget, w tłumaczeniu „Węgierska Wyspa”. Festiwal z roku na rok urasta do rangi swoistej Mekki dla europejskiej skrajnej prawicy. Organizowany jest on wspólnymi siłami przez aktywistów Jobbik’u, HVIM oraz innych skrajnie prawicowych węgierskich organizacji. Jobbik jest znaną u nas partią nacjonalistyczną, która wytworzyła w ostatnich latach na Węgrzech atmosferę społeczną, w której dochodzi do nieustannych aktów przemocy wobec mniejszości. HVIM czyli „Ruch 64 Komitaty” to rasistowska organizacja młodzieżowa, której celem jest nie tyle „krzewienie węgierskiej kultury” (jak sami się reklamują) ile podkreślanie wyższości „węgierskości” nad innymi kulturami, dążenie do ekspansji terytorialnej Węgier oraz oczyszczanie narodu węgierskiego z „obcych naleciałości”.

Saga i ONRZ organizacją tą coraz bliższe kontakty utrzymują polscy narodowcy. Na współpracy z HVIM bardzo zależy biedakom z ONR, jednak zostali oni w ostatnich 2-3 latach uprzedzeni przez swoich konkurentów z Młodzieży Wszechpolskiej. Ci ostatni od dwóch lat dostają już nawet oficjalne zaproszenie na imprezę. Jako, że obie organizacje, ONR i MW, mają od jakiegoś czasu mocne ambicje polityczne (parlamentarne) kwestia pierwszeństwa w kontaktach z węgierską skrajną prawicą stała się prestiżowa. ONR, uważając MW za organizację bez kręgosłupa (dającą pupy na lewo i prawo, wypierającą się stadionowych chuliganów, współpracującą z policją, etc) zabiega o przejęcie węgierskich kontaktów, którymi z kolei MW wcale nie zamierza się zbytnio dzielić. To m.in. z tego powodu obie organizacje wysyłają z roku na rok coraz liczniejsze delegacje na słynny festiwal. Do walki wręcz jeszcze nie doszło, ale rywalizacja jest coraz bardziej ostra. Zresztą nie tylko na tym polu. Póki co w meczu wyjazdowym MW kontra ONR wynik 3:0.

magyar szigetSwoje osobne kontakty i interesy na Węgrzech mają też oczywiście członkowie NOP oraz Autonomiczni Nacjonaliści. Działacze NOP wykorzystują festiwal Magyar Sziget przede wszystkim jako możliwość spotkania neofaszystowskich ugrupowań z zachodu Europy (m.in. włoska Forza Nuova) niedopuszczając do nich MW i ONR. Interesy AN sięgają jeszcze innych sfer, bliższych ideom i grupom NS, dotyczą kontaktów ze skrajną prawicą z Serbii oraz kontaktów muzycznych i kibolskich. Łatwo więc zrozumieć jak ważnym Jarmarkiem stał się dla polskiej skrajnej prawicy ten festiwal i dlaczego rasistowskie pielgrzymki z kraju na „Węgierką Wyspę” są coraz liczniejsze.

skrajna prawicaWśród organizatorów festiwalu sama prominencja węgierskiej skrajnej prawicy. Gyula György Zagyva, członek Jobbiku oraz lider HVIM, słynny m.in. z ciągłego nawoływania do waśni na tle narodowościowym. Także László Toroczkai, założyciel i mózg HVIM, znany m.in. z tego, że jako jeden z nielicznych wtajemniczonych otrzymał od Andersa Breivika pozdrowienia oraz kopię słynnego „breivikowego manifestu”, na krótko przed tym jak ten zamordował 77 młodych imigrantów i lewicowców na wyspie Utoya.

Lista organizatorów i patronów festiwalu jest długa i sama w sobie dająca wiele do myślenia. Doskonale można sobie wyobrazić z jakich środowisk wywodzi się obsługa oraz ochrona imprezy. Także to, na jakie działania przeznaczany jest z niej dochód. Najbardziej intrygujący jest mimo wszystko dobór występujących tam zespołów. Jednak zanim do niego przejdę, kilka słów o konwencji wydarzenia. Nie da się bowiem ukryć, iż owa rosnąca wewnątrz europejskich ruchów neofaszystowskich popularność festiwalu nie wynika tylko z atmosfery panującej obecnie na Węgrzech, ale również z samej konwencji imprezy.

Neonaziści, faszyści, narodowcy, kompani Breivika
WELCOME EVERYBODY

Magyar Sziget jest festiwalem bardzo otwartym 😉 Otwartym dla wszystkich białych nacjonalistów, w imię idei budowania silnej „północnej cywilizacji” jak można wyczytać w deklaracji samych organizatorów.

skrajna prawicaKonwencja festiwalu, ale także jego oferta polityczna, szeroka gama zaproszonych gości oraz dobór zespołów muzycznych, mają na celu przyciągnąć zarówno środowiska nacjonalistyczne, neofaszystowskie, nazistowskie jak i wszelkie ruchy rasistowskie. Wszyscy mają się tam czuć dobrze, nawzajem inspirować i przesiąkać ideami. Przedstawiciele najróżniejszych organizacji skrajnie prawicowych, od tych zajmujących się sianiem ksenofobicznego zamętu w parlamentach, przez tych od szerzenia ulicznego terroru, aż po paramilitarne rasistowskie organizacje, mają się ze sobą mieszać zapominając o problemach tak natury ideologicznej jak historycznej.

magyar szigetNazwa festiwalu jest tu kwintesencją samej idei. To powstająca na kilka dni mini-planeta. Zamknięta dla świata strefa. Połączenie koszar, święta wina, obozu treningowego i nacjonalistycznego jarmarku, tylko dla wyznawców „białej supremacji”. Wszelkie neofaszystowskie odchyły welcome. Wszyscy inni mają trzymać się z dala.

skrajna prawicaI tak stoiskach nacjonalistycznego jarmarku symbol Falangi wisi obok Swastyki, flaga Polski obok flagi nazistowskiej Trzeciej Rzeszy, chłopaki w koszulkach z logiem SS tańczą razem z chłopcami w koszulkach z polskim orłem w koronie, emblematy Blood & Honour, mieczyki Chrobrego, germańskie, neopogańskie i faszystowskie runa, krzyże celtyckie, symbole katolickiego fundamentalizmu i „słowiańskiej siły” oraz wszystkie inne symbole narodowego radykalizmu i innych współczesnych odmian neofaszyzmu mieszają się tworząc swoiste brunatne multi-kulti. Działacze zbrojonych rasistowskich grup jak Combat 18 czy „Betyarsereg” dyskutują przy węgierskim winie wspólne strategie z liderami nacjonalistycznych ugrupowań z całego kontynentu. Na scenie pojawia się ZJEDNOCZONY URSYNÓW, a więc„patriotyczny” (pseudo)hip-hop z Warszawy, który w zeszłym roku jako pierwszy zespół z polski zhańbił się biorąc udział w tej imprezie. Na tej samej scenie pojawia się też pierwsza gwiazda europejskiej sceny neonazistowskiej, SAGA, po której koncertach od dynamicznego hajlowania zapewne niejednemu naszemu narodowemu-radykałowi wyleciała już ręka w stawie łokciowym.

