Tag Archives: nacjonalizm

JOBBIKOWY KONIEC ŚWIATA

4 Lip

Jobbikowy koniec swiata

A tymczasem… na przełomie czerwca i lipca… odbyły się kolejne EUROGAMES czyli największe europejskie zawody sportowe LGBTQ. Poprzednie miały miejsce w Roterdamie ( było cudownie 😉 ), kolejne zaplanowane są w Antwerpii. Czy wiecie gdzie odbyły się tegoroczne? Pod samym nosem nacjonalistycznych Jobbiku, Magyar Gardy oraz innych prężnych neofaszystowskich organizacji na Węgrzech. W samym Budapeszcie 🙂

Niestety w tym roku nie mogę przekazać wam relacji z pierwszej ręki, ale z przyjemnością publikuję felieton spisany na podstawie relacji tegorocznych uczestników.

Eurogames 2012Przygotowania do tego wydarzenia nie były łatwe. Będąc w samym Budapeszcie nie dało się zauważyć żadnych plakatów reklamujących zawody. Miasto nie pokryło się chociaż na kilka dni tęczowymi flagami tak jak to zwykle bywa przy tego typu okazjach. Przy organizacji wydarzenia zachowano pełne bezpieczeństwo. Areny sportowe, na których zaplanowano poszczególne zawody, były do końca trzymane w tajemnicy. Nie do pomyślenia biorąc pod uwagę iż Budapeszt był w przeszłości uznawany za queer-metropolię Europy Wschodniej. Dziś, otwarcie mogą odbywać się tu neofaszystowskie festiwale pokroju „Magyar Sziget / Festiwal Boreal” podczas, gdy zawody sportowe gejów i lesbijek odbywają się w podziemiu, jeszcze bardziej zakamuflowane niż jakiekolwiek działania opozycjonistów za czasów socjalistycznej władzy autorytarnej.

Eurogames 2008Sam burmistrz Budapesztu, István Tarlós, ewidentnie zdystansował się co od imprezy. Oszczędzę wam cytatów, które padły z jego ust w tym kontekście, znamy je doskonale z własnego podwórka. O jakimkolwiek wsparciu finansowym czy logistycznym ze strony miasta nie było oczywiście mowy, a więc impreza na kilkanaście tysięcy osób musiała zostać przygotowana własnym sumptem i pomocą środowisk z innych krajów.

Zacytuję natomiast przewodniczącego Jobbik’u, niejakiego Gabora Vone. Ten prze-inteligentny człowiek uznał EUROGAMES za… koniec świata. Lukrecja dodaje: Jego jobbikowego świata!

EuroGames 2011Do zmierzchu jobbikowej planety przyczyniło się ostatecznie ponad 10 tysięcy osób. Około 3 200 z nich wzięło udział w samych zawodach i około 8 000 uczestniczyło w roli obserwatorów i kibiców. Widzów byłoby z całą pewnością kilkakrotnie więcej, gdyby nie brak reklamy, konieczność utrzymywania miejsc zawodów w ukryciu czy wynikająca także z bezpieczeństwa praktyka wydawania specjalnych zaproszeń dla osób, które chciały wejść na obiekty.

Mimo całej atmosfery zagrożenia, niechęci władz i konieczności zachowania wszelkich względów bezpieczeństwa, zawody były sporym sukcesem i przełomem. EUROGAMES wreszcie dotarły do Europy Wschodniej i odbyły się bez drastycznych zakłóceń. I to w kraju zdominowanym przez skrajnie prawicowy zakon. To w jakiej musiały odbyć się otoczce to już inna historia. Wydaje się, że władze Węgier dopuściły do ich przeprowadzenia tylko po to aby nie musieć tłumaczyć się na arenie międzynarodowej. Gdyby to tylko od nich zależało, najprawdopodobniej zakazałyby ich, albo napuściły na nie swoje wygłodniałe brunatne psy z różnych nacjonalistycznych organizacji.

