Tag Archives: skrajna prawica

Obudź się Polsko – Rewers!

1 Sty

W nowym rokiem pojawił się antyfaszystowski manifest. Pozwoliłam sobie spisać jego tekst i dorzucić pod filmikiem.

Problem narasta.
Zagrożenie jest coraz bardziej wyraźne.
Rozwarstwienie społeczne coraz dotkliwsze.
Perspektywy – dla wielu niejasne.
Frustracja i skłonność do wiary w teorie spiskowe coraz większe.

Skrajna, faszystowska prawica – tylko na to czekała.

Ich strategie – nachalne jak zawsze.
Manifestować siłę, aby przyciagać tych których ta fascynuje.
Gdy siły brak – inscenizować jej obecność na wszelkie sposoby.
Czynić to w miejscach i momentach historycznych,
aby je zawłaszczać.
Narzucać młodzieży autorytarne myślenie. Niepokornych terroryzować.
Wykorzystać kibiców, opanować stadiony.
Zatruć muzykę brunatną nienawiścią.
Straszyć „komunizmem“, „umieraniem polskości“
i „żydowskim spiskiem“ – do skutku, aż uwierzą.
Oswajać symbolikę faszystowską i rasistowską.
Podszywać się pod ruchy społeczne.
być przeciw ACTA, być przeciw GMO, aby zyskać zwolenników.
Wmawiać sobie i innym – antysystemowość.
W rzeczywistości wzmacniać represyjność państwa i policji,
aby społeczeństwo było w pełni kontrolowane,
zastraszone i zaszczute, szare i jednolite.

Cel uświęca środki.
W poniedziałek w garniturze – na występy w Telewizji.
W czwartek z nożem w reku – atakując squaty i mieszkania imigrantów,
W sobotę w tłumie kibiców aby z za ich pleców grozić i wyzywać.
W niedzielę pisząc donosy na uchodźców, hackerów,
kanabowców czy antyfaszystów.

Efekty?
Efekty niestety są.
Są zawsze gdy społeczeństwo śpi,
a media stają się tubą propagadnową faszystowskich demogogów.
Efekty są: faszystowskie struktury we wszyskich miastach,
rasistowska symbolika na setkach ulic.
Pobicia, zastraszenia, terror.
Morderstwo w Białymstoku.
Pogrom na wrocławskim Wagenburgu.
Frajerska i pozbawiona ja moda na nacjonalizm
Faszyści ziejący jadem do tłumów,
na marszach i wiecach publicznych.
Faszyści urządzający historyczne pogawędki
w szkołach i na uczelniach.
Podlasie, Lubelskie, Podkarpacie, Mazowsze…
zaroiło się od faszystowskich mord.

A reakcje? Reakcje są.
Zrodzone w potrzebie obrony wolności.
Sporadyczne ale nieustanne,
Enigmatyczne ale celne.
Brawurowe ale świadome.

I mimo to, brunatna zaraza uparcie prze do przodu.

Nie ma jednej genezy nacjonalizmu i faszyzmu.
Są korzenie ekonomiczne i ideowe.
Są uzależnienia systemowe i jest zwykła siła propagandy.
Jest kryzys, jest kultura autorytarna i jest moc chorych idei.
Nie ma więc jednej recepty na walke z zagrożeniem.
W walce z totalitarną wizją jednostki i społeczeństwa
nie bójmy się różnorodności w ruchu antyfaszystowskim!

Organizujcie się.

Niektórzy uspokajają – „im to przejdzie“.
Historia pokazuje, że najczęściej nie przechodziło.

Niektórzy przekonuja – „zajmie się tym władza“.
Władza ma własne priorytety. Prowadzi grę ze społeczeństwem,
a obecność faszystowskich tendencji bywa częścią tej gry.

Niektórzy tworzą fałszywą symetrię,
Tymczasem, po jednej stronie są oni i totalitarne idee
po drugiej – są ich ofiary, jest wolność i jestescie wy.

