Tag Archives: Anders Breivik

Festiwal MAGYAR SZIGET – węzeł kontaktowy dla polskiej skrajnej prawicy

21 Czer

skrajna prawica

Wakacyjna Mekka europejskiej skrajnej prawicy
SO MUCH SCUM IN ONE PLACE

Już za kilka tygodni kolejna edycja węgierskiego festiwalu Magyar Sziget, w tłumaczeniu „Węgierska Wyspa”. Festiwal z roku na rok urasta do rangi swoistej Mekki dla europejskiej skrajnej prawicy. Organizowany jest on wspólnymi siłami przez aktywistów Jobbik’u, HVIM oraz innych skrajnie prawicowych węgierskich organizacji. Jobbik jest znaną u nas partią nacjonalistyczną, która wytworzyła w ostatnich latach na Węgrzech atmosferę społeczną, w której dochodzi do nieustannych aktów przemocy wobec mniejszości. HVIM czyli „Ruch 64 Komitaty” to rasistowska organizacja młodzieżowa, której celem jest nie tyle „krzewienie węgierskiej kultury” (jak sami się reklamują) ile podkreślanie wyższości „węgierskości” nad innymi kulturami, dążenie do ekspansji terytorialnej Węgier oraz oczyszczanie narodu węgierskiego z „obcych naleciałości”.

Saga i ONRZ organizacją tą coraz bliższe kontakty utrzymują polscy narodowcy. Na współpracy z HVIM bardzo zależy biedakom z ONR, jednak zostali oni w ostatnich 2-3 latach uprzedzeni przez swoich konkurentów z Młodzieży Wszechpolskiej. Ci ostatni od dwóch lat dostają już nawet oficjalne zaproszenie na imprezę. Jako, że obie organizacje, ONR i MW, mają od jakiegoś czasu mocne ambicje polityczne (parlamentarne) kwestia pierwszeństwa w kontaktach z węgierską skrajną prawicą stała się prestiżowa. ONR, uważając MW za organizację bez kręgosłupa (dającą pupy na lewo i prawo, wypierającą się stadionowych chuliganów, współpracującą z policją, etc) zabiega o przejęcie węgierskich kontaktów, którymi z kolei MW wcale nie zamierza się zbytnio dzielić. To m.in. z tego powodu obie organizacje wysyłają z roku na rok coraz liczniejsze delegacje na słynny festiwal. Do walki wręcz jeszcze nie doszło, ale rywalizacja jest coraz bardziej ostra. Zresztą nie tylko na tym polu. Póki co w meczu wyjazdowym MW kontra ONR wynik 3:0.

magyar szigetSwoje osobne kontakty i interesy na Węgrzech mają też oczywiście członkowie NOP oraz Autonomiczni Nacjonaliści. Działacze NOP wykorzystują festiwal Magyar Sziget przede wszystkim jako możliwość spotkania neofaszystowskich ugrupowań z zachodu Europy (m.in. włoska Forza Nuova) niedopuszczając do nich MW i ONR. Interesy AN sięgają jeszcze innych sfer, bliższych ideom i grupom NS, dotyczą kontaktów ze skrajną prawicą z Serbii oraz kontaktów muzycznych i kibolskich. Łatwo więc zrozumieć jak ważnym Jarmarkiem stał się dla polskiej skrajnej prawicy ten festiwal i dlaczego rasistowskie pielgrzymki z kraju na „Węgierką Wyspę” są coraz liczniejsze.

skrajna prawicaWśród organizatorów festiwalu sama prominencja węgierskiej skrajnej prawicy. Gyula György Zagyva, członek Jobbiku oraz lider HVIM, słynny m.in. z ciągłego nawoływania do waśni na tle narodowościowym. Także László Toroczkai, założyciel i mózg HVIM, znany m.in. z tego, że jako jeden z nielicznych wtajemniczonych otrzymał od Andersa Breivika pozdrowienia oraz kopię słynnego „breivikowego manifestu”, na krótko przed tym jak ten zamordował 77 młodych imigrantów i lewicowców na wyspie Utoya.

Lista organizatorów i patronów festiwalu jest długa i sama w sobie dająca wiele do myślenia. Doskonale można sobie wyobrazić z jakich środowisk wywodzi się obsługa oraz ochrona imprezy. Także to, na jakie działania przeznaczany jest z niej dochód. Najbardziej intrygujący jest mimo wszystko dobór występujących tam zespołów. Jednak zanim do niego przejdę, kilka słów o konwencji wydarzenia. Nie da się bowiem ukryć, iż owa rosnąca wewnątrz europejskich ruchów neofaszystowskich popularność festiwalu nie wynika tylko z atmosfery panującej obecnie na Węgrzech, ale również z samej konwencji imprezy.

