Archiwum | TEKSTY POLECANE PRZEZ LUKRECJĘ RSS feed for this section

Obudź się Polsko – Rewers!

1 Sty

W nowym rokiem pojawił się antyfaszystowski manifest. Pozwoliłam sobie spisać jego tekst i dorzucić pod filmikiem.

Problem narasta.
Zagrożenie jest coraz bardziej wyraźne.
Rozwarstwienie społeczne coraz dotkliwsze.
Perspektywy – dla wielu niejasne.
Frustracja i skłonność do wiary w teorie spiskowe coraz większe.

Skrajna, faszystowska prawica – tylko na to czekała.

Ich strategie – nachalne jak zawsze.
Manifestować siłę, aby przyciagać tych których ta fascynuje.
Gdy siły brak – inscenizować jej obecność na wszelkie sposoby.
Czynić to w miejscach i momentach historycznych,
aby je zawłaszczać.
Narzucać młodzieży autorytarne myślenie. Niepokornych terroryzować.
Wykorzystać kibiców, opanować stadiony.
Zatruć muzykę brunatną nienawiścią.
Straszyć „komunizmem“, „umieraniem polskości“
i „żydowskim spiskiem“ – do skutku, aż uwierzą.
Oswajać symbolikę faszystowską i rasistowską.
Podszywać się pod ruchy społeczne.
być przeciw ACTA, być przeciw GMO, aby zyskać zwolenników.
Wmawiać sobie i innym – antysystemowość.
W rzeczywistości wzmacniać represyjność państwa i policji,
aby społeczeństwo było w pełni kontrolowane,
zastraszone i zaszczute, szare i jednolite.

Cel uświęca środki.
W poniedziałek w garniturze – na występy w Telewizji.
W czwartek z nożem w reku – atakując squaty i mieszkania imigrantów,
W sobotę w tłumie kibiców aby z za ich pleców grozić i wyzywać.
W niedzielę pisząc donosy na uchodźców, hackerów,
kanabowców czy antyfaszystów.

Efekty?
Efekty niestety są.
Są zawsze gdy społeczeństwo śpi,
a media stają się tubą propagadnową faszystowskich demogogów.
Efekty są: faszystowskie struktury we wszyskich miastach,
rasistowska symbolika na setkach ulic.
Pobicia, zastraszenia, terror.
Morderstwo w Białymstoku.
Pogrom na wrocławskim Wagenburgu.
Frajerska i pozbawiona ja moda na nacjonalizm
Faszyści ziejący jadem do tłumów,
na marszach i wiecach publicznych.
Faszyści urządzający historyczne pogawędki
w szkołach i na uczelniach.
Podlasie, Lubelskie, Podkarpacie, Mazowsze…
zaroiło się od faszystowskich mord.

A reakcje? Reakcje są.
Zrodzone w potrzebie obrony wolności.
Sporadyczne ale nieustanne,
Enigmatyczne ale celne.
Brawurowe ale świadome.

I mimo to, brunatna zaraza uparcie prze do przodu.

Nie ma jednej genezy nacjonalizmu i faszyzmu.
Są korzenie ekonomiczne i ideowe.
Są uzależnienia systemowe i jest zwykła siła propagandy.
Jest kryzys, jest kultura autorytarna i jest moc chorych idei.
Nie ma więc jednej recepty na walke z zagrożeniem.
W walce z totalitarną wizją jednostki i społeczeństwa
nie bójmy się różnorodności w ruchu antyfaszystowskim!

Organizujcie się.

Niektórzy uspokajają – „im to przejdzie“.
Historia pokazuje, że najczęściej nie przechodziło.

Niektórzy przekonuja – „zajmie się tym władza“.
Władza ma własne priorytety. Prowadzi grę ze społeczeństwem,
a obecność faszystowskich tendencji bywa częścią tej gry.

Niektórzy tworzą fałszywą symetrię,
Tymczasem, po jednej stronie są oni i totalitarne idee
po drugiej – są ich ofiary, jest wolność i jestescie wy.

Organizujcie się autonomicznie.
– sami dobierając formy działania.
Od budowania wolnościowych projektów,
po niweczenie faszystowskich planów,
od edukacji po działania bezpośrednie,
od dyskretnego monitoringu po głośne demonstracje,
od spotkań z kombatantami po pamięć o ofiarach nacjonalizmu.
Autonomiczne grupy i szerokie koalicje.
Działania lokalne i miedzynarodowe więzi.
Antyfaszystowska kultura i sprawiedliwość społeczna.
Wreszcie: śmiałe odwiedzanie miejsc, w których autorytarne idee się odradzają.
Cokolwiek robisz aby krzyżować szyki faszystom – ma to sens.

Są nas tysiące – czas działać.
Ogłaszamy alarm – niech trwa.

Reklamy

Doceńmy wartość swojej lokalnej Antify.

27 Sty

ROLA NIEMIECKICH ANTYFASZYSTÓW W ODKRYCIU POWIĄZAŃ POMIĘDZY NSU A NPD

Seria mordów na imigrantach dokonana przez skrajnie prawicową siatkę terrorystów z NSU (National Sozialistische Untergrund) wstrząsnęła niemieckim społeczeństwem. I trzęsie nim do dziś. Ratowanie ‚Strefy Euro’ i skandal wokół 10 brutalnych, rasistowskich mordów to dwie debaty, które zdominowały zimę u naszych zachodnich sąsiadów. W ramach debaty wokół NSU pojawiło się kilka wielce interesujących wątków. Wśród nich m.in. rola służb specjalnych w zatajaniu działań NSU, powiązania NSU z partią niemieckich narodowców z NPD, rasistowskie implikacje policji, która przez wiele lat starała się dowieść tego, że sprawcy mordów wywodzą się ze środowiska imigrantów (!) czy też stara i problematyczna kwestia delegalizacji NPD w perspektywie kompleksowej inwigilacji jej struktur przez służby specjalne.

W relacjach z Niemiec dotyczących kwestii terroru NSU, w natłoku arcyciekawych dyskusji, coś jednak zdecydowanie utonęło. Chodzi o dyskusję wokół roli,jaką odegrała, tak popularna ostatnio i u nas w kraju niemiecka Antifa w rozpracowaniu samego NSU i jego powiązań z NPD.

Paranoicy, zwolennicy teorii spiskowych i druga strona ekstremy

W latach 90-tych, gdy w całych Niemczech wschodnich jak grzyby po deszczu wyrastały skrajnie prawicowe struktury, jedyną społecznością, która reagowała była Antifa. To Antifa od samego początku monitorowała działania niemieckich narodowców, inicjowała pierwsze protesty społeczne i utrudniała swobodne rozwijanie się skrajnej prawicy.

Dokładnie w roku 1997, kiedy to filary znanej nam już dziś terrorystycznej komórki z Zwickau (Mundlos, Böhnhardt, Zschäpe) oraz ich siatka znana jako NSU właśnie schodziły do podziemia, aby w nim przygotowywać swoje morderstwa, prezydent wydziału służb specjalnych w Turyngii ogłaszał przed kamerami lokalnej telewizji, iż w jego landzie problem skrajnej prawicy nie istnieje. Nagranie to trafiło do jednego z antyfaszystowskich archiwów razem z setkami innych materiałów dotyczących „nie istniejącego problemu”.

Przez kolejne kilkanaście lat skrajna prawica zarówno w Turyngii jak i w innych wschodnich landach rosła w siłę. Na wszystkich poziomach. Rozwijały się jej oficjalne jak i półoficjalne struktury. Formalne organizacje i autonomiczne grupy nacjonalistów (AN). Wszystkie te struktury stanowiły bazę, zaplecze i narybek dla najbrutalniejszej frakcji – podziemnych struktur paramilitarnych i terrorystycznych. W tym samym czasie, tych, którzy nieustannie wskazywali na istniejące zagrożenie, protestowali i organizowali się przeciwko tym strukturom, a więc Antifę, traktowano jako paranoików, zwolenników teorii spiskowych, niepokornych lewaków, ewentualnie jako drugą stronę ekstremy (sic!)

Nie zrażeni społeczną znieczulicą niemieccy antyfaszyści kontynuowali swoją pracę. Rozwinęli wiele różnych form działania. Inicjowali społeczne debaty, organizowali antyrasistowskie kampanie, pracowali z mediami, stworzyli od podstaw antyfaszystowski ruch młodzieżowy i antyfaszystowską kulturę z koncertami, festiwalami czy przeglądami filmów. Publikowali regularnie magazyny, organizowali protesty, demonstracje i blokady. Wydali dziesiątki książek i wykleili na ulicach miast tysiące plakatów wzywających do aktywnego sprzeciwu wobec nacjonalizmu. Jedną z dziesiątek form działania wypracowanych przez Antifę jest tzw. antyfaszystowski research.

DER SPIEGEL oddaje szacunek Antifie

Na przestrzeni lat, w niektórych wschodnich rejonach kraju (Saksonii, Meklemburgii czy w Brandenburgii) skrajna prawica zdołała zdominować lokalną kulturę. Ciężko było stawić jej czoła na ulicach miast. Działalność Antify skoncentrowała się więc w dużej mierze na monitorowaniu jej struktur i działań. Na przestrzeni lat powstawały bardzo skrupulatnie prowadzone archiwa zawierające dokumentację poczynań i dające wgląd w struktury niemieckiej skrajnej prawicy.

Kiedy na początku listopada 2011 okazało się, że sprawcami szokującej całe Niemcy serii morderstw, określanych dotychczas przez prasę i policję mianem „Morderstw w Imbisach” („Donner-Morde”) jest grupa radykalnych narodowców, społeczeństwo załamało ręce. Władze państwowe utrzymywały społeczeństwo latami w przekonaniu, że skrajna prawica nie stanowi żadnego zagrożenia, ewentualnie, że ma nad nią pełną kontrolę. Kiedy jednak okazało się, że NSU (jedna z wielu działających struktur) zamordowała co najmniej 10 osób (9 imigrantów i jedną policjantkę), policja oraz służby bezpieczeństwa nie były w stanie wyjaśnić tego jak mogło dojść do takiego rozwoju sytuacji.

Po dwóch dniach od wypłynięcia brutalnej prawdy o istnieniu i działalności NSU (listopad 2011) okazało się, że to właśnie archiwa prowadzone przez antyfaszystowskie grupy są najlepszym i właściwie jedynym źródłem informacji mogącym pomóc zrozumieć to kim są, jaką drogę przeszli i z jakich struktur wywodzą się skrajnie prawicowi terroryści.

Jeden z reporterów najpopularniejszego niemieckiego tygodnika DER SPIEGEL, w kontekście zaistniałej w Niemczech sytuacji, w takim oto tonie wypowiedział się odnośnie roli Antify:

„Wydaje się, że to społeczeństwo było przez ostatnie kilkanaście lat ślepe na prawe oko. Jeszcze na początku lat 90-tych znacznie więcej organizacji i instytucji zajmowało się tym problemem, ale potem wszyscy znaleźli sobie ciekawsze tematy. Władze i media zajęły się przede wszystkim zagrożeniem ze strony islamistów. Także inne organizacje społeczne machnęły ręką na skrajną prawicę. Jedyną instytucją, która zajmowała się tym problemem konsekwentnie bez przerwy była Antifa. Ale tak naprawdę doceniliśmy to dopiero teraz. Myślę, że ludzie, którzy przez zbyt wiele lat postrzegali Antifę jako ruch marginalny, wyłącznie jako tych którzy zasłaniają twarze i parają się zakłócaniem skrajnie prawicowych zgromadzeń, dostrzegli teraz, jak bardzo to społeczeństwo potrzebuje swojej Antify”

Stieg Larsson i tysiące anonimowych antyfaszystów

Jednym z najbardziej znanych na świecie działaczy Antify zajmującym się antyfaszystowskim researchem był autor bestsellerowego kryminalnego imperium, Stieg Larsson. Pracując w projektach stworzonych przez szwedzką Antifę publikował swoje analizy m.in. w brytyjskim, antyfaszystowskim piśmie SEARCHLIGHT oraz w szwedzkim, antyrasistowskim magazynie EXPO, którego był współzałożycielem i redaktorem.

W Polsce monitorowaniem i dokumentowaniem działań skrajnej prawicy od wielu lat zajmuje się organizacja NIGDY WIĘCEJ. Kilka lat temu wydała ona tzw. „Brunatną Księgę” czyli dokumentację tysięcy aktów przemocy dokonanych przez skrajną prawicę w Polsce. Niestety, ze względu na ograniczone możliwości tej organizacji, a także na ilość tego typu incydentów w naszym kraju, archiwum NIGDY WIĘCEJ to w dużej mierze zbiór informacji z prasy. Jest to więc wprawdzie ważna dokumentacja dająca wgląd w rozmiar problemu, jednak ciężko jest na jej podstawie dowiedzieć się czegoś konkretniejszego odnośnie źródła samego problemu czyli struktur neofaszystowskich i radykalno-narodowych generujących przemoc.

Praca, którą wykonuje u nas NIGDY WIĘCEJ, wykonywana jest w Niemczech przez dziesiątki regionalnych grup. Wśród nich takie jak ABAPIZ (Antyfaszystowskie Archiwum Prasowe i Centrum Kształcenia w Berlinie), AIDA (Archiwum Informacji i Dokumentacji Antyfaszystowskiej w Monachium), GAMMA z Lipska, KNOW YOUR ENEMY z Berlina, KEIN BOCK AUF NAZIS z Berlina i wiele innych. Nazwę tego ostatniego należy tłumaczyć jako ZERO OCHOTY NA NAZIOLI.

Zdecydowana większość osób pracujących w tych antyfaszystowskich podchodzi do swojej działalności na zasadzie woluntariatu i robi to anonimowo. Dzięki większym możliwością w porównaniu do tych jakie ma NIGDY WIECEJ praca niemieckiego antifa research nie opiera się w głównej mierze na wzmiankach w prasie lecz przejawia w inwestygatywnym zbieraniu precyzyjnych informacji, ciągłym ich przetwarzaniu oraz analizie. W większych miastach, takich jak Monachium, Hamburg, Lipsk czy Berlin, swoje antyfaszystowskie archiwa posiadają nawet poszczególne dzielnice.