Organizujcie się autonomicznie.
– sami dobierając formy działania.
Od budowania wolnościowych projektów,
po niweczenie faszystowskich planów,
od edukacji po działania bezpośrednie,
od dyskretnego monitoringu po głośne demonstracje,
od spotkań z kombatantami po pamięć o ofiarach nacjonalizmu.
Autonomiczne grupy i szerokie koalicje.
Działania lokalne i miedzynarodowe więzi.
Antyfaszystowska kultura i sprawiedliwość społeczna.
Wreszcie: śmiałe odwiedzanie miejsc, w których autorytarne idee się odradzają.
Cokolwiek robisz aby krzyżować szyki faszystom – ma to sens.

Są nas tysiące – czas działać.
Ogłaszamy alarm – niech trwa.

Reklamy

Dostrzeżone w Katowicach: pewien podróżnik i jego transparent

14 Kwi

ONR antysemicki

Przeglądam relacje z Katowic i co moje zmęczone oczy widzą! Ten nowy, dojrzały ONR, który przytulony do Młodzieży Wszechpolskiej snuje plany o wkroczeniu do parlamentu (wspólny projekt Ruchu Narodowego jako nowej skrajnie prawicowej partii politycznej, na którego ogłoszenie z utęsknieniem czekamy,)… otóż ten wypolerowany ONR, zaprezentował na swoim katowickim marszu nowe piękne transparenty. Wśród kilku innych sympatycznych bannerów, dostrzegam transparent podpisany „Słowiańska świta” (aha…) z widniejącym na nim hasłem „ŚMIERĆ WROGOM OJCZYZNY” przy czym słowo „wrogom” jakimś ciekawym trafem imituje pismo hebrajskie!

Hmm… cóż takiego chcieli nam uczestnicy obchodów rocznicy ONR tym transparentem przekazać? Prawdopodobnie to, że podniesiona w hitlerowskim pozdrowieniu prawa ręka to tradycyjne poydrowienie polskich nacjonalistów o nazwie „salut rzymski” stosowane przecież nie tylko w hitlerowskich Niemczech, ale też przez rumuńskich faszystów, a więc jak można polskich narodowych radykałów posądzać o jakieś niecne poglądy…

Aha… no to wszystko jasne.

A jednak. Nim dłużej przyglądam się temu transparentowi tym więcej rozumiem. Powyżej antysemickiego napisu „Śmierć wrogom ojczyzny” odnajduję cytat tekstu kultowego zespołu polskich neofaszystów. Zespół nazywa się HONOR i zasłynął już między innymi z takich utworów jak:

“Tak jak Adolf Hitler niszcz żydowski stan. Niech powróci siła, która będzie trwać! Narodowy socjalizm Jedna droga dla kraju”

Oto jakie trnsparenty niesiono na marszu ONR w Katowicach. Oto jaki był jego przekaz. Czy ktoś może się dziwić, że ludzie chcieli zakłócić i zablokować ten marsz?!

Jeżeli środowiska żydowskie nie wypowiedzą się w tej sprawie i nie zapytają komendanta katowickiej policji ile czasu planował operację torującą drogę osobom niosącym ten transparent przez centrum Katowic, to wybiorę się na Śląsk i zrobię to sama.

Co ciekawe, jedną z osób niosących antysemicki transparent jednoznacznie wskazujący na „wrogów narodu” jest lider Autonomicznych Nacjonalistów ze Stalowej Woli, znany między innymi z próby zakłócenia pod koniec marca antyrasistowskiej pikiety w Lublinie oraz zorganizowania skrajnie prawicowej podróbki styczniowych protestów ANTY-ACTA w Stalowej Woli.

Antysemita podróżnik

Antysemita podróżnik

Stalowa Wola, Lublin, Katowice… straszny podróżnik z tego, wystylizowanego pomyłkowo na punkowca, antysemity i tropiciela „wrogów narodu”. Dokąd poniesie go w przyszłym tygodniu? A może raczej: dokąd zabierze go ze sobą ONR?

Blokada marszu ONR w Katowicach, w jakiejkolwiek formie miała swoje podstawy niezależnie od tego czy władze miasta go zalegalizowały. Kryminalizowanie i aresztowanie ludzi protestujących jest skandalem.

Słuchajcie – dla mnie jest jasne: to ostatni marsz ONR do jakiego należało dopuścić! Chyba wszyscy to dziś zrozumieliśmy. Każdy nstępny powinny zablokować tysiące ludzi. Aż do momentu kiedy przestaną maszerować.

