Tag Archives: ONR

Fotograficzne impresje z faszystowskich szeregów

19 List

Faszyści z ONR kierują bojówkami na Marszu Niepodległości
Kolejny „Marsz Służalczego Poddania się Polskich Kibiców Politycznym Wizjom Winnickiego, Zawiszy i Holochera” za nami. Pora chyba na fotograficzne impresje także z mojej strony. O tym dlaczego akurat „fotograficzne”, za chwilę. Najpierw dwa słowa o tytułowym zdjęciu. Widzimy na nim działaczy ONR ze sztandarem w dłoniach podżegających nakręcony na nacjonalizm tłumek do działania. To zdjęcie dedykuje tym wszystkim, którzy twierdzą, że niedorajdy z ONR będąc organizatorami Marszu „Niepodległości” nie mają nic wspólnego z przemocą i ulicznym terrorem w Warszawie.

Niedorajdy? Tak. Niewinne żuczki? Nie bardzo…

xxx

W ostatnich tygodniach zastanawiałam się ile felietonów trzeba będzie jeszcze napisać i ile faktów przedstawić aby jakaś część społeczeństwa zrozumiała wreszcie dokąd zmierza i co knuje skrajna prawica w tym kraju. Wygląda na to, że faszystowscy liderzy przyszli w samą porę z pomocą. Decydując się na odkrycie kart i wezwanie tłumów do działania – czytaj: wieszania lewaków i pedałów (czytaj: terroryzowania wszystkich swoich wrogów) nie pozostawili złudzeń. Faszyzm po polsku odkrył twarz, stał się niezaprzeczalnym faktem. Winnicki objawił się w roli roztrzęsionego z podniecenia Hitlerka, Kowalski w roli charyzmatycznego Mussoliniego, Zawisza i Holocher choć jeszcze pracują nad swoim wizerunkiem, także nie pozostawili złudzeń co do tego, że są ludźmi niezrównoważonymi i nieobliczalnymi w roli przywódców tłumu. Nazwania polskiego faszyzmu po imieniu unikają dziś już tylko jego wierni od kilku lat adwokaci – od Ziemkiewiczów po Terlikowskich. Jednak i oni zaprzeczają już w sposób nerwowy i spazmatyczny. A to dlatego, iż doskonale zdają sobie sprawę czyimi adwokatami siebie uczynili. Także dlatego, iż zdali sobie sprawę z tego w jakim konktekście, ich nazwiska przejdą do historii.

Ktoś mógłby zapytać, jaka jest właściwie rola Lukrecji w obliczu nowej rzeczywistości, w której faszystowskie plany ONR i spółki wyszły już na jaw. Co do jednego mogę zapewnić wszystkich faszystów między Odrą a Bugiem. Zwłaszcza tych, których moje felietony mierziły do tego stopnia, że urządzili na mnie polowanie w całym kraju. Na ile skuteczne, to widać 😉

Pragnę was zapewnić – mam jeszcze wiele do powiedzenia 😉 i nie ustanę w deptaniu wam po piętach.

Jednak w tych dniach, gdy odpowiedzialność pisania o strukturach i planach skrajnej prawicy podźwignęło trochę więcej osób, w tym kilku zawodowych dziennikarzy, pozwolę sobie jeszcze na serię zdjęciowych impresji.

Jeden 11-listopadowy akt opisałam już na wstępie.
A poniżej? No cóż… na pierwszym planie jeden z wielu polskich „patriotów”, nie do końca wiadomo dlaczego przebrany za żabę, pozdrawia charakterystycznym gestem przemawiającego z trybuny honorowej Artura Zawiszę.

No comment.

Polscy Faszyści na Marszu Niepodległości

W tym miejscu pragnę dziękować wszystkim fotografom nadsyłającym i udostępniajcym swoje zdjęcia antyfaszystowskim bloger(k)om. Brawo -tak trzymać!

Reklamy

Festiwal MAGYAR SZIGET – węzeł kontaktowy dla polskiej skrajnej prawicy

21 Czer

skrajna prawica

Wakacyjna Mekka europejskiej skrajnej prawicy
SO MUCH SCUM IN ONE PLACE

Już za kilka tygodni kolejna edycja węgierskiego festiwalu Magyar Sziget, w tłumaczeniu „Węgierska Wyspa”. Festiwal z roku na rok urasta do rangi swoistej Mekki dla europejskiej skrajnej prawicy. Organizowany jest on wspólnymi siłami przez aktywistów Jobbik’u, HVIM oraz innych skrajnie prawicowych węgierskich organizacji. Jobbik jest znaną u nas partią nacjonalistyczną, która wytworzyła w ostatnich latach na Węgrzech atmosferę społeczną, w której dochodzi do nieustannych aktów przemocy wobec mniejszości. HVIM czyli „Ruch 64 Komitaty” to rasistowska organizacja młodzieżowa, której celem jest nie tyle „krzewienie węgierskiej kultury” (jak sami się reklamują) ile podkreślanie wyższości „węgierskości” nad innymi kulturami, dążenie do ekspansji terytorialnej Węgier oraz oczyszczanie narodu węgierskiego z „obcych naleciałości”.

Saga i ONRZ organizacją tą coraz bliższe kontakty utrzymują polscy narodowcy. Na współpracy z HVIM bardzo zależy biedakom z ONR, jednak zostali oni w ostatnich 2-3 latach uprzedzeni przez swoich konkurentów z Młodzieży Wszechpolskiej. Ci ostatni od dwóch lat dostają już nawet oficjalne zaproszenie na imprezę. Jako, że obie organizacje, ONR i MW, mają od jakiegoś czasu mocne ambicje polityczne (parlamentarne) kwestia pierwszeństwa w kontaktach z węgierską skrajną prawicą stała się prestiżowa. ONR, uważając MW za organizację bez kręgosłupa (dającą pupy na lewo i prawo, wypierającą się stadionowych chuliganów, współpracującą z policją, etc) zabiega o przejęcie węgierskich kontaktów, którymi z kolei MW wcale nie zamierza się zbytnio dzielić. To m.in. z tego powodu obie organizacje wysyłają z roku na rok coraz liczniejsze delegacje na słynny festiwal. Do walki wręcz jeszcze nie doszło, ale rywalizacja jest coraz bardziej ostra. Zresztą nie tylko na tym polu. Póki co w meczu wyjazdowym MW kontra ONR wynik 3:0.