Antifa-research w służbie lokalnym społecznością

Przykładem takiej lokalnej inicjatywy może być strona antyfaszystowskiego archiwum z berlińskiej dzielnicy Neukoeln. Lokalni działacze antyfaszystowscy zamieszczają na niej informacje o wszystkich aktach przemocy ze strony skrajnej prawicy, które wydarzyły się w obrębie dzielnicy, zostały dokonane przez nacjonalistów na niej zamieszkałych, bądź w jakiś inny sposób są z dzielnicą związane. Dokumentacja sięga początku lat 80-tych i prowadzona jest do dziś. Dzięki niej możliwe staje się między innymi dostrzeżenie ciągłości struktur skrajnie prawicowych, zachodzących w nich przemian, wzajemnych powiązań personalnych, finansowych czy organizacyjnych. Dzięki niej, każdy jeden akt skrajnie prawicowej przemocy, na przykład atak o podłożu rasistowskim bądź homofobicznym dokonany w obrębie tej dzielnicy, który policja traktuje jako zwykły rozbój, jest szybko analizowany na bazie informacji dotyczących charakteru działania sprawców oraz ich opisu ze strony świadków zdarzenia. Zwykle dosyć szybko wyjawia się klarowny obraz tego, która grupa radykalnych narodowców stoi za konkretnym atakiem.

Członkowie lokalnych społeczności mogą korzystać z dostępu do antyfaszystowskich archiwów w momentach, gdy stają się ofiarami bądź świadkami przemocy. Wiele osób współpracuje z lokalnymi grupami antyfaszystowskiego researchu wskazując miejsca spotkań czy aktywności skrajnej prawicy w ich dzielnicy. Dzięki tego typu współpracy struktury narodowych radykałów nie mają łatwego gruntu pod swobodny rozwój. Społeczność jest czujna, ale nie paranoiczna. A przede wszystkim jest bezpieczniejsza. Dzięki antyfaszystowskim projektom, poczucie bezpieczeństwa lokalnych społeczności nie transformuje w ksenofobię (tak jak to często bywa w innych miejscach), ale w solidarną postawę wobec wszelkich przejawów dyskryminacji i będącej ich konsekwencją, zorganizowanej przemocy.

Antifa jako forma samoorganizacji bezpieczeństwa

Odczarowanie Antify było skutkiem opublikowania przez nią ważnych informacji dotyczących przeszłości i powiązań trójki z NSU. Okazało się m.in. że członkowie NSU wywodzili się ze struktur tzw. Anty-Antify, a więc specjalnych grup narodowców specjalizujących się w zamykaniu ust antyfaszystom. Jednak antyfaszystowskie upublicznienia dotyczące skrajnie prawicowej przemocy obejmują dużo więcej struktur niż tylko samo NSU.

Jedna z bardziej znanych tego typu akcji wyszła jakiś czas temu ze strony berlińskiej grupy KNOW YOUR ENEMY, która zareagowała w ten sposób na wydarzenia 14 maja 2011 w Berlinie. Tego dnia duża grupa nacjonalistów wkroczyła niespodzianie i zaatakowała imigrantów na dzielnicy Kreuzberg. Mimo brutalnych ataków, do których doszło, policja przez wiele miesięcy nie wykazała się żadnymi efektami swojej pracy i nie zidentyfikowała, a więc też nie zatrzymała żadnych sprawców. W reakcji na to antyfaszyści skorzystali z zebranych własnymi kanałami materiałów i upublicznili długą listę zidentyfikowanych działaczy radykalno-narodowych, którzy wzięli udział we wspomnianych atakach.

Ten przejaw antyfaszystowskiej samoorganizacji, mimo iż otarł się o pogranicze nielegalności, spotkał się z bardzo przychylnym odzewem mediów, zwłaszcza lokalnych, które także były świadkami majowych wydarzeń i od dawna krytykowały ignorancję i opieszałość państwa w tej sprawie.

Sprawa NSU przełomem

Historia skrajnie prawicowej NSU, która wstrząsnęła społecznością niemiecką w listopadzie tego roku, na dobre wyniosła antyfaszystowskie archiwa na światło dzienne. Kiedy wypłynęły pierwsze informacje dotyczące związku skrajnej prawicy z serią morderstw, policja nabrała wody w usta. Raz ze względu na braki w posiadanych przez siebie informacjach, dwa, ze względu na paraliż jaki wywołały w instytucjach państwowych niejasne do dziś powiązania służb bezpieczeństwa z ruchem neofaszystowskim.

W efekcie, wszystkie liczące się niemieckie dzienniki i magazyny poprosiły antyfaszystowskie archiwa o udostępnienie im posiadanych zdjęć i informacji o nacjonalistach powiązanych z NSU. Członkowie Antify zaproszeni zostali także w roli ekspertów do reportaży największych stacji TV. Udzielili dziesiątki wywiadów, wytłumaczyli fakty, przeanalizowali struktury i powiązania nieczytelne dla większości dziennikarzy. Bez nieocenionej wiedzy antyfaszystów najbardziej utalentowani i ambitni dziennikarze nie byliby w stanie pociągnąć swoich dalszych dochodzeń, które kilka tygodni później doprowadziły ich do sensacyjnych odkryć.

Oto komentarz Tima Brennera, rzecznika prasowego antyfaszystowskiego projektu „ZERO OCHOTY NA NAZIOLI”:

„Nagle wszyscy zaczęli interesować się tematem. Politycy udają wielkie zaskoczenie śmiertelnym wymiarem prawicowej przemocy. A przecież od lat przestrzegaliśmy przed tym, że skrajna prawica jest uzbrojona i niebezpieczna. Dochodzenia największych niemieckich magazynów „Die Zeit” i „Tagesspiegel” dowodzą liczby co najmniej 148 ofiar śmiertelnych z rąk skrajnej prawicy w Niemczech od roku 1990. Rząd mówi jednak dalej z uporem o 48 zamordowanych osobach. Uznajemy to za skandaliczne!”

Dużą rolę w sprawie NSU odegrała praca jednej z saksońskich grup Antify, a zwłaszcza jej ostatnie upublicznienia. Grupa o nazwie GAMMA funkcjonuje od 1998 roku i w centrum jej działalności znajduje się dokumentowanie i oszacowywanie aktualnych tendencji w strukturach skrajnej prawicy w Saksonii. GAMMA upubliczniła ostatnio sekrety dotyczące elitarnej, skrajnie prawicowej struktury o nazwie „Freie Netz” (FN). Informacje przekazał GAMMIE jeden z byłych neofaszystów, który odwrócił się od swoich byłych kompanów (ostatnio coraz częstszy precedens w szeregach skrajnej prawicy). Pochodzące od niego informacje zostały przez Antifę zweryfikowane na podstawie informacji znajdujących się już wcześniej w archiwum grupy. Ukazują one FN jako jedną z najbardziej fanatycznych skrajnie prawicowych struktur w tym rejonie kraju, stawiających przemoc jako podstawową metodę swojej działalności. Udokumentowana została pokaźna ilość bezpośrednich ataków i innych aktów prawicowej przemocy przeprowadzonych przez członków FN. Udokumentowane zostały jej cele (m.in. obalenie demokracji na rzecz skrajnie autorytarnej prawicowej władzy) i aktywności tym celom służące (propaganda, dystrybucja, zawiązywanie struktur, etc ). Dokumentacja zawiera też informacje dowodzące ścisłych powiązań FN z partią NPD. Chodzi m.in. o finansowe wsparcie otrzymywane przez FN bezpośrednio od saksońskiej NPD, ale także o przejmowanie przez członków FN funkcji partyjnych w NPD i ich realnym wpływaniu na procesy wewnątrz partii. Osobnym tematem jest młodzieżówka NPD, Jungen Nationaldemokraten (JN), która jak wynika z upublicznionych przez GAMME informacji jest przesiąknięta aktywistami FN i stała się niejako politycznym instrumentem tego ostatniego środowiska. Oczywiście GAMMA upubliczniła też na swoich Leaks pokaźną ilość informacji na temat konkretnych członków tej struktury.

Informacje upublicznione przez Antifę podchwyciły wszystkie możliwe media, wśród nich DER SPIEGEL, największy niemiecki magazyn informacyjny. SPIEGEL nie tylko opublikował podane przez Antifę informacje, ale poszedł dalej tropem oficjalnych, półoficjalnych i podziemnych struktur skrajnej prawicy, puszczając całą drużynę swoich reporterów na długie inwestygatywne tygodnie.

Nie o splendor tu chodzi Kolejnym interesującym przykładem jest upublicznienie jesienią 2011 informacji o internetowym sklepiku o nazwie „Reconquista“. Jedna z berlińskich grup antyfaszystowskich przygotowała i rozprowadziła po mieście plakaty i ulotki demaskujące politykę tego internetowego projektu. Dodatkowo opublikowała interesujący artykuł na ten temat. Z materiałów w nim zamieszczonych wynika jasno, iż środowisko związane z „Reconquistą” solidaryzowało się z terrorystami z NSU. Ponadto, poniżało ofiarami mordów przez nich dokonanych używając na swoich produktach skandalicznych haseł i grafik. Upublicznienie tych informacji przez Antifę spotkało się z pozytywną reakcją mediów, m.in. stołecznego dziennika BERLINER ZEITUNG, który podchwycił temat. Po dwóch dniach od antyfaszystowskiego upublicznienia, „Reconquista” przestała działać. Kompletnie nieinteresujące się do tej pory prowadzonym przez berlińskich narodowych-radykałów sklepikiem internetowym władze, nie miały wyjścia i przystąpiły do działania.

Wielu dziennikarzy nie podaje w swoich materiałach faktu, że zawarte w nich informacje pochodzą z tego czy innego antyfaszystowskiego archiwum. Części mediów nie bardzo to pasuje do ich politycznej linii. Inni wolą aby splendor za sensacyjne odkrycia spadł tylko i wyłącznie na ich konto. Z drugiej strony samym antyfaszystom nie koniecznie zależy na tym, aby oddawano im za ich pracę cześć i chwałę. Z całą pewnością nie chcą słyszeć w tych dniach wyrazów uznania ze strony tych wszystkich struktur społecznych i instytucji państwowych, które od lat regularnie dyskredytowały lub kryminalizowały ich pracę.

Niemiecka policja oraz służby bezpieczeństwa przyznają bardzo niechętnie, iż wiele razy nie były w stanie zgromadzić informacji, których opublikowania domagało się społeczeństwo. Starają się przemilczeć także fakt, że ostatecznie uczynił to ruch przez nie kryminalizowany, a więc Antifa.

Ze względu na praktyki kryminalizowania ruchu antyfaszystowskiego, niemieccy antyfaszyści nie godzą się na współpracę z represyjnymi organami państwowymi i nie przekazują im nigdy informacji o skrajnie prawicowych strukturach. Informacje te publikują natomiast w swoich pismach, na swoich stronach internetowych, rozpowszechniają w postaci plakatów, broszur i ulotek.

Działacze i działaczki berlińskiego, antyfaszystowskiego archiwum prasowego APABIZ publikują większość rezultatów swojej pracy w wydawanym przez siebie regularnie biuletynie MONITOR. W ten sposób dzielą się wieloma istotnymi informacjami ze społeczeństwem. Wspólnie z innymi stowarzyszeniami i organizacjami APABIZ wydaje też pismo o nazwie „Berlińskie uwarunkowania”, w którym także prezentuje swoje analizy.

W niektórych sytuacjach materiały udostępniane są bezpośrednio dziennikarzom. Tym, do których jest zaufanie. W większości tego typu przypadków, wieloletnia praca wkładana w rozpoznanie pozostaje niedoceniona. Antifa jednak nie płacze. Nie o splendor tu chodzi, ile o skuteczność samej interwencji.

Faktyczny szacunek czy zachowania koniunkturalne?

W ostatnim okresie nastawienie względem Antify uległo jednak zmianie. Antyfaszystowski research prowadzony jest od lat i w sposób bardzo konsekwentny. W przeciwieństwie do zaangażowania w ten temat komercyjnych mediów, których zainteresowanie tematem wydaje się być koniunkturalne. Mimo wszystko, sami antyfaszyści, bogaci w doświadczenia z przeszłości, są nastawieni bardzo sceptycznie wobec szacunku jakim zaczęto ich darzyć z dnia na dzień. Odbierają je jako wynikające wyłącznie z aktualnego zainteresowania i obecności problemu skrajnej prawicy w mediach. Media korzystające ze żmudnej pracy antyfaszystowskich projektów stawiają na pierwszym planie rezultaty, a nie samą wykonaną pracę. Oto wypowiedź działaczki berlińskiego projektu APABIZ:

„To, czy przedstawiciele mediów będą się dalej interesowali pracą Antify, gdy NSU nie będzie już stało w centrum medialnej uwagi, dopiero się okaże. Z pewnością rozwinie się kilka interesujących kontaktów pomiędzy przedstawicielami mediów a Antifą, ale większość pozostanie po staremu. Opinia społeczna dostrzeże same rezultaty, fakty podane w mediach, nie usłyszy ponownie o pracy wykonanej w celu ich zdobycia. Antyfaszystowski research jest wciąż traktowany jako woluntarna praca wykonywana gdzieś na zapleczu świata medialnego, praca za którą nikt nie musi płacić“

Wspierać czy kryminalizować?

Z pracy Antify korzystają najróżniejsi ludzie i projekty. Wśród nich nie tylko dziennikarze czy ofiary skrajnie prawicowej przemocy, ale też pracownicy społeczni, naukowcy, pisarze i wiele innych osób potrzebujących konkretnych informacji do swojej pracy. To dzięki pracy Antify społeczeństwo otrzymuje wiarygodny obraz potencjału skrajnej prawicy, wgląd w jej struktury, w rozwój ideologii i partii od nacjonalistycznych po neofaszystowskie, wgląd w skrajnie prawicową subkulturę, czy też informacje o klubach i innych lokalach, w których gromadzi się skrajna prawica. Antifa oferuje jednodniowe i weekendowe warsztaty oraz wielodniowe, kompleksowe seminaria dla szkół i projektów społecznych oraz prowadzi najróżniejsze prezentacje. Wśród tematów m.in. historia antysemityzmu w Europie, kobiety w strukturach skrajnej prawicy, współczesne oblicza neofaszyzmu, nowa prawica, prawicowy populizm w Europie, skrajna prawica na niemieckich uczelniach, wzajemne wpływy ezoteryki/okultyzmu i idei skrajnie prawicowych, skrajnie prawicowa publicystyka, skrajna prawica w internecie, oblicza rasizmu w 21 wieku, i wiele innych.

Tymczasem niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji wielokrotnie definiował antyfaszystowskie projekty jako niebezpieczne. Prowadzi to do utrudniania ich pracy i prób częściowej ich kryminalizacji. Przykładem może być AIDA, antyfaszystowskie archiwum w Monachium, które mimo wyroków sądowych ukazujących błędność oszacowań Urzędu Ochrony Konstytucji wciąż boryka się z utrudnieniami w swojej pracy. Tymczasem skrajna prawica w rejonie Bawarii od lat jest liczna i niebezpieczna.