skrajna prawicaDyskusje i koncerty odbywają się w namiotach. W jednym z namiotów wspomniany już we wstępie do felietonu László Toroczkai (kompan Breivika) głosi, że jest gotowy strzelać z Kałasznikowa do niektórych członków rządu. W tle, liderzy Młodzieży Wszechpolskiej, w tym sam prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Witold Tumanowicz, robi sobie zdjęcia z nazistowską piosenkarką Sagą. Chwilę potem dwóch członków paramilitarnej organizacji skrajnie prawicowej o nazwie „Betyarsereg” („Armia tych poza prawem”) werbuje do swoich jednostek, a jeden z nich, Zsolt Tyirityan, otwarcie mówi o tym, że nadeszła pora aby brać za broń i mordować bez skrupułów. Gdzieś obok polscy nacjonaliści prezentują istotne aspekty rozwoju, strategii i potencjału skrajnej prawicy w Polsce zapraszając wszystkich zgromadzonych do przybycia na Marsz Niepodległości, co też miało miejsce. Wszędzie są do nabycia adekwatne gadżety, chociażby znaczki z podobizną Adolfa Hitlera i Rudolfa Hessa czy logiem Ku-Klux-Klanu.

neonaziściTak było w roku 2011. Rodzinna atmosferka, wszyscy wiedzą doskonale co ich łączy i po co tam są. Przed wyjazdem masa rodzinnych zdjęć i ostatnia wymiana kontaktów mailowych. Dzięki kilku inteligentnym węgierskim i brytyjskim dziennikarzom, którzy przemycili się na teren festiwalu w zeszłym roku i my mamy wgląd w krajobraz tej węgierskiej wysepki. To właśnie na ich obszernych relacjach, a także na informacjach byłych polskich nacjonalistów, którzy w ostatnich 2 latach wypięli się na swoich głupawych kolegów (niestety wciąż tylko jednostki, ale jakże dobry przykład) służąc obecnie za nieocenione źródło ciężko dostępnych faktów, opieram się w tym felietonie. Ale opieram się także na informacjach wiszących od tygodni bezpośrednio na stronie Festiwalu. Wszystkie trzy źródła są zgodne co do jednego: Magyar Sziget przyciąga coraz więcej skrajnej prawicy z Polski. O tym dlaczego tak jest, pisałam już powyżej. Według aktualnych oszacowań, w tym roku, w dniach 10-15 lipca do Węgier wybiera się od 80 do 150 naszych narodowców ze wszystkich większych miast Polski.

Z „Węgierskiej Wyspy” na „Marsz Niepodległości”
RETURN TICKET PLEASE

Marsz NiepodległościKonwencja festiwalu się sprawdza. Skrajnie prawicowy, biały folklor „bez granic” buduje u uczestników poczucie rośnięcia w siłę. Sprzyja zawieraniu zaufanych kontaktów wykorzystywanych następnie do całorocznych działań. Zeszłoroczny, udział w węgierskim festiwalu członków ONR, MW (sama śmietanka) i AN (czyli naszych Anachronicznych Nieudaczników 😉 ) dał plon w postaci udziału neofaszystów z całej Europy w 11 listopadowym „Marszu Niepodległości” w Warszawie. Dowodem na to były liczne, osobiste relacje z wydarzenia jakie ukazały się po 11.11.11 na skrajnie prawicowych, neofaszystowskich portalach w całej Europie, m.in. na Węgrzech, Chorwacji, Serbii, Czechach, Ukrainie czy w Niemczech. Nacjonaliści, neofaszyści i nazi-chuligani z tych krajów, wzięli udział w „Marszu Niepodległości” na zaproszenie polskich narodowych radykałów, tak jak oni zapraszani są na Magyar Sziget.

Saga, Kategorie C i polska Tormentia na jednym koncercie
SURPRISE?

TormentiaTegoroczny Magyar Sziget odbędzie się w dniach 10-15 lipca i zmienia nieco swoją formułę. Między innymi ze względu na coraz większe zainteresowanie i napływ gości z zagranicy. I tak, według nowej formuły pierwsze 2 dni festiwalu (10-11.07) okraszą muzycznie wykonawcy zagraniczni. Ta część festiwalu nosić będzie nazwę „Festiwal Boreal” pozostając integralną częścią Magyar Sziget (można nabyć karnet na oba odcinki). Należy to rozumieć jako braterski gest ze strony węgierskiej skrajnej prawicy wobec neofaszystowskich „bratanków” w pozostałych częściach kontynentu. Kolejne dni (12-15.07) to już występy tylko i wyłącznie rodzimych gwiazd węgierskiej skrajnej prawicy.

Pierwsza część festiwalu zapowiada się wyjątkowo intrygująco. Otóż oprócz wydarzenia o nazwie „Europejski Okrągły Stół”, w którym wezmą udział przedstawiciele skrajnej prawicy m.in. z Polski, Włoch, Chorwacji, Hiszpanii i Bułgarii (czyżby miała powstać nowa mapa Europy?) na głównej scenie wystąpią w legendarny niemiecki KATEGORIE C, legendarna SAGA oraz polskie gwiazdy „patriotycznego” rocka, TORMENTIA i INVASION.