magyar szigetSwoje osobne kontakty i interesy na Węgrzech mają też oczywiście członkowie NOP oraz Autonomiczni Nacjonaliści. Działacze NOP wykorzystują festiwal Magyar Sziget przede wszystkim jako możliwość spotkania neofaszystowskich ugrupowań z zachodu Europy (m.in. włoska Forza Nuova) niedopuszczając do nich MW i ONR. Interesy AN sięgają jeszcze innych sfer, bliższych ideom i grupom NS, dotyczą kontaktów ze skrajną prawicą z Serbii oraz kontaktów muzycznych i kibolskich. Łatwo więc zrozumieć jak ważnym Jarmarkiem stał się dla polskiej skrajnej prawicy ten festiwal i dlaczego rasistowskie pielgrzymki z kraju na „Węgierką Wyspę” są coraz liczniejsze.

skrajna prawicaWśród organizatorów festiwalu sama prominencja węgierskiej skrajnej prawicy. Gyula György Zagyva, członek Jobbiku oraz lider HVIM, słynny m.in. z ciągłego nawoływania do waśni na tle narodowościowym. Także László Toroczkai, założyciel i mózg HVIM, znany m.in. z tego, że jako jeden z nielicznych wtajemniczonych otrzymał od Andersa Breivika pozdrowienia oraz kopię słynnego „breivikowego manifestu”, na krótko przed tym jak ten zamordował 77 młodych imigrantów i lewicowców na wyspie Utoya.

Lista organizatorów i patronów festiwalu jest długa i sama w sobie dająca wiele do myślenia. Doskonale można sobie wyobrazić z jakich środowisk wywodzi się obsługa oraz ochrona imprezy. Także to, na jakie działania przeznaczany jest z niej dochód. Najbardziej intrygujący jest mimo wszystko dobór występujących tam zespołów. Jednak zanim do niego przejdę, kilka słów o konwencji wydarzenia. Nie da się bowiem ukryć, iż owa rosnąca wewnątrz europejskich ruchów neofaszystowskich popularność festiwalu nie wynika tylko z atmosfery panującej obecnie na Węgrzech, ale również z samej konwencji imprezy.

Neonaziści, faszyści, narodowcy, kompani Breivika
WELCOME EVERYBODY

Magyar Sziget jest festiwalem bardzo otwartym 😉 Otwartym dla wszystkich białych nacjonalistów, w imię idei budowania silnej „północnej cywilizacji” jak można wyczytać w deklaracji samych organizatorów.

skrajna prawicaKonwencja festiwalu, ale także jego oferta polityczna, szeroka gama zaproszonych gości oraz dobór zespołów muzycznych, mają na celu przyciągnąć zarówno środowiska nacjonalistyczne, neofaszystowskie, nazistowskie jak i wszelkie ruchy rasistowskie. Wszyscy mają się tam czuć dobrze, nawzajem inspirować i przesiąkać ideami. Przedstawiciele najróżniejszych organizacji skrajnie prawicowych, od tych zajmujących się sianiem ksenofobicznego zamętu w parlamentach, przez tych od szerzenia ulicznego terroru, aż po paramilitarne rasistowskie organizacje, mają się ze sobą mieszać zapominając o problemach tak natury ideologicznej jak historycznej.

magyar szigetNazwa festiwalu jest tu kwintesencją samej idei. To powstająca na kilka dni mini-planeta. Zamknięta dla świata strefa. Połączenie koszar, święta wina, obozu treningowego i nacjonalistycznego jarmarku, tylko dla wyznawców „białej supremacji”. Wszelkie neofaszystowskie odchyły welcome. Wszyscy inni mają trzymać się z dala.

skrajna prawicaI tak stoiskach nacjonalistycznego jarmarku symbol Falangi wisi obok Swastyki, flaga Polski obok flagi nazistowskiej Trzeciej Rzeszy, chłopaki w koszulkach z logiem SS tańczą razem z chłopcami w koszulkach z polskim orłem w koronie, emblematy Blood & Honour, mieczyki Chrobrego, germańskie, neopogańskie i faszystowskie runa, krzyże celtyckie, symbole katolickiego fundamentalizmu i „słowiańskiej siły” oraz wszystkie inne symbole narodowego radykalizmu i innych współczesnych odmian neofaszyzmu mieszają się tworząc swoiste brunatne multi-kulti. Działacze zbrojonych rasistowskich grup jak Combat 18 czy „Betyarsereg” dyskutują przy węgierskim winie wspólne strategie z liderami nacjonalistycznych ugrupowań z całego kontynentu. Na scenie pojawia się ZJEDNOCZONY URSYNÓW, a więc„patriotyczny” (pseudo)hip-hop z Warszawy, który w zeszłym roku jako pierwszy zespół z polski zhańbił się biorąc udział w tej imprezie. Na tej samej scenie pojawia się też pierwsza gwiazda europejskiej sceny neonazistowskiej, SAGA, po której koncertach od dynamicznego hajlowania zapewne niejednemu naszemu narodowemu-radykałowi wyleciała już ręka w stawie łokciowym.

skrajna prawicaDyskusje i koncerty odbywają się w namiotach. W jednym z namiotów wspomniany już we wstępie do felietonu László Toroczkai (kompan Breivika) głosi, że jest gotowy strzelać z Kałasznikowa do niektórych członków rządu. W tle, liderzy Młodzieży Wszechpolskiej, w tym sam prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Witold Tumanowicz, robi sobie zdjęcia z nazistowską piosenkarką Sagą. Chwilę potem dwóch członków paramilitarnej organizacji skrajnie prawicowej o nazwie „Betyarsereg” („Armia tych poza prawem”) werbuje do swoich jednostek, a jeden z nich, Zsolt Tyirityan, otwarcie mówi o tym, że nadeszła pora aby brać za broń i mordować bez skrupułów. Gdzieś obok polscy nacjonaliści prezentują istotne aspekty rozwoju, strategii i potencjału skrajnej prawicy w Polsce zapraszając wszystkich zgromadzonych do przybycia na Marsz Niepodległości, co też miało miejsce. Wszędzie są do nabycia adekwatne gadżety, chociażby znaczki z podobizną Adolfa Hitlera i Rudolfa Hessa czy logiem Ku-Klux-Klanu.

neonaziściTak było w roku 2011. Rodzinna atmosferka, wszyscy wiedzą doskonale co ich łączy i po co tam są. Przed wyjazdem masa rodzinnych zdjęć i ostatnia wymiana kontaktów mailowych. Dzięki kilku inteligentnym węgierskim i brytyjskim dziennikarzom, którzy przemycili się na teren festiwalu w zeszłym roku i my mamy wgląd w krajobraz tej węgierskiej wysepki. To właśnie na ich obszernych relacjach, a także na informacjach byłych polskich nacjonalistów, którzy w ostatnich 2 latach wypięli się na swoich głupawych kolegów (niestety wciąż tylko jednostki, ale jakże dobry przykład) służąc obecnie za nieocenione źródło ciężko dostępnych faktów, opieram się w tym felietonie. Ale opieram się także na informacjach wiszących od tygodni bezpośrednio na stronie Festiwalu. Wszystkie trzy źródła są zgodne co do jednego: Magyar Sziget przyciąga coraz więcej skrajnej prawicy z Polski. O tym dlaczego tak jest, pisałam już powyżej. Według aktualnych oszacowań, w tym roku, w dniach 10-15 lipca do Węgier wybiera się od 80 do 150 naszych narodowców ze wszystkich większych miast Polski.