Lukrecja

Niby skrajna prawica, a jednak dwie lewe ręce

14 Kwi

ONR krawaciarze

Obrazek: Katowice, 14 kwietnia 2012, marsz ONR…

Okazuje się, że ludzie, którzy nie potrafią jeszcze sami zawiązać krawata, uznali, że to nikt inny tylko oni poprowadzą to społeczeństwo we właściwą stronę. Wskażą mu właściwy szyk, podyktują odpowiednią dyscyplinę, posortują na „prawdziwych” i „nieprawdziwych” (Polaków), posegregują na „normalnych” i zboczeńców”, a tych „najprawdziwszych” z „najnormalniejszych” poubierają w mundury i przy ich użyciu zaprowadzą odpowiedni porządek.

Dopiero potem nauczą się wiązać krawaty i przystąpią do matury…

No to czekamy na tę Wielką oenerowską Polskę.

Wstyd panowie! To ja, kobieta, potrafię sobie zawiązać krawat!
Moja partnerka potrafi! A wy co?
Niby skrajna prawica, a jednak dwie lewe ręce!
Ehh… w tym kraju już nawet neofaszyści schodzą na psy…

No właśnie… w tym kraju władze i policja wciąż uważają, że ich obowiązkiem jest forsowanie przemarszy 200 pryszczatych neofaszystów i ich kilku 30 letnich przywódców. Do tego stopnia, że wysyła się tajnych funkcjonariuszy przebranych za antyfaszystów aby wprowadzać w w szeregach antyfaszystów zamęt i neutralizować każdy protest z ich strony. Metody iście demokratyczne…

Wniosek: służby porządkowe torują drogę pod neofaszystowski oenerowski porządek. No brawo…

Nie zdziwię się jak za kilkanaście miesięcy w antyfaszystowskich demonstracjach zaczną brać udział tysiące ludzi. A to dlatego, gdyż żadne społeczeństwo nie lubi, gdy policja wspiera autorytarne, neofaszystowskie zapędy. Czas to pokaże.

A szanownych paparrazzich z najpoważniejszej z poważnych redakcji „Fakt” proszę… nie poniżajcie samych siebie! W roku 2012, preparowanie zdjęcia (atrapa pistoletu rzekomo porzucona przez antyfaszystów… sic!) i budowanie wokół niego sensacji mającej zastąpić namiastkę jakiejkolwiek dziennikarskiej relacji, jest żanujące nawet w wykonaniu tabloidu. To już lepiej trzeba było podrzucić atrapę czołgu. Przynajmniej dzieciaki w Katowicach miały by frajdę. A tak – dno kompletne.

Lukrecja

Grunt to skrajnie prawicowa rodzinka

11 Kwi

ONR i Blood and Honour to jedna familia
W najbliższą sobotę przekonamy się o tym, że „białostockie klimaty” propagowane są w tym społeczeństwie jak Polska długa i szeroka. Podczas gdy na Podlasiu polscy faszyści z „Blood & Honour” (część z nich przemalowuje się obecnie na styl Autonomicznych Nacjonalistów, bo taka w kraju zapanowała moda) urządzają regularne polowania na „wrogów narodu”, ulicami Katowic przemaszerują ich koledzy po fachu, czyli narodowi-radykałowie z ONR.

Obóz Narodowo Radykalny, chcąc aby odbierano go jako poważną organizację, usilnie ukrywa przed społeczeństwem swoje kontakty z Blood & Honour. Tymczasem kontakty te są bardzo żywe. Poza obiektywami kamer ma miejsce współpraca wszystkich skrajnie prawicowych ugrupowań: B&H, ONR, Autonomicznych Nacjonalistów, Młodzieży Wszechpolskiej etc. Współpraca mająca na celu zapędzenie tego społeczeństwa w stronę skrajnie prawicowych doktryn. Wspópraca mająca dać efekty w postaci zastraszenia wszelkich oponentów. W repertuarze m.in. paramilitarne przemarsze (sobota 14.04 w Katowicach) czy akty terroru (Białystok – na porządku dziennym).