Jednym z zarzutów kierowanych w stronę Antify jest ten, że działalność, którą się ona parai powinna być w zasadzie oddana w ręce państwa. Tu niemieccy antyfaszyści nie mają jednak żadnych złudzeń:

„Ta bardzo ważna praca, jaką jest odkrywanie prawdy o strukturach, działaniach oraz procesach zachodzących na skrajnej prawicy, nie może i nie powinna zostać pozostawiona państwu. Musi pozostać od niego niezależna” – mówi antyfaszystka z archiwum ABAPIZ – „Nasze analizy oraz to co z nich wynika różnią się w większości od tych wychodzących ze strony instytucji państwowych. Dla przykładu, my nie zajmujemy się problemem skrajnej prawicy tylko, gdy coś złego się wydarzy i trzeba działać. Pojmujemy ten temat jako problem ogólnospołeczny”.

W ostatnich miesiącach raz jeszcze stało się jasne, iż rola policji oraz służb bezpieczeństwa w chronieniu wszystkich członków społeczeństwa przed skrajnie prawicowym terrorem, kompletnie nie zdaje egzaminu i konieczność oddolnej samoorganizacji, a więc działania ruchu antyfaszystowskiego, jest ciężka do podważenia. Zarazem, swoją pracą Antifa dowiodła, że jakiekolwiek jej kryminalizowanie ze strony państwa jest równoznaczne z oddawaniem swobody działaniom skrajnej prawicy co w obecnej sytuacji mieni się być działaniem szalenie niebezpiecznym i antyspołecznym.

„Jeszcze niedawno nowa minister do spraw rodziny, Kristina Schröder (CDU), uznała wszystkie antyfaszystowskie inicjatywy za podejrzane. Potraktowała je jak niebezpieczną „ekstremę” co jest absurdem. Projekty zajmujące się przeciwdziałaniem skrajnej prawicy powinny być wspierane, a nie kryminalizowane” – komentuje Tim Brenner z grupy ZERO OCHOTY NA NAZIOLI.

Delegalizować czy też nie, bez Antify ani rusz

Pomimo całej krytyki wobec polityki delegalizacji, informacje zebrane przez Antifę przyczyniły się już w roku 2000 do delegalizacji niemieckiej sekcji Blood&Honour, a w 2009 do delegalizacji organizacji HDJ (Heimattreun Deutschen Jugend). Przez wiele lat, pojedynczy działacze Antify oraz antyfaszystowskie projekty monitorowały i gromadziły informacje dotyczące tych neofaszystowskich struktur. Kiedy je upubliczniły państwo samo podjęło decyzję o ich delegalizacji.

Tak emocjonalnie dyskutowana obecnie w Niemczech idea ponownej próby delegalizacji NPD, której domaga się głośno coraz większa część społeczeństwa, w samym ruchu antyfaszystowskim wzbudza dużo kontrowersji. Większość grup antyfaszystowskich uważa ten pomysł za mijający się z celem.

„Nie delegalizowanie, a konsekwentne budowanie antyfaszystowskich postaw oraz napiętnowanie skrajnej prawicy na każdym kroku, powinno być celem tego społeczeństwa” – mówią działacze niemieckiej Antify.

Nie zmienia to faktu, że gdyby do takiej delegalizacji miało dojść, większość informacji, których państwo zamierza użyć do tego celu, to owoce wieloletniej pracy antyfaszystowskich projektów. Chociażby te dowodzące ścisłych powiązań NPD z bojówkami FN oraz siatką prawicowych terrorystów z NSU.

Czy Niemcy odkryli na nowo swoją Antifę? Wygląda na to, że tak. Z całą pewnością mają do niej mniej spaczone podejście niż Polacy. Tymczasem ilość aktów skrajnie prawicowej przemocy w naszym kraju wciąż rośnie podczas, gdy antyfaszystów nazywa się, za głosem prawicowych populistów, lewackimi ekstremistami (sic!!!). Może pora skończyć z tą farsą i spojrzeć prawdzie prosto w oczy, tak jak to robi obecnie społeczeństwo niemieckie. Może pora wesprzeć swoją lokalną Antifę. Skrajna prawica w Polsce pozwala sobie na coraz więcej.

Materiał przygotowany przez grupę Suport Your Local Antifa

Skąd bierze się węgierski neofaszyzm?

8 Sty

źródło: Centrum Informacji Anarchistycznej

Prawicowe partie w Polsce bardzo często nadużywają odwołania do NSZZ „Solidarność”. Mamy ruch „Solidarni 2010” albo „Solidarną Polskę” ze Zbigniewem Ziobro na czele. Mamy słowa „my staliśmy tu gdzie wtedy”, choć osoby głoszące te hasła często żadnych przemian na oczy nie widziały lub pamiętają, że pewnego dnia nie było „Teleranka” tylko jakiś pan w okularach gadał. Wreszcie mamy „Polskę Solidarną, a nie liberalną”.

Oczywiście wszystkie te hasełka nie mają nic wspólnego z postulatami „Solidarności” z Sierpnia 1980 roku.

Prawicowe środowiska w Polsce z podziwem patrzą na węgierską partię Fidesz, która wygrała wybory parlamentarne i odsunęła od władzy socjaldemokrację. Mówią:

Weźmy przykład z Węgrów. Przemiany, które podziwiamy w ich ojczyźnie nie wydarzyły się same z siebie. Oni je sobie wymodlili.

Co to w rzeczywistości są za przemiany? Zarówno narodowo-konserwatywny Fidesz jak i faszystowski Jobbik powołują się na rewolucję z 1956 roku. Określają ją jako narodowe i antyrosyjskie powstanie lub walkę z komunizmem. Starają się socjaldemokrację obstawić w roli sowieckiego okupanta. Podobnie jak w Polsce pomija się postulaty „Solidarności” tak na Węgrzech nie mówi się o tym czym była rewolucja węgierska. Propaganda przedstawiała walczących Węgrów jako reakcjonistów spod znaku Horthy’ego, faszystów czy zwolenników kapitalizmu.

Jak było naprawdę? Pod wpływem rozruchów w Poznaniu (*), studenci węgierscy podnieśli strajk żądając większych swobód społecznych i gospodarczych. Po represjach ze strony władz do strajku zaczęły przyłączać się miliony. Siłą doprowadzono do zawieszenia broni ze Związkiem Radzieckim. Siły rewolucyjne rozpoczęły kolektywizację zakładów pracy i usuwanie stalinowskich biurokratów.

Postulowanymi przez rewolucjonistów zasadami były:

Niezależna polityka kraju oparta na zasadach socjalizmu;
Równość w relacjach z ZSRR i innymi państwami demokracji ludowej;
Rewizja umów gospodarczych w duchu równości praw narodowych;
Oddanie fabryk robotnikom i specjalistom.
Prawo rolników do decydowania o swoim losie.
Usunięcie kliki Rakosiego, stanowisko w rządzie dla Imre Nagy’ego i zdecydowane działania przeciwko wszystkim siłom i aspiracjom kontrrewolucyjnym.
Kompletna polityczna reprezentacja klasy robotniczej – wolne i tajne wybory do parlamentu i do wszystkich niezależnych organów administracji.

Fidesz

Postulaty Fideszu nijak mają się do rewolucji w 1956. Ich propozycje gospodarcze niczym nie różnią się od tego co praktykowanego przez rządzącą wcześniej socjaldemokrację neoliberalizmu. Swój obraz „alternatywy” budują na naiwności ludzi, którzy mają uwierzyć, że wolny rynek i narodowo-konserwatywne wartości przyniosą im lepsze jutro. Różni się jednak od partii rządzącej wrogością wobec mniejszości etnicznych zamieszkujących Węgry i radykalnie antyspołeczną polityką. Nie chcą oni zmiany systemu gospodarczego tylko obsadzenia stanowisk państwowych swoimi.

Jedną z ich wielkich reform jest wprowadzenie przepisów na mocy których za bycie bezdomnym płaci się równowartość 2 tys. złotych grzywny. Jest to sposób na problem stolicy, w której 10 000 osób nie ma domu. Władze Fideszu uważają, że problem bezdomności nie zniknie kiedy da się ludziom dach nad głową. Wolą inwestować w więzienia.

Zamordyzm jest im niezbędny w związku z silnym oporem społecznym. W mieście Esztergom przestano oświetlać ulice oraz dostarczać jedzenie do szkół, po tym jak władze miasta sprywatyzowały usługi zajmujące się jednym i drugim. Gdy mieszkańcy miasta przyszli na posiedzenie władz samorządowych, radni zostali z sesji wyprowadzeni pod ochroną policji.

Protest przeciwko polityce gospodarczej rządu ściągnął do centrum stolicy dziesiątki tysięcy ludzi domagających się dymisji premiera Viktora Orbana. Lud domaga się zmian. Nie chce Fideszu.

Jobbik

Jest jeszcze drugi wspomniany obóz prawicowy. Również nie jest alternatywą ani wobec socjaldemokracji, ani wobec Fideszu. Nie staje po stronie ludu, nie głosi żadnego z postulatów rewolucji, ani nie tworzy niczego nowego.

Próbuje on wyrastać na innym gruncie. Sytuację w kraju próbuje tłumaczyć „żydowskim spiskiem” i „post-stalinizmem”. Partia ta jest również znana z dokonywania napaści na tle rasowym w całych Węgrzech. Korzenie Jobbiku sięgają jeszcze Strzałokrzyżowców współpracujących z III Rzeszą. Rewolucję ukazują jako antyrosyjskie czy „antykomunistyczne” powstanie narodowe kompletnie nie mówiąc o klasowym charakterze wydarzeń z 1956.

Jobbik jest powiązany z paramilitarnymi bojówkami takimi jak Magyar Guarda. Te odziały dokonują napaści na osiedla romskie. Jeden z najbardziej spektakularnych miał miejsce w kwietniu 2011 gdzie musiały interweniować policyjne odziały specjalne.

Faszyści starają się budować swoją pozycję na niezadowoleniu społecznym. Wykorzystują sytuację, że istnieją ludzie, którzy prędzej uwierzą w żydowski spisek niż to, że system jest zły.

Najgorsze jest jednak to, że pod wpływem wzrostu poparcia dla Jobbiku, Fidesz radykalizuje się i jako partia konserwatywna stara się upodobnić do Jobbiku żeby przekonać do siebie część jego potencjalnego elektoratu. Takie samo zjawisko można zaobserwować we Francji, gdzie w stronę skrajnej prawicy dryfuje Sarkozy. Jego partia zakazała noszenia burek.

W Polsce w taki sam sposób próbuje grać Prawo i Sprawiedliwość. Jego posłowie patronują marszowi ONR i Młodzieży Wszechpolskiej.

Czy rewolucja na Węgrzech powtórzy się? Reakcja na rosnący w siłę faszyzm może być równie silna. Tym bardziej, że skrajna prawica nie zlikwiduje kryzysu, a wszelki oddolny opór będzie tłumić z coraz większą brutalnością.

A co z Polską? Jobbik był gościem tegorocznego Marszu Niepodległości. Młodzież Wszechpolska była na Magyar Sziget – węgierskim festiwalu nacjonalistycznym. Taktyka zawłaszczania tradycji opozycji antyrządowej w PRL jest do złudzenia podobna.

Duże manifestacje w stolicy ściągające masy typu wspomniany już Marsz, czy też akcje w mniejszych miejscowościach takich jak Myślenice, mają za zadanie zastraszyć społeczeństwo. Tak żeby bało się stawiać opór.

Faszyzm jako system totalitarny będzie dotykał szczególnie ludzi gorzej sytuowanych. Zawsze służy systemowi. Na Węgrzech wielu byłych Strzałokrzyżowców pracowało później w stalinowskich służbach bezpieczeństwa. Do służb trafiało wielu Żydów, którzy chcieli się mścić za swoje krzywdy, jednak byli też tacy co chcieli się mścić na Żydach.

Zygmunt Berling w pamiętnikach opisuje jak NKWD rekrutowało do polskiej bezpieki agentów nazistowskich. W latach 80-tych władze PRL używały faszystowskich skinheadów do prowokowania zamieszek na festiwalach rockowych. Także demonstracje „Solidarności” bywały atakowane.

Magyar Guarda już „broni” Węgrów przed Cyganami, z których zrobiła wroga narodu. Owym wrogiem narodu można stać się bardzo łatwo. Wystarczy, że wystąpi się przeciwko interesom partii lub porządkowi państwowemu.

Czy Fidesz i Jobbik to wrogie obozy?

Można odnieść wrażenie, że Jobbik i Fidesz są sobie wrogie. Niepoprawny optymista mógłby pomyśleć, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta i że ktoś „normalny” w końcu przejmie władzę w kraju.

Nic bardziej mylnego. Powstanie bojówek Jobbiku zbiegło się z kryzysem finansowym i politycznym, kiedy socjaldemokracja zniechęciła do siebie Węgrów. To wtedy Viktor Orban po raz pierwszy zaostrzył swój kurs.

Nie wspiera on skrajnej prawicy bezpośrednio. Zależy mu na tym, żeby była widoczna i straszyła. Orban już raz przegrał z socjaldemokracją. Musi proponować coś nowego. Stąd też zmodernizowanie skrajnej prawicy. Fidesz można trochę porównać z popularną w Europie Zachodniej tzw. „nową prawicą”. Nie ma rasizmu biologicznego. Jest rasizm kulturowy. Cyganów nie przedstawia się jako gorszą rasę, tylko jako bandytów.

Kiedy na Węgrzech dochodziło do zamieszek antyrządowych, nie były one podyktowane żądaniami ekonomicznymi. Orban uderzył w narodowo-patriotyczną dumę, którą skierował… przeciwko „sowieckiemu okupantowi” jakim był, wg niego, ówczesny rząd.

Rok później doszło do tego samego. Jednak jeszcze później kiedy już Fidesz był pewnien, że wygra wybory postanowił nie uczestniczyć w protestach. Nie chciał też stawać bezpośrednio obok prawicowych ekstremistów, którzy pojawili się na ulicach masowo. Wtedy nie doszło również do zamieszek.

Partia chcąca być mainstreamową zdystansowała się od podkutych butów. Te jednak napędzone przez tę partię zaczęły żyć własnym życiem i również weszły do mainstreamu.

Zło zostało zasiane, a Fidesz i Viktor Orban nieźle na tym wychodzą. Podobnie jak radykalna strona PiS, która uczestniczy w Marszu Niepodległości. Są to ludzie, którzy ciągną swoją partię w stronę faszyzmu.