Uczestnicy EUROGAMES z zachodu, północy i południa Europy opowiadali, że czuli się w Budapeszcie jak u siebie w latach 70-ych, gdy trzeba było toczyć walkę o każdy jeden centymetr równouprawnienia. Walkę tą wówczas wygrali. Teraz czas na ostatni fragment kontynentu.
Póki co, jobbikowy koniec świata trwa dalej. Bezpośrednio po zakończeniu EUROGAMES rozpoczął się w Budapeszcie GAY PRIDE WEEK 😉 który zakończy się 7 lipca.

Nie zmienia to jednak faktu, że chwilę potem odbędzie się na Węgrzech, oficjalnie reklamowany, największy obecnie spęd środowisk neofaszystowskich i nacjonalistycznych (Magyar Sziget/Festiwal Boreal), w którym wezmą udział też liczne delegacje z Polski i któremu poświęciłam niedawno cały oddzielny felieton. Jobbikowy koniec świata jest więc jeszcze daleki. I wygląda na to, że nie pozostaje nic innego jak go wywalczyć. Gdyż jak wiemy z historii, siły autorytarne, kiedy już raz dostaną w ręce ster, rzadko kiedy dobrowolnie oddają inicjatywę społeczeństwu.

Lukrecja

Przedmeczowy incydent czy Wielka Polska Katolicka na polowaniu?

13 Czer

polski rasizm na ulhttps://lukrecjasugar.wordpress.com/wp-admin/edit-comments.phpicach Warszawy

(na ubraniach widać skrajnie prawicową symbolikę: po lewej szczyl z logiem „ofensywa” na kurteczce, po prawej goguś z krzyżem celtyckim na szaliczku)

Znienawidziłam słowo INCYDENT.
A jeszcze bardziej tych, którzy próbują przy jego użyciu zamaskować prawdę o problemie, z którym ewidentnie mamy do czynienia.
Ostrzegam, w tym felietonie pojawią się wulgaryzmy.

Przedmeczowy incydent…

Próby relatywizowania tego co zaszło w dniu meczu Polska-Rosja na ulicach Warszawy, próby zarówno wielu prawicowych komentatorów jak i przedstawicieli władz (a więc organizatorów EURO2012) są jednocześnie żałosne, nieodpowiedzialne i nachalne. To co miało miejsce na ulicach Warszawy nie było w żadnym wypadku incydentem! Proszę przestać pier…lić głupoty!

…czy Wielka Polska Katolicka oraz Bóg-Honor-Ojczyzna na wspólnym polowaniu?

Kilkuset do tysiąca zacofanych mentalnie FACETÓW, nie mogących odnaleźć siebie samych w zmieniającym się świecie i zrzucających za to winę na „obcych”, biło wczoraj niemal wszystkich napotkanych Rosjan, często napadając ich w większych grupach i od tyłu, a kolejne setki Polaków, od 16-letnich zachlanych siks po 70-letnie rydzykowe babcie, zagrzewało do czynów wykrzykując zza ich pleców „Jebać ruskie k…y!” lub „Ruskie wynocha!”. To był skrajnie prawicowy motłoch en masse. Wśród biegających ze śliną na ustach pojebańców, co dziesiąty miał na sobie nacjonalistyczne emblematy. Przeważały koszulki odwołujące się do haseł „bóg, honor, ojczyzna”, obciachowe ciuchy z logiem „Ofensywa” (znakiem rozpoznawalnym skrajnie prawicowych przygłupów), neofaszystowskie nadruki „White Patriot” i szaliki z krzyżami celtyckimi (symbolami domniemanej białej rasistowskiej supremacji). Nie mówię tu o tuzinach, ale całym zlocie tak ubranych nacjonalistycznych fajansiarzy. Kolejnych kilkudziesięciu zrezygnowało z rasistowskich emblematów tylko po to aby nie być rozpoznawalnymi. Skrajnie prawicowy, zakompleksiony motłoch był siłą przewodnią i napędową antyrosyjskich, ksenofobicznych, nacjonalistycznych polowań, które trwały od godziny 16 do północy, a więc przez około 8 godzin na obszarze całego centrum stolicy.

