Tag Archives: homofobia

JOBBIKOWY KONIEC ŚWIATA

4 Lip

Jobbikowy koniec swiata

A tymczasem… na przełomie czerwca i lipca… odbyły się kolejne EUROGAMES czyli największe europejskie zawody sportowe LGBTQ. Poprzednie miały miejsce w Roterdamie ( było cudownie 😉 ), kolejne zaplanowane są w Antwerpii. Czy wiecie gdzie odbyły się tegoroczne? Pod samym nosem nacjonalistycznych Jobbiku, Magyar Gardy oraz innych prężnych neofaszystowskich organizacji na Węgrzech. W samym Budapeszcie 🙂

Niestety w tym roku nie mogę przekazać wam relacji z pierwszej ręki, ale z przyjemnością publikuję felieton spisany na podstawie relacji tegorocznych uczestników.

Eurogames 2012Przygotowania do tego wydarzenia nie były łatwe. Będąc w samym Budapeszcie nie dało się zauważyć żadnych plakatów reklamujących zawody. Miasto nie pokryło się chociaż na kilka dni tęczowymi flagami tak jak to zwykle bywa przy tego typu okazjach. Przy organizacji wydarzenia zachowano pełne bezpieczeństwo. Areny sportowe, na których zaplanowano poszczególne zawody, były do końca trzymane w tajemnicy. Nie do pomyślenia biorąc pod uwagę iż Budapeszt był w przeszłości uznawany za queer-metropolię Europy Wschodniej. Dziś, otwarcie mogą odbywać się tu neofaszystowskie festiwale pokroju „Magyar Sziget / Festiwal Boreal” podczas, gdy zawody sportowe gejów i lesbijek odbywają się w podziemiu, jeszcze bardziej zakamuflowane niż jakiekolwiek działania opozycjonistów za czasów socjalistycznej władzy autorytarnej.

Eurogames 2008Sam burmistrz Budapesztu, István Tarlós, ewidentnie zdystansował się co od imprezy. Oszczędzę wam cytatów, które padły z jego ust w tym kontekście, znamy je doskonale z własnego podwórka. O jakimkolwiek wsparciu finansowym czy logistycznym ze strony miasta nie było oczywiście mowy, a więc impreza na kilkanaście tysięcy osób musiała zostać przygotowana własnym sumptem i pomocą środowisk z innych krajów.

Zacytuję natomiast przewodniczącego Jobbik’u, niejakiego Gabora Vone. Ten prze-inteligentny człowiek uznał EUROGAMES za… koniec świata. Lukrecja dodaje: Jego jobbikowego świata!

EuroGames 2011Do zmierzchu jobbikowej planety przyczyniło się ostatecznie ponad 10 tysięcy osób. Około 3 200 z nich wzięło udział w samych zawodach i około 8 000 uczestniczyło w roli obserwatorów i kibiców. Widzów byłoby z całą pewnością kilkakrotnie więcej, gdyby nie brak reklamy, konieczność utrzymywania miejsc zawodów w ukryciu czy wynikająca także z bezpieczeństwa praktyka wydawania specjalnych zaproszeń dla osób, które chciały wejść na obiekty.

Mimo całej atmosfery zagrożenia, niechęci władz i konieczności zachowania wszelkich względów bezpieczeństwa, zawody były sporym sukcesem i przełomem. EUROGAMES wreszcie dotarły do Europy Wschodniej i odbyły się bez drastycznych zakłóceń. I to w kraju zdominowanym przez skrajnie prawicowy zakon. To w jakiej musiały odbyć się otoczce to już inna historia. Wydaje się, że władze Węgier dopuściły do ich przeprowadzenia tylko po to aby nie musieć tłumaczyć się na arenie międzynarodowej. Gdyby to tylko od nich zależało, najprawdopodobniej zakazałyby ich, albo napuściły na nie swoje wygłodniałe brunatne psy z różnych nacjonalistycznych organizacji.

Uczestnicy EUROGAMES z zachodu, północy i południa Europy opowiadali, że czuli się w Budapeszcie jak u siebie w latach 70-ych, gdy trzeba było toczyć walkę o każdy jeden centymetr równouprawnienia. Walkę tą wówczas wygrali. Teraz czas na ostatni fragment kontynentu.
Póki co, jobbikowy koniec świata trwa dalej. Bezpośrednio po zakończeniu EUROGAMES rozpoczął się w Budapeszcie GAY PRIDE WEEK 😉 który zakończy się 7 lipca.

Nie zmienia to jednak faktu, że chwilę potem odbędzie się na Węgrzech, oficjalnie reklamowany, największy obecnie spęd środowisk neofaszystowskich i nacjonalistycznych (Magyar Sziget/Festiwal Boreal), w którym wezmą udział też liczne delegacje z Polski i któremu poświęciłam niedawno cały oddzielny felieton. Jobbikowy koniec świata jest więc jeszcze daleki. I wygląda na to, że nie pozostaje nic innego jak go wywalczyć. Gdyż jak wiemy z historii, siły autorytarne, kiedy już raz dostaną w ręce ster, rzadko kiedy dobrowolnie oddają inicjatywę społeczeństwu.

Lukrecja

Reklamy

Euro okiem Lukrecji – podsumowanie

3 Lip

Euro okiem Lukrecji

AGAINST BORING FUTBOL
czyli więcej Mario Balotellich

Wszyscy w tym tygodniu podsumowują EURO2012, więc robię to i ja 😉 Oto moi bohaterowie zakończonych mistrzostw.

Zdecydowanym Numerem 1 był dla mnie futbolowy indywidualista i ekscentryk Mario Balotelli. Zresztą nie tylko na boisku. Najpierw, świadom tego co dzieje się na polskich stadionach, wygłosił zdanie, które chciałoby się usłyszeć z ust wszystkich piłkarzy:

„Nie zaakceptuję rasizmu, bo jest nieakceptowalny. Jeśli ktoś rzuci we mnie na ulicy bananem, pójdę do aresztu bo go po prostu zatłukę”

Euro okiem LukrecjiZresztą już nie pierwszy raz Crazy Mario zareagował w adekwatny sposób na rasistowskie prowokacje na stadionach. Kiedy w 2009 roku przed meczem mistrzostw Europy do lat 21 w Rzymie rzucono w jego stronę bananem, Balotelli był zły, że policja przyjechała tak szybko, bo sam miał ochotę poturbować rasistowskich gówniarzy.

Wracając do Euro2012… Crazy Mario, zamiast truchtać w tą i z powrotem w czasie treningu na Stadionie Narodowym, zanudzając kibiców i siebie samego, próbował zestrzelić piłką zawieszony wysoko nad nim telebim. I jak tu człowieka nie polubić? 😉 Niedługo potem zestrzelił faworytów z Niemiec strzelając dwie fantastyczne bramki, zresztą nie byle komu, bo uznawanemu za bramkarza-doskonałego, Manuelowi Neuerowi. Przy obu jego strzałach Neuer padał na kolana… nie tylko w przenośni!

Wreszcie, zamiast płakać razem z kolegami z drużyny po klęsce w finale, Crazy Mario zniknął zaraz po meczu. Prawdopodobnie wziął sobie natychmiastowy zasłużony urlop z dala od futbolowego cyrku, który na dłuższą metę nawet dla piłkarza staje się nie do zniesienia. Zachowanie egoistyczne wobec kolegów z drużyny? A może po prostu pozostałych nie było stać na zejście w wybranym przez siebie momencie?

Bez Balotelliego dzisiejszy futbol byłby dużo mniej spektakularny. Czekam na więcej tego typu postaci na boiskach!
Against boring futbol! 😉

NEW FUTBOL GENERATION
czyli zakaz pedałowania do lamusa

Prandelli against homofobiaMoje wielkie uznanie ma też włoski selekcjoner Cesare Prandelli, który najpierw zadziwił swoich rodaków wprowadzając do reprezentacji dwóch ekscentrycznych napastników, homofobicznego Casano i bojowego antyrasistę Belotelliego, następnie wpłynął na tego pierwszego tak, że ten zmienił swoje żenujące poglądy, aby w końcu obej stali się najatrakcyjniejszym duetem napastników turnieju. Prandelli nie tylko zaskakiwał w trakcie EURO nieszablonowymi zmianami w ustawieniu swojej przetrzebionej przez włoskich Carabinieri drużyny, ale sam zabrał głos w debacie wokół homofobii w futbolu. Po pierwsze, porównał homofobię z rasizmem – w światku futbolu nie koniecznie OBIE formy dyskryminacji są dostrzegane. Po drugie, wyraził nadzieję na rychły coming-out homo-piłkarzy. Po trzecie, zapowiedział swoje wsparcie dla tych, którzy zdecydują się na ten krok.

„Homofobia to rasizm. Musimy bardziej zadbać o wszystkie aspekty jednostek, które żyją swoim życiem, włączając w to sportowców. W świecie piłkarskim i ogólnie sportowym nadal istnieje tabu na temat homoseksualizmu. Każdy powinien żyć w zgodzie ze sobą, swoimi pragnieniami i uczuciami (…) Mam nadzieję, że wkrótce niektórzy zawodnicy zrobią coming-out”

football against homophobiaPodobne deklaracje złożyło całkiem niedawno także kilku młodych piłkarzy reprezentacji Niemiec, wśród nich Manuel Neuer i Mario Gomez. Czasy się zmieniają, a z nimi nawet skostniały świat futbolu. Nowa generacja piłkarzy i działaczy wchodzi na arenę. Homofobiczny rezerwat jaki wytworzył się w świecie futbolu i jego obrońcy z pod znaku „zakazu pedałowania” muszą powoli pogodzić się z faktem, że futbol nie chce pleśnieć razem z nimi.