Jacob Burns

(*) Przypomnijmy jednak co działo się w Poznaniu w 1956 roku. Był to środek wielkiego przemysłu. Pretensje wobec zakładu wysunęli robotnicy, którzy w obliczu trudnej sytuacji gospodarczej zarządali podatku pobieranego im niesłusznie przez trzy lata za przodownictwo pracy. Nie pomagały petycje oraz rozmowy z ministrem, który najpierw zgodził się na postulaty robotników, a później się ze zgody wycofał. To wywołało strajk, który przerodził się w masowe protesty.

Stan wojenny i prawicowi poplecznicy Jaruzelskiego

7 Sty

źródło: http://www.rozbrat.org

30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego przez komunistyczny reżim, posłuży – w tym roku ze szczególną siłą – jako pretekst dla nacjonalistycznej i skrajnie prawicowej propagandy. Jednak zimą przełomu 1981 i 1982 roku rządowe siły bezpieczeństwa i wojsko nie strzelały do ludzi przekonane, że mierzą w patriotów czy Polaków. Strzelano do robotników i „wichrzycieli”, a wielu protagonistów dzisiejszego skrajnie nacjonalistycznego i prawicowego ruchu w Polsce, poparła reżim Jaruzelskiego i kolaborowała z nim.

Zamach Jaruzelskiego faktycznie poparli m.in. Giertychowie: Jędrzej Giertych i Maciej Giertych. Ten ostatni był w latach 1986-1989 członkiem proreżimowej Rady Konsultacyjnej, którą bojkotowała podziemna solidarnościowa opozycja. Część opozycji, szczególnie związaną z KOR (Komitet Obrony Robotników), Giertychowie atakowali za „służącą niepolskim interesom”. Maciej Giertych cieszył się także poparciem i zaufaniem hierarchii kościelnej, zwłaszcza jej najbardziej legalistycznego, ugodowego wobec komunistów i zachowawczego skrzydła.

Po 1989 roku Maciej Giertych zdołał jeszcze z ramienia Ligi Polskich Rodzin (LPR) zdobyć mandat eurodeputowanego i wsławić się m.in. ciepłymi słowami w stosunku do mordercy i byłego dyktatora Chile, Augusto Pinocheta. Jego syn, Roman Giertych, twórca i były prezes Młodzieży Wszechpolskiej, dochrapał się – jak już dobrze pamiętamy – stanowiska wicepremiera w prawicowym rządzie Kazimierza Marcinkiewicza oraz Jarosława Kaczyńskiego. Marcinkiewicz był jednym z założycieli ZChNu (Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe), z którym na początku lat 90. współpracowało inne nacjonalistyczne ugrupowanie Narodowe Odrodzenie Polski. Wszystkim im zasadniczo współpraca z klanem Giertychów nie przeszkadzała.

Z reżimem komunistycznym kolaborował również Bolesław Piasecki, twórca przedwojennego ONR (Obóz Narodowo-Radykalny). Piasecki wprawdzie zmarł w 1979 roku, ale założone przez niego Stowarzyszenie PAX, grupujące spadkobierców polskiej antysemickiej tradycji nacjonalistycznej, które działało legalnie od powojnia, wspierało Jaruzelskiego i ostatecznie zaakceptowało wyprowadzenie przeciw robotnikom czołgów na ulice 13 grudnia 1981 roku.

Również stanowisko Kościoła katolickiego wobec wprowadzenia stanu wojennego było chwiejne. Już wcześniej kardynał Stefan Wyszyński zaskoczony falą strajków z lata 1980 r., nawoływał do nieulegania emocjom i zachowania spokoju, co często odbierano jako zdradę. Politykę tę kontynuował także kardynał Glemp. Sytuację tak naprawdę ratowali szeregowi księża, którzy często się angażowali i wspierali ruch opozycyjny, w tym działaczy związkowych ze Solidarności.

Hierarchia katolicka bała się robotniczego radykalizmu. Była zatem skłonna w swoim interesie pertraktować z reżimem, nie oglądając się na zdanie liderów podziemnej Solidarności. Nie jest też tajemnicą, że władze kościelne zabiegały u władz komunistycznych o wypuszczenie „swoich” ludzi z internowania, stąd wielu katolickich, prawicowych działaczy opuściła więzienia nierzadko dużo wcześniej niż ich „świeccy” koledzy i koleżanki spod celi.

Także na Zachodzie, wbrew temu co się obiegowo sądzi, prawicowe i konserwatywne środowiska przyjęły stan wojenny zachowując stanowisko neutralne, a nawet popierając Jaruzelskiego. „Wall Street Journal”, gazeta światowej finansjery, skwitowała wprowadzenie stanu wojennego opinią, że władze wojskowe są lepszym gwarantem spłaty przez Polskę długów wobec prywatnych banków, niż ewentualnie rewolucyjny rząd Solidarności. Wprawdzie prawicowe rządy prezydenta Ronald Reagan i Margaret Thatcher ostatecznie skrytykowały działania władz polskich, ale było to bardziej wyrazem geopolitycznej gry, niż troski o przyszłość polskiego społeczeństwa. Ostatecznie strzały w kopalni Wujek nie zatrzymały importu przez Wielką Brytanię polskiego (sprzedawanego po dumpingowych cenach) węgla, dzięki któremu Thatcher udało się złamać opór strajkujących brytyjskich górników.

Faktycznie też po wprowadzeniu stanu wojennego, w pierwszej połowie lat 80., zdecydowaną większość pomocy dla walczących ugrupowań i podziemnej Solidarności, skierowali do Polski działacze lewicowych i związkowych środowisk z Europy Zachodniej. Prawica do pomocy zrewoltowanym robotnikom się nie kwapiła.

Nie chcę przez to powiedzieć, iż osoby o prawicowych poglądach nie angażowały się w działalność podziemną i nie ponosiły przez to konsekwencji. Jednak większość z nich, nie chciała mieć nic wspólnego z środowiskami jawnie głoszącymi swoją niechęć do związków zawodowych, robotników i zawsze niezmiennie do Żydów. W istocie rzeczy, zarówno po wprowadzeniu stanu wojennego, a zwłaszcza w połowie lat 80., kiedy Solidarność została rozbita, skrajnie prawicowe, konserwatywne środowiska, nie prowadziły żadnej walki. Tchórzliwie pochowały się w kościelnych salkach, wychwalając swoje starania o zachowanie duchowej i intelektualnej substancji narodowej i czekając politycznej okazji, na przejęcie władzy. Uchodzące za prawicowe środowiska Solidarności Walczącej czy Federacji Młodzieży Walczącej, był w większości zróżnicowane ideologicznie i współpracowały z ruchami lewicowej opozycji, w tym anarchistycznymi (jak Ruch Społeczeństwa Alternatywnego czy Wolność i Pokój). W istocie reprezentowały one często tzw. nurt niepodległościowy, nawiązujący do tradycji piłsudczykowskich. Dobrym przykładem jest Kornel Morawiecki, legendarny lider Solidarności Walczącej, który niedawno gościł na wrocławskiej konferencji dotyczącej… przyszłości polskiej lewicy.

Pamiętam te czasy dobrze. Działałem po wprowadzeniu stanu wojennego. Wielu moich przyjaciół, z którymi do dziś utrzymuję kontakty, siedziało w komunistycznych więzieniach: za działalność Radia Solidarność, za druk i kolportaż ulotek, za udział w manifestacjach, za odmowę służby wojskowej itd. Irytuje mnie, jak pan Jarosław Kaczyński, „jadąc” na solidarnościowym zaangażowaniu swojego zmarłego brata, bo sam wielkim działaczem nie był, wykorzystuje stan wojenny dla swoich bieżących interesów politycznych, starając się podtrzymać rozpadającą się partię. Żenują mnie te wszystkie wyreżyserowane oficjalne obchody, w których na pierwsze miejsce wybijają się ci, którzy przyłożyli rękę do wielomilionowego bezrobocia, zniszczenia związków zawodowych i powstania głębokich nierówności społecznych.

Szczególnie natomiast śmieszy mnie, jak spadkobiercy ideologii pokroju tej, reprezentowanej przez kolaboranta Piaseckiego (spod znaku ONR, NOP, MW i im pokrewni), wołają coś o biciu hołoty „sierpem i młotem”. Jedźcie to wykrzyczeć do Kórnika, pod dom Giertychów, „ojców założycieli” Młodzieży Wszechpolskiej i Marszu Niepodległości.

Wszystkim natomiast którzy chcą poczuć atmosferę z tamtego okresu dedykuje ten utwór i film:

Jarosław Urbański
http://www.rozbrat.org

Skrajna prawica niebawem ponownie w polskim parlamencie?

17 List

Poniższy tekst pojawił się kilka dni po 11.11.11 na stronie antyfaszystowskiej koalicji „Porozumienie 11 listopada”. Powstał na bazie informacji uzyskanych od członków Młodzieży Wszechpolskiej oraz zebranych przez działacza antyfaszystowskiego, który przeniknął na kilka miesięcy do struktur ONR</em

xxx

SKRAJNA PRAWICA NIEBAWEM PONOWNIE W POLSKIM PARLAMENCIE?

„Marsz na Warszawę” miał służyć narodzinom nowej skrajnie prawicowej partii politycznej, a nie obchodom Święta Niepodległości. Wszystko było już zaplanowane, ale…

„Dziś, jak nigdy wcześniej widać, że Polsce potrzebna jest alternatywa dla systemowych rządów. Taką alternatywą może i powinien być zjednoczony Ruch Narodowy, a zwłaszcza jego Organizacje Młodego Pokolenia”
ONR-Podhale

Falstart pod pomnikiem Dmowskiego

Panowie Winnicki, Żaryn czy Bosak, zapewniali wszystkich, że tzw. „Marsz Niepodległości” jest niczym innym, jak próbą uczczenia pewnej tradycji, demonstracją patriotyzmu przez zwykłych Polaków. Tymczasem sam Marsz okazuje się być tylko przykrywką. I to nie tylko dla zgromadzenia skrajnie prawicowego tłumu. Polacy, którzy przybyli na MN, nieświadomie brali udział w spektaklu służącym powołaniu nowego ruchu skrajnych nacjonalistów pod nazwą „Ruchu Narodowego”.

11 listopada pod pomnikiem Dmowskiego miało zostać ogłoszone powstanie zalążka czegoś, co trzeba nazwać polską partią faszyzującą. Nie wyszło, bo jej przyszli adepci, zamiast czekać na ceremonię ogłoszenia, rozbiegli się siać terror w mieście. Być może nie zrobiliby tego, gdyby wiedzieli jak wzniosłe wydarzenie ich czeka. Ale nie wiedzieli. Tylko liderzy ONR i MW znali te plany. Wyszedł więc swoisty falstart. Ceremonia ogłoszenia nowego tworu została przełożona na najbliższą przyszłość. Być może dojdzie do tego lada dzień, gdyż wszystko było już przygotowane. Jedno jest pewne. Tak jak przemarsze skrajnej, faszyzującej prawicy ukryto obecnie pod nazwą „Marszu Niepodległości”, tak proces prowadzący skrajną prawicę do parlamentu dostanie lada dzień mylącą nazwę „Ruchu Narodowego”.

Żniwa po tumulcie w Święto Niepodległości

Skrajna prawica na swoich forach internetowych ogłosiła 11.11.11 dniem przełomowym. Pisze o narodzinach wielkiego narodowego ruchu. Oblicze tego ruchu oglądaliśmy już setki razy. Na Podlasiu, w Białymstoku, na obozach integracyjnych z faszystami z całej Europy na Węgrzech i raz jeszcze na ulicach Warszawy 11 listopada tego roku. O tym, że ma on faktycznie liczne zaplecze i brutalny potencjał nikt już nie może mieć wątpliwości. Skrajnie prawicowe bojówki organizują się na stadionach i poza nimi w całym kraju. Teraz potencjał ten ma zostać zagospodarowany poprzez wepchnięcie go w ramy nowego ruchu – „Ruchu Narodowego”. Formalizacją i strukturami tego ruchu zajmą się wspólnie neofaszystowski ONR i skrajnie prawicowa Młodzież Wszechpolska.

Właściwie ogłoszenie „Ruchu Narodowego” miało się odbyć na zakończenie tzw. „Marszu Niepodległości” pod pomnikiem Dmowskiego. Jednak nieustanne ataki uczestników Marszu na Warszawiaków, antyfaszystów, media i policję nie były atmosferą, w której mogło się odbyć „uroczyste” ogłoszenie nowego, skrajnie prawicowego tworu. Moment ten przeniesiono wiec taktycznie o kilka dni, kiedy zgliszcza i atmosfera strachu, pozostawione po skrajnie prawicowym terrorze, nieco opadną. Będzie to zebranie żniw atmosfery uniesienia, jaka panuje w ugrupowaniach skrajnej prawicy po tumulcie wywołanym w Święto Niepodległości w Wwie. Spodziewajmy się tego lada dzień.

Na wzór węgierski

Nowe Stowarzyszenie „Ruch Narodowy” (RN) ma być przykrywką dla nowego ruchu. Jego zadaniem jest przykrycie biało-czerwoną flagą wylęgarni skrajnie prawicowych i neofaszystowskich bandytów w tym kraju. To kontynuacja strategii przykrywania marszu organizowanego przez ONR i MW formułą i nazwą „Marszu Niepodległości”. Nowy „RN” ma być na zewnątrz „patriotyczny” (podobnie jak tzw. „Marsz Niepodległości”), a do wewnątrz skrajnie prawicowy. Na zewnątrz ma głosić idee umiarkowano-prawicowe (nowoczesna ksenofobiczno-homofobiczna nowomowa), zaś do wewnątrz organizować skrajnie prawicowe struktury i krzewić przy ich pomocy najskrajniejsze prawicowe postawy. Właśnie te, które dały kolejny pokaz „patriotyzmu” 11 listopada tego roku.

Członkowie MW od kilkunastu tygodni opowiadają w swoim środowisku, że chodzi o zagospodarowanie niezorganizowanej do tej pory rzeszy zwolenników środowisk nacjonalistycznych i skrajnie prawicowych. Nowy ruch miałby dotrzeć i zaanimować skrajnie prawicowe środowiska we wszystkich zakątkach kraju. Liderzy MW debatowali ostatnio głośno na temat idei stworzenia gęstej sieci struktur powiatowych tego ruchu. Wszystko po to, aby na mapie Polski nie było już miejsc, w których mniejszości narodowe, seksualne czy kulturowe mogłyby czuć się swobodnie i bezpiecznie. Ruch miałby pełnić dokładnie tę samą rolę, którą pełni neofaszystowski Jobbik na Węgrzech. Wspólny wyjazd członków ONR i Młodzieży Wszechpolskiej na neofaszystowskie zgromadzenie na Węgrzech latem tego roku służył zbieraniu doświadczeń. Obecność węgierskich neofaszystów z organizacji Jobbik na tegorocznym „Marszu Niepodległości” w W-wie jest potwierdzeniem kierunku.