Z „Węgierskiej Wyspy” na „Marsz Niepodległości”
RETURN TICKET PLEASE

Marsz NiepodległościKonwencja festiwalu się sprawdza. Skrajnie prawicowy, biały folklor „bez granic” buduje u uczestników poczucie rośnięcia w siłę. Sprzyja zawieraniu zaufanych kontaktów wykorzystywanych następnie do całorocznych działań. Zeszłoroczny, udział w węgierskim festiwalu członków ONR, MW (sama śmietanka) i AN (czyli naszych Anachronicznych Nieudaczników 😉 ) dał plon w postaci udziału neofaszystów z całej Europy w 11 listopadowym „Marszu Niepodległości” w Warszawie. Dowodem na to były liczne, osobiste relacje z wydarzenia jakie ukazały się po 11.11.11 na skrajnie prawicowych, neofaszystowskich portalach w całej Europie, m.in. na Węgrzech, Chorwacji, Serbii, Czechach, Ukrainie czy w Niemczech. Nacjonaliści, neofaszyści i nazi-chuligani z tych krajów, wzięli udział w „Marszu Niepodległości” na zaproszenie polskich narodowych radykałów, tak jak oni zapraszani są na Magyar Sziget.

Saga, Kategorie C i polska Tormentia na jednym koncercie
SURPRISE?

TormentiaTegoroczny Magyar Sziget odbędzie się w dniach 10-15 lipca i zmienia nieco swoją formułę. Między innymi ze względu na coraz większe zainteresowanie i napływ gości z zagranicy. I tak, według nowej formuły pierwsze 2 dni festiwalu (10-11.07) okraszą muzycznie wykonawcy zagraniczni. Ta część festiwalu nosić będzie nazwę „Festiwal Boreal” pozostając integralną częścią Magyar Sziget (można nabyć karnet na oba odcinki). Należy to rozumieć jako braterski gest ze strony węgierskiej skrajnej prawicy wobec neofaszystowskich „bratanków” w pozostałych częściach kontynentu. Kolejne dni (12-15.07) to już występy tylko i wyłącznie rodzimych gwiazd węgierskiej skrajnej prawicy.

Pierwsza część festiwalu zapowiada się wyjątkowo intrygująco. Otóż oprócz wydarzenia o nazwie „Europejski Okrągły Stół”, w którym wezmą udział przedstawiciele skrajnej prawicy m.in. z Polski, Włoch, Chorwacji, Hiszpanii i Bułgarii (czyżby miała powstać nowa mapa Europy?) na głównej scenie wystąpią w legendarny niemiecki KATEGORIE C, legendarna SAGA oraz polskie gwiazdy „patriotycznego” rocka, TORMENTIA i INVASION.

Cóż można powiedzieć o tych wykonawcach? Całkiem sporo…

skrajna prawicaKATEGORIE C jest swoistą legendą wśród niemieckich neonazistów. To grający od wielu lat zespół z Bremy, ściśle związany ze środowiskiem tamtejszych, organizujących się na stadionie, neofaszystów. Aby móc przez tyle lat odbywać swoje koncerty zespół występuje pod różnymi nazwami (strategia stosowana także przez polskie zespoły neofaszystowskie) ostatnio pod nazwą „Hungrige Woelfe” („Wygłodniałe Wilki”). Dwóch członków Kategorie C występuje też w zespole „Nahkampf” („Krótki Dystans”) kapeli ze stajni „Blood & Honour”. Wokalista Kategorie C, Hannes Ostendorf, znany niemiecki neonazista, zasłynął m.in. ze swojego udziału w podpaleniu w Bremie domu zamieszkałego przez uchodźców. Kategorie C ma jawnie rasistowskie teksty, wymierzone m.in. w czarnoskórych zawodników piłkarskiej reprezentacji Niemiec. Zespół występuje regularnie na koncertach organizowanych przez NPD. Próbując wybielić nieco swój image, Kategorie C próbuje robić wokół siebie otoczkę apolitycznego chuligańskiego zespołu. Jednak co i raz wychodzą na jaw ich powiązania ze zorganizowanymi neonazistowskimi strukturami. W marcu 2012 Kategorie C popadli w niełaskę ANONYMOUS, którzy w ramach swoich „antyfaszystowskich piątków” (w każdy piątek hakowano jedną stronę niemieckich neofaszystów) zhakowali stronę zespołu.
Anonymous vs. skrajna prawica
Przejdźmy do kolejnej gwiazdy wieczoru, wykonawcy o pseudonimie SAGA. To szwedzka wokalistka będąca ikoną europejskich neofaszystów. Nigdy nie stroniła od nazistowskiej symboliki, znana z pozdrawiania swojej publiczności gestem hajlowania, znana z wykrzykiwania ze sceny „Sieg Heil”, znana z tego, że nie traktuje tych zachowań jako taniej prowokacji ale jako wyraz swoich przekonań. To właśnie stąd ta wielka miłość jakim darzą ją neofaszyści od Moskwy przez Warszawę aż po Londyn. Anders Breivik w swoim masakrycznym manifeście przywoływał nie tylko swoje sympatie do polskich organizacji narodowo-radykalnych, ale poświęcił też całe trzy strony na zachwyty odnośnie twórczości Sagi, by wreszcie zakończyć:

“Motivational music tracks, artist: Saga“ (Motywacja muzyczna, artysta: Saga).

Skrajna prawicaSama Saga koncentruje się w swoich tekstach na walce białej rasy o przetrwanie. Cytat z jej utworu:

„…Najwyższa rasa, która kiedykolwiek stąpała po Ziemi umiera,
jest zagrożona, biały człowiek walczy ze swoim upadkiem…”

… i tak dalej i tym podobnie. Któż (poza Breivikiem) nie chciałby występować razem z tą artyską? Ale to jeszcze nie wszystko. Jak reklamują organizatorzy festiwalu, Saga przygotowała na tegoroczną edycję Magyar Sziget specjalny program. Będą to utwory zespołu SKREWDRIVER, które wykona na tym konkretnym koncercie.

SkrewdriverPrzypomnijmy: na wspólnym koncercie z polskimi „patriotycznymi” zespołami: TORMENTIA i INVASION.

skrajna prawicaZastanawiam się właśnie czy jest potrzeba opisywania czym był dla neonazistów zespół SKREWDRIVER i jego lider Ian Stuart (na zdjęciach). To legendy neofaszystowskiego rocka drugiej połowy XX wieku, a dziś już obiekty kultu całej faszyzującej prawicy. Jeżeli zastanowić by się nad tym czy jakiś współczesny neofaszystowski wykonawca w Europie mógłby zostać uznany za spodkobiercę SKREWDRIVER’a, w sensie odgrywania tak silnej roli w krzewieniu rasizmu w Europie, to właściwie na myśl przychodzi tylko jedna osoba: SAGA.