ONR i Combat18Aby się o tej współpracy przekonać wystarczy obejrzeć zdjęcia z 11-listopadowych manifestacji sprzed 2-3 lat gdzie obok sztandarów z Falangami (ONR) powiewają sztandary jawnych neonazistów z Combat18. Ale dowodów na ścisłe kontakty, wspólne działania, wyjazdy i obozy integrujące jest bardzo wiele. Jak choćby te załączone w tym tekście ukazujące członków B&H i ONR na wspólnych „zdjęciach rodzinnych”. Członkowie i sympatycy B&H mają na sobie charakterystyczne koszulki z czarno-białym logiem „Blood & Honour” na czerwonym pasku, zaś narodowi radykałowie z ONR mają na sobie tradycyjne koszulki z Falangami. Na zdjęciach, wiele znanych postaci sceny skrajnie prawicowej.
ONR i Blood and Honour to jedna rodzina

Jak widać, mniej istotne jest czy idolem jest Hitler czy Dmowski, ważna jest mentalna jedność jako spadkobierców neofaszystowskich, idei. Grunt to skrajnie prawicowa rodzinka. Podczas gdy jedni maszerują, inni już atakują, kolejni zaś mordują. A wszystko w zgiełku tych samych narodowo-radykalnych haseł „Bóg, honor i ojczyzna” i pod sztandarami z falangami i krzyżami celtyckimi.

Jak się dobrze przyjżycie to z pewnością dostrzeżecie w najbliższą sobotę na ulicach Katowic niektórych z tych miłych panów.

Po kolejnych wydarzeniach w Białymstoku nikt już nie może zaprzeczyć

11 Kwi

antifa Białystok
Cóż ja mogę napisać po ostatnich doniesieniach z Białegostoku o kolejnych ofiarach terroru polskich neofaszystów. Na pewno nie będę pisała felietonu, gdyż takie momenty wzywają do działania, a nie komentowania czy analizowania. Na komentowanie był i na analizę zapewne będzie jeszcze czas. W tej chwili ograniczę się jedynie do kilku precyzyjnych stwierdzeń:

Nikt w tym kraju nie ma prawa już głosić, że nie mamy problemu ze skrajną faszyzującą prawicą! Każda osoba, która to od teraz uczyni weźmie na siebie odpowiedzialność za dalsze akty terroru!

Atakują, sieją terror i mordują ci sami ludzie, których widzieliśmy demonstrujących 11 listopada w Warszawie na marszu („niepodległości”) organizowanym przez ONR i Młodzież Wszechpolską. Nie ważne czy organizują się w tych organizacjach czy dla odmiany w Blood & Honour, albo nawet nie przynależą do żadnych struktur – istotne jest, że podążają tą samą drogą, uważają się za NARODOWYCH RADYKAŁÓW, działają w tym samym interesie, stanowią część tego samego frontu: skrajnej faszyzującej prawicy!

Znam tylko jeden skuteczny sposób na uporanie się z polskim wcieleniem faszyzmu – utworzenie silnego ruchu społecznego o klarownym antyfaszystowskim zabarwieniu, odbudowanie antyfaszystowskiej postawy społecznej.

Zachęcam wszystkie czujące i myślące osoby w tym kraju do działania!

Każdy/a z nas ma swój własny sposób na antyfaszystowską działalność, a każdy sposób jest tak samo dobry.
Ważne aby nie stać biernie, aby nie być jedynie obserwatorem/ką, gdyż na tym właśnie żerują faszyści.

Za każdym razem, gdy się pojawią odbierać komuś wolność, pokażmy im gdzie jest ich miejsce!

antifa Białystok

Marcowe podchody narodowych radykałów – krzyki rozpaczy odesłanych do lasu

13 Mar

Skrajnie prawicowe ugrupowania robią co mogą, aby zaistnieć w przestrzeni publicznej. Nic to nowego, a raczej znana strategia w myśl zasady: zagnieździć się w przestrzeni publicznej, aby za jakiś czas być postrzeganym przez społeczeństwo za integralną część kultury politycznej. Możemy tu mówić o taktycznej próbie ponownego normalizowania poglądów skrajnie prawicowych, neofaszystowskich i nacjonalistycznych w społeczeństwie, z nadzieją, że jego doświadczenia z ideami totalitarnymi odeszły już w niepamięć.

