Tag Archives: antyfaszyzm

Obudź się Polsko – Rewers!

1 Sty

W nowym rokiem pojawił się antyfaszystowski manifest. Pozwoliłam sobie spisać jego tekst i dorzucić pod filmikiem.

Problem narasta.
Zagrożenie jest coraz bardziej wyraźne.
Rozwarstwienie społeczne coraz dotkliwsze.
Perspektywy – dla wielu niejasne.
Frustracja i skłonność do wiary w teorie spiskowe coraz większe.

Skrajna, faszystowska prawica – tylko na to czekała.

Ich strategie – nachalne jak zawsze.
Manifestować siłę, aby przyciagać tych których ta fascynuje.
Gdy siły brak – inscenizować jej obecność na wszelkie sposoby.
Czynić to w miejscach i momentach historycznych,
aby je zawłaszczać.
Narzucać młodzieży autorytarne myślenie. Niepokornych terroryzować.
Wykorzystać kibiców, opanować stadiony.
Zatruć muzykę brunatną nienawiścią.
Straszyć „komunizmem“, „umieraniem polskości“
i „żydowskim spiskiem“ – do skutku, aż uwierzą.
Oswajać symbolikę faszystowską i rasistowską.
Podszywać się pod ruchy społeczne.
być przeciw ACTA, być przeciw GMO, aby zyskać zwolenników.
Wmawiać sobie i innym – antysystemowość.
W rzeczywistości wzmacniać represyjność państwa i policji,
aby społeczeństwo było w pełni kontrolowane,
zastraszone i zaszczute, szare i jednolite.

Cel uświęca środki.
W poniedziałek w garniturze – na występy w Telewizji.
W czwartek z nożem w reku – atakując squaty i mieszkania imigrantów,
W sobotę w tłumie kibiców aby z za ich pleców grozić i wyzywać.
W niedzielę pisząc donosy na uchodźców, hackerów,
kanabowców czy antyfaszystów.

Efekty?
Efekty niestety są.
Są zawsze gdy społeczeństwo śpi,
a media stają się tubą propagadnową faszystowskich demogogów.
Efekty są: faszystowskie struktury we wszyskich miastach,
rasistowska symbolika na setkach ulic.
Pobicia, zastraszenia, terror.
Morderstwo w Białymstoku.
Pogrom na wrocławskim Wagenburgu.
Frajerska i pozbawiona ja moda na nacjonalizm
Faszyści ziejący jadem do tłumów,
na marszach i wiecach publicznych.
Faszyści urządzający historyczne pogawędki
w szkołach i na uczelniach.
Podlasie, Lubelskie, Podkarpacie, Mazowsze…
zaroiło się od faszystowskich mord.

A reakcje? Reakcje są.
Zrodzone w potrzebie obrony wolności.
Sporadyczne ale nieustanne,
Enigmatyczne ale celne.
Brawurowe ale świadome.

I mimo to, brunatna zaraza uparcie prze do przodu.

Nie ma jednej genezy nacjonalizmu i faszyzmu.
Są korzenie ekonomiczne i ideowe.
Są uzależnienia systemowe i jest zwykła siła propagandy.
Jest kryzys, jest kultura autorytarna i jest moc chorych idei.
Nie ma więc jednej recepty na walke z zagrożeniem.
W walce z totalitarną wizją jednostki i społeczeństwa
nie bójmy się różnorodności w ruchu antyfaszystowskim!

Organizujcie się.

Niektórzy uspokajają – „im to przejdzie“.
Historia pokazuje, że najczęściej nie przechodziło.

Niektórzy przekonuja – „zajmie się tym władza“.
Władza ma własne priorytety. Prowadzi grę ze społeczeństwem,
a obecność faszystowskich tendencji bywa częścią tej gry.

Niektórzy tworzą fałszywą symetrię,
Tymczasem, po jednej stronie są oni i totalitarne idee
po drugiej – są ich ofiary, jest wolność i jestescie wy.

Organizujcie się autonomicznie.
– sami dobierając formy działania.
Od budowania wolnościowych projektów,
po niweczenie faszystowskich planów,
od edukacji po działania bezpośrednie,
od dyskretnego monitoringu po głośne demonstracje,
od spotkań z kombatantami po pamięć o ofiarach nacjonalizmu.
Autonomiczne grupy i szerokie koalicje.
Działania lokalne i miedzynarodowe więzi.
Antyfaszystowska kultura i sprawiedliwość społeczna.
Wreszcie: śmiałe odwiedzanie miejsc, w których autorytarne idee się odradzają.
Cokolwiek robisz aby krzyżować szyki faszystom – ma to sens.

Są nas tysiące – czas działać.
Ogłaszamy alarm – niech trwa.

Reklamy

Euro okiem Lukrecji – podsumowanie

3 Lip

Euro okiem Lukrecji

AGAINST BORING FUTBOL
czyli więcej Mario Balotellich

Wszyscy w tym tygodniu podsumowują EURO2012, więc robię to i ja 😉 Oto moi bohaterowie zakończonych mistrzostw.

Zdecydowanym Numerem 1 był dla mnie futbolowy indywidualista i ekscentryk Mario Balotelli. Zresztą nie tylko na boisku. Najpierw, świadom tego co dzieje się na polskich stadionach, wygłosił zdanie, które chciałoby się usłyszeć z ust wszystkich piłkarzy:

„Nie zaakceptuję rasizmu, bo jest nieakceptowalny. Jeśli ktoś rzuci we mnie na ulicy bananem, pójdę do aresztu bo go po prostu zatłukę”

Euro okiem LukrecjiZresztą już nie pierwszy raz Crazy Mario zareagował w adekwatny sposób na rasistowskie prowokacje na stadionach. Kiedy w 2009 roku przed meczem mistrzostw Europy do lat 21 w Rzymie rzucono w jego stronę bananem, Balotelli był zły, że policja przyjechała tak szybko, bo sam miał ochotę poturbować rasistowskich gówniarzy.