Cóż można powiedzieć o tych wykonawcach? Całkiem sporo…

skrajna prawicaKATEGORIE C jest swoistą legendą wśród niemieckich neonazistów. To grający od wielu lat zespół z Bremy, ściśle związany ze środowiskiem tamtejszych, organizujących się na stadionie, neofaszystów. Aby móc przez tyle lat odbywać swoje koncerty zespół występuje pod różnymi nazwami (strategia stosowana także przez polskie zespoły neofaszystowskie) ostatnio pod nazwą „Hungrige Woelfe” („Wygłodniałe Wilki”). Dwóch członków Kategorie C występuje też w zespole „Nahkampf” („Krótki Dystans”) kapeli ze stajni „Blood & Honour”. Wokalista Kategorie C, Hannes Ostendorf, znany niemiecki neonazista, zasłynął m.in. ze swojego udziału w podpaleniu w Bremie domu zamieszkałego przez uchodźców. Kategorie C ma jawnie rasistowskie teksty, wymierzone m.in. w czarnoskórych zawodników piłkarskiej reprezentacji Niemiec. Zespół występuje regularnie na koncertach organizowanych przez NPD. Próbując wybielić nieco swój image, Kategorie C próbuje robić wokół siebie otoczkę apolitycznego chuligańskiego zespołu. Jednak co i raz wychodzą na jaw ich powiązania ze zorganizowanymi neonazistowskimi strukturami. W marcu 2012 Kategorie C popadli w niełaskę ANONYMOUS, którzy w ramach swoich „antyfaszystowskich piątków” (w każdy piątek hakowano jedną stronę niemieckich neofaszystów) zhakowali stronę zespołu.
Anonymous vs. skrajna prawica
Przejdźmy do kolejnej gwiazdy wieczoru, wykonawcy o pseudonimie SAGA. To szwedzka wokalistka będąca ikoną europejskich neofaszystów. Nigdy nie stroniła od nazistowskiej symboliki, znana z pozdrawiania swojej publiczności gestem hajlowania, znana z wykrzykiwania ze sceny „Sieg Heil”, znana z tego, że nie traktuje tych zachowań jako taniej prowokacji ale jako wyraz swoich przekonań. To właśnie stąd ta wielka miłość jakim darzą ją neofaszyści od Moskwy przez Warszawę aż po Londyn. Anders Breivik w swoim masakrycznym manifeście przywoływał nie tylko swoje sympatie do polskich organizacji narodowo-radykalnych, ale poświęcił też całe trzy strony na zachwyty odnośnie twórczości Sagi, by wreszcie zakończyć:

“Motivational music tracks, artist: Saga“ (Motywacja muzyczna, artysta: Saga).

Skrajna prawicaSama Saga koncentruje się w swoich tekstach na walce białej rasy o przetrwanie. Cytat z jej utworu:

„…Najwyższa rasa, która kiedykolwiek stąpała po Ziemi umiera,
jest zagrożona, biały człowiek walczy ze swoim upadkiem…”

… i tak dalej i tym podobnie. Któż (poza Breivikiem) nie chciałby występować razem z tą artyską? Ale to jeszcze nie wszystko. Jak reklamują organizatorzy festiwalu, Saga przygotowała na tegoroczną edycję Magyar Sziget specjalny program. Będą to utwory zespołu SKREWDRIVER, które wykona na tym konkretnym koncercie.

SkrewdriverPrzypomnijmy: na wspólnym koncercie z polskimi „patriotycznymi” zespołami: TORMENTIA i INVASION.

skrajna prawicaZastanawiam się właśnie czy jest potrzeba opisywania czym był dla neonazistów zespół SKREWDRIVER i jego lider Ian Stuart (na zdjęciach). To legendy neofaszystowskiego rocka drugiej połowy XX wieku, a dziś już obiekty kultu całej faszyzującej prawicy. Jeżeli zastanowić by się nad tym czy jakiś współczesny neofaszystowski wykonawca w Europie mógłby zostać uznany za spodkobiercę SKREWDRIVER’a, w sensie odgrywania tak silnej roli w krzewieniu rasizmu w Europie, to właściwie na myśl przychodzi tylko jedna osoba: SAGA.

Biedna, poturbowana Tormentia
NEW MODEL OF PATRIOTS

A przed Sagą wystąpią ulubieńcy naszej sceny (krypto)faszystowskiej „Invasion” i „Tormentia”. Tak, tak… to ta sama TORMENTIA, której poturbowanie przez antyfaszystów jakiś czas temu wywołało tak dużo zamieszania na nacjonalistycznych forach. Antyfaszyści dosyć skutecznie uniemożliwili Tormentii wzięcie udziału w kolejnym nacjonalistycznym koncercie. Aby odwrócić uwagę od problemu organizowania (krypto)faszystowskich i rasistowskich koncertów, nacjonaliści zarzucili wówczas antyfaszystom, że poturbowali „patriotycznych” rock-manów z Tormentii. No cóż, jeżeli ktokolwiek miał wówczas jakiekolwiek wątpliwości o jakim patriotyźmie Tormentii i ich fanów jest mowa, dziś mieć ich już nie może. Popularna Antifa wiedziała doskonale z kim ma do czynienia. Patriotyzm zespołu Tormentia (oraz zespołu Invasion) należy mierzyć tą samą miarką co patriotyzm prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Witolda Tumanowicza (z MW) pozującego do zdjęć z Sagą czy też z patriotyzmem największej hip-hopowej żenady nad Wisłą, zespołu Zjednoczony Ursynów, który wystąpił na Magyar Sziget w zeszłym roku (gdzie również grała i hajlowała Saga). To patriotyzm na miarę Iana Stuarta, nieżyjącego już lidera zespołu Skrewdriver. To patriotyzm na miarę fanatycznej neofaszystki Sagi. To patriotyzm na miarę wyrachowanego rasisty Breivika. To patriotyzm na miarę ludzi polujących na rosyjskich kibiców. To patriotyzm na miarę uczestników Marszu Niepodległości wymachujących na ulicach Warszawy siekierami i wydzierających się: Raz-Sier-PeM! Raz-Mło-TeM!

Neofaszystowska forma patriotyzmu
VOICE OF THE PATRIOTS

Robert Winnicki i Młodzież Wszechpolska na Magyar SzigetPrzy okazji wychodzi też na wierzch podszyty (krypto)faszyzmem „patriotyzm” ogromnej większości polskich narodowych radykałów. Zespół TORMENTIA jest w tym momencie najbardziej wziętym zespołem naszej nacjonalistycznej gawiedzi. Mamy więc do czynienia ze swoistym kultem zespołu grającego na jawnie nazistowskich spędach z jawnie faszystowskimi wykonawcami. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż Tormentia w drodze na neofaszystowski Magyar Sziget” zamierza dać koncert w Lublinie na drugiej edycji tzw. „Voice of the Patriots”. Koncert ma się odbyć 30 czerwca w lubelskim klubie Graffitti. Czy właściciele, bywalcy i pracownicy klubu wiedzą jakie zespoły i dla jakiej publiczności występują w ich klubie? Poprzedni koncert z cyklu „Głos Patriotów” współorganizował sam rzecznik prasowy ONR, Marian Kowalski (vel Miriam „Siłka” Kowalski). Chcecie wiedzieć ile osób z Lublina wybiera się na koncert Tormentii na Węgry? Dzwońcie do rzecznika i pytajcie. Zapewniam was, że jest doskonale poinformowany.