Neonaziści, faszyści, narodowcy, kompani Breivika
WELCOME EVERYBODY

Magyar Sziget jest festiwalem bardzo otwartym 😉 Otwartym dla wszystkich białych nacjonalistów, w imię idei budowania silnej „północnej cywilizacji” jak można wyczytać w deklaracji samych organizatorów.

skrajna prawicaKonwencja festiwalu, ale także jego oferta polityczna, szeroka gama zaproszonych gości oraz dobór zespołów muzycznych, mają na celu przyciągnąć zarówno środowiska nacjonalistyczne, neofaszystowskie, nazistowskie jak i wszelkie ruchy rasistowskie. Wszyscy mają się tam czuć dobrze, nawzajem inspirować i przesiąkać ideami. Przedstawiciele najróżniejszych organizacji skrajnie prawicowych, od tych zajmujących się sianiem ksenofobicznego zamętu w parlamentach, przez tych od szerzenia ulicznego terroru, aż po paramilitarne rasistowskie organizacje, mają się ze sobą mieszać zapominając o problemach tak natury ideologicznej jak historycznej.

magyar szigetNazwa festiwalu jest tu kwintesencją samej idei. To powstająca na kilka dni mini-planeta. Zamknięta dla świata strefa. Połączenie koszar, święta wina, obozu treningowego i nacjonalistycznego jarmarku, tylko dla wyznawców „białej supremacji”. Wszelkie neofaszystowskie odchyły welcome. Wszyscy inni mają trzymać się z dala.

skrajna prawicaI tak stoiskach nacjonalistycznego jarmarku symbol Falangi wisi obok Swastyki, flaga Polski obok flagi nazistowskiej Trzeciej Rzeszy, chłopaki w koszulkach z logiem SS tańczą razem z chłopcami w koszulkach z polskim orłem w koronie, emblematy Blood & Honour, mieczyki Chrobrego, germańskie, neopogańskie i faszystowskie runa, krzyże celtyckie, symbole katolickiego fundamentalizmu i „słowiańskiej siły” oraz wszystkie inne symbole narodowego radykalizmu i innych współczesnych odmian neofaszyzmu mieszają się tworząc swoiste brunatne multi-kulti. Działacze zbrojonych rasistowskich grup jak Combat 18 czy „Betyarsereg” dyskutują przy węgierskim winie wspólne strategie z liderami nacjonalistycznych ugrupowań z całego kontynentu. Na scenie pojawia się ZJEDNOCZONY URSYNÓW, a więc„patriotyczny” (pseudo)hip-hop z Warszawy, który w zeszłym roku jako pierwszy zespół z polski zhańbił się biorąc udział w tej imprezie. Na tej samej scenie pojawia się też pierwsza gwiazda europejskiej sceny neonazistowskiej, SAGA, po której koncertach od dynamicznego hajlowania zapewne niejednemu naszemu narodowemu-radykałowi wyleciała już ręka w stawie łokciowym.

skrajna prawicaDyskusje i koncerty odbywają się w namiotach. W jednym z namiotów wspomniany już we wstępie do felietonu László Toroczkai (kompan Breivika) głosi, że jest gotowy strzelać z Kałasznikowa do niektórych członków rządu. W tle, liderzy Młodzieży Wszechpolskiej, w tym sam prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Witold Tumanowicz, robi sobie zdjęcia z nazistowską piosenkarką Sagą. Chwilę potem dwóch członków paramilitarnej organizacji skrajnie prawicowej o nazwie „Betyarsereg” („Armia tych poza prawem”) werbuje do swoich jednostek, a jeden z nich, Zsolt Tyirityan, otwarcie mówi o tym, że nadeszła pora aby brać za broń i mordować bez skrupułów. Gdzieś obok polscy nacjonaliści prezentują istotne aspekty rozwoju, strategii i potencjału skrajnej prawicy w Polsce zapraszając wszystkich zgromadzonych do przybycia na Marsz Niepodległości, co też miało miejsce. Wszędzie są do nabycia adekwatne gadżety, chociażby znaczki z podobizną Adolfa Hitlera i Rudolfa Hessa czy logiem Ku-Klux-Klanu.

neonaziściTak było w roku 2011. Rodzinna atmosferka, wszyscy wiedzą doskonale co ich łączy i po co tam są. Przed wyjazdem masa rodzinnych zdjęć i ostatnia wymiana kontaktów mailowych. Dzięki kilku inteligentnym węgierskim i brytyjskim dziennikarzom, którzy przemycili się na teren festiwalu w zeszłym roku i my mamy wgląd w krajobraz tej węgierskiej wysepki. To właśnie na ich obszernych relacjach, a także na informacjach byłych polskich nacjonalistów, którzy w ostatnich 2 latach wypięli się na swoich głupawych kolegów (niestety wciąż tylko jednostki, ale jakże dobry przykład) służąc obecnie za nieocenione źródło ciężko dostępnych faktów, opieram się w tym felietonie. Ale opieram się także na informacjach wiszących od tygodni bezpośrednio na stronie Festiwalu. Wszystkie trzy źródła są zgodne co do jednego: Magyar Sziget przyciąga coraz więcej skrajnej prawicy z Polski. O tym dlaczego tak jest, pisałam już powyżej. Według aktualnych oszacowań, w tym roku, w dniach 10-15 lipca do Węgier wybiera się od 80 do 150 naszych narodowców ze wszystkich większych miast Polski.