Wracając do Euro2012… Crazy Mario, zamiast truchtać w tą i z powrotem w czasie treningu na Stadionie Narodowym, zanudzając kibiców i siebie samego, próbował zestrzelić piłką zawieszony wysoko nad nim telebim. I jak tu człowieka nie polubić? 😉 Niedługo potem zestrzelił faworytów z Niemiec strzelając dwie fantastyczne bramki, zresztą nie byle komu, bo uznawanemu za bramkarza-doskonałego, Manuelowi Neuerowi. Przy obu jego strzałach Neuer padał na kolana… nie tylko w przenośni!

Wreszcie, zamiast płakać razem z kolegami z drużyny po klęsce w finale, Crazy Mario zniknął zaraz po meczu. Prawdopodobnie wziął sobie natychmiastowy zasłużony urlop z dala od futbolowego cyrku, który na dłuższą metę nawet dla piłkarza staje się nie do zniesienia. Zachowanie egoistyczne wobec kolegów z drużyny? A może po prostu pozostałych nie było stać na zejście w wybranym przez siebie momencie?

Bez Balotelliego dzisiejszy futbol byłby dużo mniej spektakularny. Czekam na więcej tego typu postaci na boiskach!
Against boring futbol! 😉

NEW FUTBOL GENERATION
czyli zakaz pedałowania do lamusa

Prandelli against homofobiaMoje wielkie uznanie ma też włoski selekcjoner Cesare Prandelli, który najpierw zadziwił swoich rodaków wprowadzając do reprezentacji dwóch ekscentrycznych napastników, homofobicznego Casano i bojowego antyrasistę Belotelliego, następnie wpłynął na tego pierwszego tak, że ten zmienił swoje żenujące poglądy, aby w końcu obej stali się najatrakcyjniejszym duetem napastników turnieju. Prandelli nie tylko zaskakiwał w trakcie EURO nieszablonowymi zmianami w ustawieniu swojej przetrzebionej przez włoskich Carabinieri drużyny, ale sam zabrał głos w debacie wokół homofobii w futbolu. Po pierwsze, porównał homofobię z rasizmem – w światku futbolu nie koniecznie OBIE formy dyskryminacji są dostrzegane. Po drugie, wyraził nadzieję na rychły coming-out homo-piłkarzy. Po trzecie, zapowiedział swoje wsparcie dla tych, którzy zdecydują się na ten krok.

„Homofobia to rasizm. Musimy bardziej zadbać o wszystkie aspekty jednostek, które żyją swoim życiem, włączając w to sportowców. W świecie piłkarskim i ogólnie sportowym nadal istnieje tabu na temat homoseksualizmu. Każdy powinien żyć w zgodzie ze sobą, swoimi pragnieniami i uczuciami (…) Mam nadzieję, że wkrótce niektórzy zawodnicy zrobią coming-out”

football against homophobiaPodobne deklaracje złożyło całkiem niedawno także kilku młodych piłkarzy reprezentacji Niemiec, wśród nich Manuel Neuer i Mario Gomez. Czasy się zmieniają, a z nimi nawet skostniały świat futbolu. Nowa generacja piłkarzy i działaczy wchodzi na arenę. Homofobiczny rezerwat jaki wytworzył się w świecie futbolu i jego obrońcy z pod znaku „zakazu pedałowania” muszą powoli pogodzić się z faktem, że futbol nie chce pleśnieć razem z nimi.

I’M HERE TO KICK NOT TO SING ALONG
czyli parę słów o Podolskim i Lewandowskim

obowiązki patriotyczne Kilka lat temu Łukasz Podolski jako jeden z pierwszych wszedł na wojenną ścieżkę z przytłaczającym zewsząd ciśnieniem na odprawianie patriotycznych rytuałów w ramach czegoś tak kosmopolitycznego jak futbol. Swoją postawą przypomniał wielu ludziom, że futbol to wciąż dyscyplina sportu a nie kombinat do produkowania przez władze nastrojów społecznych. Krytykowany od lat przez oficjeli piłkarskich i część mediów za to, że nie śpiewa przed meczami hymnu narodowego, wyraził się już kiedyś jasno i wyraźnie:

„Jestem piłkarzem i wychodzę na boisko po to aby grać a nie śpiewać”

W ten sposób rozwiał też teorie tych, którzy twierdzili iż nie śpiewa hymnu niemieckiego dlatego, że po głowie chodzi mu hymn polski. Otóż nie. Podolskiemu nie chodzą po głowie żadne hymny i inne XIX-wieczne obrzędy. Wcale się tego nie wstydzi, postawę swoją uznaje za całkowicie naturalną i konsekwentnie nie ulega presji. Można grać dla reprezentacji, utożsamiać się z nią, nadstawiać za nią kości i piszczele, dawać w ten sposób milionom ludzi trochę radości, ale po co komu do tego potrzebny przymus odprawiania (wymyślonych w poprzednich wiekach) patriotycznych rytuałów.

obowiązki patriotycznePodolski ma zresztą wsparcie swojego selekcjonera. Jogi Loewe od kilku lat jest atakowany przez pewnego starszego, konserwatywnego pana o nazwisku Franz Beckenbauer, za to iż nie zmusza swoich piłkarzy do śpiewania hymnu. Selekcjoner odpowiada ze spokojem, że to indywidualna sprawa każdego piłkarza.

Nic dodać, nic ująć. Reprezentacja to nie wojsko. Boisko to nie koszary. Futbol to nie wojna. Choć znajdą się pewnie i tacy co tak chcą go właśnie w ten sposób pojmować.

obowiązki patriotyczneCo ma z tym wszystkim wspólnego polska gwiazda z Dortmundu? Nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę, ale Robert Lewandowski, największa gwiazda polskiej piłki drugiej dekady 21 wieku, pomimo niemiłosiernej presji jaką wytworzono w kraju wokół mistrzostw („wszyscy jesteśmy drużyną narodową”, „cała Polska staje na baczność i śpiewa hymn”, „Boenisch musi się nauczyć hymnu do mistrzostw bo jak nie to…!”, etc) przed meczem z Rosją, zamiast śpiewać o odbieraniu komuś czegoś szablom, tak jak wymagali od niego prezydent, premier, PZPN i redakcje wszystkich brukowców, poprostu sobie pomilczał. Tak to przynajmniej wyglądało w TV. Tym samym zyskał w moich oczach bardzo wiele.