I’M HERE TO KICK NOT TO SING ALONG
czyli parę słów o Podolskim i Lewandowskim

obowiązki patriotyczne Kilka lat temu Łukasz Podolski jako jeden z pierwszych wszedł na wojenną ścieżkę z przytłaczającym zewsząd ciśnieniem na odprawianie patriotycznych rytuałów w ramach czegoś tak kosmopolitycznego jak futbol. Swoją postawą przypomniał wielu ludziom, że futbol to wciąż dyscyplina sportu a nie kombinat do produkowania przez władze nastrojów społecznych. Krytykowany od lat przez oficjeli piłkarskich i część mediów za to, że nie śpiewa przed meczami hymnu narodowego, wyraził się już kiedyś jasno i wyraźnie:

„Jestem piłkarzem i wychodzę na boisko po to aby grać a nie śpiewać”

W ten sposób rozwiał też teorie tych, którzy twierdzili iż nie śpiewa hymnu niemieckiego dlatego, że po głowie chodzi mu hymn polski. Otóż nie. Podolskiemu nie chodzą po głowie żadne hymny i inne XIX-wieczne obrzędy. Wcale się tego nie wstydzi, postawę swoją uznaje za całkowicie naturalną i konsekwentnie nie ulega presji. Można grać dla reprezentacji, utożsamiać się z nią, nadstawiać za nią kości i piszczele, dawać w ten sposób milionom ludzi trochę radości, ale po co komu do tego potrzebny przymus odprawiania (wymyślonych w poprzednich wiekach) patriotycznych rytuałów.

obowiązki patriotycznePodolski ma zresztą wsparcie swojego selekcjonera. Jogi Loewe od kilku lat jest atakowany przez pewnego starszego, konserwatywnego pana o nazwisku Franz Beckenbauer, za to iż nie zmusza swoich piłkarzy do śpiewania hymnu. Selekcjoner odpowiada ze spokojem, że to indywidualna sprawa każdego piłkarza.

Nic dodać, nic ująć. Reprezentacja to nie wojsko. Boisko to nie koszary. Futbol to nie wojna. Choć znajdą się pewnie i tacy co tak chcą go właśnie w ten sposób pojmować.

obowiązki patriotyczneCo ma z tym wszystkim wspólnego polska gwiazda z Dortmundu? Nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę, ale Robert Lewandowski, największa gwiazda polskiej piłki drugiej dekady 21 wieku, pomimo niemiłosiernej presji jaką wytworzono w kraju wokół mistrzostw („wszyscy jesteśmy drużyną narodową”, „cała Polska staje na baczność i śpiewa hymn”, „Boenisch musi się nauczyć hymnu do mistrzostw bo jak nie to…!”, etc) przed meczem z Rosją, zamiast śpiewać o odbieraniu komuś czegoś szablom, tak jak wymagali od niego prezydent, premier, PZPN i redakcje wszystkich brukowców, poprostu sobie pomilczał. Tak to przynajmniej wyglądało w TV. Tym samym zyskał w moich oczach bardzo wiele.

lewy i koniec dyskusjiRobert Lewandowski może się z patriotyzmem utożsamiać albo go odrzucać jako tożsamość wyimaginowaną, przestarzałą lub niepotrzebną, może interpretować swój patriotyzm tak albo inaczej, może go okazywać w ten albo inny sposób, ale swoją postawą zyskał w moich oczach jako człowiek. Jako człowiek ceniący sobie wolność i suwerenność jednostki, potrafiący oprzeć się medialnie i politycznie sterowanym nastrojom i zachowaniom przypominającym czasami odruchy stadne. Poldi doesnt sing alongDo swojego kunsztu piłkarskiego, do którego przekonał mnie już dawno, dorzucił więc dodatkowe walory za które warto go dopingować: za zachowanie indywidualności w atmosferze zespołowej solidarności oraz za pociąg do wolności. Za to samo zresztą cenię Poldiego 😉

WE LOVE YOU, WE LOVE YOU, WE LOVE YOU…
czyli niech żyje futbol po Irlandzku

Za najlepszą drużynę mistrzostw uznałam Irlandię. A konkretnie: drużynę ich kibiców. Przebili wszystkich. Tym, że jak zwykle zamienili stadiony we wspaniałe kilkugodzinne fiesty. irish fans flyerTym, że kibicowali swojej, skazanej na trzykrotne pożarcie drużynie. Tym, że kibicowali jej do ostatniej sekundy każdego meczu, także tego o przysłowiową pietruszkę, a nawet długo po nim. Tym, że rozbroili polską policję w sposób tak skuteczny jak niekonwencjonalny. Tym, że w drodze na mecz Irlandia-Chorwacja w Poznaniu okazali swoją solidarność dla manifestacji „CHLEBA ZAMIAST IGRZYSK” dając pokaz świadomości wobec społecznych paradoksów generowanych przez tego typu komercyjne imprezy. Wreszcie tym, że zgodnie (w liczbie kilkunastu tysięcy) zbojkotowali podczas swojego pobytu w Poznaniu dwa patologiczne bary („U Honzika” i „Brogans”) znane w mieście ze wspierania poznańskich nacjonalistów i neofaszystów.

Irlandzcy kibice udowodnili, iż futbolowy fanatyzm i społeczna świadomość mogą iść ze sobą w parze. Udowodnili też, że antyfaszystowską świadomość mają we krwi. Słyszeliście kiedyś o rasistach czy faszystach na irlandzkich stadionach? Raczej nie. Dlaczego? Gdyż nie ma tam dla nich miejsca. Zresztą, Poznań poszedł za tym przykładem i był w czerwcu 2012 areną wielu sympatycznych akcji…

Można rozwijać się albo gnić. Kibice wybiorą to pierwsze

12 Czer

futbol skrajna prawica antyfaszyzm
(re-edycja tekstu opublikowanego ponad rok temu – materiał nie tylko zaktualizowany, ale też… z każdym dniem coraz bardziej aktualny!)

Ostatnie społeczne tabu

Piłka nożna jest bardzo złożonym fenomenem społecznym. Rozgrzewa tak samo wiele pozytywnych co odpychających emocji. Przeciętny fan, szalikowiec, kibic, kibol, kibolka 😉 nie ma wyjścia – musi pogodzić się z relacją hate & love w stosunku do piłki kopanej futbolem zwanej.

Dzisiejszy tzw. Modern Futbol to przede wszystkim fabryka do robienia pieniędzy. Wielki biznes kontrolowany przez potężne lobby. Ale współczesny futbol odgrywa również niemałą rolę w kształtowaniu świadomości społecznej. Różnych jej aspektów. Prawdopodobnie największą świadomościową kreacją futbolu jest uczynienie go na przestrzeni lat heteroseksualną niszą. Homoseksualizm w męskiej piłce nożnej jest tabu. Dotyczy to działaczy, trenerów, sędziów, kibiców, ale przede wszystkim managerów piłkarskich i samych piłkarzy. A przecież nikt, kogo stać na bardziej wnikliwe spojrzenie, nie zaprzeczy, że futbol jak rzadko który sport, przepełniony jest wzajemnymi męskimi czułościami. I jak w rzadko którym sporcie, fakt ten jest uporczywie negowany. Homoseksualizm traktuje się jak coś niewygodnego, wstydliwego, wypiera się go i tabuizuje. Równocześnie inscenizuje się ultra-heteroseksualne oblicze futbolu. Tylko skąd ten cały cyrk? Po co ta heteroseksualna inscenizacja na przekór rozsądkowi, naturze i faktom? A fakty są takie, że na kilkunastu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. To informacje od psychologów sportowych i samych piłkarzy. Prawdopodobnie nie inaczej jest jeżeli chodzi o całą armię osób zaangażowanych w ten sport chociaż tu nikt nie prowadził żadnych badań.

Piłka nożna to mikrokosmos z siusiakiem

football homophobiaWszystko zaczyna się od tego, że konserwatywna część społeczeństwa wciąż kultywuje patriarchalne wyobrażenie dwóch spolaryzowanych względem siebie męskości i kobiecości. Po za nimi i między nimi nie ma nic i nikogo. Oczywiście męskość góruje nad kobiecością. Sam sport uważa się za z natury męski, a że męskość najdobitniej wyraża się w pociągu do kobiet, więc sport definiuje się jako domenę hetero. Homoseksualiści sprawdzają się zaś w sztuce czy modzie. Mniej więcej taki jest konserwatywny punkt widzenia.

Jeśli chodzi o kobiety to sport był dla nich jeszcze nie tak całkiem dawno kompletną „no go area”. Od kiedy wywalczyły sobie do niego dostęp, podkreślam słowo „wywalczyły”, mogą w jego ramach swobodniej generować swoją osobowość, spełniać się w tym definiowanym wciąż jako męski obszarze. W jego ramach wymagane jest wręcz, aby pielęgnowały i demonstrowały pewną męskość. Jak zostało to już kilkanaście lat temu ładnie podsumowane, w męskim świecie sportu, kobiety mogą nieoczekiwanie swobodnie przekraczać granice wytyczone dla obu płci. Niezmuszane do odgrywania narzuconych im kobiecych ról, mogą dać upust swojej tożsamości, zarazem nie tracąc w oczach konserwatywnego społeczeństwa. Oczywiście, zbyt dużo „męskości” prowadzi do zarzutów o bycie lesbijką i duża część „konserwantów” jest na przykład przekonana, że wszystkie piłkarki są lesbijkami, co jest oczywiście nieprawdą. Ale taki jest właśnie los kobiet zachowujących suwerenność względem męskich oczekiwań. To dlatego większość sportsmenek na wszelki wypadek, szlifując swoją „męskość” mocno podkreśla swoją heteroseksualność.