Biedna, poturbowana Tormentia
NEW MODEL OF PATRIOTS

A przed Sagą wystąpią ulubieńcy naszej sceny (krypto)faszystowskiej „Invasion” i „Tormentia”. Tak, tak… to ta sama TORMENTIA, której poturbowanie przez antyfaszystów jakiś czas temu wywołało tak dużo zamieszania na nacjonalistycznych forach. Antyfaszyści dosyć skutecznie uniemożliwili Tormentii wzięcie udziału w kolejnym nacjonalistycznym koncercie. Aby odwrócić uwagę od problemu organizowania (krypto)faszystowskich i rasistowskich koncertów, nacjonaliści zarzucili wówczas antyfaszystom, że poturbowali „patriotycznych” rock-manów z Tormentii. No cóż, jeżeli ktokolwiek miał wówczas jakiekolwiek wątpliwości o jakim patriotyźmie Tormentii i ich fanów jest mowa, dziś mieć ich już nie może. Popularna Antifa wiedziała doskonale z kim ma do czynienia. Patriotyzm zespołu Tormentia (oraz zespołu Invasion) należy mierzyć tą samą miarką co patriotyzm prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Witolda Tumanowicza (z MW) pozującego do zdjęć z Sagą czy też z patriotyzmem największej hip-hopowej żenady nad Wisłą, zespołu Zjednoczony Ursynów, który wystąpił na Magyar Sziget w zeszłym roku (gdzie również grała i hajlowała Saga). To patriotyzm na miarę Iana Stuarta, nieżyjącego już lidera zespołu Skrewdriver. To patriotyzm na miarę fanatycznej neofaszystki Sagi. To patriotyzm na miarę wyrachowanego rasisty Breivika. To patriotyzm na miarę ludzi polujących na rosyjskich kibiców. To patriotyzm na miarę uczestników Marszu Niepodległości wymachujących na ulicach Warszawy siekierami i wydzierających się: Raz-Sier-PeM! Raz-Mło-TeM!

Neofaszystowska forma patriotyzmu
VOICE OF THE PATRIOTS

Robert Winnicki i Młodzież Wszechpolska na Magyar SzigetPrzy okazji wychodzi też na wierzch podszyty (krypto)faszyzmem „patriotyzm” ogromnej większości polskich narodowych radykałów. Zespół TORMENTIA jest w tym momencie najbardziej wziętym zespołem naszej nacjonalistycznej gawiedzi. Mamy więc do czynienia ze swoistym kultem zespołu grającego na jawnie nazistowskich spędach z jawnie faszystowskimi wykonawcami. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż Tormentia w drodze na neofaszystowski Magyar Sziget” zamierza dać koncert w Lublinie na drugiej edycji tzw. „Voice of the Patriots”. Koncert ma się odbyć 30 czerwca w lubelskim klubie Graffitti. Czy właściciele, bywalcy i pracownicy klubu wiedzą jakie zespoły i dla jakiej publiczności występują w ich klubie? Poprzedni koncert z cyklu „Głos Patriotów” współorganizował sam rzecznik prasowy ONR, Marian Kowalski (vel Miriam „Siłka” Kowalski). Chcecie wiedzieć ile osób z Lublina wybiera się na koncert Tormentii na Węgry? Dzwońcie do rzecznika i pytajcie. Zapewniam was, że jest doskonale poinformowany.

Jak widać zespoły grające pod szyldem „patriotyzmu” na imprezach organizowanych przez ONR, grywają też z niemieckimi zespołami neofaszystowskimi (Kategorie C) i nikomu w niczym to nie przeszkadza. Powiem więcej – nie ma w tym także nic odkrywczego. Przed wojną Roman Dmowski marzył o tym aby być drugim Mussolinim. W trakcie wojny polscy narodowcy dokładali swoje trzy grosze do mordowania i eksterminacji polskich Żydów. Od dziesięciu lat, w Białymstoku, polscy nacjonaliści obnoszą się nazistowskimi symbolami i malują swastyki. Od kilku lat polscy Autonomiczni Nacjonaliści stylizują się na niemieckich neofaszystów (opisane w jednym z poprzednich felietonów). A odwieczne przygłupy z ONR oraz ich kultowe zespoły bratają się z neofaszystowskimi i nazistowskimi kolegami z za zachodniej granicy. Pewna ciągłość jest więc zachowana. A nawet kultywowana.

Neofaszyzm bez krępacji czyli pohajlować na potęgę
GIVE ME ONE „SIEG!” – I GIVE YOU ONE „HEIL!”

W ten sposób pogrzebać należy też mit niewinności „salutu rzymskiego”, którego to polscy narodowcy tak nagminnie używają, a przyłapani za każdym razem tłumaczą, że jest on częścią polskiej tradycji narodowej. W ich głowach pewnie i jest, nie zamierzam z tym polemizować, bo dialog z (krypto)faszystami to wybitnie jałowe zajęcie.

Natomiast dla całego społeczeństwa informacja płynąca z tegorocznego programu Magyar Sziget 2012 może być tylko jedna: polscy narodowi-radykałowie hajlują i robią to chętnie wraz z neonazistami i rasistami z innych krajów. Robią to dlatego, że hajlowanie (czy też „rzymski salut”… ależ proszę bardzo) jest historycznie międzynarodowym pozdrowieniem całego faszyzującego nurtu: od NSDAP po NPD, od Sagi po Breivika, od Blood & Honour po ONR, od Skrewdrivera po Tormentie.

Różnica jest tylko taka, że są kraje i miejsca, w których społeczne przyzwolenie na wszelkie neofaszystowskie ideologie, gesty i symbole jest mniejsze oraz takie, w których jest spore. Na Węgrzech w ostatnich latach nikt się specjalnie nie musi z neofaszyzmem krępować: ani w słowach, ani w gestach, ani w czynach. Festiwal Magyar Sziget i jego przybudówka, Festival Boreal, ma wręcz akumulować i animować te tradycje. Można się spierać co do różnic pomiędzy rumuńskim faszyzmem, agresywnym szwedzkim nacjonalizmem i polskim narodowym radykalizmem, ale gdy chłopcy stają ramie w ramie i wspólnie entuzjastycznie hajlują, drżąc jednocześnie na myśl o sile jaką w tym (mokrym) momencie stanowią, to wszelkie tego typu dywagacje muszą zejść na dalszy plan. Europejska skrajna prawica jest neofaszystowska, choć przeważnie zarazem krypto-faszystowska. Polska skrajna prawica także. I to coraz bardziej.