lewy i koniec dyskusjiRobert Lewandowski może się z patriotyzmem utożsamiać albo go odrzucać jako tożsamość wyimaginowaną, przestarzałą lub niepotrzebną, może interpretować swój patriotyzm tak albo inaczej, może go okazywać w ten albo inny sposób, ale swoją postawą zyskał w moich oczach jako człowiek. Jako człowiek ceniący sobie wolność i suwerenność jednostki, potrafiący oprzeć się medialnie i politycznie sterowanym nastrojom i zachowaniom przypominającym czasami odruchy stadne. Poldi doesnt sing alongDo swojego kunsztu piłkarskiego, do którego przekonał mnie już dawno, dorzucił więc dodatkowe walory za które warto go dopingować: za zachowanie indywidualności w atmosferze zespołowej solidarności oraz za pociąg do wolności. Za to samo zresztą cenię Poldiego 😉

WE LOVE YOU, WE LOVE YOU, WE LOVE YOU…
czyli niech żyje futbol po Irlandzku

Za najlepszą drużynę mistrzostw uznałam Irlandię. A konkretnie: drużynę ich kibiców. Przebili wszystkich. Tym, że jak zwykle zamienili stadiony we wspaniałe kilkugodzinne fiesty. irish fans flyerTym, że kibicowali swojej, skazanej na trzykrotne pożarcie drużynie. Tym, że kibicowali jej do ostatniej sekundy każdego meczu, także tego o przysłowiową pietruszkę, a nawet długo po nim. Tym, że rozbroili polską policję w sposób tak skuteczny jak niekonwencjonalny. Tym, że w drodze na mecz Irlandia-Chorwacja w Poznaniu okazali swoją solidarność dla manifestacji „CHLEBA ZAMIAST IGRZYSK” dając pokaz świadomości wobec społecznych paradoksów generowanych przez tego typu komercyjne imprezy. Wreszcie tym, że zgodnie (w liczbie kilkunastu tysięcy) zbojkotowali podczas swojego pobytu w Poznaniu dwa patologiczne bary („U Honzika” i „Brogans”) znane w mieście ze wspierania poznańskich nacjonalistów i neofaszystów.

Irlandzcy kibice udowodnili, iż futbolowy fanatyzm i społeczna świadomość mogą iść ze sobą w parze. Udowodnili też, że antyfaszystowską świadomość mają we krwi. Słyszeliście kiedyś o rasistach czy faszystach na irlandzkich stadionach? Raczej nie. Dlaczego? Gdyż nie ma tam dla nich miejsca. Zresztą, Poznań poszedł za tym przykładem i był w czerwcu 2012 areną wielu sympatycznych akcji…

Można rozwijać się albo gnić. Kibice wybiorą to pierwsze

12 Czer

futbol skrajna prawica antyfaszyzm
(re-edycja tekstu opublikowanego ponad rok temu – materiał nie tylko zaktualizowany, ale też… z każdym dniem coraz bardziej aktualny!)

Ostatnie społeczne tabu

Piłka nożna jest bardzo złożonym fenomenem społecznym. Rozgrzewa tak samo wiele pozytywnych co odpychających emocji. Przeciętny fan, szalikowiec, kibic, kibol, kibolka 😉 nie ma wyjścia – musi pogodzić się z relacją hate & love w stosunku do piłki kopanej futbolem zwanej.

Dzisiejszy tzw. Modern Futbol to przede wszystkim fabryka do robienia pieniędzy. Wielki biznes kontrolowany przez potężne lobby. Ale współczesny futbol odgrywa również niemałą rolę w kształtowaniu świadomości społecznej. Różnych jej aspektów. Prawdopodobnie największą świadomościową kreacją futbolu jest uczynienie go na przestrzeni lat heteroseksualną niszą. Homoseksualizm w męskiej piłce nożnej jest tabu. Dotyczy to działaczy, trenerów, sędziów, kibiców, ale przede wszystkim managerów piłkarskich i samych piłkarzy. A przecież nikt, kogo stać na bardziej wnikliwe spojrzenie, nie zaprzeczy, że futbol jak rzadko który sport, przepełniony jest wzajemnymi męskimi czułościami. I jak w rzadko którym sporcie, fakt ten jest uporczywie negowany. Homoseksualizm traktuje się jak coś niewygodnego, wstydliwego, wypiera się go i tabuizuje. Równocześnie inscenizuje się ultra-heteroseksualne oblicze futbolu. Tylko skąd ten cały cyrk? Po co ta heteroseksualna inscenizacja na przekór rozsądkowi, naturze i faktom? A fakty są takie, że na kilkunastu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. To informacje od psychologów sportowych i samych piłkarzy. Prawdopodobnie nie inaczej jest jeżeli chodzi o całą armię osób zaangażowanych w ten sport chociaż tu nikt nie prowadził żadnych badań.

Piłka nożna to mikrokosmos z siusiakiem

football homophobiaWszystko zaczyna się od tego, że konserwatywna część społeczeństwa wciąż kultywuje patriarchalne wyobrażenie dwóch spolaryzowanych względem siebie męskości i kobiecości. Po za nimi i między nimi nie ma nic i nikogo. Oczywiście męskość góruje nad kobiecością. Sam sport uważa się za z natury męski, a że męskość najdobitniej wyraża się w pociągu do kobiet, więc sport definiuje się jako domenę hetero. Homoseksualiści sprawdzają się zaś w sztuce czy modzie. Mniej więcej taki jest konserwatywny punkt widzenia.

Jeśli chodzi o kobiety to sport był dla nich jeszcze nie tak całkiem dawno kompletną „no go area”. Od kiedy wywalczyły sobie do niego dostęp, podkreślam słowo „wywalczyły”, mogą w jego ramach swobodniej generować swoją osobowość, spełniać się w tym definiowanym wciąż jako męski obszarze. W jego ramach wymagane jest wręcz, aby pielęgnowały i demonstrowały pewną męskość. Jak zostało to już kilkanaście lat temu ładnie podsumowane, w męskim świecie sportu, kobiety mogą nieoczekiwanie swobodnie przekraczać granice wytyczone dla obu płci. Niezmuszane do odgrywania narzuconych im kobiecych ról, mogą dać upust swojej tożsamości, zarazem nie tracąc w oczach konserwatywnego społeczeństwa. Oczywiście, zbyt dużo „męskości” prowadzi do zarzutów o bycie lesbijką i duża część „konserwantów” jest na przykład przekonana, że wszystkie piłkarki są lesbijkami, co jest oczywiście nieprawdą. Ale taki jest właśnie los kobiet zachowujących suwerenność względem męskich oczekiwań. To dlatego większość sportsmenek na wszelki wypadek, szlifując swoją „męskość” mocno podkreśla swoją heteroseksualność.