Jak widać zespoły grające pod szyldem „patriotyzmu” na imprezach organizowanych przez ONR, grywają też z niemieckimi zespołami neofaszystowskimi (Kategorie C) i nikomu w niczym to nie przeszkadza. Powiem więcej – nie ma w tym także nic odkrywczego. Przed wojną Roman Dmowski marzył o tym aby być drugim Mussolinim. W trakcie wojny polscy narodowcy dokładali swoje trzy grosze do mordowania i eksterminacji polskich Żydów. Od dziesięciu lat, w Białymstoku, polscy nacjonaliści obnoszą się nazistowskimi symbolami i malują swastyki. Od kilku lat polscy Autonomiczni Nacjonaliści stylizują się na niemieckich neofaszystów (opisane w jednym z poprzednich felietonów). A odwieczne przygłupy z ONR oraz ich kultowe zespoły bratają się z neofaszystowskimi i nazistowskimi kolegami z za zachodniej granicy. Pewna ciągłość jest więc zachowana. A nawet kultywowana.

Neofaszyzm bez krępacji czyli pohajlować na potęgę
GIVE ME ONE „SIEG!” – I GIVE YOU ONE „HEIL!”

W ten sposób pogrzebać należy też mit niewinności „salutu rzymskiego”, którego to polscy narodowcy tak nagminnie używają, a przyłapani za każdym razem tłumaczą, że jest on częścią polskiej tradycji narodowej. W ich głowach pewnie i jest, nie zamierzam z tym polemizować, bo dialog z (krypto)faszystami to wybitnie jałowe zajęcie.

Natomiast dla całego społeczeństwa informacja płynąca z tegorocznego programu Magyar Sziget 2012 może być tylko jedna: polscy narodowi-radykałowie hajlują i robią to chętnie wraz z neonazistami i rasistami z innych krajów. Robią to dlatego, że hajlowanie (czy też „rzymski salut”… ależ proszę bardzo) jest historycznie międzynarodowym pozdrowieniem całego faszyzującego nurtu: od NSDAP po NPD, od Sagi po Breivika, od Blood & Honour po ONR, od Skrewdrivera po Tormentie.

Różnica jest tylko taka, że są kraje i miejsca, w których społeczne przyzwolenie na wszelkie neofaszystowskie ideologie, gesty i symbole jest mniejsze oraz takie, w których jest spore. Na Węgrzech w ostatnich latach nikt się specjalnie nie musi z neofaszyzmem krępować: ani w słowach, ani w gestach, ani w czynach. Festiwal Magyar Sziget i jego przybudówka, Festival Boreal, ma wręcz akumulować i animować te tradycje. Można się spierać co do różnic pomiędzy rumuńskim faszyzmem, agresywnym szwedzkim nacjonalizmem i polskim narodowym radykalizmem, ale gdy chłopcy stają ramie w ramie i wspólnie entuzjastycznie hajlują, drżąc jednocześnie na myśl o sile jaką w tym (mokrym) momencie stanowią, to wszelkie tego typu dywagacje muszą zejść na dalszy plan. Europejska skrajna prawica jest neofaszystowska, choć przeważnie zarazem krypto-faszystowska. Polska skrajna prawica także. I to coraz bardziej.

W Polsce trwa obecnie batalia o to czy symbolika skrajnie prawicowa, neofaszystowska i rasistowska (rzymski salut, krzyż celtycki, falanga, slogan „white patriot”, symbol „zakaz pedałowania”) wejdzie na stałe do krajobrazu naszych ulic czy nie. Póki co nasi narodowcy szykują się do pielgrzymki na Węgry aby poprzebywać wśród swoich, pohajlować na potęgę i porobić rzeczy, na które tutaj, póki co, wciąż nie ma przyzwolenia. Jadą tam po to aby poczuć się tak jak chcieliby czuć się i tutaj. Lukrecja mówi: Niedoczekanie wasze!

Lukrecja

PS. Tegoroczny festiwal Magyar Sziget kończy się w PIĄTEK TRZYNASTEGO… Jego uwieńczeniem są walki w klatce (jak na każdym szanującym się festiwalu krzewiącym kulturę węgierską 😉 ). Nie pozostaje nic innego jak tylko życzyć naszym pielgrzymom soczystych kontuzji, otwartych złamań kończyn oraz porządnych wstrząśnień domniemanych mózgów jako ostatniej możliwej terapii na dolegające im kompleksy. Panowie, walczcie aż do śmierci. Choćby i za kraj 😉
skrajna prawica

Przedmeczowy incydent czy Wielka Polska Katolicka na polowaniu?

13 Czer

polski rasizm na ulhttps://lukrecjasugar.wordpress.com/wp-admin/edit-comments.phpicach Warszawy

(na ubraniach widać skrajnie prawicową symbolikę: po lewej szczyl z logiem „ofensywa” na kurteczce, po prawej goguś z krzyżem celtyckim na szaliczku)

Znienawidziłam słowo INCYDENT.
A jeszcze bardziej tych, którzy próbują przy jego użyciu zamaskować prawdę o problemie, z którym ewidentnie mamy do czynienia.
Ostrzegam, w tym felietonie pojawią się wulgaryzmy.

Przedmeczowy incydent…

Próby relatywizowania tego co zaszło w dniu meczu Polska-Rosja na ulicach Warszawy, próby zarówno wielu prawicowych komentatorów jak i przedstawicieli władz (a więc organizatorów EURO2012) są jednocześnie żałosne, nieodpowiedzialne i nachalne. To co miało miejsce na ulicach Warszawy nie było w żadnym wypadku incydentem! Proszę przestać pier…lić głupoty!

…czy Wielka Polska Katolicka oraz Bóg-Honor-Ojczyzna na wspólnym polowaniu?

Kilkuset do tysiąca zacofanych mentalnie FACETÓW, nie mogących odnaleźć siebie samych w zmieniającym się świecie i zrzucających za to winę na „obcych”, biło wczoraj niemal wszystkich napotkanych Rosjan, często napadając ich w większych grupach i od tyłu, a kolejne setki Polaków, od 16-letnich zachlanych siks po 70-letnie rydzykowe babcie, zagrzewało do czynów wykrzykując zza ich pleców „Jebać ruskie k…y!” lub „Ruskie wynocha!”. To był skrajnie prawicowy motłoch en masse. Wśród biegających ze śliną na ustach pojebańców, co dziesiąty miał na sobie nacjonalistyczne emblematy. Przeważały koszulki odwołujące się do haseł „bóg, honor, ojczyzna”, obciachowe ciuchy z logiem „Ofensywa” (znakiem rozpoznawalnym skrajnie prawicowych przygłupów), neofaszystowskie nadruki „White Patriot” i szaliki z krzyżami celtyckimi (symbolami domniemanej białej rasistowskiej supremacji). Nie mówię tu o tuzinach, ale całym zlocie tak ubranych nacjonalistycznych fajansiarzy. Kolejnych kilkudziesięciu zrezygnowało z rasistowskich emblematów tylko po to aby nie być rozpoznawalnymi. Skrajnie prawicowy, zakompleksiony motłoch był siłą przewodnią i napędową antyrosyjskich, ksenofobicznych, nacjonalistycznych polowań, które trwały od godziny 16 do północy, a więc przez około 8 godzin na obszarze całego centrum stolicy.