Co ciekawe, w krajach w których coraz bardziej popularna staje się kobieca piłka nożna (Holandia, Niemcy, kraje Skandynawskie, USA, Australia…) nasila się homofobia dotycząca zawodniczek. Jeszcze 10 lat temu piłkarki lesbijki mogły dosyć swobodnie mówić o swojej tożsamości. Jednak kiedy sport stał się popularny i interesujący dla światka biznesu rozpoczął się nacisk na (re)tabuizowanie obecności homoseksualnych zawodniczek. Wydaje się, że po to, aby „nie odstraszać” sponsorów i oczekiwanych milionów rodziców, którzy niebawem powinni zacząć wysyłać swoje córki do szkółek piłkarskich. Od kilku lat wszystkie znane piłkarki lądują na łamach Playboy’a, aby podkreślić kobiecość i domniemaną heteroseksualność kobiecej piłki nożnej (wiadomo, że Playboy jest magazynem dla mężczyzn). Na heteroseksualnych, „kobiecych” i wykreowanych na modelki piłkarkach zamierza się zrobić lepszy biznes niż na sporcie w którym gra sporo lesbijek i kobiet odbiegających urodą od tej, którą chciały by pokazywać obiektywy kamer największych stacji TV. W tym celu lesbijki próbuje się zamieść pod dywan.

Wracam do futbolu męskiego. Prawdziwy problem zaczyna się, gdy mamy do czynienia z przekraczaniem granic kobiecości przez mężczyzn. Zwłaszcza w kontekście piłki nożnej, stojącej na samym szczycie męskiej hierarchii sportów (obok hokeja, rugby, Formuły 1 czy żużla). Piłkarz, który zbliży się swoim zachowaniem do bieguna kobiecości, podważa natychmiast swoją męskość, a tym samym rzuca na siebie podejrzenie o bycie gejem. To degraduje go medialnie i społecznie, bo przecież gej nie może być dobrym piłkarzem! Presja ze strony homofobicznych kibiców, samego futbolowego światka oraz sfer inwestujących w futbol, prowadzi do tego, że podejrzenie o bycie gejem może kosztować piłkarza załamanie kariery, odwrócenie się sponsorów, utratę zdrowia, a nawet, jak już się przekonaliśmy na przykładzie Justina Fashanau, życia.

Dlatego też wszyscy gracze dbają bardzo o swój heteroseksualny wizerunek, zarówno na boisku, jak i prywatnie. Niezależnie od tego czy są gejami czy nie. Nawet heteroseksualni piłkarze muszą się mieć na baczności aby nie zostać podejrzani o brak „męskości”. Na boisku homoseksualność ukrywana jest często poprzez przesadnie ostrą grę i chamskie, typowo męskie, zachowania, seksistowskie wulgaryzmy, etc. Zgrywaniem ostrego macho-gościa najlepiej zwieść wszystkie badawcze spojrzenia z trybun. Z kolei, w życiu prywatnym, jak donoszą psycholodzy sportowi z wielu krajów, zawodowi piłkarze będący gejami proszą swoje przyjaciółki o publiczne występowanie w roli ich partnerek, biorą lewe śluby, żyją z kobietami ukrywając przed nimi swoją tożsamość, przedstawiają dzieci kuzynów jako własne, itp. Wielu piłkarzy prowadzi więc podwójne życie, które oczywiście, ze względu na towarzyszące temu psychiczne obciążenie, często nie najlepiej wpływa na ich formę i ogólne samopoczucie.

Homofobi stoją z otwartymi ustami i gołymi pupami

futbol stop homofobia Pierwszego polskiego piłkarza, który zdecyduje się na tzw. coming out, czeka z pewnością ciężki sezon pośród licznie odwiedzających nasze stadiony faszyzujących nacjonalistów oraz wtórujących im chłopaczków szesnastolatków bez charakterów (a charakter byłby potrzebnych, aby oprzeć się kolektywnej głupocie). Takiego piłkarza spotkać też może nieformalna reprymenda ze strony władz klubu, że swoim gejostwem psuje w nim atmosferę (sic!). Nawet ten czy inny piłkarz z drużyny mógłby się okazać na tyle głupi, żeby wmawiać sobie i innym iż czuje się zagrożony pod natryskiem (sic!!!). Oczywiście media rzucą się na takiego gracza jak sępy na padlinę grzebiąc w każdej sekundzie jego życia. Może nawet jakaś zorganizowana grupa homofobów czy bojówka związana z NOP dopuści się fizycznego ataku. Czy taki piłkarz jest w stanie przetrzymać te pierwsze miesiące?

Wydawać by się mogło, że jest zbyt wiele powodów, aby dalej inscenizować swoją męskość i heteroseksualizm, aby robić to aż do bólu, na przekór własnej osobowości, logice, zdrowiu psychicznemu i wszystkiemu innemu. Z drugiej strony, pierwsi piłkarze, którzy zdecydują się na ujawnienie, spotkają się z niespotykanym wsparciem progresywnej części społeczeństwa. Żaden coming out nie powinien być forsowany, ale jak na dłoni leży pytanie o to, ile lat można żyć w ukryciu, prowadzić podwójne życie, okłamywać wszystkich dookoła, zabijać własne emocje? Co jest bardziej zabójcze, coming out czy kilkanaście lat odgrywania kogoś kim się nie jest?

Dotychczasowe przykłady ujawnień się (futbol/hokej/rugby) są dwuznaczne. Justin Fashanu, pierwszy brytyjski piłkarz, który ujawnił się jako gej (1990) został poddany takiej presji (głównie ze strony mediów, działaczy i kibiców), że po kilku latach popełnił samobójstwo. Minęło kilkanaście lat. Szwedzki piłkarz Anton Hysen (syn świetnego byłego gracza Liverpoolu, Glenn’a Hysena) jakiś czas temu zdecydował się na coming out. Dostał pełne wsparcie od całej swojej drużyny, władz klubu oraz ogromnej większości kibiców. Także od rodziny. Brendan Burke, czołowy amerykański hokeista (outing w 2009) także otrzymał silne poparcie i być może dokonał przełomu w swojej dyscyplinie. Niestety zginął niedawno w wypadku samochodowym i nie będzie już świadkiem trwającego przełomu i losów kolejnych gejów hokeistów. Z kolei Gareth Thomas, największa gwiazda walijskiego rugby, bohater narodowy, którego tak spektakularną jak i brutalną grę podziwiał cały świat, swoim ujawnieniem się zatkał wszystkim usta. No jak to, ten brutal jest gejem? Linia ataku homofobów i kryptofaszystów kompletnie się załamała, bo w ich mniemaniu maksymalnym wysiłkiem fizycznym, na jaki stać geja jest spacer po wystawie fotografii. Tymczasem mit padł. Bez koronnego argumentu na to, że pewne rzeczy w życiu są dla „homosi” nieosiągalne, homofobi pozostali tam gdzie stali. Tyle, że obdarci z resztek swoich quasi-racjonalnych argumentów. Stoją z otwartymi ustami i z gołymi pupami.

Stadion wciąż boi się geja

Justin Fashanu Stadion zawłaszczany jest dziś przez ultrakonserwatywne i faszyzujące nurty społeczne jako arena służąca do przedłużania sztucznej dominacji męskości nad kobiecością. Świadomość tego, pozwala zrozumieć dlaczego wszelkie próby rozmycia ostrych granic pomiędzy obiema płciami w obrębie typowo męskich sportów (futbol, hokej, rugby) spotykają się z tak szowinistycznymi reakcjami. To tłumaczy też, dlaczego świat futbolu tak bardzo boi się gejów.

Strach przed gejem-piłkarzem wynika także stąd, że piłka nożna jest, de facto, bardzo homoseksualnym sportem. Te wszystkie wilgotne uściski na murawie, ciągłe ocieranie się o siebie, euforyczne pocałunki, pieszczoty przy narożnych chorągiewkach, wzajemne pogłaskiwania, tarzanki po trawie… Wszystko wykonywane przez zdrowych wysportowanych facetów ku wielkiemu podnieceniu fanów w każdy weekend na tysiącach stadionów całej Europy. Co gol, to ciało do ciała i zaczyna się wzajemne męskie pocieranie zapoconych mięśni. Ile razy widzieliśmy, jak w całym tym kolektywnym męskim uniesieniu dłonie sięgają, choć tylko na chwilę, w miejsca uznawane za najbardziej intymne. Niemniej seksowne są nieustanne przepychanki w polu karnym, podszczypywania, tulenie się do siebie w murze przy rzutach wolnych, itd. Bramkarze pocierający co chwila swoich obrońców po czuprynach, czy poklepujący po pupach, aby ruszyli do kontrataku. Mężczyźni sami dla siebie, przez 90 minut, ani jednej babki, a tyle seksualności, że wystarczyłoby na kilka odcinków wilgotnego erotyku. Tak przesiąknięty wzajemną męską seksualnością sport musi na siłę kreować się jako heteroseksualny. W innym wypadku, gdyby nazwać to wszystko co się dzieje na boisku i wokół niego po imieniu, mogłoby się okazać, że jest czymś bardzo, ale to bardzo, homoseksualnym.

Arkadiusz Onyszko wygląda źle nawet w bieliźnie Davida Beckhama

stop homofobia futbolBeckhama, który u szczytu swojej kariery sam określił się metroseksualnym i zdeklarował, że nosi bieliznę swojej partnerki, nie tylko nie spotkał lincz, ale wręcz zyskał na popularności. Twierdzi się, że swoją postawą zrobił wiele dla piłkarzy, trenerów i kibiców gejów. Ale czy nie jest to przesada? W końcu nigdy ani na sekundę nie podważył swojej heteroseksualności. Wprost przeciwnie, zawsze dbał o jej podkreślanie, o jej obecność przed kamerami. Jako futbolowa pop-gwiazda największego kalibru, mógł sobie pozwolić na gierki wokół swojej seksualności. Jego sesje zdjęciowe i bieliźniany fetysz odebrane zostały jako egzotyczna pop-transwestycja na potrzeby marketingowe. Być może, gdyby podobnie jak on, zaczęło zachowywać się coraz więcej piłkarzy, gdyby poszedł krok dalej i zaczął przed meczami malować sobie oczy, gdyby na skutek tego, balansowanie na krawędzi seksualności i płci stałoby się w futbolu czymś codziennym, można by mówić o jakimś przełomie. Jednak tak się nie stało i rola Beckhama w procesie demontażu żenującego macho-wizerunku futbolu jest zdecydowanie przereklamowana.