Co ciekawe, w krajach w których coraz bardziej popularna staje się kobieca piłka nożna (Holandia, Niemcy, kraje Skandynawskie, USA, Australia…) nasila się homofobia dotycząca zawodniczek. Jeszcze 10 lat temu piłkarki lesbijki mogły dosyć swobodnie mówić o swojej tożsamości. Jednak kiedy sport stał się popularny i interesujący dla światka biznesu rozpoczął się nacisk na (re)tabuizowanie obecności homoseksualnych zawodniczek. Wydaje się, że po to, aby „nie odstraszać” sponsorów i oczekiwanych milionów rodziców, którzy niebawem powinni zacząć wysyłać swoje córki do szkółek piłkarskich. Od kilku lat wszystkie znane piłkarki lądują na łamach Playboy’a, aby podkreślić kobiecość i domniemaną heteroseksualność kobiecej piłki nożnej (wiadomo, że Playboy jest magazynem dla mężczyzn). Na heteroseksualnych, „kobiecych” i wykreowanych na modelki piłkarkach zamierza się zrobić lepszy biznes niż na sporcie w którym gra sporo lesbijek i kobiet odbiegających urodą od tej, którą chciały by pokazywać obiektywy kamer największych stacji TV. W tym celu lesbijki próbuje się zamieść pod dywan.

Wracam do futbolu męskiego. Prawdziwy problem zaczyna się, gdy mamy do czynienia z przekraczaniem granic kobiecości przez mężczyzn. Zwłaszcza w kontekście piłki nożnej, stojącej na samym szczycie męskiej hierarchii sportów (obok hokeja, rugby, Formuły 1 czy żużla). Piłkarz, który zbliży się swoim zachowaniem do bieguna kobiecości, podważa natychmiast swoją męskość, a tym samym rzuca na siebie podejrzenie o bycie gejem. To degraduje go medialnie i społecznie, bo przecież gej nie może być dobrym piłkarzem! Presja ze strony homofobicznych kibiców, samego futbolowego światka oraz sfer inwestujących w futbol, prowadzi do tego, że podejrzenie o bycie gejem może kosztować piłkarza załamanie kariery, odwrócenie się sponsorów, utratę zdrowia, a nawet, jak już się przekonaliśmy na przykładzie Justina Fashanau, życia.

Dlatego też wszyscy gracze dbają bardzo o swój heteroseksualny wizerunek, zarówno na boisku, jak i prywatnie. Niezależnie od tego czy są gejami czy nie. Nawet heteroseksualni piłkarze muszą się mieć na baczności aby nie zostać podejrzani o brak „męskości”. Na boisku homoseksualność ukrywana jest często poprzez przesadnie ostrą grę i chamskie, typowo męskie, zachowania, seksistowskie wulgaryzmy, etc. Zgrywaniem ostrego macho-gościa najlepiej zwieść wszystkie badawcze spojrzenia z trybun. Z kolei, w życiu prywatnym, jak donoszą psycholodzy sportowi z wielu krajów, zawodowi piłkarze będący gejami proszą swoje przyjaciółki o publiczne występowanie w roli ich partnerek, biorą lewe śluby, żyją z kobietami ukrywając przed nimi swoją tożsamość, przedstawiają dzieci kuzynów jako własne, itp. Wielu piłkarzy prowadzi więc podwójne życie, które oczywiście, ze względu na towarzyszące temu psychiczne obciążenie, często nie najlepiej wpływa na ich formę i ogólne samopoczucie.

Homofobi stoją z otwartymi ustami i gołymi pupami

futbol stop homofobia Pierwszego polskiego piłkarza, który zdecyduje się na tzw. coming out, czeka z pewnością ciężki sezon pośród licznie odwiedzających nasze stadiony faszyzujących nacjonalistów oraz wtórujących im chłopaczków szesnastolatków bez charakterów (a charakter byłby potrzebnych, aby oprzeć się kolektywnej głupocie). Takiego piłkarza spotkać też może nieformalna reprymenda ze strony władz klubu, że swoim gejostwem psuje w nim atmosferę (sic!). Nawet ten czy inny piłkarz z drużyny mógłby się okazać na tyle głupi, żeby wmawiać sobie i innym iż czuje się zagrożony pod natryskiem (sic!!!). Oczywiście media rzucą się na takiego gracza jak sępy na padlinę grzebiąc w każdej sekundzie jego życia. Może nawet jakaś zorganizowana grupa homofobów czy bojówka związana z NOP dopuści się fizycznego ataku. Czy taki piłkarz jest w stanie przetrzymać te pierwsze miesiące?

Wydawać by się mogło, że jest zbyt wiele powodów, aby dalej inscenizować swoją męskość i heteroseksualizm, aby robić to aż do bólu, na przekór własnej osobowości, logice, zdrowiu psychicznemu i wszystkiemu innemu. Z drugiej strony, pierwsi piłkarze, którzy zdecydują się na ujawnienie, spotkają się z niespotykanym wsparciem progresywnej części społeczeństwa. Żaden coming out nie powinien być forsowany, ale jak na dłoni leży pytanie o to, ile lat można żyć w ukryciu, prowadzić podwójne życie, okłamywać wszystkich dookoła, zabijać własne emocje? Co jest bardziej zabójcze, coming out czy kilkanaście lat odgrywania kogoś kim się nie jest?