Z „Węgierskiej Wyspy” na „Marsz Niepodległości”
RETURN TICKET PLEASE

Marsz NiepodległościKonwencja festiwalu się sprawdza. Skrajnie prawicowy, biały folklor „bez granic” buduje u uczestników poczucie rośnięcia w siłę. Sprzyja zawieraniu zaufanych kontaktów wykorzystywanych następnie do całorocznych działań. Zeszłoroczny, udział w węgierskim festiwalu członków ONR, MW (sama śmietanka) i AN (czyli naszych Anachronicznych Nieudaczników 😉 ) dał plon w postaci udziału neofaszystów z całej Europy w 11 listopadowym „Marszu Niepodległości” w Warszawie. Dowodem na to były liczne, osobiste relacje z wydarzenia jakie ukazały się po 11.11.11 na skrajnie prawicowych, neofaszystowskich portalach w całej Europie, m.in. na Węgrzech, Chorwacji, Serbii, Czechach, Ukrainie czy w Niemczech. Nacjonaliści, neofaszyści i nazi-chuligani z tych krajów, wzięli udział w „Marszu Niepodległości” na zaproszenie polskich narodowych radykałów, tak jak oni zapraszani są na Magyar Sziget.

Saga, Kategorie C i polska Tormentia na jednym koncercie
SURPRISE?

TormentiaTegoroczny Magyar Sziget odbędzie się w dniach 10-15 lipca i zmienia nieco swoją formułę. Między innymi ze względu na coraz większe zainteresowanie i napływ gości z zagranicy. I tak, według nowej formuły pierwsze 2 dni festiwalu (10-11.07) okraszą muzycznie wykonawcy zagraniczni. Ta część festiwalu nosić będzie nazwę „Festiwal Boreal” pozostając integralną częścią Magyar Sziget (można nabyć karnet na oba odcinki). Należy to rozumieć jako braterski gest ze strony węgierskiej skrajnej prawicy wobec neofaszystowskich „bratanków” w pozostałych częściach kontynentu. Kolejne dni (12-15.07) to już występy tylko i wyłącznie rodzimych gwiazd węgierskiej skrajnej prawicy.

Pierwsza część festiwalu zapowiada się wyjątkowo intrygująco. Otóż oprócz wydarzenia o nazwie „Europejski Okrągły Stół”, w którym wezmą udział przedstawiciele skrajnej prawicy m.in. z Polski, Włoch, Chorwacji, Hiszpanii i Bułgarii (czyżby miała powstać nowa mapa Europy?) na głównej scenie wystąpią w legendarny niemiecki KATEGORIE C, legendarna SAGA oraz polskie gwiazdy „patriotycznego” rocka, TORMENTIA i INVASION.

Cóż można powiedzieć o tych wykonawcach? Całkiem sporo…

skrajna prawicaKATEGORIE C jest swoistą legendą wśród niemieckich neonazistów. To grający od wielu lat zespół z Bremy, ściśle związany ze środowiskiem tamtejszych, organizujących się na stadionie, neofaszystów. Aby móc przez tyle lat odbywać swoje koncerty zespół występuje pod różnymi nazwami (strategia stosowana także przez polskie zespoły neofaszystowskie) ostatnio pod nazwą „Hungrige Woelfe” („Wygłodniałe Wilki”). Dwóch członków Kategorie C występuje też w zespole „Nahkampf” („Krótki Dystans”) kapeli ze stajni „Blood & Honour”. Wokalista Kategorie C, Hannes Ostendorf, znany niemiecki neonazista, zasłynął m.in. ze swojego udziału w podpaleniu w Bremie domu zamieszkałego przez uchodźców. Kategorie C ma jawnie rasistowskie teksty, wymierzone m.in. w czarnoskórych zawodników piłkarskiej reprezentacji Niemiec. Zespół występuje regularnie na koncertach organizowanych przez NPD. Próbując wybielić nieco swój image, Kategorie C próbuje robić wokół siebie otoczkę apolitycznego chuligańskiego zespołu. Jednak co i raz wychodzą na jaw ich powiązania ze zorganizowanymi neonazistowskimi strukturami. W marcu 2012 Kategorie C popadli w niełaskę ANONYMOUS, którzy w ramach swoich „antyfaszystowskich piątków” (w każdy piątek hakowano jedną stronę niemieckich neofaszystów) zhakowali stronę zespołu.
Anonymous vs. skrajna prawica
Przejdźmy do kolejnej gwiazdy wieczoru, wykonawcy o pseudonimie SAGA. To szwedzka wokalistka będąca ikoną europejskich neofaszystów. Nigdy nie stroniła od nazistowskiej symboliki, znana z pozdrawiania swojej publiczności gestem hajlowania, znana z wykrzykiwania ze sceny „Sieg Heil”, znana z tego, że nie traktuje tych zachowań jako taniej prowokacji ale jako wyraz swoich przekonań. To właśnie stąd ta wielka miłość jakim darzą ją neofaszyści od Moskwy przez Warszawę aż po Londyn. Anders Breivik w swoim masakrycznym manifeście przywoływał nie tylko swoje sympatie do polskich organizacji narodowo-radykalnych, ale poświęcił też całe trzy strony na zachwyty odnośnie twórczości Sagi, by wreszcie zakończyć:

“Motivational music tracks, artist: Saga“ (Motywacja muzyczna, artysta: Saga).

Skrajna prawicaSama Saga koncentruje się w swoich tekstach na walce białej rasy o przetrwanie. Cytat z jej utworu:

„…Najwyższa rasa, która kiedykolwiek stąpała po Ziemi umiera,
jest zagrożona, biały człowiek walczy ze swoim upadkiem…”

… i tak dalej i tym podobnie. Któż (poza Breivikiem) nie chciałby występować razem z tą artyską? Ale to jeszcze nie wszystko. Jak reklamują organizatorzy festiwalu, Saga przygotowała na tegoroczną edycję Magyar Sziget specjalny program. Będą to utwory zespołu SKREWDRIVER, które wykona na tym konkretnym koncercie.

SkrewdriverPrzypomnijmy: na wspólnym koncercie z polskimi „patriotycznymi” zespołami: TORMENTIA i INVASION.

skrajna prawicaZastanawiam się właśnie czy jest potrzeba opisywania czym był dla neonazistów zespół SKREWDRIVER i jego lider Ian Stuart (na zdjęciach). To legendy neofaszystowskiego rocka drugiej połowy XX wieku, a dziś już obiekty kultu całej faszyzującej prawicy. Jeżeli zastanowić by się nad tym czy jakiś współczesny neofaszystowski wykonawca w Europie mógłby zostać uznany za spodkobiercę SKREWDRIVER’a, w sensie odgrywania tak silnej roli w krzewieniu rasizmu w Europie, to właściwie na myśl przychodzi tylko jedna osoba: SAGA.

Biedna, poturbowana Tormentia
NEW MODEL OF PATRIOTS

A przed Sagą wystąpią ulubieńcy naszej sceny (krypto)faszystowskiej „Invasion” i „Tormentia”. Tak, tak… to ta sama TORMENTIA, której poturbowanie przez antyfaszystów jakiś czas temu wywołało tak dużo zamieszania na nacjonalistycznych forach. Antyfaszyści dosyć skutecznie uniemożliwili Tormentii wzięcie udziału w kolejnym nacjonalistycznym koncercie. Aby odwrócić uwagę od problemu organizowania (krypto)faszystowskich i rasistowskich koncertów, nacjonaliści zarzucili wówczas antyfaszystom, że poturbowali „patriotycznych” rock-manów z Tormentii. No cóż, jeżeli ktokolwiek miał wówczas jakiekolwiek wątpliwości o jakim patriotyźmie Tormentii i ich fanów jest mowa, dziś mieć ich już nie może. Popularna Antifa wiedziała doskonale z kim ma do czynienia. Patriotyzm zespołu Tormentia (oraz zespołu Invasion) należy mierzyć tą samą miarką co patriotyzm prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Witolda Tumanowicza (z MW) pozującego do zdjęć z Sagą czy też z patriotyzmem największej hip-hopowej żenady nad Wisłą, zespołu Zjednoczony Ursynów, który wystąpił na Magyar Sziget w zeszłym roku (gdzie również grała i hajlowała Saga). To patriotyzm na miarę Iana Stuarta, nieżyjącego już lidera zespołu Skrewdriver. To patriotyzm na miarę fanatycznej neofaszystki Sagi. To patriotyzm na miarę wyrachowanego rasisty Breivika. To patriotyzm na miarę ludzi polujących na rosyjskich kibiców. To patriotyzm na miarę uczestników Marszu Niepodległości wymachujących na ulicach Warszawy siekierami i wydzierających się: Raz-Sier-PeM! Raz-Mło-TeM!