W Polsce trwa obecnie batalia o to czy symbolika skrajnie prawicowa, neofaszystowska i rasistowska (rzymski salut, krzyż celtycki, falanga, slogan „white patriot”, symbol „zakaz pedałowania”) wejdzie na stałe do krajobrazu naszych ulic czy nie. Póki co nasi narodowcy szykują się do pielgrzymki na Węgry aby poprzebywać wśród swoich, pohajlować na potęgę i porobić rzeczy, na które tutaj, póki co, wciąż nie ma przyzwolenia. Jadą tam po to aby poczuć się tak jak chcieliby czuć się i tutaj. Lukrecja mówi: Niedoczekanie wasze!

Lukrecja

PS. Tegoroczny festiwal Magyar Sziget kończy się w PIĄTEK TRZYNASTEGO… Jego uwieńczeniem są walki w klatce (jak na każdym szanującym się festiwalu krzewiącym kulturę węgierską 😉 ). Nie pozostaje nic innego jak tylko życzyć naszym pielgrzymom soczystych kontuzji, otwartych złamań kończyn oraz porządnych wstrząśnień domniemanych mózgów jako ostatniej możliwej terapii na dolegające im kompleksy. Panowie, walczcie aż do śmierci. Choćby i za kraj 😉
skrajna prawica

Tajemnica Andersa Breivika

17 Kwi

Breivik ONR salut rzymski

Widzieliście to?

Wychodzi na to, że Anders Breivik ukrywa swoje polskie pochodzenie!

Na wstępie do swojego procesu w Oslo, Anders Breivik zaskoczył wszystkich obywateli naszego kraju pozdrawiając osoby zgromadzone na sali sądowej tradycyjnym pozdrowieniem polskich narodowych radykałów, tzw. „salutem rzymskim”.

Polscy neofaszyści od lat przekonują wszystkich, że za każdym razem gdy hajlują mają na myśli „salut rzymski”. Jest to nic innego jak strategia normalizowania faszystowskiej symboliki, która stała się domeną polskiej skrajnej prawicy.

Kierownik główny ONR, Przemysław Holocher w swoim niedawnym orędziu odnośnie hajlowania:

Salut rzymski jest tradycyjnym pozdrowieniem, którego używali nasi przodkowie i tego będziemy się trzymać…

Lukrecja pozwoli sobie dokończyć…

… a przodkowie, których mam na myśli to członkowie ONR i Falangi z lat 30-tych, którzy jawnie przyznawali się do swoich faszystowskich poglądów. Mało tego, wcielali je w życie. To w tej tradycji budujemy dziesiejszy ONR…

W innym miejscu tego samego orędzia kierownik dodaje:

Gestu tego używano w wielu krajach – Polsce, Hiszpanii, Rumunii (…) i nie po to by pozdrawiać Hitlera, lecz po to by pozdrawiać siebie na wzajem…

Lukrecja uzupełnia:

… Tak jest! Faszyści w tych krajach w ten właśnie sposób wzajemnie się pozdrawiali. I to wzajemne pozdrawianie się kultywowane jest do dziś, a używa się go wyłącznie w szeregach organizacji skrajnie prawicowych i neofaszystowskich na całym świecie. W Niemczech, Polsce, Rosji, USA… i Norwegii.

I w każdym z tych krajów neofaszyści będą się upierali, że jest to ich pozdrowienie. Ale skoro kierownik twierdzi, że „salut rzymski” to pozdrowienie właśnie POLSKICH narodowców to wygląda na to, że Breivik zataił przed światem swoje pochodzenie.

Inne wytłumaczenie faktu, dlaczego Breivik zdecydował się na ten gest przed kamerami jest następujące:

Chciał w ten sposób faktycznie pozdrowić wszystkich swoich ideowych pobratymców w Europie. Wśród nich także polskich narodowych radykałów, do których odwoływał się już w swoim manifeście, z panem Holocherem na czele.

Tak czy siak, Lukrecja mówi:
Salut rzymski? – Złam tę rękę!

Breivik ONR salut rzymski

Dostrzeżone w Katowicach: pewien podróżnik i jego transparent

14 Kwi

ONR antysemicki

Przeglądam relacje z Katowic i co moje zmęczone oczy widzą! Ten nowy, dojrzały ONR, który przytulony do Młodzieży Wszechpolskiej snuje plany o wkroczeniu do parlamentu (wspólny projekt Ruchu Narodowego jako nowej skrajnie prawicowej partii politycznej, na którego ogłoszenie z utęsknieniem czekamy,)… otóż ten wypolerowany ONR, zaprezentował na swoim katowickim marszu nowe piękne transparenty. Wśród kilku innych sympatycznych bannerów, dostrzegam transparent podpisany „Słowiańska świta” (aha…) z widniejącym na nim hasłem „ŚMIERĆ WROGOM OJCZYZNY” przy czym słowo „wrogom” jakimś ciekawym trafem imituje pismo hebrajskie!

Hmm… cóż takiego chcieli nam uczestnicy obchodów rocznicy ONR tym transparentem przekazać? Prawdopodobnie to, że podniesiona w hitlerowskim pozdrowieniu prawa ręka to tradycyjne poydrowienie polskich nacjonalistów o nazwie „salut rzymski” stosowane przecież nie tylko w hitlerowskich Niemczech, ale też przez rumuńskich faszystów, a więc jak można polskich narodowych radykałów posądzać o jakieś niecne poglądy…

Aha… no to wszystko jasne.

A jednak. Nim dłużej przyglądam się temu transparentowi tym więcej rozumiem. Powyżej antysemickiego napisu „Śmierć wrogom ojczyzny” odnajduję cytat tekstu kultowego zespołu polskich neofaszystów. Zespół nazywa się HONOR i zasłynął już między innymi z takich utworów jak:

“Tak jak Adolf Hitler niszcz żydowski stan. Niech powróci siła, która będzie trwać! Narodowy socjalizm Jedna droga dla kraju”

Oto jakie trnsparenty niesiono na marszu ONR w Katowicach. Oto jaki był jego przekaz. Czy ktoś może się dziwić, że ludzie chcieli zakłócić i zablokować ten marsz?!

Jeżeli środowiska żydowskie nie wypowiedzą się w tej sprawie i nie zapytają komendanta katowickiej policji ile czasu planował operację torującą drogę osobom niosącym ten transparent przez centrum Katowic, to wybiorę się na Śląsk i zrobię to sama.

Co ciekawe, jedną z osób niosących antysemicki transparent jednoznacznie wskazujący na „wrogów narodu” jest lider Autonomicznych Nacjonalistów ze Stalowej Woli, znany między innymi z próby zakłócenia pod koniec marca antyrasistowskiej pikiety w Lublinie oraz zorganizowania skrajnie prawicowej podróbki styczniowych protestów ANTY-ACTA w Stalowej Woli.