Dotychczasowe przykłady ujawnień się (futbol/hokej/rugby) są dwuznaczne. Justin Fashanu, pierwszy brytyjski piłkarz, który ujawnił się jako gej (1990) został poddany takiej presji (głównie ze strony mediów, działaczy i kibiców), że po kilku latach popełnił samobójstwo. Minęło kilkanaście lat. Szwedzki piłkarz Anton Hysen (syn świetnego byłego gracza Liverpoolu, Glenn’a Hysena) jakiś czas temu zdecydował się na coming out. Dostał pełne wsparcie od całej swojej drużyny, władz klubu oraz ogromnej większości kibiców. Także od rodziny. Brendan Burke, czołowy amerykański hokeista (outing w 2009) także otrzymał silne poparcie i być może dokonał przełomu w swojej dyscyplinie. Niestety zginął niedawno w wypadku samochodowym i nie będzie już świadkiem trwającego przełomu i losów kolejnych gejów hokeistów. Z kolei Gareth Thomas, największa gwiazda walijskiego rugby, bohater narodowy, którego tak spektakularną jak i brutalną grę podziwiał cały świat, swoim ujawnieniem się zatkał wszystkim usta. No jak to, ten brutal jest gejem? Linia ataku homofobów i kryptofaszystów kompletnie się załamała, bo w ich mniemaniu maksymalnym wysiłkiem fizycznym, na jaki stać geja jest spacer po wystawie fotografii. Tymczasem mit padł. Bez koronnego argumentu na to, że pewne rzeczy w życiu są dla „homosi” nieosiągalne, homofobi pozostali tam gdzie stali. Tyle, że obdarci z resztek swoich quasi-racjonalnych argumentów. Stoją z otwartymi ustami i z gołymi pupami.

Stadion wciąż boi się geja

Justin Fashanu Stadion zawłaszczany jest dziś przez ultrakonserwatywne i faszyzujące nurty społeczne jako arena służąca do przedłużania sztucznej dominacji męskości nad kobiecością. Świadomość tego, pozwala zrozumieć dlaczego wszelkie próby rozmycia ostrych granic pomiędzy obiema płciami w obrębie typowo męskich sportów (futbol, hokej, rugby) spotykają się z tak szowinistycznymi reakcjami. To tłumaczy też, dlaczego świat futbolu tak bardzo boi się gejów.

Strach przed gejem-piłkarzem wynika także stąd, że piłka nożna jest, de facto, bardzo homoseksualnym sportem. Te wszystkie wilgotne uściski na murawie, ciągłe ocieranie się o siebie, euforyczne pocałunki, pieszczoty przy narożnych chorągiewkach, wzajemne pogłaskiwania, tarzanki po trawie… Wszystko wykonywane przez zdrowych wysportowanych facetów ku wielkiemu podnieceniu fanów w każdy weekend na tysiącach stadionów całej Europy. Co gol, to ciało do ciała i zaczyna się wzajemne męskie pocieranie zapoconych mięśni. Ile razy widzieliśmy, jak w całym tym kolektywnym męskim uniesieniu dłonie sięgają, choć tylko na chwilę, w miejsca uznawane za najbardziej intymne. Niemniej seksowne są nieustanne przepychanki w polu karnym, podszczypywania, tulenie się do siebie w murze przy rzutach wolnych, itd. Bramkarze pocierający co chwila swoich obrońców po czuprynach, czy poklepujący po pupach, aby ruszyli do kontrataku. Mężczyźni sami dla siebie, przez 90 minut, ani jednej babki, a tyle seksualności, że wystarczyłoby na kilka odcinków wilgotnego erotyku. Tak przesiąknięty wzajemną męską seksualnością sport musi na siłę kreować się jako heteroseksualny. W innym wypadku, gdyby nazwać to wszystko co się dzieje na boisku i wokół niego po imieniu, mogłoby się okazać, że jest czymś bardzo, ale to bardzo, homoseksualnym.

Arkadiusz Onyszko wygląda źle nawet w bieliźnie Davida Beckhama

stop homofobia futbolBeckhama, który u szczytu swojej kariery sam określił się metroseksualnym i zdeklarował, że nosi bieliznę swojej partnerki, nie tylko nie spotkał lincz, ale wręcz zyskał na popularności. Twierdzi się, że swoją postawą zrobił wiele dla piłkarzy, trenerów i kibiców gejów. Ale czy nie jest to przesada? W końcu nigdy ani na sekundę nie podważył swojej heteroseksualności. Wprost przeciwnie, zawsze dbał o jej podkreślanie, o jej obecność przed kamerami. Jako futbolowa pop-gwiazda największego kalibru, mógł sobie pozwolić na gierki wokół swojej seksualności. Jego sesje zdjęciowe i bieliźniany fetysz odebrane zostały jako egzotyczna pop-transwestycja na potrzeby marketingowe. Być może, gdyby podobnie jak on, zaczęło zachowywać się coraz więcej piłkarzy, gdyby poszedł krok dalej i zaczął przed meczami malować sobie oczy, gdyby na skutek tego, balansowanie na krawędzi seksualności i płci stałoby się w futbolu czymś codziennym, można by mówić o jakimś przełomie. Jednak tak się nie stało i rola Beckhama w procesie demontażu żenującego macho-wizerunku futbolu jest zdecydowanie przereklamowana.

A jednak… każdy skrawek bielizny metroseksualnego Beckhama jest tysiąc razy więcej wart niż minuta gry w jakimkolwiek piłkarskim klubie kogoś takiego, jak Arkadiusz Onyszko, z którym to duński FC Midtjylland rozwiązał w 2009 roku umowę po tym jak ten popisał się swoją homofobiczną i ksenofobiczną erudycją. Od tego czasu Onyszko szamotał się po całej Europie nie mogąc znaleźć klubu, który wziąłby takiego idiotę do swojego składu. I świetnie, chociaż warto to uznać nie tyle za efekt wzrostu tolerancji pośród władz europejskich klubów, ile skutek międzynarodowej kampanii przeciwko homofobii.