Neofaszystowska forma patriotyzmu
VOICE OF THE PATRIOTS

Robert Winnicki i Młodzież Wszechpolska na Magyar SzigetPrzy okazji wychodzi też na wierzch podszyty (krypto)faszyzmem „patriotyzm” ogromnej większości polskich narodowych radykałów. Zespół TORMENTIA jest w tym momencie najbardziej wziętym zespołem naszej nacjonalistycznej gawiedzi. Mamy więc do czynienia ze swoistym kultem zespołu grającego na jawnie nazistowskich spędach z jawnie faszystowskimi wykonawcami. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż Tormentia w drodze na neofaszystowski Magyar Sziget” zamierza dać koncert w Lublinie na drugiej edycji tzw. „Voice of the Patriots”. Koncert ma się odbyć 30 czerwca w lubelskim klubie Graffitti. Czy właściciele, bywalcy i pracownicy klubu wiedzą jakie zespoły i dla jakiej publiczności występują w ich klubie? Poprzedni koncert z cyklu „Głos Patriotów” współorganizował sam rzecznik prasowy ONR, Marian Kowalski (vel Miriam „Siłka” Kowalski). Chcecie wiedzieć ile osób z Lublina wybiera się na koncert Tormentii na Węgry? Dzwońcie do rzecznika i pytajcie. Zapewniam was, że jest doskonale poinformowany.

Jak widać zespoły grające pod szyldem „patriotyzmu” na imprezach organizowanych przez ONR, grywają też z niemieckimi zespołami neofaszystowskimi (Kategorie C) i nikomu w niczym to nie przeszkadza. Powiem więcej – nie ma w tym także nic odkrywczego. Przed wojną Roman Dmowski marzył o tym aby być drugim Mussolinim. W trakcie wojny polscy narodowcy dokładali swoje trzy grosze do mordowania i eksterminacji polskich Żydów. Od dziesięciu lat, w Białymstoku, polscy nacjonaliści obnoszą się nazistowskimi symbolami i malują swastyki. Od kilku lat polscy Autonomiczni Nacjonaliści stylizują się na niemieckich neofaszystów (opisane w jednym z poprzednich felietonów). A odwieczne przygłupy z ONR oraz ich kultowe zespoły bratają się z neofaszystowskimi i nazistowskimi kolegami z za zachodniej granicy. Pewna ciągłość jest więc zachowana. A nawet kultywowana.

Neofaszyzm bez krępacji czyli pohajlować na potęgę
GIVE ME ONE „SIEG!” – I GIVE YOU ONE „HEIL!”

W ten sposób pogrzebać należy też mit niewinności „salutu rzymskiego”, którego to polscy narodowcy tak nagminnie używają, a przyłapani za każdym razem tłumaczą, że jest on częścią polskiej tradycji narodowej. W ich głowach pewnie i jest, nie zamierzam z tym polemizować, bo dialog z (krypto)faszystami to wybitnie jałowe zajęcie.

Natomiast dla całego społeczeństwa informacja płynąca z tegorocznego programu Magyar Sziget 2012 może być tylko jedna: polscy narodowi-radykałowie hajlują i robią to chętnie wraz z neonazistami i rasistami z innych krajów. Robią to dlatego, że hajlowanie (czy też „rzymski salut”… ależ proszę bardzo) jest historycznie międzynarodowym pozdrowieniem całego faszyzującego nurtu: od NSDAP po NPD, od Sagi po Breivika, od Blood & Honour po ONR, od Skrewdrivera po Tormentie.

Różnica jest tylko taka, że są kraje i miejsca, w których społeczne przyzwolenie na wszelkie neofaszystowskie ideologie, gesty i symbole jest mniejsze oraz takie, w których jest spore. Na Węgrzech w ostatnich latach nikt się specjalnie nie musi z neofaszyzmem krępować: ani w słowach, ani w gestach, ani w czynach. Festiwal Magyar Sziget i jego przybudówka, Festival Boreal, ma wręcz akumulować i animować te tradycje. Można się spierać co do różnic pomiędzy rumuńskim faszyzmem, agresywnym szwedzkim nacjonalizmem i polskim narodowym radykalizmem, ale gdy chłopcy stają ramie w ramie i wspólnie entuzjastycznie hajlują, drżąc jednocześnie na myśl o sile jaką w tym (mokrym) momencie stanowią, to wszelkie tego typu dywagacje muszą zejść na dalszy plan. Europejska skrajna prawica jest neofaszystowska, choć przeważnie zarazem krypto-faszystowska. Polska skrajna prawica także. I to coraz bardziej.

W Polsce trwa obecnie batalia o to czy symbolika skrajnie prawicowa, neofaszystowska i rasistowska (rzymski salut, krzyż celtycki, falanga, slogan „white patriot”, symbol „zakaz pedałowania”) wejdzie na stałe do krajobrazu naszych ulic czy nie. Póki co nasi narodowcy szykują się do pielgrzymki na Węgry aby poprzebywać wśród swoich, pohajlować na potęgę i porobić rzeczy, na które tutaj, póki co, wciąż nie ma przyzwolenia. Jadą tam po to aby poczuć się tak jak chcieliby czuć się i tutaj. Lukrecja mówi: Niedoczekanie wasze!