Jednak naszym krypto-faszystowskim narodowym radykałom sztuka namolnego przenikania do przestrzeni publicznej nie zawsze się udaje. Przede wszystkim dzięki zdecydowanym reakcjom środowisk antyfaszystowskich i wolnościowych. W ostatni weekend „narodowo-radykalne” podchody do społeczeństwa były wyjątkowo żałosne.

W Lublinie ONR-owcy odesłani do lasu

W Lublinie, mieście, w którym funkcjonuje obecnie chyba najliczniejsza brygada ONR, z rzecznikiem prasowym tej faszyzującej organizacji Marianem „Siłka” Kowalskim na czele, jej członkowie próbowali zakłócić pokojową pikietę solidarności w Wolnym Tybetem. Otóż w ciasnych móżdżkach narodowców solidaryzować można się tylko z innymi nacjonalistami, jak tymi z Wilna („Litwa tylko dla Litwinów”) i tymi z Jobbika („Węgry wolne od Cyganów”), ale nie z innymi ludźmi walczącymi o wolność i sprawiedliwość. Pojawili się więc na wolnościowej pikiecie, w grupie, zamaskowani i zestresowani. Podjęli próbę zastraszenia uczestniczących w pikiecie wolnościowców. Nie pierwsza to tego typu akcja lubelskich ONR-owców w ostatnich miesiącach. Jeden z nich prowokacyjnie wykonywał nazistowskie pozdrowienie tzw. hajlowanie (po tym jak kierownictwo ONR ogłosiło, że nie zamierza się wyprzeć „rzymskiego salutu”). Nic z tego. Wolnościowcy nie dali się faszyzującym narodowcom ani ośmieszyć ani zastraszyć. Zareagowali tak jak należy reagować na skrajnie prawicowe ekscesy i w jednoznaczny sposób pokazali ONR-owcom „drogę do lasu”. Co ci zresztą uczynili pozostawiając po sobie charakterystyczny swąd głupoty. Szczególne brawa należą się lubelskim aktywistkom, które nie dały się zastraszyć fizycznie dużo silniejszym od siebie anabolicznym narodowcom.

Hajlujący narodowi radykałowie, poza powiewem głupoty, pozostawili jednak po sobie coś więcej. Pozostawili kolejny dowód na to, że istnieją i nieustannie próbują siać terror. Pozostawili więc jasny znak społeczności w Lublinie, że nie wolno o ich istnieniu zapominać i należy się organizować w imię wolności oraz przeciw uprzedzeniom i nacjonalizmowi. Lublin to miasto, w którym skrajna prawica poczuła się ostatnio zdecydowanie zbyt butna i pewna siebie. Rasistowskie ekscesy to nie rzadkość w mieście o tak barwnej wielokulturowej tradycji. Organizacje pozarządowe w Lublinie wezwały nawet do manifestacji przeciwko rasizmowi i uprzedzeniom w dniu 24 marca. Ta manifestacja powinna być inauguracją antyrasistowskiej wiosny i jednym z ważniejszych wydarzeń roku w Lublinie.

Hajlujący lubelscy ONR-owcy pozostawili po sobie także lekcję tego jak należy się z nimi obchodzić. Choć lubelscy wolnościowcy i tak potraktowali ich bardzo delikatnie (czytaj: nie adekwatnie do tego jak należy traktować grupy nabuzowanych facetów o poglądach neofaszystowskich i radykalnie nacjonalistycznych). Należy uznać, że delikatne acz zdecydowane odesłanie ich „do lasu” było pewnego rodzaju ostrzeżeniem o tym, że skończył się sezon pobłażania dla ich agresywnej i opresyjnej działalności w mieście.

Wreszcie, hajlujący narodowcy pozostawili po sobie materiał video:

Zakłócone koncerty na Śląsku i na Kujawach

W ten sam weekend nacjonaliści i neofaszyści na Śląsku próbowali urządzić sobie fiestę pseudo-kulturową czyli koncert zespołów spod znaku falangi, krzyża celtyckiego i swastyki. Nic z tego. Dzięki interwencji antyfaszystów koncert w Tychach został odwołany, a skrajnie prawicowa buta odesłana do domów bez możliwości podbudowania swojego nacjonalistycznego, rasistowskiego ego. To już drugi koncert skrajnej prawicy w krótkim okresie czasu, który został skutecznie zakłócony. Dwa tygodnie temu miało dojść do koncertu skrajnie prawicowych zespołów w Toruniu, między innymi grupy o jawnie nazistowskim przekazie „Agressiva 88”. Wspólnie z nimi wystąpić miał nacjonalistyczny „Zjednoczony Ursynów”.