Z placu Konstytucji prostą drogą do parlamentu

Dyskusje o nowym tworze trwają na skrajnej prawicy już od dawna. Jego schemat powstał jakiś czas temu. Strona internetowa jest właściwie gotowa.

Samą decyzję o zawiązaniu konkretnego stowarzyszenia podjęto już wiele miesięcy temu na wspólnym zamkniętym zjeździe ONR i Młodzieży Wszechpolskiej we Wrocławiu. Członkowie MW głoszą, że stowarzyszenie ma działać 2 lata jako ruch, a następnie przekształcić się w partię.Ktoś mógłby zapytać czemu nie od razu partia? Pewnie dlatego, że wpychanie w ramy partii rozbuchanej masy, która odnalazła swoje powołanie kilka dni temu na Placu Konstytucji, mogłoby skończyć się awanturą w szeregach skrajnej prawicy. „Kibole” jako pierwsi dostaliby szału, być może większego niż pod pomnikiem Dmowskiego (plac na Rozdrożu). Głodni władzy członkowie MW zdając sobie z tego sprawę stwierdzili, że dopną swego w czterech taktach. Tak więc najpierw z jawnie faszyzującego, corocznego 11-listopadowego marszu zrobiono „Marsz Niepodległości” (jesień 2010). Następnym krokiem jest rejestracja Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” (do końca nie wiadomo, czy się do tej pory udało). Wreszcie stowarzyszenie to ma przekształcić się w stowarzyszenie „Ruch Narodowy”. Stowarzyszenie „RN” ma mieć na tyle elastyczną formułę ideową, aby zgromadzić wokół siebie całą skrajną prawicę i okolice. Taki twór ma stać się faktycznym ruchem, by wreszcie przekształcić się w partię polityczną. Jej celem byłoby wejście do parlamentu. Według pewnego działacza MW, na wszystko dano sobie od 12 do 24 miesięcy – ważne, aby zdążyć ze wszystkim przed kolejnymi wyborami (2014). To logiczne. Nowy faszyzujący twór o nazwie „Ruch Narodowy” przekształci się w partię zapewne dokładnie wtedy, gdy właśnie dojrzeje do wyborów. Tempo ładowania się skrajnej prawicy do parlamentu jest więc istnie węgierskie, jeśli nawet nie bawarskie. Prosto z „rozpierduchy pod pomnikiem Dmowskiego” na pełnym gazie do sejmu. Oto jak Młodzież Wszechpolska, która miała już swoje 5 minut w parlamencie jako młodzieżówka LPR, zamierza do niego powrócić zainspirowana drogą jaką przyjęła skrajna prawica na Węgrzech.

Oto w jaki sposób również ONR oraz ich przyjaciele od Autonomicznych Nacjonalistów, przez „White Legion” po „Blood&Honour”, którzy będą się mogli swobodnie czuć w elastycznej strukturze „RN”, zamierzają wkroczyć po raz pierwszy do polskiego parlamentu. Oto jak ludzie z ONR, obecni skini i „bohaterzy z placu Konstytucji”, chcą mieć wpływ na losy tego kraju.

Pod czyim przywództwem?

Jeżeli chodzi o podział władzy w „Ruchu Narodowym” to, jak słychać z obu środowisk, ma to być „sprawiedliwy układ” pomiędzy ONR i MW. W zarządzie zasiąść ma po tyle samo osób z obu organizacji. Pozostałymi kluczowymi stanowiskami ONR i MW również podzielą się pół na pół. Tyle tylko, że nie od dziś wiadomo, że ONR tworzą raczej chłopcy od bicia „wrogów narodu”, a MW produkuje raczej kadry gotowe do przejmowania władzy (skąd my znamy te struktury od przejmowania ulic i przejmowania władzy równolegle…). Wystarczy spojrzeć na same twarze i przeszłość obecnych władz obu organizacji. Liderzy MW, Winnicki i Tumanowicz, jeżdzą po Europie i spotykają się z przywódcami skrajnej prawicy, m.in. na Węgrzech oraz brylują we wszystkich stacjach telewizyjnych wypowiadając słowo „lewacki” we wszystkich liczbach i przypadkach. Natomiast rzecznikiem prasowym ONR (i wschodzącą gwiazdą organizacji) jest były skinhead, bramkarz z dyskoteki i instruktor z siłowni, niejaki Marian Kowalski z ONR-Lublin, zamieszany w sprawy sądowe związane z szerzeniem antysemityzmu. Czy w takich okolicznościach „sprawiedliwy podział władzy” pomiędzy obiema organizacjami jest w ogóle możliwy? ONR zdaje się w to wierzyć. Członkowie MW twierdzą, że wyjdzie dopiero w praniu kto tak naprawdę jest zdolny do zarządzania tak dalekosiężnym przedsięwzięciem.

„Ruch Narodowy” ma za zadanie zgromadzić całą formalnie niezorganizowaną skrajną prawicę (grupy, projekty, środowiska, bojówki), a także wchłonąć wszystkie organizacje skrajnie prawicowe w kraju. Tylko czy zgodzi się na to Narodowe Odrodzenie Polski (NOP), które ma równoległe do ONR i MW aspiracje do przewodzenia skrajnej prawicy w Polsce? Członkowie MW twierdzą, że NOP jest w kryzysie i niedługo po powstaniu „RN”, albo będzie zmuszony się przyłączyć, albo kompletnie zniknie z mapy skrajnej prawicy w kraju. Nie wiadomo do końca jak zapatruje się na to sam ONR, ale wiadomo, że unia z MW oznacza zostawienie NOP z tyłu i odcięcie w ten sposób konkurentom tlenu. Może faktycznie NOP nie będzie miał wyjścia i dołączy do nowej inicjatywy, ale biorąc pod uwagę fakt, że podział władzy jest już ustalony, będzie się musiał podporządkować odwiecznej konkurencji. Niezbyt interesująca perspektywa dla struktury mającej zdecydowanie największe międzynarodowe poparcie spośród całej skrajnej prawicy w kraju.

Kto w to wejdzie?

Członkowie MW twierdzą, że zgarną do „RN” m.in. wszelkich monarchistów, nowe środowisko Giertycha oraz resztki LPR. Dla tych ostatnich to idealny sposób na reinkarnację. Kolejnym motorkiem napędowym „RN” będą zapewne „Solidarni 2010”. Dla ONR jest to zbyt kontrowersyjne, mało radykalne i zbyt oszołomiarsko-klerykalne towarzystwo, ale wizja rośnięcia w siłę i nadchodzących dni władzy może okazać się silniejsza od zdrowego, faszyzującego rozsądku. Tym bardziej, że podpisany „sprawiedliwy układ władzy” w przyszłym „RN” gwarantuje przywództwo nad tymi wszystkimi prawicowymi elementami. O ile MW ich nie wykiwa ze „sprawiedliwego podziału władzy” używając swoich wygadanych głów. Gdyby nie odraza do faszyzmu to należałoby właściwie martwić się o los ONR w tym całym tworze.

Oczywiście do „RN” przystąpi zapewne i Korwin-Mikke, który wzywa do bicia lewaków bardziej dobitnie niż sam RedWatch. Z drugiej strony ciążko jest sobie wyobrazić fakt podporządkowania się Korwina liderom ONR. Nie tyle ze względów ideowych, ile fetyszu władzy jakim człowiek ten emanuje.

Jedno jest pewne: w nowo powstałym „Ruchu Narodowym” jego zarząd będzie musiał trzymać całe to towarzystwo krótko za ryj. Inaczej się wszystko rozleci w drobny mak. Tyle tylko, że każda faszyzująca organizacja tak właśnie działa: terror na zewnątrz i terror do wewnątrz. Dlatego, mimo wszelkich paradoksów, twórcy „RN” optymistycznie patrzą w przyszłość. Ciekawym pytaniem jest jednak to, kto zostanie polskim Fuhrerem: prezes Winnicki (MW) czy jednak były skinhead i bramkarz z dyskoteki Marian Kowalski (wschodząca gwiazda i rzecznik ONR).

Jak połączyć i wykorzystać do tego samego celu potencjał kibiców i Jarka Kaczyńskiego?

„RN” ma zagospodarować na stałe i wykorzystać wybuchowy potencjał kibiców. Problem w tym, że władze MW z Winnickim na czele oficjalnie się od „kiboli” odcięły bezpośrednio po 11-listopadowych zadymach. Teraz jest problem. Trzeba ich jakoś za to przeprosić, bo przecież potrzebni są na listach „Ruchu Narodowego”, gdyż najbardziej liczą się liczby („11 tysięcy na 11 listopada”). Potrzebni są też na następnych akcjach MW i ONR, aby latali za antifą, bo sami faszyści (ci w glanach i ci w garniturach) mają jednak troche pietra. I słusznie. Członkowie MW liczą, że przeprosiny/podziekowania dla kibiców wyjdą ze strony ONR i w ten sposób mimo jawnego odcięcia się od nich samej MW, pozostaną oni dalej do dyspozycji tych dwóch faszyzujących ugrupowań.

Tak właśnie liderzy MW i ONR, mimo że kadry obu organizacji nie bardzo za sobą przepadają, wspierają się nawzajem w ciężkich momentach. Jedni się od kibiców odetną, drudzy ich przeproszą i na przekór wszelkim paradoksom, towarzystwo trzyma się dalej razem. Pozostaje pytanie jak długo będą to tolerowali sami kibice. MW i ONR już teraz współpracują z policją co jest dla większości kibiców problematyczne. Stanie się jeszcze bardziej, gdy „Ruch Narodowy” przekształci się w partię. Chyba, że faszyzująca partia będzie reprezentacją „kiboli” w parlamencie. Tyle tylko, że ta reprezentacja już istnieje, a jest nią sam PiS.

Tu właśnie pojawia się pytanie czy w proces tworzenia projektu polskiej partii faszystowskiej włączy się też prawe skrzydło PiS. Sądząc po wypowiedziach niektórych posłów dotyczących wydarzeń 11 listopada, nie jest to wykluczone! Podobno MW prowadziła na ten temat rozmowy z kimś z „Ziobrystów”, co jest już znamienne, niezależnie od ostatecznego efektu tych rozmów. Narzuca się też pytanie o to, jak blisko skrajnej prawicy znajduje się obecnie sam Jarosław Kaczyński. To zastanawiające dlaczego, mimo jego wypowiedzi dotyczących ataków na Podlasiu („To prowokacja”), sympatii do autorytarnego Budapesztu, oraz antyniemieckich i antyrosyjskich fobii, taki Marian Kowalski (rzecznik z siłowni ONR) wciąż uważa go za zbyt umiarkowaną prawicę. Świadczy to chyba tylko o tym jak daleko na prawo sam ONR się znajduje.

Na dziś dzień wydaje się całkiem prawdopodobne, że Jarosław Kaczyński, który przekroczył już chyba wszelkie granice dobrego smaku, mógłby zostać honorowym członkiem nowego faszyzującego ruchu. Do MW nikt go nie przyjmie ze względu na wiek. ONR go nie przygarnie, gdyż jego stosunek do „kiboli” jest zmienny w zależności od tego na ile ich w danym momencie potrzebuje.

Jednak twór o tak abstrakcyjnej nazwie jak „Ruch Narodowy”, a więc skrajna prawica ukryta pod kolejną warstwą pudru, może się okazać idealnym ogniwem łączącym poglądy Jarosława i ONRowców. I właśnie po to ten twór powstaje. Aby każdy Kowalski (nie tylko Marian) i każdy Kaczyński (nie tylko Jarosław) oraz wszyscy inni „urodzeni 11 listopada 2011 pomiędzy Placem Konstytucji a placem na Rozdrożu”, mogli wejść w ten nowy twór o nazwie „Ruch Narodowy” jak w masło.

Czy mamy jeszcze przyszłość?

Cała idea stowarzyszenia, ruchu i partii „RN”, której materializacji świadkami staniemy się lada dzień, jest dowodem na to, że skrajna prawica w Polsce nie odwołuje się już tylko do przeszłości. Nie odwołuje się już tylko do czasów, gdy wolno było gonić ulicami za Żydami i nie jest zainteresowana jedynie sianiem w miastach terroru jak podczas swoistego „najazdu na Warszawę”, ale coraz śmielej spogląda w przyszłość. Oznacza to m.in. nawarstwianie się takich wydarzeń z jakim mieliśmy do czynienia 11 listopada 2011 w Warszawie, oraz nasilanie się zdecentralizowanych aktów prawicowego terroru, takich jak te na Podlasiu.

Tylko, że przyszłość skrajnej prawicy wyklucza przyszłość wielu innych. I to przede wszystkim dlatego twór o nazwie „Ruch Narodowy” jest zagrożeniem dla nas wszystkich!

Breivików ci u nas dostatek…

17 Sier

Stanisław Krastowicz (F.A. Poznań)

Pierwsza reakcja mediów głównego nurtu na zamach i masowy mord dokonany w Norwegii, była całkowicie jednorodna, zamachu dokonali islamscy radykałowie. Media umiarkowane i liberalne, „rzetelnie informowały” o norweskich islamistach, publicyści prawicowi zdołali w ciągu kilku godzin wyprodukować setki megabajtów islamofobicznego bełkotu. Kiedy w końcu norweska policja ogłosiła, że sprawcą masakry na obozie partii socjaldemokratycznej i zamachu na budynki rządowe jest Anders Breivik, rodowity Norweg, do tego radykalny prawicowiec, islamofob i chrześcijański fundamentalista, brak było oznak jakiejkolwiek konsternacji. Dziennikarze czuli się usprawiedliwieni faktem, że islamscy ekstremiści „są sprawcami większości ostatnich aktów terroru w Europie”, akcentowanie właśnie tego „tropu” zadaje się być więc jak najbardziej racjonalne. Przeczy temu przekonaniu zwykła matematyka, według Europolu w latach 2007-20010, na 1890 wydarzeń zakwalifikowanych jako „akty terrorystyczne” jedynie 6 przypisywanych jest islamskim radykałom.

Islamofobia zaszczepiona przez prawicowych propagandystów, karze wyolbrzymiać zagrożenie ze strony „obcych”, a przy okazji usuwa w cień prawdę o prawicowym terrorze, który gości na co dzień w każdym państwie Europy i praktycznie co chwilę przynosi nowe ofiary.