Tyle buziaków w stronę szalikowców

J.Fashanu fight homofobiaW krajach, w których do tych kwestii podchodzi się bez popularnej „napinki”, już dawno przestudiowano wszystko to o czym tu mowa. Okazało się, że w jednej z najlepszych lig, znanej tak z wysokiego poziomu piłkarskiego jak i z multikulturowości, na dziesięciu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. Mimo, iż oczekiwanie na pierwsze oficjalne ujawnienie się wciąż trwa (znawcy tematu twierdzą, iż będzie ono miało charakter kolektywny bądź lawinowy), nieoficjalnie mówi się o wielu graczach z najwyższej półki transferowej, o idolach (także polskich kibiców), którzy niebawem zdziwią wielu swoich fanów. Philip Lahm, kapitan reprezentacji Niemiec, apelował niedługo przed EURO2012 do wszystkich piłkarzy gejów aby się jeszcze powstrzymali z ujawnieniem, gdyż społeczeństwo rzekomo wciąż potrzebuje trochę czasu. Innego zdania są inne gwiazdy reprezentacji Niemiec, m.in. Manuel Neuer i Mario Gomez, którzy zachęcają do przełamania idiotycznego tabu. Podobnie trener reprezentacji Włoch, Cesare Parandelli, który uznał ostatnio homofobię za równą z rasizmem i obiecał wsparcie każdemu piłkarzowi, ktąry zdecydował by się na outing. Podobną deklarację złożył już jakiś czas temu prezydent DFB, Teo Zwanziger (taki Grzegorz Lato i Zbigniew Boniek niemieckiego futbolu w jednym). Ostatnie badania „British Journal of Sociology” wykazały, że 93% brytyjskich kibicw odrzuca homofobię i jest gotowa dopingować i wesprzeć piłkarzy, którzy się wyoutują. W Holandii na weselu znanej pary holenderskich piłkarek pojawiła się masa gwiazd tamtejszego męskiego futbolu, dając jasno do zrozumienia, że homofobia w ich gronie jest passe.

Ale nie czekając zbliżający się moment futbolowych coming outów już dziś można stwierdzić, że każdej soboty na boiska Bundesligi wybiega co najmniej kilkunastu uwielbianych przez szalikowców gejów. Czy Bundesliga jest wyjątkiem? Nie ma żadnych powodów, aby tak uważać. Podobnie musi być w Premier League, El Primera Division, Serie A, francuskiej League 1 czy w polskiej Ekstraklasie. Tak więc w każdy weekend blisko sto, jeśli nie więcej, gejowskich gwiazd piłki nożnej wprowadza w zachwyt i ekstazę miliony kibiców na całym kontynencie. Strzelając bramki, dryblując, faulując, wykonując wspaniałe parady, ale też chwytając się za koszulki, obściskując po strzelonych bramkach i puszczając buziaki w stronę wiernych im szalikowców. Oto bezsensownie tabuizowana prawda o futbolu.

Nadchodzi kolejna Noc Muzeów

stop homofobiaNa trybunach nie jest inaczej. Oczywiście, homofobiczny klimat narzucany ostatkiem sił przez zakompleksione grupki skrajnie prawicowych krzykaczy odpycha część nie-heteroseksualnych widzów od uczęszczania na stadiony. Ale tylko część, podczas gdy tysiące nie dają sobie odebrać tej sfery publicznej przez atawistyczne bandy. Dowodem na to są powstające w ostatnich 10 latach w całej Europie fankluby zrzeszające kibiców nie-heteroseksualnych. Czy dlatego, że zaczęli się oni nagle pojawiać na trybunach? Nie. Oni byli tam zawsze i tylko futbolowy świat udawał, i nadal próbuje udawać, że ich tam nie ma. Czy gejowskie fankluby powstają dlatego, że chcą się na trybunach izolować od reszty kibiców? Nie. Powstają dlatego, że chcą dać dowód na swoją obecność.

Ale także wielu hetero kibicom i ultras odechciało się brać udziału w teatrze dyktowanym przez podstarzałych zakompleksionych panów z FIFA i UEFA oraz grupki zacofanych nacjonalistów. Dzień, kiedy na większości piłkarskich stadionów, obok barw klubowych, zaczną powiewać tęczowe flagi jest już całkiem blisko. Na wielu już powiewają, jak choćby na New Camp, stadionie FC Barcelona. Swoje tęczowe trybuny mają już między innymi Borusia Dortmund, Werder Brema, Hertha Berlin, FC Koeln, VfB Stuttgart, FSV Frankurt czy FC St.Pauli. A to tylko przykłady z Niemiec.

Homofobiczna horda, podkręcana przez krypto-faszystowski, nacjonalistyczny tłumek, z pewnością będzie się szamotała. Będzie się odgrażała, trzęsła, pieniła i wymachiwała rękami. Zdesperowani obrońcy „narodowego frontu społecznego zacofania” popadną w konwulsje, wkrótce w agonię. Ale nic nie będą w stanie zmienić, gdyż zarówno futbol, a tym bardziej większość jego fanów, chce iść do przodu. Gdyż można się rozwijać, albo gnić. Kibice-ultras wybiorą to pierwsze, nie mam żadnych wątpliwości.

Przez dziesiątki lat udawano, że futbol to gra dla mężczyzn, w pewnym okresie kryminalizując nawet kobiety kopiące piłkę. To już przeszłość. Ostatnie mistrzostwa świata kobiet w piłce nożnej obejrzały miliony ludzi. Wkrótce tak samo odczarowane zostanie ostatnie tabu piłki nożnej – homoseksualizm. Ostatni społeczny bastion homofobii, inscenizowane heteroseksualne oblicze futbolu, będzie można niebawem obejrzeć w Muzeum Piłki Nożnej w ramach kolejnej Nocy Muzeów w twoim mieście. Nie przegap!

Miejsce dla wszystkich tożsamości

antifa futbolAgonia homofobi w futbolu ma także szerszy, społeczny, antyfaszystowski kontekst. To właśnie na stadionach zagnieździły się, pomiędzy tysiącami fanów, faszyzujące bojówki. Tam prowadzą intensywnie swoją faszystowską agitację. Podczas gdy ich przemarsze w całej Polsce spotykają się z protestami, stadiony są ostatnią publiczną areną, na której wciąż mogą pozwolić sobie na dyskryminujące przyśpiewki bez reakcji środowisk antyfaszystowskich czy kogokolwiek innego. Tam nasycają baterie narodowo-radykalnej nienawiści. Ale na szczęście także stamtąd, prosto z trybun, płynie coraz więcej sygnałów, że pora już z tym skończyć. Stadiony to nie wybieg dla nabuzowanych homofobicznych szympansów, ani rezerwaty dla faszystów. Piłka nożna nie jest z natury hetero czy w ogóle czymś z gruntu męskim. Jest w niej miejsce dla wszystkich płci, kolorów, seksualności i tożsamości. Pora na wytyczającą nową erę na stadionach antyrasistowską, anty-homofobiczną i antyfaszystowską ofensywę.