Lukrecja

PS. Tegoroczny festiwal Magyar Sziget kończy się w PIĄTEK TRZYNASTEGO… Jego uwieńczeniem są walki w klatce (jak na każdym szanującym się festiwalu krzewiącym kulturę węgierską 😉 ). Nie pozostaje nic innego jak tylko życzyć naszym pielgrzymom soczystych kontuzji, otwartych złamań kończyn oraz porządnych wstrząśnień domniemanych mózgów jako ostatniej możliwej terapii na dolegające im kompleksy. Panowie, walczcie aż do śmierci. Choćby i za kraj 😉
skrajna prawica

Reklamy

Andersy Breiviki nie biorą się znikąd! O mentalnej i ideowej bliskości polskiej skrajnej prawicy do oprawcy z Utoya

25 Lip

Debata szyta na miarę społeczeństwa

Debata społeczna wokół masakry, której dopuścił się norweski nacjonalista, została wciśnięta w ciasne portki. Jedną nogawką poszło w stronę kontroli społecznej, drugą w stronę psychologii społecznej. W pierwszej, trwa (kontrowersyjna) debata wokół potrzeby nieustannego zwiększania kontroli państwowej jako (rzekomo) jedynej gwarancji bezpieczeństwa społecznego. W drugiej nogawce miotają się chęci zrozumienia psychologicznych procesów, które doprowadzają ludzi takich jak Anders Breivik do takich czynów. Zarówno bezpieczeństwo jak i psychologiczny background są bardzo istotne. Jednak zwiększenie kontroli internetu i ostęplowanie Breivik’a jako świra nie załatwiają tematu. Osób niezrównoważonych psychicznie żyje wśród nas wiele, a jednak, nie każda z nich zachowuje się jak hybryda Klausa Barbiego z Rambo i nie każda dobiera swoje ofiary według pewnych specyficznych kryteriów.

Ta para spodni jest nie tylko ciasna, ale też szyta na miarę społeczeństwa, które nie ma ani ambicji głębszej samokrytyki, ani ochoty zrozumienia złożoności problemu, ani wreszcie potrzeby faktycznego go rozwiązania.

Zarówno nasze bezpieczeństwo, w kontekście ataków ze strony osób o skrajnie prawicowych, nacjonalistycznych i faszyzujących poglądach, jak i psychologiczne matrix stojące za owymi aktami przemocy, są ściśle powiązane z nastrojami jakie panują obecnie w Europie, z rolą organizacji skrajnie prawicowych oraz z postawą jaką społeczeństwa przyjmują wobec tego typu idei.

Debaty na ten temat jak zwykle brakuje…

Andersy Breiviki nie biorą się znikąd

A przecież Andersy Breiviki nie biorą się znikąd. Gdzieś konstruują nie tylko swoje bomby, ale i swoją nienawiść. W pewnych środowiskach otrzymują permanentne zrozumienie, oparcie i wsparcie. Dzięki pewnym organizacją ich poglądy się kształtują, dojrzewają, ugruntowują i radykalizują. I nie dzieje się to z dnia na dzień, ale na przestrzeni lat. I nie dzieje się to tylko na podstawie książek z lat 30-ych, ale na podstawie tego co głosi i forsuje dzisiejsza skrajna prawica. Anders Breivik, gdyby nie miał poczucia, że jest częścią pewnego ruchu, pewnej sceny, która myśli i czuje tak samo jak on, już dawno by coś wysadził: mianowicie siebie samego! Z czystej frustracji.

Ale nie. Takie poparcie dla Andersów Breivików, moralne i ideowe, a często i praktyczne, istnieje. Dzięki działaniu ruchów skrajnie prawicowych. Cokolwiek by nie myśleć o jego 1500-stronicowym manifeście, jest on w pierwszej linii tego dowodem. Dowodem istnienia i roli jaką odgrywa w Europie ruch skrajnie prawicowy, coraz bezczelniej się panoszący i szerząc swoje agresywne dyskursy. Wśród nich: nacjonalizm, antyislamizm, chrześciański fundamentalizm, homofobię, współczesny antsemityzm i wszelkie odcienie rasizmu.

Mentalna i ideowa tożsamość Breivika z polskimi nacjonalistami

Wszystkie przesłanki i fakty, które zdają się potwierdzać zarówno mentalną jak i ideową tożsamość, norweskiego nacjonalisty i chrześciańskiego fundamentalisty, z polskimi nacjonalistami i (krypto)faszystami, są potwierdzeniem tego zjawiska. I choć nie musimy robić z nich koronnego dowodu na to na co stać naszą rodzimą skrajną prawicę (dowodów na to dostaliśmy już wystarczająco dużo!), to mimo wszystko powinny dać nam one do myślenia.