A jednak… każdy skrawek bielizny metroseksualnego Beckhama jest tysiąc razy więcej wart niż minuta gry w jakimkolwiek piłkarskim klubie kogoś takiego, jak Arkadiusz Onyszko, z którym to duński FC Midtjylland rozwiązał w 2009 roku umowę po tym jak ten popisał się swoją homofobiczną i ksenofobiczną erudycją. Od tego czasu Onyszko szamotał się po całej Europie nie mogąc znaleźć klubu, który wziąłby takiego idiotę do swojego składu. I świetnie, chociaż warto to uznać nie tyle za efekt wzrostu tolerancji pośród władz europejskich klubów, ile skutek międzynarodowej kampanii przeciwko homofobii.

Tyle buziaków w stronę szalikowców

J.Fashanu fight homofobiaW krajach, w których do tych kwestii podchodzi się bez popularnej „napinki”, już dawno przestudiowano wszystko to o czym tu mowa. Okazało się, że w jednej z najlepszych lig, znanej tak z wysokiego poziomu piłkarskiego jak i z multikulturowości, na dziesięciu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. Mimo, iż oczekiwanie na pierwsze oficjalne ujawnienie się wciąż trwa (znawcy tematu twierdzą, iż będzie ono miało charakter kolektywny bądź lawinowy), nieoficjalnie mówi się o wielu graczach z najwyższej półki transferowej, o idolach (także polskich kibiców), którzy niebawem zdziwią wielu swoich fanów. Philip Lahm, kapitan reprezentacji Niemiec, apelował niedługo przed EURO2012 do wszystkich piłkarzy gejów aby się jeszcze powstrzymali z ujawnieniem, gdyż społeczeństwo rzekomo wciąż potrzebuje trochę czasu. Innego zdania są inne gwiazdy reprezentacji Niemiec, m.in. Manuel Neuer i Mario Gomez, którzy zachęcają do przełamania idiotycznego tabu. Podobnie trener reprezentacji Włoch, Cesare Parandelli, który uznał ostatnio homofobię za równą z rasizmem i obiecał wsparcie każdemu piłkarzowi, ktąry zdecydował by się na outing. Podobną deklarację złożył już jakiś czas temu prezydent DFB, Teo Zwanziger (taki Grzegorz Lato i Zbigniew Boniek niemieckiego futbolu w jednym). Ostatnie badania „British Journal of Sociology” wykazały, że 93% brytyjskich kibicw odrzuca homofobię i jest gotowa dopingować i wesprzeć piłkarzy, którzy się wyoutują. W Holandii na weselu znanej pary holenderskich piłkarek pojawiła się masa gwiazd tamtejszego męskiego futbolu, dając jasno do zrozumienia, że homofobia w ich gronie jest passe.

Ale nie czekając zbliżający się moment futbolowych coming outów już dziś można stwierdzić, że każdej soboty na boiska Bundesligi wybiega co najmniej kilkunastu uwielbianych przez szalikowców gejów. Czy Bundesliga jest wyjątkiem? Nie ma żadnych powodów, aby tak uważać. Podobnie musi być w Premier League, El Primera Division, Serie A, francuskiej League 1 czy w polskiej Ekstraklasie. Tak więc w każdy weekend blisko sto, jeśli nie więcej, gejowskich gwiazd piłki nożnej wprowadza w zachwyt i ekstazę miliony kibiców na całym kontynencie. Strzelając bramki, dryblując, faulując, wykonując wspaniałe parady, ale też chwytając się za koszulki, obściskując po strzelonych bramkach i puszczając buziaki w stronę wiernych im szalikowców. Oto bezsensownie tabuizowana prawda o futbolu.

Nadchodzi kolejna Noc Muzeów

stop homofobiaNa trybunach nie jest inaczej. Oczywiście, homofobiczny klimat narzucany ostatkiem sił przez zakompleksione grupki skrajnie prawicowych krzykaczy odpycha część nie-heteroseksualnych widzów od uczęszczania na stadiony. Ale tylko część, podczas gdy tysiące nie dają sobie odebrać tej sfery publicznej przez atawistyczne bandy. Dowodem na to są powstające w ostatnich 10 latach w całej Europie fankluby zrzeszające kibiców nie-heteroseksualnych. Czy dlatego, że zaczęli się oni nagle pojawiać na trybunach? Nie. Oni byli tam zawsze i tylko futbolowy świat udawał, i nadal próbuje udawać, że ich tam nie ma. Czy gejowskie fankluby powstają dlatego, że chcą się na trybunach izolować od reszty kibiców? Nie. Powstają dlatego, że chcą dać dowód na swoją obecność.

Ale także wielu hetero kibicom i ultras odechciało się brać udziału w teatrze dyktowanym przez podstarzałych zakompleksionych panów z FIFA i UEFA oraz grupki zacofanych nacjonalistów. Dzień, kiedy na większości piłkarskich stadionów, obok barw klubowych, zaczną powiewać tęczowe flagi jest już całkiem blisko. Na wielu już powiewają, jak choćby na New Camp, stadionie FC Barcelona. Swoje tęczowe trybuny mają już między innymi Borusia Dortmund, Werder Brema, Hertha Berlin, FC Koeln, VfB Stuttgart, FSV Frankurt czy FC St.Pauli. A to tylko przykłady z Niemiec.

Homofobiczna horda, podkręcana przez krypto-faszystowski, nacjonalistyczny tłumek, z pewnością będzie się szamotała. Będzie się odgrażała, trzęsła, pieniła i wymachiwała rękami. Zdesperowani obrońcy „narodowego frontu społecznego zacofania” popadną w konwulsje, wkrótce w agonię. Ale nic nie będą w stanie zmienić, gdyż zarówno futbol, a tym bardziej większość jego fanów, chce iść do przodu. Gdyż można się rozwijać, albo gnić. Kibice-ultras wybiorą to pierwsze, nie mam żadnych wątpliwości.

Przez dziesiątki lat udawano, że futbol to gra dla mężczyzn, w pewnym okresie kryminalizując nawet kobiety kopiące piłkę. To już przeszłość. Ostatnie mistrzostwa świata kobiet w piłce nożnej obejrzały miliony ludzi. Wkrótce tak samo odczarowane zostanie ostatnie tabu piłki nożnej – homoseksualizm. Ostatni społeczny bastion homofobii, inscenizowane heteroseksualne oblicze futbolu, będzie można niebawem obejrzeć w Muzeum Piłki Nożnej w ramach kolejnej Nocy Muzeów w twoim mieście. Nie przegap!

Miejsce dla wszystkich tożsamości

antifa futbolAgonia homofobi w futbolu ma także szerszy, społeczny, antyfaszystowski kontekst. To właśnie na stadionach zagnieździły się, pomiędzy tysiącami fanów, faszyzujące bojówki. Tam prowadzą intensywnie swoją faszystowską agitację. Podczas gdy ich przemarsze w całej Polsce spotykają się z protestami, stadiony są ostatnią publiczną areną, na której wciąż mogą pozwolić sobie na dyskryminujące przyśpiewki bez reakcji środowisk antyfaszystowskich czy kogokolwiek innego. Tam nasycają baterie narodowo-radykalnej nienawiści. Ale na szczęście także stamtąd, prosto z trybun, płynie coraz więcej sygnałów, że pora już z tym skończyć. Stadiony to nie wybieg dla nabuzowanych homofobicznych szympansów, ani rezerwaty dla faszystów. Piłka nożna nie jest z natury hetero czy w ogóle czymś z gruntu męskim. Jest w niej miejsce dla wszystkich płci, kolorów, seksualności i tożsamości. Pora na wytyczającą nową erę na stadionach antyrasistowską, anty-homofobiczną i antyfaszystowską ofensywę.

Lukrecja

Z NOP do policji droga jest krótka (w reakcji na felieton Jacka Żakowskiego)

21 Maj

homofobia

Felieton ten piszę po przeczytaniu artykułu Jacka Żakowskiego „Ultraprawica atakuje, władza milczy”. Dziennikarz GW wyłamał się ze stada milczących i poruszył palący temat. Bardzo trafnie ukazał go też w szerszym kontekście. Kontekście szerzonego przez skrajną prawicę terroru i towarzyszącej mu atmosfery przyzwolenia. Zaapelował jednak w nie tym kierunku, w którym należy. Ale od początku…

Polskie organizacje narodowo-radykalne i neofaszystowskie spierają się o modele władzy autorytarnej, którą chcieliby nam zgotować. Spierają się o strukturalne formy nacjonalizmu czy rasizmu hołdując bądź tym bardziej retro bądź tym bardziej obecne modnym w skrajnie prawicowym obozie. Ale jest jedna idea, w stosunku do której panuje tam całkowita zgodność. Tylko jedna idea, na której starając się od lat budować swoją medialność. Zespaja ich tylko jedna idea nienawiści: HOMOFOBIA. Czy to Anaboliczni Nacjonaliści (AN), czy Winnicki i spółka (MW), czy rzymskie saluty (ONR) czy wreszcie „zakazy pedałowania” (NOP) – nienawiść do wszelkich odstępstw od konserwatywnej hetero-przymusowości buzuje w tej samej temperaturze.