Lukrecja

Z NOP do policji droga jest krótka (w reakcji na felieton Jacka Żakowskiego)

21 Maj

homofobia

Felieton ten piszę po przeczytaniu artykułu Jacka Żakowskiego „Ultraprawica atakuje, władza milczy”. Dziennikarz GW wyłamał się ze stada milczących i poruszył palący temat. Bardzo trafnie ukazał go też w szerszym kontekście. Kontekście szerzonego przez skrajną prawicę terroru i towarzyszącej mu atmosfery przyzwolenia. Zaapelował jednak w nie tym kierunku, w którym należy. Ale od początku…

Polskie organizacje narodowo-radykalne i neofaszystowskie spierają się o modele władzy autorytarnej, którą chcieliby nam zgotować. Spierają się o strukturalne formy nacjonalizmu czy rasizmu hołdując bądź tym bardziej retro bądź tym bardziej obecne modnym w skrajnie prawicowym obozie. Ale jest jedna idea, w stosunku do której panuje tam całkowita zgodność. Tylko jedna idea, na której starając się od lat budować swoją medialność. Zespaja ich tylko jedna idea nienawiści: HOMOFOBIA. Czy to Anaboliczni Nacjonaliści (AN), czy Winnicki i spółka (MW), czy rzymskie saluty (ONR) czy wreszcie „zakazy pedałowania” (NOP) – nienawiść do wszelkich odstępstw od konserwatywnej hetero-przymusowości buzuje w tej samej temperaturze.

Ostatnie polowania na środowiska LGBTQ w Krakowie, zbiegły się z dramatycznym pogromem w St.Petersburgu:

Szczerze powiem, że jak bardzo bym się nie wysiliła, nie dostrzegam różnicy pomiędzy dziczą, która zlinczowała aktywistów LGBTQ w Rosji a naszymi lokalnymi narodowo-radykalnymi-homofobami. To, że mobilizacje naszych lokalnych homofobów, zwoływanych przez neofaszystowskie ugrupowania, nie kończyły się w ostatnich latach podobnymi pogromami jak w Rosji, to wciąż efekt zdecydowanej postawy ruchów, które w latach 2004-2006 wspólnymi siłami dały tej agresji wspólny odpór. Mam tu na myśli ruchy lgbtq, antyfaszystowski, antyrasistowski, wolnościowy, feministyczny, squaterski… Źle się natomiast stało, że po roku 2006, część środowiska LGBTQ odcięła się od wspierającego je w najcięższych momentach ruchu antyfaszystowskiego deklarując: już nie jesteście nam potrzebni, teraz już chroni nas policja. Pewnie mało kto chce dziś do tego wracać, ale tak było i warto wyciągnąć z tego wnioski. Dziś, po kilku latach, od kiedy część antyfaszystów, poproszona o to, przestała się zajmować neofaszystowskimi mobilizacjami na akcje LGBTQ, jedynym rozwiązaniem mienią się interwencje… homofobicznej policji, w szeregach której znajdziemy niejednego byłego członka ugrupowań skrajnie prawicowych (tak tak, z NOP do policji droga bardzo krótka) albo parlamentarzystów, którzy w większości problematykę mają głęboko gdzieś.

Przypominam panie Jacku, że to nie policja i nie komisje sejmowe zadbały w pierwszej kolejności o bezpieczeństwo mniejszości seksualnych w najcięższym momencie czyli niecałe 10 lat temu, gdy narodowi radykałowie z neofaszystowskich grupek rzucili się na Parady Równości. Przypominam, że to właśnie na polskim komisariacie osoby homo-, bi- czy transseksualne wciąż czują się najbardziej bezbronne oraz, że to właśnie z ust wielu parlamentarzystów, wciąż wycieka homofobia nawet jeśli nie tak chamska jak jeszcze kilka lat temu. No właśnie. Dlaczego osoba publiczna (czytaj: polityk) nie można już sobie pozwolić na agresywne homofobiczne wypowiedzi? Czy dzięki działaniom policji i komisji parlamentarnych? Nie. Dzięki ruchowi społecznemu, który przed 10 laty zajął się aktywnym zwalczaniem tego typu zachowań i zepchnął je do defensywy. Niestety. Dziś zapomina się o tym, mało tego, powołuje wydziały specjalne służb bezpieczeństwa do represjonowania środowisk antyfaszystowskich. A narodowi-radykałowie, przybijając piątki z kolegami z policji (patrz: historie w Białymstoku) czują się coraz pewniej.

To nie reakcja władz, ale stanowcza reakcja społeczna jest tu potrzebna. Nie lament w stronę policji i polityków, ale ludzka solidarność wobec agitacji krypto-faszystowskich ugrupowań. Tym bardziej, że jak już sam dziennikarz zauważył, spora część z polityków cicho lub głośno dopinguje narodowców (patrz: przytulanki posłów PiS i struktur ONR w kilku miastach Polski). Tylko wspólna, oddolna reakcja, zarówno ludzi bezpośrednio zagrożonych homofobiczną agresją (lgbtq), środowisk tradycyjnie konfrontujących zorganizowane formy dyskryminacji (antyfaszyści i antyrasiści) a także wszystkich „postronnych”, którzy nie chcą oglądać na polskich ulicach obrazków z Petersburga czy Belgradu, jest w stanie dać odpór „ultraprawicy” (termin z tekstu Żakowskiego). Tym bardziej, że polskie elity polityczne mają dziś w głowie tylko jedno. Futbolowy biznes. A po biznesie futbolowym, przyjdzie następny biznes. Skrajnie prawicową nienawiścią, homofobiczną i każdą inną, zająć się musimy sami.