Jeszcze gorzej jest, w przypadku działań ze strony „polskich patriotów”, mimo że wiele miejscowości, czy nawet całych regionów poddanych jest brutalnemu terrorowi prawicowych bojówek wymuszających „posłuszeństwo” za pomocą podkutych butów, pałek i noży, mimo że od 1989 r. narodowcy zamordowali co najmniej kilkadziesiąt osób, a liczba brutalnych pobić (kończących się nierzadko kalectwem czy trwałym oszpeceniem ofiar) liczona jest w tysiącach, temat ten praktycznie nie istnieje w oficjalnym dyskursie medialnym. Jeżeli już pojedyncza informacja o brutalnym akcie działaczy narodowych przedostaje się do mediów, jest ona natychmiast relatywizowana, próbuje się ją odrzeć z ideologicznych przesłanek kierujących sprawcami, tak aby móc stwierdzić „nie ma problemu, to tylko odizolowany przypadek”.

Dzięki temu radykalna prawica może bez problemu kontynuować swoje działania, a poparcie dla corocznego marszu „polskich Breivików” 11 listopada mogą wyrażać celebryci prawicowego salonu udając, że nie wiedzą o codziennej działalności organizujących go grup.

Poniżej krótki przegląd najbrutalniejszych aktów terroru ze strony polskich szowinistów i rasistów od 1989 r.

Jak na ironię jedną z pierwszych rasistowskich zbrodni po upadku PRL-u, dokonał działacz neonazistowski Jacek Stocki w Oslo w Norwegii. W lipcu 1989 r. zamordował tam z pobudek rasistowskich dwójkę młodych Pakistańczyków. 30 października 1991 r. Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał Stockiego na 10 lat więzienia, z czego odsiedział jedynie 3. Do dziś jest aktywny na scenie narodowej, przebywa prawdopodobnie w Szwecji.

W grudniu 1989 r. bojówkarze Polskiej Wspólnoty Narodowej – Polskiego Stronnictwa Narodowego, które w tamtym czasie skupiało większość polskich narodowców, zasztyletowali w Warszawie Igora Sz. . Mordercy już w 1993 roku, byli na wolności.

W kwietniu 1990 r. działacze tego samego ugrupowania dokonali napadu na wrocławską galerię w trakcie jej uroczystego otwarcia. W trakcie ataku próbowali zamordować jedną z osób, która ugodzona nożem trafiła do szpitala. Mimo rozpoznania napastników policja umorzyła śledztwo z powodu „niewykrycia sprawców”.

13 maja 1990 r. w Warszawie pięćdziesięcioosobowa grupa „patriotów” uzbrojonych w noże, łańcuchy i pałki zaatakowała manifestację anarchistyczną. W wyniku ataku kilka osób w ciężkim stanie odwiezionych zostało do szpitala. Bojówka, która zaatakowała demonstrację dwa tygodnie wcześniej ochraniała Kongres Prawicy Polskiej organizowany przez Unię Polityki Realnej Janusza Korwina-Mikke.

W lipcu 1991 r. także w Warszawie grupa narodowców pobiła studentkę Uniwersytetu Warszawskiego, która wyglądała „jak Żydówka”. Napastnicy pocięli swojej ofierze twarz brzytwą, w wyniku czego straciła oko.

1 października 1992 r. w Nowej Hucie grupa nacjonalistów zaatakowała trójkę niemieckich kierowców TIR-ów. Jeden z nich, ugodzony nożem, zmarł. Policja zatrzymała jednego z morderców, natomiast pozostali na wolności nacjonaliści kilkakrotnie profanowali miejsce zbrodni, m.in. bili osoby składające kwiaty.

W sierpniu 1993 r. w Szczecinie nacjonalistyczna bojówka zamordowała ciosem noża miejscowego działacza antyrasistowskiego. Zamordowany Dariusz W. w chwili śmierci miał 18 lat.

Do podobnej zbrodni doszło niecały rok później, w kwietniu 1994 w Bolesławcu działacze narodowi zabili młodego chłopaka, powodem zabójstwa był „niepolski” wygląd ofiary.

27 sierpnia 1994 w Bydgoszczy podczas Pikniku Country grupa kilkunastu agresywnych bojówkarzy skrajnej prawicy, urządziła polowanie na osoby odbiegające wyglądem od szowinistycznych standardów. W wyniku pobicia zmarł 18 letni chłopak, któremu sprawcy zadali kilka ciosów nożem.

W październiku tego samego roku, ciężko pobity został radny Miasta Wągrowiec znany ze swoich antyfaszystowskich poglądów i działalności społecznej.

Miesiąc później w listopadzie 1994 r. na dworcu PKP kilku nacjonalistów zamordowało metalowymi drągami 18-letniego Andrzeja, który naraził się bojówkarzom antyrasistowskimi emblematami na ubraniu.

W marcu 1995 ofiarą rasistowskiej nienawiści padło małżeństwo Romów w Pabianicach, policji nie udało się ustalić sprawców zabójstwa, ustalono jednak, że miało ono podłoże rasistowskie.

W tym samym miesiącu w Warszawie nacjonaliści próbowali zamordować znanego w lokalnym środowisku uczestnika ruchu antyfaszystowskiego. Został on na ulicy pchnięty bagnetem, szczęśliwie ostrze minęło serce o kilka milimetrów.

Mniej szczęścia miał inny działacz antyfaszystowski Andrzej Piwowar z Łazisk Górnych, który kilka dni później został zamordowany na ulicy przez nacjonalistyczną bojówkę. Nacjonaliści kilkakrotnie sprofanowali jego grób.

Cudem podobnego losu uniknęła działaczka antyfaszystowska z Wolsztyna, która po napadzie nacjonalistów w kwietniu 1995 r. w stanie krytycznym trafiła do szpitala.

We wrześniu 1995 roku kilku członków młodzieżowej przybudówki partii Polski Front Narodowy, założonej przez Janusza Bryczkowskiego, wszczęło akcję „oczyszczania miasta z elementu niepełnowartościowego” – w tym wypadku bezdomnych. W efekcie dwie osoby zostały zamordowane, a około 30 ciężko pobitych. Do zdarzeń doszło krótko po powrocie działaczy z partyjnego obozu szkoleniowego. 7 grudnia 1998 roku sąd skazał głównych sprawców zbrodni Arkadiusza J. i Grzegorza S. na 25 lat więzienia, pozostałych na 15 lat.

W październiku 1995 r. bojówka nacjonalistyczna, dokonuje napadu na mieszkanie jednego z warszawskich antyfaszystów. Była to zemsta za jego udział w reportażu na temat neonazizmu w Polsce. Narodowcy zdemolowali mieszkanie, jedna napadnięta osoba trafiła do szpitala.

Dwa miesiące później rozzuchwaleni bezkarnością nacjonaliści kijami baseballowymi atakują trzy dziewczyny wracające do domów po koncercie alternatywnego rocka. Ofiary napaści trafiły do szpitala – dwie na oddział intensywnej terapii.

16 listopada 1995 r. grupa nacjonalistów w Michałowie napadła i pobiła trzech uczniów szkoły średniej, mieszkańców pobliskich Łap. Jeden z nich, 16 letni Kamil L., zmarł w wyniku poniesionych obrażeń. Powodem zbrodni był związek chłopców z miejscową sceną kontrkulturową.

12 lutego 1996 r. kilkunastu narodowców napada w nocy poznański Rozbrat. Jedna kobieta uderzona nożem podczas snu, trafiła w ciężkim stanie do szpitala. Ostrze przecięło tętnicę w pachwinie, od śmierci uratowała ją szybka pomoc lekarska. 21 listopada 1997 roku sąd skazał sześciu sprawców ataku na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat oraz grzywnę 4-5 tysięcy złotych. Jednego z nich skazano na trzy lata więzienia bez zawieszenia.

4 lipca 1996 r. w ramach akcji „oczyszczania miasta” dwójka działaczy nacjonalistycznych ostrzelała z broni pneumatycznej dom noclegowy dla bezdomnych im. Brata Alberta w Łodzi. Rannych zostało trzech pensjonariuszy, jeden z nich stracił oko.

Podobnym motywem kierowali się neofaszyści z Lublina, którzy w nocy z 12 na 13 grudnia 1996 r. zamordowali bezdomnego Wacława Tatarynowicza.

1 października 1996 r. nacjonalistyczna bojówka zaatakowała koncert antyrasistowski w klubie „Pod Krechą” w Kielcach. Od ciosu bagnetem w plecy, zadanego przez jednego z narodowców ginie 15 letni uczestnik zabawy. 1 października 1998 roku Sąd Wojewódzki skazał mordercę na 12 lat pozbawienia wolności. Trzej współoskarżeni otrzymali wyroki od 8 miesięcy do 2 lat więzienia w zawieszeniu.

9 lutego 1997 r. w Zabrzu sześciu działaczy nacjonalistycznych zaatakowało dwie młode kobiety pochodzenia Romskiego. Zostały one brutalnie pobite. Jedna z nich, Kornelia Koperska była w trzecim miesiącu ciąży, w wyniku napadu jej córka przyszła na świat z poważnymi wadami wrodzonymi, będzie do końca życia niepełnosprawna.

4 maja 1997 r. w Warszawie dwójka rasistów morduje 29 letniego Polaka o ciemnym kolorze skóry. Zabity po serii rasistowskich wyzwisk, został pchnięty nożem.

24 maja 1997 r. szczecińska policja przejęła gotową do detonacji bombę – zawierała dwustugramowy ładunek trotylu przygotowany do odpalenia. 21-letni Artur O., znany działacz ruchu nacjonalistycznego z Polic, chciał detonować ładunek w lokalu wyborczym na terenie miasta podczas referendum konstytucyjnego.

W nocy z 24 na 25 maja 1997 r. w Jelczu Laskowice grupa narodowców zamordowała na ulicy 17 letniego Adama H. Powodem zabójstwa była przynależność ofiary do ruchu kontrkulturowego. 22 kwietnia 1998 roku Sąd Wojewódzki we Wrocławiu skazał bezpośredniego sprawcę zabójstwa na 25 lat więzienia.

17 sierpnia 1997 r. w okolicy skały Narożnik na szlaku górskim nieopodal Karłowa w Górach Stołowych zamordowanych zostało dwoje studentów Akademii Rolniczej we Wrocławiu – Anna Kembrowska i Robert Odżga. Mężczyzna otrzymał strzał z tyłu, w podstawę czaszki, a drugi, kiedy już upadł na ziemię, między oczy. Kobieta leżała 10 metrów poniżej. Sprawca strzelił do niej tylko raz, między oczy. Każde zginęło z innej broni, z innych rąk, ale w ten sam sposób. Policja ustaliła, ze sprawcami zbrodni byli działacze neofaszystowskiej organizacji „Blood and Honour” (Krew i Honor), którzy w tym czasie organizowali w pobliżu obóz szkoleniowy. Mimo zawężenia kręgu podejrzanych, w 2003 r. zamknięto śledztwo z powodu niemożności ustalenia bezpośrednich sprawców.

25 sierpnia 1997 r. w parku w Łodzi Lech P. związany z miejscową grupą nacjonalistyczną pobił bezdomną kobietę, zajmującą się zbieraniem odpadków, która z powodu odniesionych obrażeń zmarła. W ten sposób nacjonaliści „oczyszczają” Polskę z „bezwartościowych elementów”.

12 grudnia 1997 r. na ulicy w Bydgoszczy grupa nacjonalistów próbowała zamordować działacza antyrasistowskiego. Od śmierci od kilkukrotnego pchnięcia nożem, uratowała go gruba puchowa kurtka, która zatrzymała ostrze.

4 stycznia 1998 r. trójka polskich narodowców: Daniel Miłoszewski, Robert Kluch i Radosław Synderek przebywających od niedawna na emigracji w Vancouver w Kanadzie, wraz z kanadyjskim towarzyszem, dopuściła się rasistowskiego mordu na 65-letnim Nirmalu Singh Gillu, opiekującym się świątynią Sikhów w Surrey na przedmieściach Vancouver. Jeden z narodowców po przyjeździe do Kanady handlował pod polską parafią w Vancouver kasetami z nacjonalistyczną muzyką. Na podstawie tych wydarzeń powstała sztuka autorstwa Davida Gowa, która doczekała się polskiej wersji i ukazała się w Teatrze Telewizji TVP pod tytułem „Glany na glanc”.

Kilka miesięcy później, w maju 1998 r., w Policach w ramach akcji „oczyszczania miasta” dwójka działaczy narodowych Robert Ł. i Fryderyka O. zamordowała 55-letniego bezdomnego Stanisława J.

2 sierpnia 1998 r. we Władysławowie trójka nacjonalistów związanych z Narodowym Odrodzeniem Polski: Damian M., Przemysław S. i Marcin B. – zamordowała na plaży 25-letniego Piotra Woźniaka. Oprawcy najpierw próbowali go utopić, a następnie miażdżyli mu głowę, skacząc po niej ciężkimi butami, co bezpośrednio spowodowało jego zgon. Powodem napaści był „pedalski” wygląd ofiary. Mordercy skazani zostali na 8 i 9 lat więzienia.

W nocy z 8 na 9 września 1998 r. działacz narodowy z Bytomia, 19 letni Krzysztof W., próbował spalić żywcem rodzinę pochodzenia romskiego. Wrzucił on do pomieszczenia, w którym spały dwie dziewczynki butelkę z benzyną. 12-letnia, upośledzona psychicznie Pamela przez kilka dni walczyła o życie – dziewczynka doznała poparzeń II i III stopnia 20% ciała. 7 czerwca 1999 roku Sąd Okręgowy w Katowicach skazał Krzysztofa W. na pięć lat pozbawienia wolności. W trakcie trwania procesu poszkodowana rodzina nękana była wielokrotnie pogróżkami. Lokalni nacjonaliści kilkukrotnie obrzucali jej mieszkanie kamieniami, a krótko przed wydaniem wyroku napadli na 14-letniego brata dziewczynki.

17 lutego 1999 Urząd Ochrony Państwa aresztował dwóch olsztyńskich narodowców – Wojciecha C. i Sebastiana N., którzy zamówili u niemieckich neonazistów materiały wybuchowe, by „wysadzać w powietrze żydowskie mieszkania w Olsztynie”. Sprawa została wykryta przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji i przekazana polskim służbom specjalnym.

15 kwietnia 1999 r. w Rudnej k. Lublina na dworcu PKP skatowany został na śmierć 29-letni Józef M., czekający na pociąg mieszkaniec Ścinawy. Policja nie złapała sprawców, ale o ich ideowych inklinacjach może świadczyć fakt, że krwią zabitego wymalowali na ścianie gwiazdę Dawida.