Ostatnie polowania na środowiska LGBTQ w Krakowie, zbiegły się z dramatycznym pogromem w St.Petersburgu:

Szczerze powiem, że jak bardzo bym się nie wysiliła, nie dostrzegam różnicy pomiędzy dziczą, która zlinczowała aktywistów LGBTQ w Rosji a naszymi lokalnymi narodowo-radykalnymi-homofobami. To, że mobilizacje naszych lokalnych homofobów, zwoływanych przez neofaszystowskie ugrupowania, nie kończyły się w ostatnich latach podobnymi pogromami jak w Rosji, to wciąż efekt zdecydowanej postawy ruchów, które w latach 2004-2006 wspólnymi siłami dały tej agresji wspólny odpór. Mam tu na myśli ruchy lgbtq, antyfaszystowski, antyrasistowski, wolnościowy, feministyczny, squaterski… Źle się natomiast stało, że po roku 2006, część środowiska LGBTQ odcięła się od wspierającego je w najcięższych momentach ruchu antyfaszystowskiego deklarując: już nie jesteście nam potrzebni, teraz już chroni nas policja. Pewnie mało kto chce dziś do tego wracać, ale tak było i warto wyciągnąć z tego wnioski. Dziś, po kilku latach, od kiedy część antyfaszystów, poproszona o to, przestała się zajmować neofaszystowskimi mobilizacjami na akcje LGBTQ, jedynym rozwiązaniem mienią się interwencje… homofobicznej policji, w szeregach której znajdziemy niejednego byłego członka ugrupowań skrajnie prawicowych (tak tak, z NOP do policji droga bardzo krótka) albo parlamentarzystów, którzy w większości problematykę mają głęboko gdzieś.

Przypominam panie Jacku, że to nie policja i nie komisje sejmowe zadbały w pierwszej kolejności o bezpieczeństwo mniejszości seksualnych w najcięższym momencie czyli niecałe 10 lat temu, gdy narodowi radykałowie z neofaszystowskich grupek rzucili się na Parady Równości. Przypominam, że to właśnie na polskim komisariacie osoby homo-, bi- czy transseksualne wciąż czują się najbardziej bezbronne oraz, że to właśnie z ust wielu parlamentarzystów, wciąż wycieka homofobia nawet jeśli nie tak chamska jak jeszcze kilka lat temu. No właśnie. Dlaczego osoba publiczna (czytaj: polityk) nie można już sobie pozwolić na agresywne homofobiczne wypowiedzi? Czy dzięki działaniom policji i komisji parlamentarnych? Nie. Dzięki ruchowi społecznemu, który przed 10 laty zajął się aktywnym zwalczaniem tego typu zachowań i zepchnął je do defensywy. Niestety. Dziś zapomina się o tym, mało tego, powołuje wydziały specjalne służb bezpieczeństwa do represjonowania środowisk antyfaszystowskich. A narodowi-radykałowie, przybijając piątki z kolegami z policji (patrz: historie w Białymstoku) czują się coraz pewniej.

To nie reakcja władz, ale stanowcza reakcja społeczna jest tu potrzebna. Nie lament w stronę policji i polityków, ale ludzka solidarność wobec agitacji krypto-faszystowskich ugrupowań. Tym bardziej, że jak już sam dziennikarz zauważył, spora część z polityków cicho lub głośno dopinguje narodowców (patrz: przytulanki posłów PiS i struktur ONR w kilku miastach Polski). Tylko wspólna, oddolna reakcja, zarówno ludzi bezpośrednio zagrożonych homofobiczną agresją (lgbtq), środowisk tradycyjnie konfrontujących zorganizowane formy dyskryminacji (antyfaszyści i antyrasiści) a także wszystkich „postronnych”, którzy nie chcą oglądać na polskich ulicach obrazków z Petersburga czy Belgradu, jest w stanie dać odpór „ultraprawicy” (termin z tekstu Żakowskiego). Tym bardziej, że polskie elity polityczne mają dziś w głowie tylko jedno. Futbolowy biznes. A po biznesie futbolowym, przyjdzie następny biznes. Skrajnie prawicową nienawiścią, homofobiczną i każdą inną, zająć się musimy sami.

A jak już jesteśmy w temacie „futbolowym” to na zakończenie Lukrecja poleca następujące, znalezione w piłkarskim zgiełku, rodzynki:

Protest społeczny czyli futbol i kryzys:
http://www.facebook.com/chlebazamiastigrzysk
Publicystyka czyli futbol i rasizm:
http://www.nigdywiecej.org/872
Beletrystyka czyli futbol i homofobia:
http://www.niewygodnylibero.wordpress.com

Lukrecja

PS. Specjalne pozdrowienia dla tych, którzy się za mną stęsknili 😉 i dopytywali o kolejne felietony.

fight homofobia

ONR pedałuje po sądach

8 Gru

Wszyscy już chyba musieli zauważyć, że ostatnimi czasy skrajna prawica wypełzła ze swoich tajnych spotkań, obozów treningowych oraz pozamykanych forów internetowych i zaczęła przesiąkać ze wszystkich stron do przestrzeni publicznej. Robi to doprawdy na wszystkie sposoby. Tacy na przykład ONR-owcy przesiąkneli ostatnio nagminnie… do sądów. Nie, nie w roli prokuratorów czy sędziów. Póki co składają obfite zeznania na temat swoich wyczynów, ewentualnie wyczynów swoich kolegów. Najciekawsze sprawy toczą się obecnie w Kielcach i Lublinie. W procesie kieleckim chodzi o przemoc o podłożu homofobicznym. W Lublinie dla odmiany o antysemityzm. Hmm… patrioci jak ich znamy.

Marian „Siłka” Kowalski – ekspert separatysta z Lublina

Proces w Lublinie jest o tyle ciekawy, że w antysemicki plot wokół skrajnie prawicowego pisemka „Biuletyn Narodowy” wydawanego przez niejakiego Grzegorza Wysockiego, wmieszany jest sam rzecznik prasowy ONR, Marian „Siłka” Kowalski. Kumpel Mariana, Grzechu, oskarżony jest o znieważenie i nawoływanie do nienawiści wobec narodu żydowskiego. W sprawie zeznawać będą też takie tuzy jak pierwszy show-man i twórca TV-Narodowej dr.Eugeniusz Sendecki oraz niezniszczalny prezes NOP Adam Wojciech Gmurczyk (ten od pedałowania). Marian „Siłka” Kowalski także występuje w tym procesie w charakterze świadka tłumacząc przed sądem, że taki antysemityzm jaki zarzucany jest Grzechowi to żaden antysemityzm. A skoro mówi to sam rzecznik prasowy ONR to ciężko się z tym nie zgodzić, bo rzecznik zna się zapewne na rzeczy. Świadczyć o tym może jego bardzo konsekwentna kariera polityczna.

Marian za młodu dość szybko wyleciał ze szkoły (lata 80-te). Co podkreślają jego koledzy z klasy: za nieuctwo a nie za poglądy polityczne, których nie miał! Następnie szlifował swoje humanistyczne kompetencje pracując jako ochroniarz na dyskotekach i jako instruktur na siłowni co prawdopodobnie czyni do dziś. Zanim skończył w ONR, Marian kandydował z ramienia PiS w wyborach samorządowych, a po tej porażce został lubelskim prezesem UPR. Gdy i tu się nie sprawdził założył tzw. Ligę Wschodnią, organizację separatystyczną na lubelszczyźnie. Jako, że separatyzm lubelski póki co nie wyniósł go na piedestał, Marian próbuje się jako autor pisując do pisma protestanckiego, „Idź pod prąd”. Wydawcą pisma jest „Kościół” Nowego Przymierza z Lublina, który jest niezależnym ewangelikalnym kościołem protestanckim. Kościół ten identyfikuje się z nurtem chrześcijaństwa fundamentalnego i nie za bardzo po drodze było mu z ostatnimi papieżami.

Jako człowiek propagujący kościół protestancki, organizujący ruch separatystyczny na lubelszczyźnie oraz obijający się od lat po wszystkich możliwych prawicowych partiach (a więc nie mający konkretnych poglądów politycznych) mógł zostać rzecznikiem prasowym tak radykalnie-narodowo zdeklarowanego ONR, pozostaje zagadką. Należy podejżewać, że w szeregach ONR mało kto potrafi sklecić kilka sensownych zdań, a wówczas nawet taki Marian „Siłka” Kowalski, ekspert od separatyzmu i antysemityzmu, jest na wagę złota.

Sam proces w Lublinie jest bardzo godny uwagi, przede wszystkim z tego powodu, że zarówno cała skrajnie zagubiona prawica (ONR, NOP) jak i ta skrajnie szalona (TV-Narodowa) traktuje go bardzo priorytetowo i próbuje nim wywalczyć sobie przyzwolenie na antysemityzm 2.0 Kolejne rozprawy na początku przyszłego roku.

Mirek Gębski na spacerze po Kielcach

Z kolei w Kielcach nasi dzielni narodowcy dostali zaproszeni do sądu za to, że 16 maja 2010 roku, jak zwykle w takich wypadkach, dreptali nerwowo wokół tamtejszego Marszu Milczenia (przeciwko Homofobii), zorganizowanego przez lokalną KPH (Kampanię Przeciw Homofobii). Uczestnicy marszu nieśli tansparent „Milczenie naszym krzykiem” oraz mieli zaklejone plastrami usta. Z kolei narodowcy dreptali, dreptali, no i wymyślili: „Dobry gej – martwy gej!”, „Jak złapiemy – połamiemy!” no i wreszcie, krótko i na temat „Do gazu!” . To w sumie chyba i tak jedne z bardziej wyrazistych postulatów społeczno-politycznych jakie można usłyszeć z ust „narodowych-radykałów”. Do tych mniej wyrazistych za to bardziej popularnych zaliczyć należy „Kto nie skacze jest pedałem, hej”.