Oto jak dokładnie wyglądał wczorajszy „przedmeczowy INCYDENT w centrum Warszawy”.

Drugie Węgry?

Skoro tego typu zdarzenia nazywa się incydentami to rozumiem, że o nasileniu nacjonalistycznie umotywowanej przemocy zacznie się mówić dopiero wtedy, gdy kilka tysięcy uzbrojonych w kije nacjonalistów wyśle do miejskich kostnic pierwszych czternastu cudzoziemców, a o skrajnie prawicowym terrorze wspomni się wtedy, gdy zdarzenia takie będą miały miejsce w każdy wtorek, czwartek i sobotę, a obcokrajowcy coraz rzadziej będą odwiedzać ten kraj, tak jak to ma miejsce od kilku lat na Węgrzech.

Dlaczego w tym roku obchodzimy 11 listopada już 12 czerwca?

Czy muszę dodawać, że wielu uczestników „incydentu” zostało rozpoznanych jako animatorzy terroru z 11 listopada 2011, który podobnie jak teraz, miał swój „narodowy patronat” w postaci osób i instytucji legitymizujących go i podobnie jak teraz, rozlał się na całe miasto?

Czy muszę dodawać, że faceci od „incydentów” to awangarda Marszu Niepodległości organizowanego przez krypto-faszystowski ONR i nacjonalistyczną Młodzież Wszechpolską oraz oszołomioną „narodową prawicę”, która nie oferuje temu społeczeństwu nic innego poza agresywnym patriotyzmem, zwanym inaczej nacjonalizmem?

Czy muszę dodawać, że kilkunastoosobowa grupa stołecznych Autonomicznych Nacjonalistów (po mojemu Anabolicznych Nieudaczników) rozpędzała się na rosyjskich kibiców ramie w ramie z Januszem Korwinem Mikke (tyle tylko, że Janusz szybciej wyciął popularną długą i tylko dlatego nie dostał po buzi od wkurzonych Rosjan)?

Czy muszę dodawać, że liderzy tych nacjonalistyczno-burackich ataków są w bliskich relacjach z członkami Stowarzyszenia Marsz Niepodległości oraz planują swoje kolejne popisy 30 czerwca w Poznaniu?

Czy muszę dodawać, że także wśród Rosyjskich kibiców widać było kilkunastu w koszulkach „Blood & Honor” a więc w tych samych, których widywaliśmy już setki razy polskich „narodowych radykałów” co jest tylko dowodem, że (neo)faszyzm nie ma granic i potrafi być zarówno węgierski, niemiecki, rosyjski jak i polski? Tyle tylko, że wczoraj był zdecydowanie polski.

Do wszystkich komentatorów, wyznawców „teorii incydentu”:

Po cholerę ta ściema? Cały kraj widział. Był syf. Polski nacjonalistyczny syf. Był na skalę jakiej nie ma w innych krajach w Europie. Był, bo zamiast się zająć neofaszystowskim ścierwem na polskich stadionach i ulicach, pomagacie im tworzyć legitymacje pod ich kolejne ataki: „bolszewicki marsz rosyjskich kibiców”, „niemcy przyjeżdżają bić polskich patriotów”, „homoseksualiści prowokują swoją paradą”…

Do wszystkich ultras i kibiców, którzy mają w sobie wystarczająco rozumu i godności:

Kiedy wreszcie skopiecie dupy i wygonicie ze swoich szeregów tych niedorozwiniętych wyznawców „białej polski”? Oni nie tylko przynoszą wam obciach, ale jeszcze robiąc swoją nacjonalistyczną politykę na stadionach, ściągają na was represje! Chcieliście aby wszyscy mieli przed wami respekt, a dzięki tym wszechpolskim nieudacznikom wszyscy wami gardzą.