27 czerwca 1999 r. wieczorem, pięćdziesięcioosobowa bojówka miejscowych narodowców zaatakowała dom romskiej rodziny Słowikowskich, w którym przebywało wówczas 10 osób. Napastnicy uzbrojeni byli w pistolety. Próbowali dostać się do wnętrza domu strzelając w tym czasie , na szczęście niecelnie, do właścicielki posesji, Gabrieli Słowikowskiej, i jej syna – Remigiusza. Wrzucili przez okno koktajle Mołotowa i kamienie. Przez cały czas trwania napadu sprawcy skandowali rasistowskie hasła. Policja aresztowała jedynie trójkę atakujących, skazano ich na 2,5 roku pozbawienia wolności. Podczas procesu pod adresem ofiar kierowane były anonimowe groźby śmierci.

13 listopada 1999 r. w Ostrowcu Świętokrzyskim kilku nacjonalistów zaatakowało grupę nastolatków, 16 letni Rafał Słowiński został kilkakrotnie pchnięty w serce bagnetem, poniósł śmierć na miejscu. Powodem morderstwa były związki zaatakowanych z antyrasistowską sceną kontrkulturową.

13 lipca 2000 r. w Dorohusku działacze nacjonalistyczni próbowali zamordować lokalnego działacza antyfaszystowskiego. Został on uderzony łomem z pędzącego motocykla, z ciężkimi obrażeniami trafił na oddział intensywnej terapii.

W drugiej połowie 2000 r. polscy narodowcy bardzo się „napracowali”, aby oczyścić swoją ojczyznę z „z brudów i śmieci”.

W nocy z 29 na 30 lipca 2000 r. w trakcie trwania Pikniku Country około 50 osobowa grupa narodowców przeprowadziła „akcji oczyszczania społeczeństwa z brudów i śmieci”. Ofiarami terroru nacjonalistów padli wszyscy, którzy wydawali się im odmienni pod względem poglądów, pochodzenia czy wyglądu. 21 letni student Politechniki Koszalińskiej Tomasz Jasiński został kilkukrotnie ugodzony nożem w plecy, zmarł następnego dnia w szpitalu. Dwójka jego morderców została skazana na 10 i 11 lat więzienia.

30 sierpnia 2000 roku w Poznaniu narodowiec Wojciech M. najpierw pobił i skopał bezdomnego 53-letniego Henryka G., a następnie skakał po jego głowie. Do zdarzenia doszło w zsypie na śmieci, gdzie zamordowany regularnie zbierał złom i makulaturę. Przyczyną śmierci ofiary było pęknięcie podstawy i sklepienia czaszki, do których doszło w wyniku skakania przez sprawcę po jego głowie – w chwili popełnienia zbrodni oskarżony miał na nogach ciężkie wojskowe buty, ulubioną broń nacjonalistów. Zabójca skazany został na 25 lat więzienia

Kolejną akcję „oczyszczania” przeprowadzili narodowcy z Zabrza, kilka miesięcy później. 7 listopada 2000 r. grupa nacjonalistów wtargnęła do mieszkania 50-letniego Grzegorza D., który był uzależniony od alkoholu. „Pijecie na umór hańbiąc białą rasę” – było to wystarczającym powodem do morderstwa. Narodowcy zmusili właściciela mieszkania do wypicia żrącego płynu. Mężczyzna zmarł w straszliwych męczarniach. Drugiego mężczyznę, który przebywał wówczas w mieszkaniu obalano kwasem, trafił on z ciężkimi poparzeniami do szpitala.

9 maja 2001 r. w Częstochowie pięciu bojówkarzy skrajnej prawicy zaatakowało trójkę bezdomnych. Napadnięci zostali skopani podkutymi butami. Jedna osoba zmarła na miejscu, dwie walczyły o życie w szpitalu, w wyniku odniesionych obrażeń zostały pozbawione możliwości samodzielnego życia.

26 sierpnia 2001 r. w Dęblinie, podczas koncertu charytatywnego dla powodzian, nacjonalistyczni bojówkarze zaatakowali Wojciecha Z., 18 letniego mieszkańca tego miasta, kopali go podkutymi butami w głowę w wyniku czego zmarł na miejscu. Powodem ataku, były antyrasistowskie emblematy na odzieży ofiary.

2 kwietnia w Sopocie narodowcy podpalili klub „Pomarańczarnia”, miejsce spotkań i wydarzeń związanych z kontrkulturą i działaniami antyrasistowskimi. W podpalenie zamieszany był min.Grzegorz H. ps. Śledziu. Trójmiejski skrajnie prawicowy bojówkarz, odpowiedzialny za szereg napadów i pobić, co ciekawe cieszący się sympatią miejscowych władz, które powierzyły mu m.in. organizację młodzieżowej ligi piłkarskiej w ramach programu resocjalizacji.

20 lipca 2002 r. w Świdniku policja odnalazła w lesie należący do grupy miejscowych narodowców skład materiałów wybuchowych, w którym znaleziono: 2 kg trotylu, środki chemiczne, mechanizmy zegarowe i elementy broni, a także broszury i pisma nacjonalistyczne. Nacjonaliści pozyskiwali materiały z niewybuchów, jeden z nich eksplodował podczas takiej operacji, poważnie raniąc jednego z narodowców (stracił on obie ręce, jedną nogę i wzrok), co naprowadziło policję na trop składu broni.

22 listopada 2002 r. w Częstochowie 15 osobowa bojówka nacjonalistyczna przeprowadziła atak na miejscowy kontrkulturowy skłot Elektromadonna. Napastnicy uzbrojeni byli w kije, noże, bagnety i paralizator. Ranili dwie osoby (pierwsza – rana cięta głowy, druga – rana cięta lewej ręki). Atak został odparty, a 8 uciekających napastników zatrzymała policja, otrzymali zarzuty pobicia z udziałem niebezpiecznych narzędzi (art. 159 kk).

Pod koniec czerwca 2003 roku, w Sulejówku 16 letni Jakub Raczyński popełnił samobójstwo, ojciec chłopca był Algierczykiem, a Jakub z powodu ciemnej karnacji był prześladowany przez grupę miejscowych rasistów, w okolicy mieszkania wywieszali oni nacjonalistyczne i rasistowskie plakaty, a 6 maja zaatakowali go nożem, którym przebili mu płuco. Mimo nalegań matki, zarówno szkoła jak i władze pozostały bierne wobec rasistowskich prześladowań. Chłopiec nie mogąc ich znieść, zabił się.

21 września 2003 na łódzkim osiedlu Dąbrowa grupa narodowców zamordowała transseksualistę, 51-letniego Tomasza N. Napastnicy zaciągnęli mężczyznę w krzaki i kopali przez pół godziny, aż umarł. Trzy tygodnie później, 9 października, policja aresztowała zabójców. Sprawcami morderstwa byli znani łódzcy nacjonaliści – Dawid R., ps. Hans, Andrzej F., ps. Uszatek i Marcin H. Podczas rewizji w ich domach znaleziono nacjonalistyczne materiały propagandowe, amunicję do broni palnej i kije baseballowe. Zostali skazani jedynie na 6 lat więzienia.

29 lutego 2004 r. w Katowicach nacjonalista i jednocześnie członek bojówki kibiców klubu piłkarskiego GKS Katowice Marek Z. zamordował 22-letniego Amerykanina arabskiego pochodzenia. Ofiara została ugodzona nożem, ciężko ranny mężczyzna został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł. Podczas zajścia ranny został również kolega ofiary, także Amerykanin pochodzenia arabskiego. Nie był to pierwszy przypadek rasistowskiej napaści na studentów zagranicznych w tym mieście.

16 czerwca 2004 r. w pobliżu Środy Śl. znalezione zostały zwłoki 19 letniego Radosława Słomińskiego, aktywnego antyrasisty, działacza sceny kontrkulturowej, prezentera w lokalnym radiu. Był on wielokrotnie ofiarą pogróżek i pobić ze strony nacjonalistów, a także szykan z powodu ciemnego koloru skóry. Mimo ran wskazujących na pobicie przed śmiercią i zeznań świadków, policja umorzyła śledztwo w tej sprawie, bez wskazania winnych.

23 września 2004 r. w Oławie, podczas przeszukania mieszkania osoby podejrzanej o włamanie policja znalazła nacjonalistyczne i faszystowskie akcesoria oraz arsenał broni m.in.: osiem granatów ćwiczebnych, fiolkę gazu bojowego, pięć maczet, tasaki oraz zapalnik pocisku artyleryjskiego.

10 grudnia 2004 roku w Katowicach, dwójka młodych narodowców zaatakowała dwóch bezdomnych mężczyzn. Napastnicy najpierw bili ich pięściami, potem kijami baseballowymi. Kiedy mężczyźni padli, kopali ich po głowach i skakali po całym ciele. Potem nieprzytomne ofiary rozebrali do naga i próbowali podpalić, a w końcu zostawili na mrozie. Skatowani mężczyźni zmarli. Kilka tygodni później zatrzymani sprawcy przyznali, że „czyścili miasto z brudów” oraz, że nienawidzą bezdomnych, i że bili ich przy każdej nadarzającej się okazji. Sąd Rejonowy w Katowicach skazał ich na 10 i 5 lat pozbawienia wolności.

Po tych aresztowaniach aktywność nacjonalistów w Katowicach nie osłabła, już 17 czerwca 2005 r. w centrum miasta narodowcy ostrzelali z broni pneumatycznej klub, w którym spotykają się homoseksualiści, ofiarą zamachu padła Marzena Rozlach, członkini zarządu „Kampanii Przeciw Homofobii”, została ona postrzelona w biodro, a towarzyszący jej mężczyzna w ramię.

Polscy narodowcy współpracują aktywnie z organizacjami neonazistowskim w Niemczech, w marcu 2005 r. niemiecki dziennik „Süddeutsche Zeitung” w artykule na temat procesu członków organizacji neonazistowskiej, którzy planowali zamach bombowy na prezydenta RFN – Johannesa Raua, ujawnił, że w trotyl przeznaczony na wyprodukowanie ładunku wybuchowego niedoszli terroryści zaopatrzyli się u nacjonalistów z Polski. Zamach planowany był podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod budowę żydowskiego centrum religijno-kulturalnego w Monachium.

23 czerwca 2005 r. w Warszawie, dwóch nacjonalistów próbowało zamordować 23 letniego Rustama Karavamaszewa, uchodźcę z Inguszetii, mieszkańca ośrodka dla uchodźców na stołecznych Siekierkach. Po serii rasistowskich okrzyków, został on pchnięty nożem w brzuch. W ciężkim stanie trafił do szpitala. Zamach nie był pierwszym aktem skierowanym przeciwko mieszkańcom ośrodka, na początku czerwca pobity został inny mieszkaniec, a w pobliżu narodowcy malowali napisy: „Neggas out. Czarnuchy won! Bo was zabijemy”, „Liczcie minuty swojego życia” itp. oraz symbole nacjonalistyczne.

17 września 2005 r. w Sosnowcu nacjonaliści związani z Obozem Narodowo-Radykalnym napadli na publiczność Festiwalu Sztuk Audiowizualnych Kultury Niezależnej odbywający się na lokalnym skłocie „M9″. Jeden z zaatakowanych został dotkliwie pobity i ciężko zraniony nożem w udo. Mężczyzna ledwie uszedł z życiem. W zaszytej ranie powstał tętniak i będzie musiał już zawsze brać leki przeciwzakrzepowe. Jeden z napastników, został skazany na 1,5 roku więzienia.

Nietypowy przebieg i motyw miała kolejna zbrodnia dokonana przez narodowców, tym razem w Białymstoku, który jest do tej pory areną najbrutalniejszych ataków ze strony „polskich patriotów”, także wobec miejscowego ruchu antyfaszystowskiego. 14 grudnia 2005 r. bojówka miejscowych nacjonalistów zamordowała 19 letniego Adriana R., jednego z przywódców „Pretorian” – grupy kibiców klubu piłkarskiego Jagiellonii Białystok. Napastnicy skatowali go kijami baseballowymi i zadali kilkadziesiąt ciosów nożem. Morderstwo było wynikiem konfliktu o wpływy i przywództwo nad grupą kibiców Jagiellonii, których to aktywnie infiltrowali nacjonaliści, a czemu sprzeciwiali się „Pretorianie”. Kilka dni przed morderstwem do pubu „Jaga” nacjonaliści wrzucili siekierę z kartką z pogróżkami wobec Stowarzyszenia Sympatyków Jagiellonii, a 12 grudnia zaatakowali grupę „Pretorian”, raniąc ich nożami. Zabójcy zostali skazani na kary od 11 do 25 lat więzienia.

16 maja 2006 r. dwóch nacjonalistów próbowało zamordować aktywnego działacza antyfaszystowskiego z Warszawy, trzydziestoletniego Macieja D., którego dane osobowe i adres pojawiły się na „liście wrogów rasy” Redwatch – internetowej liście ludzi wrogich faszystom, tworzonej przez polski oddział neonazistowskiej organizacji Blood & Honour (Krew i Honor). Napadnięty określony został na niej jako lider warszawskiej antify. Zamach był dokładnie zaplanowany. Bojówkarze obserwowali Macieja D. wcześniej i zaatakowali w najodpowiedniejszym momencie, został on obezwładniony gazem i pchnięty nożem w plecy, napastnik celował w serce, ale chybił o kilka milimetrów. Lekarze ze szpitala, do którego trafił mężczyzna, określili stan jako „ciężki, ale stabilny”. Policja zatrzymała pod zarzutem próby morderstwa, 24-letniego Marka B. aktywnego warszawskiego działacza ruchu narodowego, który przyznał się do zamachu i został skazany na 10 lat więzienia.

Kilka tygodni później media ujawniły krążący w Internecie „Poradnik Bojowy – utylizacja elementów rasowo nieczystych”, opublikowany dla nacjonalistycznych bojówkarzy. Anonimowy autor namawiał w nim do kastrowania „brudasów” – „za okaleczenie jest mniejszy wyrok niż za morderstwo. Decydując się jednak na zabójstwo, zawczasu postarajmy się rozważnie wykorzystać wszystko to, co po naszej ofierze pozostanie”.

Na tę drugą ewentualność nastawił się 25 letni działacz ruchu narodowego ze Szczecina, Sebastian Stobernak, który 10 marca 2007 r. zamordował 38 letniego Ronalda „Roniego” Kalinowskiego, aktywnego działacza antyrasistowskiego i uczestnika ruchu kontrkulturowego. Policja zatrzymała napastnika, który w momencie zatrzymania miał na sobie koszulkę z rasistowskimi emblematami. Został on skazany na 25 lat więzienia.