Antysemita podróżnik

Antysemita podróżnik

Stalowa Wola, Lublin, Katowice… straszny podróżnik z tego, wystylizowanego pomyłkowo na punkowca, antysemity i tropiciela „wrogów narodu”. Dokąd poniesie go w przyszłym tygodniu? A może raczej: dokąd zabierze go ze sobą ONR?

Blokada marszu ONR w Katowicach, w jakiejkolwiek formie miała swoje podstawy niezależnie od tego czy władze miasta go zalegalizowały. Kryminalizowanie i aresztowanie ludzi protestujących jest skandalem.

Słuchajcie – dla mnie jest jasne: to ostatni marsz ONR do jakiego należało dopuścić! Chyba wszyscy to dziś zrozumieliśmy. Każdy nstępny powinny zablokować tysiące ludzi. Aż do momentu kiedy przestaną maszerować.

Lukrecja

Niby skrajna prawica, a jednak dwie lewe ręce

14 Kwi

ONR krawaciarze

Obrazek: Katowice, 14 kwietnia 2012, marsz ONR…

Okazuje się, że ludzie, którzy nie potrafią jeszcze sami zawiązać krawata, uznali, że to nikt inny tylko oni poprowadzą to społeczeństwo we właściwą stronę. Wskażą mu właściwy szyk, podyktują odpowiednią dyscyplinę, posortują na „prawdziwych” i „nieprawdziwych” (Polaków), posegregują na „normalnych” i zboczeńców”, a tych „najprawdziwszych” z „najnormalniejszych” poubierają w mundury i przy ich użyciu zaprowadzą odpowiedni porządek.

Dopiero potem nauczą się wiązać krawaty i przystąpią do matury…

No to czekamy na tę Wielką oenerowską Polskę.

Wstyd panowie! To ja, kobieta, potrafię sobie zawiązać krawat!
Moja partnerka potrafi! A wy co?
Niby skrajna prawica, a jednak dwie lewe ręce!
Ehh… w tym kraju już nawet neofaszyści schodzą na psy…

No właśnie… w tym kraju władze i policja wciąż uważają, że ich obowiązkiem jest forsowanie przemarszy 200 pryszczatych neofaszystów i ich kilku 30 letnich przywódców. Do tego stopnia, że wysyła się tajnych funkcjonariuszy przebranych za antyfaszystów aby wprowadzać w w szeregach antyfaszystów zamęt i neutralizować każdy protest z ich strony. Metody iście demokratyczne…

Wniosek: służby porządkowe torują drogę pod neofaszystowski oenerowski porządek. No brawo…

Nie zdziwię się jak za kilkanaście miesięcy w antyfaszystowskich demonstracjach zaczną brać udział tysiące ludzi. A to dlatego, gdyż żadne społeczeństwo nie lubi, gdy policja wspiera autorytarne, neofaszystowskie zapędy. Czas to pokaże.

A szanownych paparrazzich z najpoważniejszej z poważnych redakcji „Fakt” proszę… nie poniżajcie samych siebie! W roku 2012, preparowanie zdjęcia (atrapa pistoletu rzekomo porzucona przez antyfaszystów… sic!) i budowanie wokół niego sensacji mającej zastąpić namiastkę jakiejkolwiek dziennikarskiej relacji, jest żanujące nawet w wykonaniu tabloidu. To już lepiej trzeba było podrzucić atrapę czołgu. Przynajmniej dzieciaki w Katowicach miały by frajdę. A tak – dno kompletne.

Lukrecja

Grunt to skrajnie prawicowa rodzinka

11 Kwi

ONR i Blood and Honour to jedna familia
W najbliższą sobotę przekonamy się o tym, że „białostockie klimaty” propagowane są w tym społeczeństwie jak Polska długa i szeroka. Podczas gdy na Podlasiu polscy faszyści z „Blood & Honour” (część z nich przemalowuje się obecnie na styl Autonomicznych Nacjonalistów, bo taka w kraju zapanowała moda) urządzają regularne polowania na „wrogów narodu”, ulicami Katowic przemaszerują ich koledzy po fachu, czyli narodowi-radykałowie z ONR.

Obóz Narodowo Radykalny, chcąc aby odbierano go jako poważną organizację, usilnie ukrywa przed społeczeństwem swoje kontakty z Blood & Honour. Tymczasem kontakty te są bardzo żywe. Poza obiektywami kamer ma miejsce współpraca wszystkich skrajnie prawicowych ugrupowań: B&H, ONR, Autonomicznych Nacjonalistów, Młodzieży Wszechpolskiej etc. Współpraca mająca na celu zapędzenie tego społeczeństwa w stronę skrajnie prawicowych doktryn. Wspópraca mająca dać efekty w postaci zastraszenia wszelkich oponentów. W repertuarze m.in. paramilitarne przemarsze (sobota 14.04 w Katowicach) czy akty terroru (Białystok – na porządku dziennym).

ONR i Combat18Aby się o tej współpracy przekonać wystarczy obejrzeć zdjęcia z 11-listopadowych manifestacji sprzed 2-3 lat gdzie obok sztandarów z Falangami (ONR) powiewają sztandary jawnych neonazistów z Combat18. Ale dowodów na ścisłe kontakty, wspólne działania, wyjazdy i obozy integrujące jest bardzo wiele. Jak choćby te załączone w tym tekście ukazujące członków B&H i ONR na wspólnych „zdjęciach rodzinnych”. Członkowie i sympatycy B&H mają na sobie charakterystyczne koszulki z czarno-białym logiem „Blood & Honour” na czerwonym pasku, zaś narodowi radykałowie z ONR mają na sobie tradycyjne koszulki z Falangami. Na zdjęciach, wiele znanych postaci sceny skrajnie prawicowej.
ONR i Blood and Honour to jedna rodzina

Jak widać, mniej istotne jest czy idolem jest Hitler czy Dmowski, ważna jest mentalna jedność jako spadkobierców neofaszystowskich, idei. Grunt to skrajnie prawicowa rodzinka. Podczas gdy jedni maszerują, inni już atakują, kolejni zaś mordują. A wszystko w zgiełku tych samych narodowo-radykalnych haseł „Bóg, honor i ojczyzna” i pod sztandarami z falangami i krzyżami celtyckimi.

Jak się dobrze przyjżycie to z pewnością dostrzeżecie w najbliższą sobotę na ulicach Katowic niektórych z tych miłych panów.

F*szyści powracają na ulice (fetyszyści?)