Ultras – wake up! Czas na przebudzenie! „Futbol – Doping – Adrenalina” zamiast „Obciach – Rasizm – Nacjonalizm”

Oto i oni… Automatyczni Nieudacznicy (AN)…kwiat narodu… blokowi fetyszyści rosyjskiej flagi… młodzi, zdrowi, głupi jak para sandałów…
Anaboliczni Nieudacznicy

Lukrecja – byłam, widziałam, zrozumiałam.

W obronie „dobrego” nacjonalizmu przed „lewackim terrorem”

8 Sty

Eryk Blerski

Źródło: http://www.rozbrat.org (25.02.2011)

W tekście pod tytułem „11 listopad wróćmy do tego tematu” opublikowanym na stronie Forum Żydów Polskich David Wildstein podjął bezpardonową próbę ataku na Porozumienie 11 listopada. Próba ta, w swojej treści i założeniach porównywalna była jedynie z poziomem wypowiedzi Janusza Korwina-Mikke, który w trakcie debaty na temat tzw. Marszu Niepodległości usilnie przekonywał widzów Super Stacji, że demokracja to faszyzm.
 
Przyczynkiem do krytyki Porozumienia 11 listopada oraz jej stanowiska m.in. wobec wszelkich form nacjonalizmu była analiza językowa oświadczenia zatytułowanego ”Nie ma złych i dobrych antyfaszystów”. W swoim tekście Dawid Wildstein przytacza tezę profesor Hannah Arendt mówiącą, że niedookreślenie języka stanowi jeden z zabiegów reżimów totalitarnych. Celem tego zabiegu jest uzyskanie słowa o znaczeniu skrajnie pejoratywnym, którym określać można wszystkich przeciwników politycznych.

O ile trudno nie zgodzić się z tezą Arendt, o tyle dalszy ciąg wywodu pana Wildsteina nie jest już tak oczywisty. Autor krytyki stara się bowiem za wszelką cenę udowodnić, iż takie celowe niedookreślenie języka występuje właśnie w oświadczeniu Porozumienia. Zdaniem Wildsteina określenia takie, jak faszyści, nacjonaliści, rasiści i neonaziści pojawiając się w jednym tekście stają się ahistoryczne i zatracają swoje znaczenie tak, by mogły być wykorzystywane przeciw wszystkim wrogom politycznym autora stanowiska. Słowa te, jak zauważa zresztą sam analizujący pojawiają się jednak w zbitkach :

Przez cały tekst przewijają się następujące zbitki słów „świętem sprzeciwu wobec faszyzmu i nacjonalizmu”; „Sprzeciwem wobec nacjonalizmu i faszyzmu”

co w sposób oczywisty dowodzi, że intencją autora nie było pozbawienie tych słów ich pierwotnego znaczenia i ujednolicenie ich semantyki (chyba, że przyjmiemy iż autor oświadczenia ma problem z wyrażaniem swej myśli w piśmie i na każdym kroku dopuszcza się zwyczajnych powtórzeń). Na podstawie tych właśnie „zbitków” każdy nie owładnięty manią prześladowczą czytelnik bez trudu zorientuje się, że autor przy pomocy tych słów charakteryzuje organizatorów i przeważającą część uczestników Marszu Niepodległości wykorzystując właśnie prawdziwe znaczenie tych określeń. I tak na przykład faszystami nazwani zostają m.in. członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, na spotkaniu których Wojciech Wierzejski wychwalał podporządkowanie członków stowarzyszenia wobec jego lidera, a struktury demokratyczne wewnątrz partii politycznych nazwał masonerią .

Błędne wnioskowanie autora krytyki idzie jednak dalej i skutkuje uznaniem porozumienia za organizację skrajnie radykalną i opierająca swe działania na koncepcji „totalnej wojny społecznej”:

Drugą konsekwencją przyjęcia takiego języka jest szerokość zamierzeń. Najlepiej wyraża go poniższy przerażający cytat (zważywszy, że wydrukowany w najbardziej opiniotwórczej gazecie „liberalnej”.) „Takie właśnie zamiatanie problemu pod dywan najbardziej nas przeraża. Skoro poprzebierali się w garnitury i publicznie krzyczą tylko to, co politycznie się im opłaca – a co bardziej antysemickie, rasistowskie kawałki w domu po kryjomu – to okazuje się, że „problem jest rozwiązany”.” Polityczne hasła oparte na tak radykalnej polisemiczności są też totalne w swoich zamierzeniach. (…)