Również w procesie kieleckim mamy do czynienia z prawicową śmietanką. Otóż wśród ośmiu oskarżonych jest oprócz członków ONR również radny powiatowego PiS, pan Mirosław Gębski. Do aresztowań doszło między innymi dlatego, że „narodowcy” bardzo byli dumni ze swojej akcji na forach intenetowych. Samego Gębskiego rozpoznało wielu mieszkańców miasta. W sprawie zeznaje kilkudziesięciu świadków. Gębski, zapytany przez dziennikarzy o to czemu się plącze po ulicach z typami z ONR odpowiedział zaskakująco szczerze, że „jest politologiem i człowiekiem ciekawym takich wydarzeń”, a na pytanie o to dlaczego stał w grupie skandującej „Dobry gej – Martwy gej” wytłumaczył nie mniej szczerze, że „blisko mu do tych przekonań”. Później w sądzie już twierdził, że znalazł się tam zupełnie przypadkiem, będąc na spacerze. Co za kraj?! Tylko człowiek na spacer wyjdzie, a tu już za rogiem manifestacja gejów się na niego zaczaiła. Ehhh….

Proces w Kielcach trwa już ponad rok i jest monitorowany przez kieleckie środowiska wolnościowe. Sąd, jak to polskie sądy, bada szkodliwość głoszenia tego, że geje w zasadzie powinni zdechnąć, być może nawet przy pomocy gazu. Gębski jest jedynym, który idzie w zaparte i nie przyznaje do winy. Reszta chłopaków współpracuje z policją jak się patrzy. Tymczasem solidarność w ruchu narodowym najwyraźniej słabiutka. Na rozprawach ONRowców przez kilka miesięcy nie stawili się koledzy z organizacji. Mało tego, mimo iż wszyscy w Kielcach wiedzą, że niektórzy z oskarżonych są lub do niedawna byli członkami kieleckiej frakcji ONR, sama organizacja nigdzie tego nie podała. Oni się normalnie wstydzą swoich ludzi!

A może wstydzą się tego, że niektórzy z oskarżonych pozostawieni bez wsparcia kolegów z brygady postanowili zdecydować się na odruch skruchy i przeprosić osoby, którym życzyli śmierci? Fakt pozostaje faktem, że na pierwszych kilku rozprawach ONRowców nie wsparł także ani jeden kibic Korony Kielce. To akurat nie dziwi skoro niektórzy ONRowcy złożyli podobno tak soczyste zeznania, że obciążyli nimi obecnych na akcji kibiców Korony. Takie praktyki nie są zbyt dobrze postrzegane na trybunach. Kibice pojawili się na rozprawie podobno dopiero wtedy, gdy zeznawali świadkowie ze strony KPH. Ich wizyta miała prawdopodobnie te osoby zastraszyć. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Kibice pozwolili się sfilmować policji jako jawni sympatycy ONR, a osoby zeznające i tak wykazały się odwagą, a wręcz dobrą znajomością lokalnych struktur skrajnie prawicowych i dały jasno do zrozumienia, którzy z zamieszanych w sprawę chłopców bawią się w ONR.

Ciekawą informacją krążącą po Kielcach jest to, że jeden z głosicieli „dobrego martwego geja” dostał lotkę z pracy, gdyż pozostali pracownicy nie chcieli obcować na co dzień z takim typem. Jeśli to prawda, jestem z nich dumna. Solidarność między pracownikami kończy się tam, gdzie zaczyna się „zakaz pedałowania” i inne skrajnie prawicowe przypadłości.

Ciekawe rzeczy na procesach opowiada też sam Gębski. Zapytany, które z haseł skandował (jako przypadkowy spacerowicz! – przyp.) odpowiedział: „Mogłem też krzyczeć ‚Sierpem i młotem czerwoną hołotę’ ponieważ byłem ciekawy, czy inni podchwycą te hasła” 😉 Lukrecja mówi: Ciekawość pierwszym stopniem do pierdla, Gębski!

Gębski wyjaśnił też, że stał w grupie kontrmanifestantów, ale gdy krzyczeli oni wulgarne hasła, to od razu odchodził. No to chyba się troche nachodził tego dnia radny PiS. Jak to niewinny spacer niespodziewanie potrafi się zamienić w trening kondycyjny…

Proces toczy się dalej. Linia obrony oskarżonych polega na tym, że nie pamiętają czy krzyczeli „Do gazu!”, ale wszyscy powtarzają z uporem, że śpiewali hymn narodowy 😉 Prawda jak zwykle leży pewnie gdzieś po środku, a więc najprawdopodobniej robili i jedno i drugie na zmiane. To by się nawet dobrze wpisywało w obecną linię polityczną ONR.

Kolejna rozprawa w Kielcach jest zaplanowana na marzec 2012. Zapowiadają się dalsze atrakcje, zapraszam wszystkich do śledzenia tej sprawy i wspierania przyjaciół z LGBTQ z Kielc!

xxx

Naprawde warto obserwować wszystkie te procesy, gdyż wiele można z nich wynieść. Na przykład powiązania i wzajemną lojaność pomiędzy szaleńcami z TV-Narodowa, skrajnie prawicowymi mediami z „Biuletynu Narodowego”, politykami PiS a awandgardą skrajnej prawicy z ONR. Warto je śledzić także dlatego, aby zobaczyć czy nasi „narodowcy” przypadkiem nie dostaną do ręki kolejnych pozytywnych „ekspertyz” i patentów, w postaci orzeczeń sądowyach, dla swojego antysemityzmu czy też pedałowania.

No właśnie, apropos pedałowania. Koleżanka z pracy spytała mnie ostatnio co to za ludzie biegają i krzyczą wszędzie o tym pedałowaniu. Zanim zdążyłam zareagować, odpowiedziała sobie sama: „Pedały?”.

Pomyślałam, że chyba faktycznie ci od tego pedałowania to po prostu pedały. Choć jest coraz więcej takich, którzy uważają, że to geje!

Lukrecja Sugar

Prawdziwa wartość bielizny Davida Beckhama – O nadchodzącej agonii homofobii na stadionach

15 Czer

Hate & love on the terraces

Piłka nożna jest bardzo złożonym fenomenem społecznym, niosącym ze sobą tyle samo fascynujących, co odpychających aspektów. Przeciętny fan, szalikowiec, kibic, kibol…nie ma wyjścia – musi pogodzić się z relacją hate & love w stosunku do niej.

Futbol to maszynka do robienia pieniędzy, wielki biznes kontrolowany przez potężne lobby. Ale współczesny futbol odgrywa również niemałą rolę w kształtowaniu wielu aspektów świadomości społecznej. Prawdopodobnie największą świadomościową kreacją futbolu jest uczynienie go heteroseksualną niszą.

Homoseksualizm w piłce nożnej jest tabu. Dotyczy to trenerów, sędziów, kibiców, ale przede wszystkim piłkarzy. A przecież nikt, kogo stać na bardziej wnikliwe spojrzenie, nie zaprzeczy, że przepełniona jest ona, jak rzadko który sport, wzajemnymi męskimi seksualnościami. I, jak w rzadko którym sporcie, fakt ten jest fanatycznie negowany. Homoseksualizm traktuje się jak coś niewygodnego, wstydliwego, wypiera się go i tabuizuje. Równocześnie inscenizuje się ultra-heteroseksualne oblicze futbolu. Tylko skąd ten cały cyrk? Po co ta inscenizacja?

Po pierwsze: piłka nożna to mikrokosmos z siusiakiem

Wszystko zaczyna się od ogólnospołecznego, heteronormatywnego wyobrażenia spolaryzowanych względem siebie męskości oraz kobiecości. Po za nimi i między nimi nie ma nic i nikogo. Oczywiście męskość góruje nad kobiecością. Sam sport uważa się za z natury męski, a że męskość najdobitniej wyraża się w pociągu do kobiet, więc sport definiuje się jako domenę hetero. Homo sprawdzają się zaś w sztuce czy modzie. Mniej więcej taki jest społeczny punkt widzenia.

Jeśli chodzi o kobiety, to od kiedy wywalczyły sobie dostęp do sportu (kiedyś kompletna no go area), mogą kreować swoją osobowość w tym, definiowanym wciąż jako męski, obszarze. W jego ramach wręcz wymagane jest, aby pielęgnowały i demonstrowały pewną męskość. Oznacza to, że w męskim świecie sportu, mogą nieoczekiwanie swobodnie przekraczać granice obu płci. Niezmuszane do odgrywania narzuconych im kobiecych ról, mogą zachować swoją tożsamość. Oczywiście, zbyt dużo męskości prowadzi do zarzutów o bycie lesbijką. To zresztą los wielu kobiet zachowujących suwerenność względem męskich oczekiwań. Dlatego większość zawodniczek na wszelki wypadek, mocno podkreśla swoją heteroseksualność.

Jednak prawdziwy problem zaczyna się, gdy mamy do czynienia z przekraczaniem granic kobiecości przez mężczyzn, zwłaszcza w kontekście piłki nożnej, stojącej na samym szczycie męskiej hierarchii sportów (obok hokeja, rugby czy żużla). Piłkarz, który zbliży się swoim zachowaniem do bieguna kobiecości, podważa natychmiast swoją męskość, a tym samym rzuca na siebie podejrzenie o bycie gejem. To degraduje go medialnie i społecznie, bo przecież gej nie może być dobrym piłkarzem! Presja ze strony homofobicznych kibiców, jak i samego futbolowego światka, prowadzi do tego, że podejrzenie o bycie gejem może kosztować piłkarza załamanie kariery, utratę zdrowia, a nawet, jak się przekonamy, życia.

Dlatego też wszyscy gracze dbają bardzo o swój heteroseksualny wizerunek, zarówno na boisku, jak i prywatnie. Niezależnie od tego czy są hetero czy nie. Na boisku homoseksualność ukrywana jest często poprzez przesadnie ostrą grę i chamskie, typowo męskie, zachowania. Zgrywaniem ostrego macho-gościa najlepiej zwieść wszystkie badawcze spojrzenia z trybun. Z kolei, w życiu prywatnym, jak donoszą psycholodzy sportowi z wielu krajów, zawodowi piłkarze będący gejami proszą swoje przyjaciółki o publiczne występowanie w roli ich partnerek, biorą lewe śluby, żyją z kobietami ukrywając przed nimi swoją tożsamość, przedstawiają dzieci kuzynów jako własne, itp. Wielu piłkarzy prowadzi więc podwójne życie, które oczywiście, ze względu na towarzyszące temu psychiczne obciążenie, często wpływa fatalnie na ich formę.