Oto jak dokładnie wyglądał wczorajszy „przedmeczowy INCYDENT w centrum Warszawy”.

Drugie Węgry?

Skoro tego typu zdarzenia nazywa się incydentami to rozumiem, że o nasileniu nacjonalistycznie umotywowanej przemocy zacznie się mówić dopiero wtedy, gdy kilka tysięcy uzbrojonych w kije nacjonalistów wyśle do miejskich kostnic pierwszych czternastu cudzoziemców, a o skrajnie prawicowym terrorze wspomni się wtedy, gdy zdarzenia takie będą miały miejsce w każdy wtorek, czwartek i sobotę, a obcokrajowcy coraz rzadziej będą odwiedzać ten kraj, tak jak to ma miejsce od kilku lat na Węgrzech.

Dlaczego w tym roku obchodzimy 11 listopada już 12 czerwca?

Czy muszę dodawać, że wielu uczestników „incydentu” zostało rozpoznanych jako animatorzy terroru z 11 listopada 2011, który podobnie jak teraz, miał swój „narodowy patronat” w postaci osób i instytucji legitymizujących go i podobnie jak teraz, rozlał się na całe miasto?

Czy muszę dodawać, że faceci od „incydentów” to awangarda Marszu Niepodległości organizowanego przez krypto-faszystowski ONR i nacjonalistyczną Młodzież Wszechpolską oraz oszołomioną „narodową prawicę”, która nie oferuje temu społeczeństwu nic innego poza agresywnym patriotyzmem, zwanym inaczej nacjonalizmem?

Czy muszę dodawać, że kilkunastoosobowa grupa stołecznych Autonomicznych Nacjonalistów (po mojemu Anabolicznych Nieudaczników) rozpędzała się na rosyjskich kibiców ramie w ramie z Januszem Korwinem Mikke (tyle tylko, że Janusz szybciej wyciął popularną długą i tylko dlatego nie dostał po buzi od wkurzonych Rosjan)?

Czy muszę dodawać, że liderzy tych nacjonalistyczno-burackich ataków są w bliskich relacjach z członkami Stowarzyszenia Marsz Niepodległości oraz planują swoje kolejne popisy 30 czerwca w Poznaniu?

Czy muszę dodawać, że także wśród Rosyjskich kibiców widać było kilkunastu w koszulkach „Blood & Honor” a więc w tych samych, których widywaliśmy już setki razy polskich „narodowych radykałów” co jest tylko dowodem, że (neo)faszyzm nie ma granic i potrafi być zarówno węgierski, niemiecki, rosyjski jak i polski? Tyle tylko, że wczoraj był zdecydowanie polski.

Do wszystkich komentatorów, wyznawców „teorii incydentu”:

Po cholerę ta ściema? Cały kraj widział. Był syf. Polski nacjonalistyczny syf. Był na skalę jakiej nie ma w innych krajach w Europie. Był, bo zamiast się zająć neofaszystowskim ścierwem na polskich stadionach i ulicach, pomagacie im tworzyć legitymacje pod ich kolejne ataki: „bolszewicki marsz rosyjskich kibiców”, „niemcy przyjeżdżają bić polskich patriotów”, „homoseksualiści prowokują swoją paradą”…

Do wszystkich ultras i kibiców, którzy mają w sobie wystarczająco rozumu i godności:

Kiedy wreszcie skopiecie dupy i wygonicie ze swoich szeregów tych niedorozwiniętych wyznawców „białej polski”? Oni nie tylko przynoszą wam obciach, ale jeszcze robiąc swoją nacjonalistyczną politykę na stadionach, ściągają na was represje! Chcieliście aby wszyscy mieli przed wami respekt, a dzięki tym wszechpolskim nieudacznikom wszyscy wami gardzą.

Ultras – wake up! Czas na przebudzenie! „Futbol – Doping – Adrenalina” zamiast „Obciach – Rasizm – Nacjonalizm”

Oto i oni… Automatyczni Nieudacznicy (AN)…kwiat narodu… blokowi fetyszyści rosyjskiej flagi… młodzi, zdrowi, głupi jak para sandałów…
Anaboliczni Nieudacznicy

Lukrecja – byłam, widziałam, zrozumiałam.

Można rozwijać się albo gnić. Kibice wybiorą to pierwsze

12 Czer

futbol skrajna prawica antyfaszyzm
(re-edycja tekstu opublikowanego ponad rok temu – materiał nie tylko zaktualizowany, ale też… z każdym dniem coraz bardziej aktualny!)

Ostatnie społeczne tabu

Piłka nożna jest bardzo złożonym fenomenem społecznym. Rozgrzewa tak samo wiele pozytywnych co odpychających emocji. Przeciętny fan, szalikowiec, kibic, kibol, kibolka 😉 nie ma wyjścia – musi pogodzić się z relacją hate & love w stosunku do piłki kopanej futbolem zwanej.

Dzisiejszy tzw. Modern Futbol to przede wszystkim fabryka do robienia pieniędzy. Wielki biznes kontrolowany przez potężne lobby. Ale współczesny futbol odgrywa również niemałą rolę w kształtowaniu świadomości społecznej. Różnych jej aspektów. Prawdopodobnie największą świadomościową kreacją futbolu jest uczynienie go na przestrzeni lat heteroseksualną niszą. Homoseksualizm w męskiej piłce nożnej jest tabu. Dotyczy to działaczy, trenerów, sędziów, kibiców, ale przede wszystkim managerów piłkarskich i samych piłkarzy. A przecież nikt, kogo stać na bardziej wnikliwe spojrzenie, nie zaprzeczy, że futbol jak rzadko który sport, przepełniony jest wzajemnymi męskimi czułościami. I jak w rzadko którym sporcie, fakt ten jest uporczywie negowany. Homoseksualizm traktuje się jak coś niewygodnego, wstydliwego, wypiera się go i tabuizuje. Równocześnie inscenizuje się ultra-heteroseksualne oblicze futbolu. Tylko skąd ten cały cyrk? Po co ta heteroseksualna inscenizacja na przekór rozsądkowi, naturze i faktom? A fakty są takie, że na kilkunastu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. To informacje od psychologów sportowych i samych piłkarzy. Prawdopodobnie nie inaczej jest jeżeli chodzi o całą armię osób zaangażowanych w ten sport chociaż tu nikt nie prowadził żadnych badań.