Morderstwo rozzuchwaliło miejscowych narodowców, którzy dwa tygodnie później, 29 marca 2007 r. napadli na biuro Ogólnopolskiego Związku Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza” i zaatakowali obecnych tam związkowców. 10 narodowców pobiło dwóch działaczy związku i zdemolowało lokal. Policja ujęła 4 napastników.

W nocy 28 maja 2007 r. narodowcy w Bytomiu próbowali spalić żywcem rodzinę pochodzenia romskiego. Kiedy wszyscy spali dom został oblany materiałem łatwopalnym i podpalony. Rodzinie udało się wyskoczyć przez okno. Nie był to pierwszy taki przypadek, rasistowskie ataki na Romów zdarzały się już wcześniej, a władze miasta i policja nie potrafiły im pomóc bądź ignorowały ich sytuację.

Do kolejnej próby morderstwa dokonanej przez nacjonalistów doszło 30 kwietnia 2008 r. w Gorzowie Wielkopolskim, 41-letni nauczyciel wychowania fizycznego w jednej z miejscowych podstawówek, zwrócił uwagę grupie narodowców, którzy wznosili faszystowskie okrzyki. Usłyszał w odpowiedzi: „Polska jest dla Polaków. Hitler i z tobą zrobiłby porządek” i został zaatakowany przez dwóch mężczyzn z grupy, udało mu się odeprzeć atak i zadzwonić na policję, w tym czasie jeden z narodowców podszedł do niego z nożem i zadał cios w szyję i w klatkę piersiową. Chwilę potem bojówkarze uciekli, a zakrwawiony mężczyzna w ciężkim stanie trafił do szpitala.

W nocy 16 września 2009 r. w Białymstoku nacjonalistyczni bojówkarze próbowali zamordować rodzinę uchodźców z Czeczeni, wrzucając do mieszkania płonący słoik z łatwo palną cieczą, od której zapaliła się rama okienna i ścianka. Szczęśliwie Czeczenom udało się ugasić ogień i nikomu nic się nie stało. Dzień wcześniej duża grupa zamaskowanych nacjonalistów, skandująca rasistowskie i islamofobiczne okrzyki obrzuciła ten sam dom kamieniami.

W podobny sposób, także w Białymstoku narodowcy zaatakowali dom działacza ruchu antyfaszystowskiego, 22 lipca 2010 kilkunastu zamaskowanych bojówkarzy za pomocą pałek, maczet i kamieni zniszczyło wejście do klatki schodowej, rozbiło okna i próbowało zaatakować mieszkańców, którzy przebywali na podwórku. Rzucili w kierunku mieszkania koktajl Mołotowa, na szczęście chybili. Ataki nacjonalistów na mieszkania antyfaszystów, zdarzają się w Białymstoku regularnie.

11 listopada 2010 r. w Warszawie podczas marszu organizowanego corocznie przez prawicowych radykałów z Obóz Narodowo-Radykalnego, Ligii Polskich Rodzin, Młodzieży Wszechpolskiej, Narodowego Odrodzenia Polski, doszło do kilkudziesięciu pobić (w tym wielu brutalnych) antyfaszystów, którzy organizowali pokojowe blokady marszu. Narodowi bojówkarze mimo obstawy policyjnej poruszali się swobodnie poza obrębem demonstracji i atakowali (wraz z policją) antyfaszystów. Po zakończeniu marszu doszło do konfliktu pomiędzy nacjonalistami, będącymi kibicami dwóch różnych stołecznych klubów piłkarskich (!), dwie osoby trafiły w stanie ciężkim do szpitala, po otrzymaniu ciosów nożami, które bojówkarze przynieśli na demonstrację. Marsz uzyskał poparcie od części posłów partii Prawa i Sprawiedliwość oraz prawicowych publicystów Jana Pospieszalskiego, Rafała Ziemkiewicza, prof. Jana Żaryna czy Pawła Kukiza (wokalista zespołu Piersi).

Jedną z ostatnich zbrodni narodowców w ostatnim czasie była próba zabójstwa trzech ochroniarzy jednego z klubów w Białymstoku. Mężczyźni pochodzenia armeńskiego, zostali zaatakowani 15 maja 2011 r. przez miejscowych nacjonalistów przy pomocy maczet. Narodowcy przeliczyli się jednak z siłami, w trakcie bójki jeden z nich stracił palec. Policja zatrzymała większość uczestników ataku, jednak najcięższe zarzuty otrzymali zaatakowani Ormianie!

Powyższy szkic najbrutalniejszych zbrodni ze strony „polskich Breivików” kierujących się podobną szowinistyczną ideologią, nie jest na pewno pełny, daje jednak pewien obraz, na tle którego zbrodnia w Norwegii przestaje być czymś nadzwyczajnym. Choć „polscy patrioci” do tej pory nie dokonali zbrodni z takim rozmachem jak szowinista z Oslo (sądząc po arsenałach broni, które przejęła policja – próbowali), to jednak codzienny terror, który wprowadzają w wielu miejscach w Polsce może mieć dużo poważniejsze skutki. Do tego dzięki bardzo mocnemu przesunięciu polskiej sceny politycznej w prawo, zbrodnie nacjonalistycznych bojówkarzy, przestały być przeszkodą dla współpracy tych środowisk z „umiarkowaną” prawicą. Poparcie dla demonstracji prawicowej ekstremy (patrz 11 listopada w Warszawie), nie jest już przyczyną towarzyskiego czy medialnego bojkotu, może być więc wyrażane przez osoby z politycznego czy kulturowego mainstreamu.

Opracowano na podstawie „Brunatnej Księgi” Marcina Kornaka i materiałów Poznańskiej Biblioteki Anarchistycznej

Faszystowskie marsze ulicami miast

15 Lip

Nieważny jest powód – ważny jest zwarty szyk i funkcje jakie pełni przemarsz

Fetyszyści . Nie mogą żyć bez maszerowania.

Historycznie rzecz ujmując, ciężko jest sobie wyobrazić rozwój ruchów faszystowskich bez słyn¬nych przemarszów – zarówno tych przełomowych, jak marsz na Rzym, jak i tych prowadzących do celu, o których chcemy tu mówić. Charakter, przebieg i funkcje marszów skrajnej prawicy są dziś takie same, jakie były w przeszłości.

Istotę organizowania przez skrajną prawicę przemarszów można by w zasadzie wyjaśnić w bardzo prosty sposób. Faszyzm, jak i ruchy z niego czerpiące, cechuje pociąg do wszyst¬kiego, co militarystyczne. Nie tylko ze względu na zmilitaryzowanie wszelkich instytucji w systemie do którego dążą, ale też dlatego, że w ogólnym wyobrażeniu faszystów o społeczeństwie militarny dryg zajmuje bardzo istotne miejsce.

Jednak marszów skrajnej, faszyzującej prawicy nie powinniśmy odbierać jedynie jako odzwiercie¬dlenia idei, jakie mają one propagować. Marsze te pełnią dodatkowe role: propagandową i stra¬tegiczną.

Krętacze. Narzędzie propagandy i element strategii.

Faszyzujące ugrupowania jak NOP czy ONR do niedawna niemal w ogóle nie istniały w przestrzeni publicznej. Prowokowały atakując Parady Równości czy świętując pogromy ludności żydowskiej w Jedwabnem. Brakowało im jednak wydarzeń, wokół których mogłyby werbować nowych sympatyków, oraz momentów insceni¬zowania swojej siły. Ich mizerna kompetencja agitacji w przestrzeni kulturalnej nie pozwoliła im rozwinąć skrzydeł w tej dziedzinie (tzw. muzyczna scena narodowa jest okrutnie żenująca). Skoncentro¬wano się więc na dwóch strategiach ingerencji w przestrzeń publiczną: indoktrynacji kibiców piłkarskich i organizacji przemarszów.

Przemarsze to sposób na poszerzanie własnej przestrzeni politycznej. Celem strategicznym jest proces zjednoczenia za ich pomocą skłóconych i podzielonych odłamów w ruchu: skrajnych nacjo¬nalistów, radykalnych narodowców, neofaszystów i skrajnie konserwatywnej młodzieży. Na zewnątrz ma to wyglądać na rozbudzanie patriotyzmu. Pewnie i nim jest. Patriotyzm służy tu jednak przede wszystkim jako maska, pod którą kryje się współczesne oblicze rodzimego ruchu (krypto)faszystowskiego, który z kolei ma być wspierany przez same marsze. Jest to więc narzędzie jedno¬czenia agresywnych patriotów z wyrachowanymi faszystami, które to jednoczenie odbywać się ma poprzez wspólne maszerowanie.

Pięknisie. Makijaż na każdą okazję.

Oficjalne powody marszów są tylko pretek¬stem do osiągnięcia powyższych celów. Niebawem, 11 czerwca, ma się odbyć marsz przeciwko tęczowej fladze, która ma zawisnąć tego dnia na ursynowskim ratuszu jako symbol tolerancji seksualnej. Sama flaga zapewne drażni młodzież patriotyczną, ale przede wszystkim stała się kolejnym pretekstem do zwołania marszu (na ratusz). To samo dotyczy mnożących się ostatnio marszów z okazji wszelkich powstań – Śląskiego, Wielko¬polskiego, Warszawskiego, rocznicy Grunwaldu, Święta Flagi Narodowej, etc.

W odezwach z okazji wszystkich marszów powtarza się apel o przyprowadzanie na nie rodzin, znajomych i sąsiadów. Czy nie jest zastanawiające, że retoryka, za pomocą której wzywa się do kolej¬nych marszów, jest identyczna? Czy nie dziwi to nagłe umiłowanie ludzi do maszerowania? Nie dziwi, jeśli zrozumie się, że stoi za tym ten sam front (ONR, NOP i spółka), oraz że jest to stra¬tegia, którą podążają rodzimi (krypto)faszyści.

Poszukiwane są odpowiednie momenty, m.in. takie, w których władze państwowe i część społe¬czeństwa celebrują pewne wydarzenia historyczne. Obecność skrajnej prawicy w takie dni nie razi aż tak mocno, a ich faszyzujące idee, przy odrobinie dobrego makijażu, stają się wręcz przyswajalne. Wystarczy np. że nazwą swój marsz, Marszem Niepodległości, Zwycięstwa czy Grunwaldzkim i skoncentrują się przez moment nie na białości rasy, a na wielkości narodu.

Spryciarze. Brunatne kameleony.

Marsz 11 listopada w Warszawie jest dla polskich (krypto)faszystów i „narodowców” prestiżowy. Wiadomo – stolica. Sam termin został dobrany sprytnie. Dzień, w którym wzbierają emocje narodowe, jest idealnym momentem aby, wykorzystując tę atmosferę, propagować skrajny nacjonalizm, zademonstrować swoją siłę, a przy okazji i rasizm, ksenofobię, antysemityzm, homo¬fobię i inne skrajnie prawicowe, faszyzujące idee. Dzięki wieloletniej konsekwencji udało im się wpisać swe marsze na stałe w kalendarz i krajo¬braz naszego miasta, a wręcz stworzyć złudzenie, że są one czymś normalnym. To również ich strategia: im częściej pojawiają się w przestrzeni publicznej, tym bardziej stają się jej integralną częścią. Wieloletnią pasywną postawę warsza¬wiaków wykorzystali do swobodnego rozwoju. Marsze są coraz większe, od 200 osób po 1,5 tysiąca w zeszłym roku. Półtoratysięczny marsz może wciąż wydawać się czymś marginalnym. Ale pamiętajmy, że mamy do czynienia z 1,5 tysiąca osób, z których większość, gdyby tylko udało im się poczuć bezkarnie, byłaby gotowa do najokrutniejszych czynów wobec wszystkiego co (im) obce.

Strategia marszów nie wzięła się znikąd. Prak¬tykowana przez skrajną prawicę w innych krajach doprowadziła do tego, że w Niemczech tego typu marsze odbywają się obecnie w każdy weekend! Także u nas w ostatnich kilkunastu miesiącach miały miejsce przemarsze w Lublinie, Opolu, Katowicach, Poznaniu i Wrocławiu. A z każdym z nich (krypto)faszyści nabierają organizacyjnej wprawy i zacieśniają struktury. Póki co na marszach jest słaba frekwencja i wypadają one żałośnie. Tym bardziej w ich obozie rośnie ranga marszu w Warszawie. Traktując go prestiżowo narzucili sobie 11 listopada wielką dyscyplinę, cenzurując własne okrzyki i unikając hajlowania w zasięgu kamer. Zamienili się, niczym kameleony, w przykładnych patriotów. Ale ci sami ludzie podczas marszów w innych miastach zachowują się dużo swobodniej, zgodnie z tym co myślą, co chcieliby głosić i czynić (patrz zdjęcia).

Nożownicy. Żądza krwi kontra dyscyplina.

Jednak i w Warszawie pół roku temu nie było aż tak idealnie, jak sobie wymarzyli. Żądza krwi okazała się silniejsza od żelaznej faszystow¬skiej dyscypliny. Sfrustrowani brakiem możliwości zranienia kogokolwiek z kilku tysięcy „żydów, homoseksualistów i lewaków”, bezpośrednio po marszu zaczęli walczyć między sobą, nawzajem dźgając się nożami. Najwyraźniej proces budowania jednolitego frontu wciąż napotyka na przeszkody. Mimo tego, a może właśnie dlatego, powinniśmy zacząć adekwatnie reagować na funkcję, jaką pełnią w tym procesie ich marsze, zwłaszcza ten warszawski. Inscenizując jedność, zdecydowanie, porządek i gotowość do wprowadzania terroru wobec przeciwników, chcą zaimponować podatnym na takie postawy ludziom. Blokowanie tych insce¬nizacji nie przysparza im (jak błędnie twierdzą niektórzy) dodatkowej reklamy, ale uniemożliwia ową inscenizację, wywołując zarazem osłabianie ich struktur poprzez powstawanie wewnętrznych napięć. Nieblokowanie umożliwia im swobodny rozwój, poszerzanie zakresu politycznej agitacji, wpisywanie się w publiczny krajobraz miast oraz zwiększanie impetu nagonki na swoich przeciw¬ników. Nasza ignorancja służy więc rozwojowi frontu skrajnej, faszyzującej prawicy. Odebranie im możliwości przemarszu głównymi ulicami stolicy w zeszłym roku (chcieli maszerować Krakowskim Przedmieściem, poszli Powiślem) było dobrym początkiem. A jednak każde sto metrów tego typu przemarszu jest wyzwaniem. Nie tyle dla naszego miasta (widziało i zniosło już wiele!), ale także dla wszystkich osób w nim żyjących.

Nie pozwólmy (krypto)faszystom przejść nawet centymetra ulicami Warszawy!