Po drugie: padł pewien mit i homofobi stoją z gołymi pupami

Pierwszego polskiego piłkarza, który zdecyduje się na tzw. coming out, czeka z pewnością ciężki sezon pośród licznie odwiedzających nasze stadiony faszyzujących nacjonalistów oraz wtórujących im chłopaczków bez charakterów (potrzebnych, aby oprzeć się kolektywnej głupocie). Takiego piłkarza spotkać też może nieformalna reprymenda ze strony władz klubu, że swoim gejostwem psuje w nim atmosferę (sic!). Oczywiście media rzucą się na takiego gracza jak sępy na padlinę grzebiąc w każdej sekundzie jego życia. Może nawet jakaś zorganizowana grupa homofobów czy bojówka związana z NOP dopuści się fizycznego ataku. Czy taki piłkarz jest w stanie to przetrzymać?

Wydawać by się mogło, że jest zbyt wiele powodów, aby dalej inscenizować swoją męskość i heteroseksualizm aż do bólu, na przekór własnej osobowości, logice, zdrowiu psychicznemu i wszystkiemu innemu. Z drugiej strony, pierwsi piłkarze, którzy zdecydują się na ujawnienie, spotkają się z niespotykanym wsparciem progresywnej części społeczeństwa. Żaden coming out nie powinien być forsowany, ale jak na dłoni leży pytanie o to, ile lat można żyć w ukryciu, prowadzić podwójne życie, okłamywać wszystkich dookoła, zabijać własne emocje? Co jest bardziej zabójcze, coming out czy granie roli?

Dotychczasowe przykłady ujawnień się (futbol/hokej/rugby) są dwuznaczne. Justin Fashanu, pierwszy brytyjski piłkarz, który ujawnił się jako gej (1990) został poddany takiej presji (głównie ze strony mediów, działaczy i kibiców), że po kilku latach popełnił samobójstwo. Minęło kilkanaście lat. Brendan Burke, czołowy amerykański hokeista (outing w 2009) otrzymał silne poparcie i być może dokonał przełomu w swojej dyscyplinie. Niestety zginął niedawno w wypadku samochodowym i nie będzie już świadkiem trwającego przełomu i losów kolejnych gejów hokeistów. Z kolei Gareth Thomas, gwiazda walijskiego rugby, którego tak spektakularną jak i brutalną grę podziwiał cały świat, swoim ujawnieniem się zatkał wszystkim usta. No jak to, ten brutal jest gejem? Linia ataku homofobów i kryptofaszystów kompletnie się załamała, bo w ich mniemaniu maksymalnym wysiłkiem fizycznym, na jaki stać geja jest spacer po wystawie fotografii. Tymczasem mit padł. Bez koronnego argumentu na to, że pewne rzeczy w życiu są dla pedalstwa nieosiągalne, homofobi pozostali tam gdzie stali. Tyle że nago, z gołymi pupami.

Po trzecie: stadion wciąż boi się geja

Futbol zawłaszczany jest dziś przez ultrakonserwatywne i faszyzujące nurty społeczne jako arena służąca do przedłużania sztucznej dominacji męskości nad kobiecością. Świadomość tego, pozwala zrozumieć dlaczego wszelkie próby rozmycia ostrych granic pomiędzy obiema płciami w obrębie typowo męskich sportów (futbol, hokej, rugby) spotykają się z tak szowinistycznymi reakcjami. To tłumaczy też, dlaczego świat futbolu tak bardzo boi się gejów.

Strach przed gejem-piłkarzem wynika także stąd, że piłka nożna jest, de facto, bardzo homoseksualnym sportem. Te wszystkie wilgotne uściski na murawie, ciągłe ocieranie się o siebie, euforyczne pocałunki, pieszczoty przy narożnych chorągiewkach, pogłaskiwania, tarzanki po trawie… Wszystko wykonywane przez zdrowych wysportowanych facetów ku wielkiemu podnieceniu fanów w każdy weekend na tysiącach stadionów całej Europy. Co gol, to ciało do ciała i zaczyna się wzajemne męskie pocieranie zapoconych mięśni. Ile razy widzieliśmy, jak w całym tym kolektywnym męskim uniesieniu dłonie sięgają, choć tylko na chwilę, w miejsca uznawane za najbardziej intymne. Niemniej seksowne są nieustanne przepychanki w polu karnym, podszczypywania, tulenie się do siebie w murze przy rzutach wolnych, itd. Bramkarze pocierający co chwila swoich obrońców po czuprynach, czy poklepujący po pupach, aby ruszyli do kontry. Mężczyźni sami dla siebie, przez 90 minut, ani jednej babki, a tyle seksualności, że wystarczyłoby na kilka odcinków wilgotnego erotyku. Tak przesiąknięty wzajemną męską seksualnością sport musi na siłę kreować się jako heteroseksualny. W innym wypadku, gdyby nazwać to wszystko co się dzieje na boisku i wokół niego po imieniu, mogłoby się okazać, że jest czymś bardzo, ale to bardzo, homoseksualnym.

Po czwarte: Arkadiusz Onyszko wygląda źle nawet w bieliźnie Davida Beckhama

Beckhama, który u szczytu swojej kariery sam określił się metroseksualnym i zdeklarował, że nosi bieliznę swojej partnerki, nie tylko nie spotkał lincz, ale wręcz zyskał na popularności. Twierdzi się, że swoją postawą zrobił wiele dla piłkarzy, trenerów i kibiców gejów. Ale czy nie jest to przesada? W końcu nigdy ani na sekundę nie zanegował swojej heteroseksualności. Wprost przeciwnie, zawsze dbał o jej obecność przed kamerami. Jako futbolowa pop-gwiazda największego kalibru, mógł sobie pozwolić na gierki wokół swojej seksualności. Jego sesje zdjęciowe i bieliźniany fetysz odebrane zostały jako egzotyczna pop-transwestycja na potrzeby marketingowe. Być może, gdyby podobnie jak on, zaczęło zachowywać się coraz więcej piłkarzy, gdyby poszedł krok dalej i zaczął przed meczami malować sobie oczy, gdyby na skutek tego, balansowanie na krawędzi seksualności i płci stałoby się w futbolu czymś codziennym, możnaby mówić o jakimś przełomie. Jednak tak się nie stało i rola Beckhama w procesie demontażu żenującego macho-wizerunku futbolu jest zdecydowanie przereklamowana. A jednak… każdy skrawek bielizny metroseksualnego Beckhama jest tysiąc razy więcej wart niż minuta gry w jakimkolwiek piłkarskim klubie kogoś takiego, jak Arkadiusz Onyszko, z którym to duński FC Midtjylland rozwiązał w 2009 roku umowę po tym jak ten popisał się swoją homofobiczną i ksenofobiczną erudycją. Od tego czasu Onyszko szamotał się po całej Europie nie mogąc znaleźć klubu, który wziąłby takiego idiotę do swojego składu. I świetnie, chociaż warto dodać, że jest to wynik nie tyle wzrostu tolerancji we władzach europejskich klubów, ile efekt skutecznej międzynarodowej kampanii przeciwko homofobii.

Po piąte: tyle buziaków w stronę szalikowców

W krajach, w których do tych kwestii podchodzi się bez napinki, już dawno przestudiowano wszystko to o czym tu mowa. Okazało się, że w jednej z najlepszych lig, znanej tak z wysokiego poziomu piłkarskiego jak i z multikulturowości, na dziesięciu piłkarzy co najmniej jeden jest gejem. Mimo, iż oczekiwanie na pierwsze oficjalne ujawnienie się wciąż trwa (znawcy tematu twierdzą, iż będzie ono miało charakter kolektywny bądź lawinowy), nieoficjalnie mówi się o wielu graczach z najwyższej półki transferowej, o idolach (także polskich kibiców), którzy niebawem zdziwią wielu swoich fanów.

Ale nie czekając na ten moment już dziś można stwierdzić, że każdej soboty na boiska Bundesligi wybiega co najmniej kilkunastu uwielbianych przez szalikowców gejów. Czy Bundesliga jest wyjątkiem? Nie ma żadnych powodów, aby tak uważać. Podobnie musi być w Premier League, El Primera Division, Serie A, francuskiej League 1 czy w polskiej Ekstraklasie. Tak więc w każdy weekend blisko sto, jeśli nie więcej, gejowskich gwiazd piłki nożnej wprowadza w zachwyt i ekstazę miliony kibiców na całym kontynencie. Strzelając bramki, dryblując, faulując, ale też chwytając się za koszulki, obściskując po strzelonych bramkach i puszczając buziaki w stronę wiernych im szalikowców. Oto bezsensownie tabuizowana prawda o futbolu.

Po szóste: nadchodzi kolejna Noc Muzeów

Na trybunach nie jest inaczej. Oczywiście, homofobiczny klimat narzucany ostatkiem sił przez zakompleksione grupki skrajnie prawicowych krzykaczy odpycha część nie-heteroseksualnych widzów od uczęszczania na stadiony. Ale tylko część, podczas gdy tysiące nie dają sobie odebrać tej sfery publicznej przez atawistyczne bandy. Dowodem na to są powstające w ostatnich 10 latach w całej Europie fankluby zrzeszające kibiców nie-heteroseksualnych. Czy dlatego, że zaczęli się oni nagle pojawiać na trybunach? Nie. Oni byli tam zawsze i tylko futbolowy świat udawał, i nadal próbuje udawać, że ich tam nie ma. Czy gejowskie fankluby powstają dlatego, że chcą się na trybunach izolować od reszty kibiców? Nie. Powstają dlatego, że chcą dać dowód na swoją obecność.