Piłka nożna to mikrokosmos z siusiakiem

football homophobiaWszystko zaczyna się od tego, że konserwatywna część społeczeństwa wciąż kultywuje patriarchalne wyobrażenie dwóch spolaryzowanych względem siebie męskości i kobiecości. Po za nimi i między nimi nie ma nic i nikogo. Oczywiście męskość góruje nad kobiecością. Sam sport uważa się za z natury męski, a że męskość najdobitniej wyraża się w pociągu do kobiet, więc sport definiuje się jako domenę hetero. Homoseksualiści sprawdzają się zaś w sztuce czy modzie. Mniej więcej taki jest konserwatywny punkt widzenia.

Jeśli chodzi o kobiety to sport był dla nich jeszcze nie tak całkiem dawno kompletną „no go area”. Od kiedy wywalczyły sobie do niego dostęp, podkreślam słowo „wywalczyły”, mogą w jego ramach swobodniej generować swoją osobowość, spełniać się w tym definiowanym wciąż jako męski obszarze. W jego ramach wymagane jest wręcz, aby pielęgnowały i demonstrowały pewną męskość. Jak zostało to już kilkanaście lat temu ładnie podsumowane, w męskim świecie sportu, kobiety mogą nieoczekiwanie swobodnie przekraczać granice wytyczone dla obu płci. Niezmuszane do odgrywania narzuconych im kobiecych ról, mogą dać upust swojej tożsamości, zarazem nie tracąc w oczach konserwatywnego społeczeństwa. Oczywiście, zbyt dużo „męskości” prowadzi do zarzutów o bycie lesbijką i duża część „konserwantów” jest na przykład przekonana, że wszystkie piłkarki są lesbijkami, co jest oczywiście nieprawdą. Ale taki jest właśnie los kobiet zachowujących suwerenność względem męskich oczekiwań. To dlatego większość sportsmenek na wszelki wypadek, szlifując swoją „męskość” mocno podkreśla swoją heteroseksualność.

Co ciekawe, w krajach w których coraz bardziej popularna staje się kobieca piłka nożna (Holandia, Niemcy, kraje Skandynawskie, USA, Australia…) nasila się homofobia dotycząca zawodniczek. Jeszcze 10 lat temu piłkarki lesbijki mogły dosyć swobodnie mówić o swojej tożsamości. Jednak kiedy sport stał się popularny i interesujący dla światka biznesu rozpoczął się nacisk na (re)tabuizowanie obecności homoseksualnych zawodniczek. Wydaje się, że po to, aby „nie odstraszać” sponsorów i oczekiwanych milionów rodziców, którzy niebawem powinni zacząć wysyłać swoje córki do szkółek piłkarskich. Od kilku lat wszystkie znane piłkarki lądują na łamach Playboy’a, aby podkreślić kobiecość i domniemaną heteroseksualność kobiecej piłki nożnej (wiadomo, że Playboy jest magazynem dla mężczyzn). Na heteroseksualnych, „kobiecych” i wykreowanych na modelki piłkarkach zamierza się zrobić lepszy biznes niż na sporcie w którym gra sporo lesbijek i kobiet odbiegających urodą od tej, którą chciały by pokazywać obiektywy kamer największych stacji TV. W tym celu lesbijki próbuje się zamieść pod dywan.

Wracam do futbolu męskiego. Prawdziwy problem zaczyna się, gdy mamy do czynienia z przekraczaniem granic kobiecości przez mężczyzn. Zwłaszcza w kontekście piłki nożnej, stojącej na samym szczycie męskiej hierarchii sportów (obok hokeja, rugby, Formuły 1 czy żużla). Piłkarz, który zbliży się swoim zachowaniem do bieguna kobiecości, podważa natychmiast swoją męskość, a tym samym rzuca na siebie podejrzenie o bycie gejem. To degraduje go medialnie i społecznie, bo przecież gej nie może być dobrym piłkarzem! Presja ze strony homofobicznych kibiców, samego futbolowego światka oraz sfer inwestujących w futbol, prowadzi do tego, że podejrzenie o bycie gejem może kosztować piłkarza załamanie kariery, odwrócenie się sponsorów, utratę zdrowia, a nawet, jak już się przekonaliśmy na przykładzie Justina Fashanau, życia.

Dlatego też wszyscy gracze dbają bardzo o swój heteroseksualny wizerunek, zarówno na boisku, jak i prywatnie. Niezależnie od tego czy są gejami czy nie. Nawet heteroseksualni piłkarze muszą się mieć na baczności aby nie zostać podejrzani o brak „męskości”. Na boisku homoseksualność ukrywana jest często poprzez przesadnie ostrą grę i chamskie, typowo męskie, zachowania, seksistowskie wulgaryzmy, etc. Zgrywaniem ostrego macho-gościa najlepiej zwieść wszystkie badawcze spojrzenia z trybun. Z kolei, w życiu prywatnym, jak donoszą psycholodzy sportowi z wielu krajów, zawodowi piłkarze będący gejami proszą swoje przyjaciółki o publiczne występowanie w roli ich partnerek, biorą lewe śluby, żyją z kobietami ukrywając przed nimi swoją tożsamość, przedstawiają dzieci kuzynów jako własne, itp. Wielu piłkarzy prowadzi więc podwójne życie, które oczywiście, ze względu na towarzyszące temu psychiczne obciążenie, często nie najlepiej wpływa na ich formę i ogólne samopoczucie.

Homofobi stoją z otwartymi ustami i gołymi pupami

futbol stop homofobia Pierwszego polskiego piłkarza, który zdecyduje się na tzw. coming out, czeka z pewnością ciężki sezon pośród licznie odwiedzających nasze stadiony faszyzujących nacjonalistów oraz wtórujących im chłopaczków szesnastolatków bez charakterów (a charakter byłby potrzebnych, aby oprzeć się kolektywnej głupocie). Takiego piłkarza spotkać też może nieformalna reprymenda ze strony władz klubu, że swoim gejostwem psuje w nim atmosferę (sic!). Nawet ten czy inny piłkarz z drużyny mógłby się okazać na tyle głupi, żeby wmawiać sobie i innym iż czuje się zagrożony pod natryskiem (sic!!!). Oczywiście media rzucą się na takiego gracza jak sępy na padlinę grzebiąc w każdej sekundzie jego życia. Może nawet jakaś zorganizowana grupa homofobów czy bojówka związana z NOP dopuści się fizycznego ataku. Czy taki piłkarz jest w stanie przetrzymać te pierwsze miesiące?