Odnośnie tożsamości mentalnej i ideowej, to jedno jest pewne: Breivik kierował się konkretną logiką postrzegania globalnych procesów społecznych. Logiką wszechobecną w wypowiedziach, tekstach i wpisach naszych rodzimych, prawicowych fundamentalistów. Powiedzmy sobie szczerze: nie ważne, na które z forum internetowe polskich nacjonalistów zajrzymy, wszędzie tam pełno jest mega-nienawiści w stosunku do homoseksualistów, żydów, muzułmanów, czy poprostu… do odmienności. Nie mało tam stwierdzeń w stylu: „Ja to bym ich wszystkich…”. A warto zaznaczyć, że mowa tu o tzw. forach otwartych, czyli takich, na których ludzie ci trzymają swoje prawdziwe emocje na wodzy. Nie chcę nawet wiedzieć co wypisują na forach zamkniętych, do których dostęp mają tylko „koledzy po fachu” (prawdopodobnie pojawiają się tam pomysły, których sam Breivik nie byłby w stanie zrealizować…).

Nikogo nie powinno więc dziwić, że norweski nacjonalista tak bezpośrednio podkreślił w swoim manifeście wielkie uznanie i bliskość wobec programów i idei takich polskich ugrupowań jak Narodowe Odrodzenie Polski (NOP) czy Obóz Radykalno-Narodowy (ONR), a także sympatyzującego z nimi prawicowego populizmu a’la pologne.

Polski Breivik, węgierski Breivik, norweski Breivik…

Pytanie o to jak wyglądało z bezpośrednimi kontaktami między polskimi nacjonalistami, a Brevikiem i jemu podobnymi z innych krajów, jest pewnie pytaniem interesującym, ale w pewnym sensie drugorzędnym. Wiadomym jest, że polska skrajna prawica z ONR, NOP, MW czy „Blood & Honour” posiada kontakty ze skrajną prawicą z całej Europy. Czy to z fińskimi faszystami (patrz: obozy treningowe z Nikko Puhakka), niemieckimi neonazistami (wspólne koncerty) czy węgierskimi i białoruskimi nacjonalistami (ich obecność na prowokacyjnych marszach 11 listopada). Więc czemu nie mieliby mieć z norweskimi? Chyba tylko przez zaniedbanie.

Breivik, odwołując się w swoim Manifeście do programów i idei ONR czy NOP, musiał się jakoś z nimi zapoznać. Kto wie, być może odnalazł ich angielskie wersje. Ciekawym jest jednak, że takowe nie są oficjalnie dostępne na stronach tych grup. Zakładając, że Breivik nie zna polskiego, można by zacząć spekulować czy, aby poznać progam ONR/NOP, nie musiał on wejść z „polskimi Breivikami” w korespondencję w języku angielskim. Albo może spotkać się z nimi na obozie treningowym, na które np. ONR-Podhale zaprosiło swoich „kolegów z zagranicy”. Albo na koncercie organizowanym przez polskich faszystów z „Blood & Honour”. Jak już pisałam, sama forma wymiany między tego pokroju środowiskami nie jest tu kluczowa – istotniejszy jest sam fakt, że ma ona miejsce oraz to, że umacnia tych ludzi w ich przekonaniach i prowadzi do wzrostu aktywności tych środowisk.

Wielowymiarowość skrajnie prawicowej przemocy

Chodzi więc o uniwersalny, ponadnarodowy problem jakim jest coraz bardziej napastliwy rozwój skrajnie prawicowych tendencji w Europie. Zarówno tych prawicowo-populistycznych i chrześciańsko-fundamentalistycznych (których nosicielem jest zarówno Breivik jak i setki tzw. „polskich narodowców”) jak tych nacjonalistycznych i neofaszystowskich (których zwolenników mamy w kraju nie mniej). Mowa tu o problemie, który materializuje się w postaci najróżniejszych form przemocy. Oczywiście, od agresywnych pogróżek, od których aż roi się na forach internetowych polskich nacjonalistów, do realnej masakry z karabinem w ręku, jest jeszcze pewna droga, którą „radykalny narodowiec” ma do przebycia i część z nich nie koniecznie się do tego pali. Ale nie oszukujmy się: wymiary i rozmiary owej rasistowskiej przemocy nie są kontrolowane. Najczęściej bywają to „zwykłe” pobicia. Równie często nie mniej bolesne akty poniżenia i zastraszenia. Ale czasem są to też ataki z poważnymi skutkami. Nie tak makabryczne jak masakra na wyspie Utoya, ale często niosące śmierć lub poważne zagrożenie życia. Wystarczy przypomnieć kilkanaście ofiar śmiertelnych, które zginęły z rąk polskich nacjonalistów na przełomie ostatnich kilkunastu lat czy też o nożach, które ostatnio polscy (krypto)faszyści przynieśli na przemarsz 11 listopada 2010 (i którymi ostatecznie pocięli się nawzajem, mordując się niemalże…).