31 Mar

ONR maszeruje

Łezka wzruszenia w oku Josepha

Za równo dwa tygodnie czeka nas jeszcze raz to samo. Rocznica obchodów powstania ONR, czyli zjazd oenerowców z całego kraju na wspólny przemarsz. Przemarsz, który wyróżnia się od innych zgromadzeń środowisk skrajnie prawicowych w tym kraju, swoim szczerym, paramilitarnym charakterem.

Ubrany w mundury, skrajnie prawicowy aktyw, niosący organizacyjne sztandary ze swoją przedwojenną symboliką, militarny szyk i oprawa, w połączeniu ze skrajnie prawicowymi, nacjonalistycznymi hasłami i przemówieniami, to wszystko nie pozostawia złudzeń: dzisiejszy ONR jest i chce być tym czym był ONR przedwojenny. Odwołuje się do, i podąża za, swoją faszystowską tradycją lat 30-tych.

Jedno spojrzenie na plakat wzywający do tegorocznego marszu, który odbędzie się 14 kwietnia w Katowicach, starczy, aby zrozumieć, że neofaszystowska buta w polskim wykonaniu, będzie tego dnia jeszcze raz celebrowana. ONR paramilitarny Plakatu nie powstydziłyby się największe tuzy totalitarnej propagandy, a w oczach generała Franco czy Josepha Goebbelsa, na widok maszerującej ulicami europejskiego miasta umundurowanej młodzieży z falangami na sztandarach, pojawiłyby się zapewne łezki wzruszenia.

Może to i dobrze, że w czasach, gdy skrajna prawica coraz częściej kamufluje swoje prawdziwe oblicze, chowając się za przeróżnymi maskami, stary dobry ONR przypomina społeczeństwu, że idee narodowo-radykalne, czyli polskie wcielenie myśli faszystowskiej, to w rzeczy samej prosta droga do kulturowego i ideowego totalitaryzmu, do społeczeństwa pod ciężkim paramilitarnym (czy wręcz militarnym) butem, do politycznego reżimu, do zaszczutego i zastraszonego społeczeństwa, to droga do ONR-owskich bojówek straszących na ulicach. Do droga najgorszych koszmarów lat trzydziestych, ale też lat powojennych, gdy idee dyscypliny, militaryzmu i totalitaryzmu kontynuowali staliniści. To droga na szczęście wciąż jeszcze daleka, ale dobrze widzieć, że ktoś tą drogą podąża. Dobrze wiedzieć zawczasu.

Oczywiście każda współczesna inscenizacja brunatnej siły, tak pod sztandarami biało-czerwonymi jak i pod każdymi innymi, nie powinna pozostać bez reakcji. Nadchodzący przemarsz faszystowskich mundurków sprowokował mnie, aby poświęcić kilka słów paramilitarnym ciągotom naszych „narodowych-radykałów”.

Celuj do wroga ojczyzny

ONR paramilitarnyFakt, że ktoś bierze regularnie udział w treningach strzeleckich nie powinien budzić większego zainteresowania ani niepokoju. Jednak kiedy dotyczy to ludzi związanych ze strukturami skrajnej prawicy, zaczyna być już co najmniej intrygujące. Zainteresowanie rośnie, gdy biorą w tym udział całe grupy osób związanych z jedną organizacją. Organizacją, która ma w swoich szeregach osoby skazywane za szerzenie faszyzmu (jak były kierownik główny ONR) oraz szereg osób znanych ze swej brutalności o podłożu rasistowskim, ksenofobicznym, homo- czy transfobicznym. Organizacją, która używa neofaszystowskiej retoryki i kultywuje paramilitarny charakter. Organizacją, która nie ma lokalnych „oddziałów” a „brygady”, która swoich członków nie „przyjmuje” a „rekrutuje”, która nie organizuje „manifestacji” a „przemarsze”. Organizacją, która utrzymuje bliskie kontakty z paramilitarnymi, neofaszystowskimi organizacjami na Węgrzech, takimi jak Jobbik czy Magyar Garda (patrz zdjęcia poniżej), o których co i raz to głośno przy okazji relacji z polowań z bronią w ręku na osoby pochodzenia romskiego.

ONR i faszyści węgierscyTaką organizacją jest ONR, liczący obecnie kilkanaście lokalnych brygad. Od jakiegoś czasu lokalni działacze antyrasistowscy informują o tym, że kilka z tych brygad z całą pewnością szlifuje swoje kompetencje na strzelnicach – być może dotyczy to nawet większości lokalnych oddziałów (za pewne nie łatwo to stwierdzić, gdyż „zajęcia” odbywają się bardzo, ale to bardzo nieoficjalnie). Oczywiście od samych narodowców dowiemy się, że regularny trening w obchodzeniu się z bronią jest niczym innym jak „obowiązkiem każdego nacjonalisty do pozostawania w nieustannej gotowości aby stawić czoła wrogom ojczyzny”. Do tego usłyszymy: „Życie i śmierć dla narodu!”.

No właśnie. Skąd my to znamy? Ano sprawdźmy:

„Nie wiemy, jak żyć, ale wiemy, jak umierać” – Joseph Goebbels.

„Pięćdziesiąt tysięcy karabinów znaczy więcej niż poparcie pięciu milionów wyborców” – tym razem Benito Mussolini

ONR paramilitarny„Gdybyśmy mieli taką organizację jak faszyzm, gdybyśmy wreszcie mieli Mussoliniego, największego niewątpliwie człowieka w dzisiejszej Europie, niczego więcej nie byłoby nam potrzeba” – a to już słowa Romana Dmowskiego, niekwestionowanego ideowego mentora dzisiejszych oenerowców.

„Życie i śmierć dla narodu” oraz „Walka z wrogami ojczyzny” są hasłami zachęcającymi dzisiejszych oenerowców do formowania paramilitarnych struktur. To, że nie wszyscy się do tego nadają, zapewne boli zarząd ONRu, ale trzeba pracować z tym co się ma… No i pracuje się.

W czasach, gdy nikt nie zamierza tego kraju napadać, jako wrogów ojczyzny przedstawia się ludzi oponujących skrajnie prawicowemu populizmowi, głoszących postępowe idee społeczne (niepasujące do dogmatycznego konserwatyzmu) lub po prostu nie pasujących polskim neofaszystom do ich wizerunku polskości. A więc lewaków, liberałów, homoseksualistów, żydów, osoby transpłciowe, muzułmanów, feministki… . To ich wyobrażają sobie chłopcy w bluzach „Ofensywa” czy „White Patriots” odpalając broń na strzelnicy lub czołgając się w błocie na obozach ONR. ONR i Magyar GardeWspólne weekendy spędzane na strzelnicach mają mieć też charakter integracyjny – integrują w nienawiści i gotowości użycia wszelkich, także militarnych metod w zwalczaniu owych „wrogów ojczyzny”. Organizacja, taka jak ONR, jest między innymi po to, aby tego typu procesy stymulować i organizować konkretne przedsięwzięcia. I organizuje.