Wydawać by się mogło, że jest zbyt wiele powodów, aby dalej inscenizować swoją męskość i heteroseksualizm, aby robić to aż do bólu, na przekór własnej osobowości, logice, zdrowiu psychicznemu i wszystkiemu innemu. Z drugiej strony, pierwsi piłkarze, którzy zdecydują się na ujawnienie, spotkają się z niespotykanym wsparciem progresywnej części społeczeństwa. Żaden coming out nie powinien być forsowany, ale jak na dłoni leży pytanie o to, ile lat można żyć w ukryciu, prowadzić podwójne życie, okłamywać wszystkich dookoła, zabijać własne emocje? Co jest bardziej zabójcze, coming out czy kilkanaście lat odgrywania kogoś kim się nie jest?

Dotychczasowe przykłady ujawnień się (futbol/hokej/rugby) są dwuznaczne. Justin Fashanu, pierwszy brytyjski piłkarz, który ujawnił się jako gej (1990) został poddany takiej presji (głównie ze strony mediów, działaczy i kibiców), że po kilku latach popełnił samobójstwo. Minęło kilkanaście lat. Szwedzki piłkarz Anton Hysen (syn świetnego byłego gracza Liverpoolu, Glenn’a Hysena) jakiś czas temu zdecydował się na coming out. Dostał pełne wsparcie od całej swojej drużyny, władz klubu oraz ogromnej większości kibiców. Także od rodziny. Brendan Burke, czołowy amerykański hokeista (outing w 2009) także otrzymał silne poparcie i być może dokonał przełomu w swojej dyscyplinie. Niestety zginął niedawno w wypadku samochodowym i nie będzie już świadkiem trwającego przełomu i losów kolejnych gejów hokeistów. Z kolei Gareth Thomas, największa gwiazda walijskiego rugby, bohater narodowy, którego tak spektakularną jak i brutalną grę podziwiał cały świat, swoim ujawnieniem się zatkał wszystkim usta. No jak to, ten brutal jest gejem? Linia ataku homofobów i kryptofaszystów kompletnie się załamała, bo w ich mniemaniu maksymalnym wysiłkiem fizycznym, na jaki stać geja jest spacer po wystawie fotografii. Tymczasem mit padł. Bez koronnego argumentu na to, że pewne rzeczy w życiu są dla „homosi” nieosiągalne, homofobi pozostali tam gdzie stali. Tyle, że obdarci z resztek swoich quasi-racjonalnych argumentów. Stoją z otwartymi ustami i z gołymi pupami.

Stadion wciąż boi się geja

Justin Fashanu Stadion zawłaszczany jest dziś przez ultrakonserwatywne i faszyzujące nurty społeczne jako arena służąca do przedłużania sztucznej dominacji męskości nad kobiecością. Świadomość tego, pozwala zrozumieć dlaczego wszelkie próby rozmycia ostrych granic pomiędzy obiema płciami w obrębie typowo męskich sportów (futbol, hokej, rugby) spotykają się z tak szowinistycznymi reakcjami. To tłumaczy też, dlaczego świat futbolu tak bardzo boi się gejów.

Strach przed gejem-piłkarzem wynika także stąd, że piłka nożna jest, de facto, bardzo homoseksualnym sportem. Te wszystkie wilgotne uściski na murawie, ciągłe ocieranie się o siebie, euforyczne pocałunki, pieszczoty przy narożnych chorągiewkach, wzajemne pogłaskiwania, tarzanki po trawie… Wszystko wykonywane przez zdrowych wysportowanych facetów ku wielkiemu podnieceniu fanów w każdy weekend na tysiącach stadionów całej Europy. Co gol, to ciało do ciała i zaczyna się wzajemne męskie pocieranie zapoconych mięśni. Ile razy widzieliśmy, jak w całym tym kolektywnym męskim uniesieniu dłonie sięgają, choć tylko na chwilę, w miejsca uznawane za najbardziej intymne. Niemniej seksowne są nieustanne przepychanki w polu karnym, podszczypywania, tulenie się do siebie w murze przy rzutach wolnych, itd. Bramkarze pocierający co chwila swoich obrońców po czuprynach, czy poklepujący po pupach, aby ruszyli do kontrataku. Mężczyźni sami dla siebie, przez 90 minut, ani jednej babki, a tyle seksualności, że wystarczyłoby na kilka odcinków wilgotnego erotyku. Tak przesiąknięty wzajemną męską seksualnością sport musi na siłę kreować się jako heteroseksualny. W innym wypadku, gdyby nazwać to wszystko co się dzieje na boisku i wokół niego po imieniu, mogłoby się okazać, że jest czymś bardzo, ale to bardzo, homoseksualnym.

Arkadiusz Onyszko wygląda źle nawet w bieliźnie Davida Beckhama

stop homofobia futbolBeckhama, który u szczytu swojej kariery sam określił się metroseksualnym i zdeklarował, że nosi bieliznę swojej partnerki, nie tylko nie spotkał lincz, ale wręcz zyskał na popularności. Twierdzi się, że swoją postawą zrobił wiele dla piłkarzy, trenerów i kibiców gejów. Ale czy nie jest to przesada? W końcu nigdy ani na sekundę nie podważył swojej heteroseksualności. Wprost przeciwnie, zawsze dbał o jej podkreślanie, o jej obecność przed kamerami. Jako futbolowa pop-gwiazda największego kalibru, mógł sobie pozwolić na gierki wokół swojej seksualności. Jego sesje zdjęciowe i bieliźniany fetysz odebrane zostały jako egzotyczna pop-transwestycja na potrzeby marketingowe. Być może, gdyby podobnie jak on, zaczęło zachowywać się coraz więcej piłkarzy, gdyby poszedł krok dalej i zaczął przed meczami malować sobie oczy, gdyby na skutek tego, balansowanie na krawędzi seksualności i płci stałoby się w futbolu czymś codziennym, można by mówić o jakimś przełomie. Jednak tak się nie stało i rola Beckhama w procesie demontażu żenującego macho-wizerunku futbolu jest zdecydowanie przereklamowana.

A jednak… każdy skrawek bielizny metroseksualnego Beckhama jest tysiąc razy więcej wart niż minuta gry w jakimkolwiek piłkarskim klubie kogoś takiego, jak Arkadiusz Onyszko, z którym to duński FC Midtjylland rozwiązał w 2009 roku umowę po tym jak ten popisał się swoją homofobiczną i ksenofobiczną erudycją. Od tego czasu Onyszko szamotał się po całej Europie nie mogąc znaleźć klubu, który wziąłby takiego idiotę do swojego składu. I świetnie, chociaż warto to uznać nie tyle za efekt wzrostu tolerancji pośród władz europejskich klubów, ile skutek międzynarodowej kampanii przeciwko homofobii.