A jak już jesteśmy w temacie „futbolowym” to na zakończenie Lukrecja poleca następujące, znalezione w piłkarskim zgiełku, rodzynki:

Protest społeczny czyli futbol i kryzys:
http://www.facebook.com/chlebazamiastigrzysk
Publicystyka czyli futbol i rasizm:
http://www.nigdywiecej.org/872
Beletrystyka czyli futbol i homofobia:
http://www.niewygodnylibero.wordpress.com

Lukrecja

PS. Specjalne pozdrowienia dla tych, którzy się za mną stęsknili 😉 i dopytywali o kolejne felietony.

fight homofobia

Niby skrajna prawica, a jednak dwie lewe ręce

14 Kwi

ONR krawaciarze

Obrazek: Katowice, 14 kwietnia 2012, marsz ONR…

Okazuje się, że ludzie, którzy nie potrafią jeszcze sami zawiązać krawata, uznali, że to nikt inny tylko oni poprowadzą to społeczeństwo we właściwą stronę. Wskażą mu właściwy szyk, podyktują odpowiednią dyscyplinę, posortują na „prawdziwych” i „nieprawdziwych” (Polaków), posegregują na „normalnych” i zboczeńców”, a tych „najprawdziwszych” z „najnormalniejszych” poubierają w mundury i przy ich użyciu zaprowadzą odpowiedni porządek.

Dopiero potem nauczą się wiązać krawaty i przystąpią do matury…

No to czekamy na tę Wielką oenerowską Polskę.

Wstyd panowie! To ja, kobieta, potrafię sobie zawiązać krawat!
Moja partnerka potrafi! A wy co?
Niby skrajna prawica, a jednak dwie lewe ręce!
Ehh… w tym kraju już nawet neofaszyści schodzą na psy…

No właśnie… w tym kraju władze i policja wciąż uważają, że ich obowiązkiem jest forsowanie przemarszy 200 pryszczatych neofaszystów i ich kilku 30 letnich przywódców. Do tego stopnia, że wysyła się tajnych funkcjonariuszy przebranych za antyfaszystów aby wprowadzać w w szeregach antyfaszystów zamęt i neutralizować każdy protest z ich strony. Metody iście demokratyczne…

Wniosek: służby porządkowe torują drogę pod neofaszystowski oenerowski porządek. No brawo…

Nie zdziwię się jak za kilkanaście miesięcy w antyfaszystowskich demonstracjach zaczną brać udział tysiące ludzi. A to dlatego, gdyż żadne społeczeństwo nie lubi, gdy policja wspiera autorytarne, neofaszystowskie zapędy. Czas to pokaże.

A szanownych paparrazzich z najpoważniejszej z poważnych redakcji „Fakt” proszę… nie poniżajcie samych siebie! W roku 2012, preparowanie zdjęcia (atrapa pistoletu rzekomo porzucona przez antyfaszystów… sic!) i budowanie wokół niego sensacji mającej zastąpić namiastkę jakiejkolwiek dziennikarskiej relacji, jest żanujące nawet w wykonaniu tabloidu. To już lepiej trzeba było podrzucić atrapę czołgu. Przynajmniej dzieciaki w Katowicach miały by frajdę. A tak – dno kompletne.

Lukrecja

Po kolejnych wydarzeniach w Białymstoku nikt już nie może zaprzeczyć

11 Kwi

antifa Białystok
Cóż ja mogę napisać po ostatnich doniesieniach z Białegostoku o kolejnych ofiarach terroru polskich neofaszystów. Na pewno nie będę pisała felietonu, gdyż takie momenty wzywają do działania, a nie komentowania czy analizowania. Na komentowanie był i na analizę zapewne będzie jeszcze czas. W tej chwili ograniczę się jedynie do kilku precyzyjnych stwierdzeń:

Nikt w tym kraju nie ma prawa już głosić, że nie mamy problemu ze skrajną faszyzującą prawicą! Każda osoba, która to od teraz uczyni weźmie na siebie odpowiedzialność za dalsze akty terroru!

Atakują, sieją terror i mordują ci sami ludzie, których widzieliśmy demonstrujących 11 listopada w Warszawie na marszu („niepodległości”) organizowanym przez ONR i Młodzież Wszechpolską. Nie ważne czy organizują się w tych organizacjach czy dla odmiany w Blood & Honour, albo nawet nie przynależą do żadnych struktur – istotne jest, że podążają tą samą drogą, uważają się za NARODOWYCH RADYKAŁÓW, działają w tym samym interesie, stanowią część tego samego frontu: skrajnej faszyzującej prawicy!

Znam tylko jeden skuteczny sposób na uporanie się z polskim wcieleniem faszyzmu – utworzenie silnego ruchu społecznego o klarownym antyfaszystowskim zabarwieniu, odbudowanie antyfaszystowskiej postawy społecznej.

Zachęcam wszystkie czujące i myślące osoby w tym kraju do działania!

Każdy/a z nas ma swój własny sposób na antyfaszystowską działalność, a każdy sposób jest tak samo dobry.
Ważne aby nie stać biernie, aby nie być jedynie obserwatorem/ką, gdyż na tym właśnie żerują faszyści.

Za każdym razem, gdy się pojawią odbierać komuś wolność, pokażmy im gdzie jest ich miejsce!

antifa Białystok

Brawo KSW! Faszyści wynocha z aren sportowych

10 Sty

Blogerska podejrzliwość podsuwa mi niesforną myśl, iż mogła być to decyzja podyktowana względami komercyjnymi. Zbyt dużo osób zaczęło wieszać psy na KSW za to namolne lansowanie zdeklarowanego fińskiego faszysty na swoich imprezach i być może sponsorzy poprosili o przyjęcie konkretnego stanowiska. A może część zawodników i kibiców powiedziała, że nie chce widzieć tego typu gości na imprezach, w których biorą udział?

W każdym bądź razie, pewna świadomość społeczna, konkretnie antyfaszystowska, powoli dojrzewa w tym kraju. Dotychczas, każdorazowa walka Puhakki w Polsce była nie tylko afirmacją jego postaci (a więc i poglądów), ale automatycznie animowała naszych rodzimych krypto-faszystów. I właściwie na tym polegał problem: daj jednemu faszyście arenę do reklamowania się, a już roi się od naśladowców.

Ale nie pora na rozważanie możliwych motywacji. KSW podjęło bardzo słuszną, odważną i niesłychanie ważną decyzję! I chwała im za to. Z całą pewnością, decyzją tą zdobyła sobie wielu nowych fanów i ucieszyła wielu starych.

Faszyści, rasiści i homofobi – wynocha z aren sportowych!
Onyszko not welcome!
Puhakka not welcome!