„Legiony właśnie takich jak oni”

ONR organizacja paramilitarnaNie jest żadną tajemnicą, że wielu członków ugrupowań skrajnie prawicowych jest w posiadaniu broni. Wykazały to niektóre przeprowadzone w ostatnich 10 latach rewizje w mieszkaniach polskich nacjonalistów oraz sytuacje opisywane przez świadków, w których to nacjonaliści wyciągali broń w celu zastraszenia bądź faktycznego użycia. Nikt do końca nie wie ilu „patriotów” posiada broń palną, ale wiemy, że uczą się nią posługiwać. Teksty ulubionych zespołów polskiej skrajnej prawicy (Irydion, Agressiva 88, Horytnica, Nordica, Tormentia…) pobudzają wyobraźnię „aktywnych patriotów”, którzy uczą się repetować kałacha w oczekiwaniu na kolejny „potop szwedzki”, „najazd Turków na Europę” czy „wkroczenie Bundeswehry do Rzepina”. A póki co, mogą raz na jakiś czas przetestować swoje umiejętności na wymienionych już „wewnętrznych wrogach narodu”. Teksty wymienionych gwiazd skrajnie prawicowego „rock’n’rolla” pełne są wezwań do łapania za broń, przelewania krwi za ojczyznę, oczyszczania i mszczenia narodu, tropienia i ścigania wrogów, zwierania szyków, etc.

”Gdzieś na wietrze wzleci w powietrze ptak, który orłem jest zwany, sztandar na wietrze łopocze jeszcze, więc stójmy w jego obronie, nadejdą dni, gdy w czerwonej krwi oblicze zdrajcy utonie” – zespół HORYTNICA

„Kiedyś legiony właśnie takich jak my. Wprowadzą w życie wolności sny. Nie trać nadziei co zmienia się, wiatr niesie znów zwycięską pieśń, orzełski powstał zwycięstwa ptak, powiewa w górze swastyki znak” – zespół AGRESSIVA 88

Po trupach do przejęcia ZŻ NSZ

ONR i NSZBudowaniu struktur paramilitarnych sprzyja wpisywanie ich w odpowiedni historyczny kontekst. Naginanie historii na własne propagandowe potrzeby stało się domeną radykalnych narodowców, a oenerowców przede wszystkim. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że ONR od lat stara się przejąć struktury ZŻ NSZ, a pod wodzą rodziny Holocherów stało się to wręcz centralną strategiczną obsesją organizacji. Dało się zaobserwować, że w ostatnich latach ONR ładuje w tym kierunku wszystkie swoje siły i używa wszelkich możliwych metod. Od przymilania się kombatantom, przez nachalne wchodzenie w struktury NSZ, aż po niecierpliwe wyczekiwanie na moment odejścia ostatnich weteranów i przejęcie po nich nazwy, tradycji, struktur i infrastruktury organizacji.

Jednak proces przebiega żmudnie. W niektórych miastach działacze ZŻ NSZ nie bardzo mają ochotę ani na obcowanie z małoletnimi „salutującymi po rzymsku” nacjonalistami, ani tym bardziej na oddawanie im swojej organizacji. Z relacji owych działaczy ZŻ NSZ wiadomo, że były już nawet przypadki wyrzucania namolnych oenerowców ze spotkań i ceremonii organizowanych przez ZŻ NSZ. W miastach w których ONR-owcy zostali odsunięci na bezpieczną odległość, modlą się oni obecnie o to, aby weterani NSZ jak najszybciej opuścili ten świat.

ONR paramilitarnyNiestety, w niektórych miastach owe trwające od lat namolne zbliżanie się do struktur ZŻ NSZ przyniosło już oczekiwane przez ONR skutki i młodociani oenerowcy przejmują kluczowe pozycje w lokalnych zarządach – czasem oficjalnie, właśnie jako oenerowcy, czasem ukrywając swoją przynależność do tego ugrupowania. Jak widać, wszystkie chwyty są dozwolone, jakakolwiek moralność nie gra tu roli, ważne jest osiągnięcie celu narzuconego przez organizację. Cel zostanie tu osiągnięty, jakby nie patrzeć, po trupach…

Bez złudzeń

W ten sposób cała układanka zaczyna nabierać coraz wyraźniejszego kształtu.

ONR na zewnątrz dba o swój przyjazny otoczeniu wizerunek i przekaz. Świadczą o tym m.in. temporalny zakaz wznoszenia antysemickich sloganów, pokrętny stosunek do publicznego hajlowania w wykonaniu członków ONR oraz quasi-dyplomatyczne wypowiedzi rzecznika prasowego ONR, Miriam Kowalskiego, jak również kierującej organizacją rodziny Holocherów.

ONR paramilitarnyRównocześnie, w tle nowego PR, ONR kultywuje swój paramilitarny charakter, rzeźbi na strzelnicach swoich szeregowych członków na wojowników o „polskość czystą jak łza”, ubiera ich w mundury (powoli także nieliczne w organizacji kobiety), kreuje się na elitarną organizację narodową, programowo wskazuje palcem na „wrogów narodu” których należy zwalczać, próbuje pobudzać w społeczeństwie ducha „życia i śmierci dla narodu” (bynajmniej nie dla społeczeństwa czy innych ludzi), czyni wszystko co w ich mocy aby stać się automatycznymi „spadkobiercami” tradycji i zaplecza ZŻ NSZ, i wreszcie, organizuje regularnie inscenizacje własnej (wydumanej) siły.

Nie należy mieć złudzeń, że to co zobaczymy 14 kwietnia w Katowicach nie będzie niczym innym jak próbą defilady czegoś co należy nazwać namiastką rodzimego paramilitarnego nacjonalizmu. Próbą defilady czegoś, co marzy o swoim odrodzeniu i przejęciu takiej roli w tym kraju, jaką przejęli już ich odpowiednicy na Węgrzech.

Nie należy mieć złudzeń, że katowicki marsz będzie defiladą organizacji, którą sami jej członkowie kiedyś z dumą przedstawiali jako zakorzenioną w faszyzmie, dziś jednak, aby nie wzbudzać przedwczesnego niepokoju u rodaków, ukrywają pod pozornie mniej agresywnym pojęciem narodowego-radykalizmu.

Marsz ONR w Katowicach będzie kolejnym dowodem na oenerowskie ambicje stworzenia w tym kraju elitarnych skrajnie-prawicowych struktur paramilitarnych.

Marsz ONR w Katowicach będzie dowodem na istnienie w tym kraju ugrupowania pragnącego narzucić społeczeństwu militarny rygor, koszarową dyscyplinę i faszystowski porządek.

Skrajna prawica, militaryzm, przemarsze, mundury, falangi, buta narodowa… czy my już tego nie przerabialiśmy w przeszłości? ONR paramilitarny