Wielu kibicom i ultras odechciało się brać udział w teatrze dyktowanym przez podstarzałych panów z FIFA i UEFA oraz grupki zacofanych nacjonalistów. Dzień, kiedy na większości piłkarskich stadionów, obok barw klubowych, zaczną powiewać tęczowe flagi jest już całkiem blisko. Na wielu już powiewają, jak choćby na New Camp w Barcelonie. Homofobiczna horda, podkręcana przez kryptofaszystowski, „narodowy” tłumek, będzie się szamotała, odgrażała, trzęsła, pieniła i wymachiwała rękami. Zdesperowani obrońcy narodowego frontu społecznego zacofania popadną w agonię. Ale nic nie będą w stanie zmienić, gdyż zarówno futbol, a tym bardziej większość jego fanów, chce iść do przodu.

Przez dziesiątki lat udawano, że fultbol to gra dla mężczyzn, nawet kryminalizując kobiety kopiące piłkę. To już przeszłość. Nadchodzące mistrzostwa świata kobiet w piłce nożnej obejrzą miliony ludzi. wkrótce tak samo odczarowane zostanie ostatnie tabu piłki nożnej – homoseksualizm. Ostatni społeczny bastion żałosnej homofobii, inscenizowane heteroseksualne oblicze futbolu, będzie można niebawem obejrzeć w Muzeum Piłki Nożnej w ramach kolejnej Nocy Muzeów w naszym mieście. Nie przegapcie!

Epilog czyli kontekst antyfaszystowski

Agonia homofobi w futbolu ma także szerszy, społeczny, antyfaszystowski kontekst. To właśnie na stadionach zagnieździły się, pomiędzy tysiącami fanów, najbardziej konserwatywne, faszyzujące grupy społeczne. Tam prowadzą najintensywniej swoją faszystowską agitację. Stadiony są obecnie ostatnią publiczną areną, na której wciąż mogą pozwolić sobie na dyskryminujące przyśpiewki bez reakcji antyfaszystów. Tam nasycają baterie faszystowskiej nienawiści. Ale na szczęście także stamtąd, prosto z trybun, płynie coraz więcej sygnałów, że pora już z tym skończyć. Stadiony to nie wybieg dla nabuzowanych homofobicznych szympansów, ani rezerwaty dla faszystów. Piłka nożna nie jest z natury hetero czy w ogóle czymś z gruntu męskim. Jest w niej miejsce dla wszystkich płci, seksualności i tożsamości. Pora na wyzwalającą antyrasistowską, antyhomofobiczną i antyfaszystowską ofensywę na stadionach.

Nie zgadniecie co się okazało. Myliliśmy się!

8 Sty

A więc to nie są jednak neofaszyści. Nie głoszą antysemickich haseł. Nie stanowią dla nikogo zagrożenia. To tylko patrioci. Niech maszerują więc gdzie i kiedy chcą…

Otóż moi drodzy, jakiś czas temu, zupełnie nie wiadomo dlaczego, wielu osobom w tym kraju zaczęło się nagle wydawać, iż pewne jedenasto-listopadowe przemarsze służą szerzeniu rasistowskich, antysemickich i dyskryminujących treści, budowaniu tzw. „frontu narodowego”, tym samym stanowią zagrożenie dla wielu osób z różnych sfer społecznych, a więc należy im przeciwdziałać.

Będąc osobą z natury sceptyczną, postanowiłam zbadać sprawę doględniej. Tym bardziej, iż żekomo podczas ostatniego takiego przemarszu, 11.11.2010, ciężko było się tego typu haseł dosłuchać (między innymi dlatego, że ciężko było się do tego marszu zbliżyć gdyż wokół niego biegały hordy agresywnych i uzbrojonych kiboli).

I tak, przestudiowałam najróżniejsze relacje z 11-listopadowych przemarszów skrajnej prawicy ostatnich kilkunastu lat.

I nie zgadniecie co się okazało!

Okazało się, że wcale nie jest tak jak się większości osób w tym kraju zaczęło wydawać. Otóż NIE ZAWSZE szerzona jest na tych marszach neofaszystowska spuścizna, a więc rasizm, ksenofobia, antysemityzm, homofobia, etc. A co za tym idzie, mówienie, że służą one do ich szerzenia to uogólnienie. A więc także, to nie żadni neofaszyści i nacjonaliści tylko faktycznie… miła, wypełniona patriotyzmem młodzież.

A oto i efekty mojego researchu…

11 listopada 1992 – Kraków – marsz PWN-PSN – wznoszone są antysemickie i nacjonalistyczne hasła;
11 listopada 1992 – Toruń – marsz NFP – wznoszone są antysemickie i nacjonalistyczne hasła;
11 listopada 1993 – Kraków – polscy nazi-skini palą niemieckie flagi;
11 listopada 1993 – Wrocław – nacjonaliści krzyczą „Sieg heil!”, hajlują i odśpiewują hymn Polski;
11 listopada 1994 – Wroclaw – marsz PWN-PSN – antysemickie hasła i okrzyki „Sieg heil!”;
11 listopada 1994 – Torun – marsz PWN-PSN – wznoszone są antysemickie hasła;
11 listopada 1995 – Koszalin – ugrupowania Thule/Stowarzyszenie Młodych Patriotów przemawiają na wiecu przekonując o konieczności doskonalenia białej kultury;
11 listopada 1995 – Bydgoszcz – zgromadzenie PWN-PSN – wznoszone są antysemickie hasła oraz okrzyki „Polska dla Polaków”;
11 listopada 1996 – Warszawa – wspólny marsz NOP i Stronnictwa Polityki Realnej; hasła „Polska dla Polaków”;
11 listopada 1997 – Kraków – marsz Młodzieży Wszechpolskiej – wznoszone są antysemickie i rasistowskie hasła;
11 listopada 1997 – Lódź – marsz NOP i sympatycy – rasistowskie hasła i ataki na przechodniów;
11 listopada 1997 – Rzeszów – zgromadzenie Młodzieży Wszechpolskiej i Stronnictwa Narodowego – hasła „Precz z żydami, Polska dla Polaków!”;
11 listopada 1997 – Wrocław – marsz Młodzieży Wszechpolskiej i NOP – hasła „Precz z żydowską okupacją”; ataki na przechodniów o „nie-narodowym wyglądzie”; atak na bar prowadzony przez Wietnamczyków;
11 listopada 1998 – Kraków – marsz Młodzieży Wszechpolskiej – hasła ksenofobiczne i antysemickie;
11 listopada 1998 – Rzeszów – Młodzież Wszechpolska i Stronnictwo Narodowe skandują „Polska rzecz, Żydzi precz”;
11 listopada 1998 – Warszawa – marsz NOP; Brak relacji z przebiegu tego przemarszu;
11 listopada 1999 – Piła – nazi-skini składają przysięgę wypędzenia z „białej” Polski wszystkich „obcych”; hajlowanie i okrzyki „Sieg heil!”;
11 listopada 2000 – Katowice – marsz Stronnictwa Narodowego – nacjonaliści krzyczą „Jude Raus”, ” Żydzi z Polski precz”;
11 listopada 2000 – Rzeszów – marsz Młodzieży Wszechpolskiej i Stronnictwa Narodowego – hasła „Precz z Żydami”, „Polska dla Polaków!;
11 listopada 2001 – Warszawa – marsz NOP; Brak realacji z przebiegu tego marszu.
11 listopada 2002 – Ponownie brak jakiejkolwiek relacji. Czyżby szło na lepsze?!!!
11 listopada 2003 – Warszawa – bezpośrednio po manifestacji Młodzieży Wszechpolskiej, atak nacjonalistów na squat i centrum kultury alternatywnej „Fabryka”;
11 listopada 2004 – Toruń – marsz NOP – hasła ksenofobiczne, antysemickie i rasistowskie;
11 listopada 2004 – Wrocław – wiec Ruchu Katolicko-Narodowego – faszystowskie okrzyki i gesty;
11 listopada 2004 – Świdnica – marsz NOP – antysemickie hasła;
11 listopada 2005 – Częstochowa – marsz ONR – okrzyki „Polska dla Polaków”, ” Żydzi z Polski precz!”, „Znajdzie się kij na żydowski ryj!”;
10 listopada 2006 – Warszawa – odsłonięcie pomnika Romana Dmowskiego z udziałem członków m.in. NOP, ONR, MW. W czasie swiecenia pomnika krzyczano „Polska dla Polakow”. Wobec osob okazujących swoją bezaprobatę użyto antysemickich wyzwisk;
11 listopada 2007 – Warszawa – marsz pod pomnik Dmowskiego, organizowany przez ONR, z udziałem NOP, Stronnictwa Narodowego i jawnie neofaszystowskiej „Combat 18”. Hasła „Tu jest Polska nie Izrael”, „Polska cała tylko biała”;
11 listopada 2008 – Warszawa – marsz ONR i NOP pod hasłami „Polska dla Polaków”;
11 listopada 2009 – Warszawa – marsz ONR i Falangi – na całej trasie antysemickie hasła „Narodowy socjalizm”, „Precz z żydowskim szowinizmem!”, „Precz z żydowską okupacją”, a pod pomnikiem Dmowskiego, hitlerowskie pozdrowienia;
11 listopada 2010 – Warszawa – marsz ONR, NOP i Młodzieży Wszechpolskiej – Wokół marszu zmasowane ataki jego uczestników na antyfaszystowskie blokady. Bezpośrednio po marszu, w samym centrum miasta, narodowcy tną się nawzajem przyniesionymi na marsz nożami. Nie wiadomo czy wznoszono hasła antysemckie. Organizatorzy twierdzą, że „zrobili wszystko aby do tego nie dopuścić”… ;

No i co? Nie mówiłam?
Myliliśmy się!
NIE ZAWSZE! 😉

Lukrecja A.