Masakra w Norwegii miała przytłaczający rozmiar. Ale, po ochłonięciu z pierwszego szoku, nadchodzi refleksja wymierzona w przyszłość: Która sytuacja jest bardziej niepokojąca? Sytuacja w kraju, w którym raz na kilkadziesiąt lat dochodzi do masakry ze strony nacjonalisty, a człowiek ten zostaje zatrzymany i zneutralizowany, czy w kraju, w którym pojedyńcze, śmiertelnych ataki zdarzają się co kilka(naście) miesięcy, a ataki niosące zagrożenie życia, co kilkanaście godzin i do tego skrajnie prawicowy terror ma setki zwolenników, a nawet poparcie osób publicznych (Janusza Korwina Mikke, Pawła Kukiza, etc)? Nie chcę osądzać. Chcę tylko zwrócić uwagę na pewien problem, który telewizyjni i prasowi komentatorzy zdają się pomijać koncentrując się na kryminalnych i psychologicznych aspektach pojedyńczej akcji jednego osobnika.

Antyfaszyzm, czyli długoterminowa gwarancja naszego bezpieczeństwa oraz progresywna psychologia społeczna

Islamofobia, prawicowy populizm, chrześciański fundamentalizm, zorganizowane akty homofobii, rasizm, nacjonalizm i neofaszyzm, to skrajnie prawicowe tendencje, które często się uzupełniają albo przynajmniej wzajemnie stymulują. Dziś, nikt już nie może zaprzeczyć, że są coraz bardziej obecne w przestrzeni publicznej i stanowią realne zagrożenie. Nie tyle dla systemu jako takiego, ile dla poszczególnych społeczności, które stają się celami ich przemocy.

Istniejące w naszym kraju organizacje antyfaszystowskie, które zajmują się zarówno monitorowaniem działań skrajnej prawicy, ich analizą, antyfaszystowską edukacją, jak i bezpośrednim przeciwdziałaniem rozwojowi tych tendencji, muszą nabrać wiartu w żagle i to jak najszybciej. Muszą stanąć na drodze dalszemu rozwojowi struktur skrajnie prawicowych i tłumić ich przemoc w zarodku.

Przykro to mówić, ale współczesne społeczeństwa, ani norweskie ani tym bardziej polskie, nie są gotowe do skutecznego tłumienia tych tendencji. Nie stłumi ich odgórna kontrola internetu, ani portrety psychologiczne sprawców. Potrzebny jest przede wszystkim szeroki, społeczny ruch antyfaszystowski, który byłby w stanie wygenerować wiele niezbędnych, różnorodnych, uzupełniających się projektów i struktur, odpowiedzialnych za konkretną pracę. Pracę, której struktury państwowe od lat nie są w stanie (lub nie chcą) wykonywać.

Mam tu na myśli właśnie monitorowanie, analizę, edukację, wydawanie odpowiednich publikacji, obecność antyfaszystowskiej perspektywy w toczących się debatach społecznych, inicjowanie wciąż jeszcze niewygodnych debat dotyczących podłoża różnych wykluczeń i dyskryminacji, i wreszcie: prowadzenie pośrednich i bezpośrednich interwencji antyfaszystowskich.

Ten ruch musi się rozwijać zarówno w większych miastach jak i miasteczkach, bo tendencje skrajnie prawicowe ne mają ani centrum ani peryferii. Wszędzie gdzie istnieją są tak samo groźne dla swojego otoczenia.

Ten ruch musi przyjmować różnorodne formy, zarówno formalnych organizacji jak i nieformalnych pozarządowych czy wręcz autonomicznych struktur. Stosować najróżniejsze strategie działania, adekwatne do konieczności i uwarunkowań.

Wreszcie, musi wspólnymi siłami, stanowczo blokować skrajnie prawicowe pokazy siły w postaci publicznych zgromadzeń i przemarszy. To właście dzięki tego typu inscenizacjom siły rośnie butność małych i dużych Breivików. Norweskich, fińskich, węgierskich, niemieckich, rosyjskich… i polskich.

Między nami żyje i agituje wielu Andersów Behring Breivików. Czy wiesz już, które ugrupowania w twoim mieście podzielają jego poglądy? Na szczęście niewielu z nich posiada broń maszynową. Ale wielu posiada i chętnie używa innych niebezpiecznych narzędzi w celu atakowania i eliminowania tzw. „wrogów multikulturowości”, „wrogów europejskości”, „wrogów chrześciaństwa” czy „wrogów polskości”. Przy wystarczających uwarunkowaniach polityczno-społecznych zaczynają sięgać coraz częściej i po coraz bardziej brutalne narzędzia. Organizujmy się, albo przynajmniej wspierajmy działania ruchu antyfaszystowskiego. To jedyna skuteczna, długoterminowa gwarancja naszego bezpieczeństwa, a zarazem… progresywna psychologia społeczna.

Lukrecja Sugar