Porozumienie 11 Listopada ogarnia całą rzeczywistość poprzez swoją dystynkcje – przyjaciel i wróg egzystencjalny. Wizja wiecznej i totalnej wojny społecznej, przypominającej koncepcje Lenina, jest tym bardziej przerażająca, że wrogiem, którego należy zniszczyć, może być każdy, dzięki wspomnianej pustce pojęć.

Przytoczone wyżej fragmenty stanowią równocześnie dowód na kolejny błąd popełniony w trakcie analizy oświadczenia przez Dawida Wildsteina. Błędem tym jest oczywiście nadinterpretacja przenośni „w domu po kryjomu”. Błąd ten wynika prawdopodobnie z faktu przeprowadzenia analizy tekstu w oderwaniu od okoliczności jego powstania, a co za tym idzie najbardziej oczywistych intencji jego autora. Krytykowane oświadczenie powstało w sytuacji, w której organizatorzy „Marszu Niepodległości” (znani m.in. z pozdrawiania się gestem Sieg Heil) próbowali przedstawiać się publicznie jako patrioci atakowani przez „lewackie bojówki”, a metafora „w domu po kryjomu” miała na celu jedynie zobrazowanie tej kuriozalnej sytuacji.

Pomijając fakt rażącej nadinterpretacji oświadczenia Porozumienia 11 listopada moje zaniepokojenie wzbudziła próba zmiany semantyki słowa „nacjonalizm” podjęta przez autora tekstu „11 listopad wróćmy do tego tematu”. W tekście pana Wildsteina pada bowiem sformułowanie: 

Nie należy stosować określenia nacjonalizm jako pejoratywnego. Nacjonalizm nie musi mieć nic wspólnego z rasizmem. Nacjonalistami byli rewolucjoniści francuscy, istniał nacjonalizm komunistyczny, ruchy nacjonalistyczne Ameryki Łacińskiej doprowadziły do zniesienia niewolnictwa.

W tym miejscu autor świadomie lub nie sam dopuścił manipulacji znaczeniem słowa „nacjonalizm”. Odwołując się bezpośrednio do tradycji Wielkiej Rewolucji Francuskiej Wildstein pominął w zupełności wieki XIX i XX. W wiekach tych nastąpił bowiem rozwój koncepcji nacjonalizmu przez osoby pokroju Houstona Stewarta Chamberlaina, a skutek tych działań w postaci dwóch globalnych konfliktów bezpowrotnie zmienił znaczenie słowa „nacjonalizm”. Zatrważającym jest również fakt, że autor cytowanego fragmentu za niepejoratywny uznaje nacjonalizm komunistyczny stanowiący koncepcję państwa, na której swój reżim oparł m.in. Pol Pot.

W kontekście tak wyidealizowanego znaczenia słowa „nacjonalizm” nie dziwi fakt, że pan Dawid Wildstein nie potrafił odnaleźć związku między sprzeciwem wobec marszu nacjonalistów głoszących hasła faszystowskie, szowinistyczne, czy rasistowskie ze sprzeciwem wobec polityki władz państwa, stosujących politykę apartheidu względem ludności palestyńskiej.

W przeciwieństwie do autora tekstu, który wzbudził mój głęboki sprzeciw w swojej analizie, nie zawrę arbitralnych wniosków co do celu, w jakim powstała jego praca. Uważam, że rozstrzyganie, czy tekst pod tytułem „11 listopad wróćmy do tego tematu” był atakiem spowodowanym strachem wynikającym z nadinterpretacji stanowiska Porozumienia 11 Listopada, czy też świadomą próbą oczernienia członków porozumienia za to, że odważyli się skrytykować politykę władz Izraela, byłoby nieuprawnione i krzywdzące wobec jego autora.