Tyle buziaków w stronę szalikowców

J.Fashanu fight homofobiaW krajach, w których do tych kwestii podchodzi się bez popularnej „napinki”, już dawno przestudiowano wszystko to o czym tu mowa. Okazało się, że w jednej z najlepszych lig, znanej tak z wysokiego poziomu piłkarskiego jak i z multikulturowości, na dziesięciu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. Mimo, iż oczekiwanie na pierwsze oficjalne ujawnienie się wciąż trwa (znawcy tematu twierdzą, iż będzie ono miało charakter kolektywny bądź lawinowy), nieoficjalnie mówi się o wielu graczach z najwyższej półki transferowej, o idolach (także polskich kibiców), którzy niebawem zdziwią wielu swoich fanów. Philip Lahm, kapitan reprezentacji Niemiec, apelował niedługo przed EURO2012 do wszystkich piłkarzy gejów aby się jeszcze powstrzymali z ujawnieniem, gdyż społeczeństwo rzekomo wciąż potrzebuje trochę czasu. Innego zdania są inne gwiazdy reprezentacji Niemiec, m.in. Manuel Neuer i Mario Gomez, którzy zachęcają do przełamania idiotycznego tabu. Podobnie trener reprezentacji Włoch, Cesare Parandelli, który uznał ostatnio homofobię za równą z rasizmem i obiecał wsparcie każdemu piłkarzowi, ktąry zdecydował by się na outing. Podobną deklarację złożył już jakiś czas temu prezydent DFB, Teo Zwanziger (taki Grzegorz Lato i Zbigniew Boniek niemieckiego futbolu w jednym). Ostatnie badania „British Journal of Sociology” wykazały, że 93% brytyjskich kibicw odrzuca homofobię i jest gotowa dopingować i wesprzeć piłkarzy, którzy się wyoutują. W Holandii na weselu znanej pary holenderskich piłkarek pojawiła się masa gwiazd tamtejszego męskiego futbolu, dając jasno do zrozumienia, że homofobia w ich gronie jest passe.

Ale nie czekając zbliżający się moment futbolowych coming outów już dziś można stwierdzić, że każdej soboty na boiska Bundesligi wybiega co najmniej kilkunastu uwielbianych przez szalikowców gejów. Czy Bundesliga jest wyjątkiem? Nie ma żadnych powodów, aby tak uważać. Podobnie musi być w Premier League, El Primera Division, Serie A, francuskiej League 1 czy w polskiej Ekstraklasie. Tak więc w każdy weekend blisko sto, jeśli nie więcej, gejowskich gwiazd piłki nożnej wprowadza w zachwyt i ekstazę miliony kibiców na całym kontynencie. Strzelając bramki, dryblując, faulując, wykonując wspaniałe parady, ale też chwytając się za koszulki, obściskując po strzelonych bramkach i puszczając buziaki w stronę wiernych im szalikowców. Oto bezsensownie tabuizowana prawda o futbolu.

Nadchodzi kolejna Noc Muzeów

stop homofobiaNa trybunach nie jest inaczej. Oczywiście, homofobiczny klimat narzucany ostatkiem sił przez zakompleksione grupki skrajnie prawicowych krzykaczy odpycha część nie-heteroseksualnych widzów od uczęszczania na stadiony. Ale tylko część, podczas gdy tysiące nie dają sobie odebrać tej sfery publicznej przez atawistyczne bandy. Dowodem na to są powstające w ostatnich 10 latach w całej Europie fankluby zrzeszające kibiców nie-heteroseksualnych. Czy dlatego, że zaczęli się oni nagle pojawiać na trybunach? Nie. Oni byli tam zawsze i tylko futbolowy świat udawał, i nadal próbuje udawać, że ich tam nie ma. Czy gejowskie fankluby powstają dlatego, że chcą się na trybunach izolować od reszty kibiców? Nie. Powstają dlatego, że chcą dać dowód na swoją obecność.

Ale także wielu hetero kibicom i ultras odechciało się brać udziału w teatrze dyktowanym przez podstarzałych zakompleksionych panów z FIFA i UEFA oraz grupki zacofanych nacjonalistów. Dzień, kiedy na większości piłkarskich stadionów, obok barw klubowych, zaczną powiewać tęczowe flagi jest już całkiem blisko. Na wielu już powiewają, jak choćby na New Camp, stadionie FC Barcelona. Swoje tęczowe trybuny mają już między innymi Borusia Dortmund, Werder Brema, Hertha Berlin, FC Koeln, VfB Stuttgart, FSV Frankurt czy FC St.Pauli. A to tylko przykłady z Niemiec.

Homofobiczna horda, podkręcana przez krypto-faszystowski, nacjonalistyczny tłumek, z pewnością będzie się szamotała. Będzie się odgrażała, trzęsła, pieniła i wymachiwała rękami. Zdesperowani obrońcy „narodowego frontu społecznego zacofania” popadną w konwulsje, wkrótce w agonię. Ale nic nie będą w stanie zmienić, gdyż zarówno futbol, a tym bardziej większość jego fanów, chce iść do przodu. Gdyż można się rozwijać, albo gnić. Kibice-ultras wybiorą to pierwsze, nie mam żadnych wątpliwości.

Przez dziesiątki lat udawano, że futbol to gra dla mężczyzn, w pewnym okresie kryminalizując nawet kobiety kopiące piłkę. To już przeszłość. Ostatnie mistrzostwa świata kobiet w piłce nożnej obejrzały miliony ludzi. Wkrótce tak samo odczarowane zostanie ostatnie tabu piłki nożnej – homoseksualizm. Ostatni społeczny bastion homofobii, inscenizowane heteroseksualne oblicze futbolu, będzie można niebawem obejrzeć w Muzeum Piłki Nożnej w ramach kolejnej Nocy Muzeów w twoim mieście. Nie przegap!

Miejsce dla wszystkich tożsamości

antifa futbolAgonia homofobi w futbolu ma także szerszy, społeczny, antyfaszystowski kontekst. To właśnie na stadionach zagnieździły się, pomiędzy tysiącami fanów, faszyzujące bojówki. Tam prowadzą intensywnie swoją faszystowską agitację. Podczas gdy ich przemarsze w całej Polsce spotykają się z protestami, stadiony są ostatnią publiczną areną, na której wciąż mogą pozwolić sobie na dyskryminujące przyśpiewki bez reakcji środowisk antyfaszystowskich czy kogokolwiek innego. Tam nasycają baterie narodowo-radykalnej nienawiści. Ale na szczęście także stamtąd, prosto z trybun, płynie coraz więcej sygnałów, że pora już z tym skończyć. Stadiony to nie wybieg dla nabuzowanych homofobicznych szympansów, ani rezerwaty dla faszystów. Piłka nożna nie jest z natury hetero czy w ogóle czymś z gruntu męskim. Jest w niej miejsce dla wszystkich płci, kolorów, seksualności i tożsamości. Pora na wytyczającą nową erę na stadionach antyrasistowską, anty-homofobiczną i antyfaszystowską ofensywę.

Lukrecja