Członkowie ZU są tubą propagandową i zarazem zaangażowani w struktury warszawskich Autonomicznych Nacjonalistów, które stoją za serią aktów terroru w ostatnich miesiącach w stolicy (na zdjęciu obok, lider ZU, po lewej, prowadzi marsz skrajnej prawicy przez stolicę). Koncert w Toruniu miał się odbyć pod przykrywką urodzin jednej z toruńskich działaczek narodowo-radykalnych, jednak został skutecznie zakłócony przez aktywnych od lat toruńskich antyfaszystów i przerwany niedługo po jego rozpoczęciu.

ONR i Dzień Kobiet

Kolejnym strzałem w kolano ONR-owskich patriotów od hajlowania (oraz ich najemnych bojówkarzy z grup AN) były ich weekendowe akcje „z okazji” Dnia Kobiet. W Warszawie przymierzano się do skontrowania feministyczno-wolnościowej Manify, jednak najwyraźniej siła postępowego feminizmu odebrała narodowcom zarówno odwagę jak i inwencję i nie odważyli się na żadne publiczne prowokacje. I tak, ulice Warszawy tchnęły ponownie ideami wolności, równości i sprawiedliwości społecznej, a nie jak to bywało ostatnimi czasy rykiem niosącym uprzedzenia, wykluczenia i rasistowsko-nacjonalistczną nowomowę. W tym sensie Manifa przegoniła z ulic miasta krypto-faszystowskich anabolicznych osiłków i stała się siłą rzeczy jedną ze skuteczniejszych antyfaszystowskich akcji od dnia 11-listopadowych blokad w stolicy.

W innych miastach polski narodowcy (głównie ONR) popisali się niesamowitą inwencją próbując zaistnieć w dniu 8 marca. Jak żałośnie kończy się przebieranie walki o idee wolnościowe (8 marca) w nacjonalistyczne szaty niech świadczy zestawienie dwóch poniższych materiałów spreparowanych w zeszłym tygodniu ONR. Pierwszy to bardzo wymowna ulotka rozdawana przez ONR w Lublinie, drugi to fragment relacji rozpowszechnianej przez ONR Pomorze Zachodnie:

„Środowiska lewackie i sodomici postanowiły wyjść na ulicę. Pikiety te godziły w zasadnicze wartości normalności. W imię obrony wartości rodzinnych zebrała się jednak kontra środowisk narodowych, walczących w imię normalności. Pojawiło się wiele haseł, takich jak „Bóg, Honor, Ojczyzna”, „Tu jest Szczecin, nie Bruksela – tu się zboczeń nie popiera!”. Po raz kolejny pokazaliśmy że kulturowej rewolucji w Polsce nie ma i nie będzie. ONR Pomorze Zachodnie Oddział Szczecin

Wznoszenie hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna” dnia 8 Marca jest dokładnie tym samym czym próba naboru kobiet do szeregów ONR w Lublinie – krzykiem rozpaczy odesłanych do lasu. Nie będę rozwijała wdzięcznego tematu „Katolicyzm a rola kobiet w społeczeństwie”. Kilka zdań na temat kobiet i samego ONR. Otóż kobiety stanowią nie więcej niż 5% tej organizacji. W Warszawie jest to obecnie chyba nawet poniżej 0,1% 😉 Wystarczy przejrzeć dostępne w sieci zdjęcia z akcji ONR (czy choćby te opublikowane na tym blogu) i policzyć ile widać na nich kobiet. Nie należy się jednak niczym dziwić. Nacjonalizm to kult siły, podporządkowania i przemocy, podporządkowania się ideą autorytarnym, m.in. patriarchatowi. Brak obecności kobiet w strukturach ONR jest więc czymś nie tylko wiele mówiącym o tej organizacji, ale też dowodzącym, że owszem: kulturowa rewolucja w tym społeczeństwie trwa (nawet jeśli powoli) – młode pokolenie kobiet generalnie nie ma ochoty na udział nacjonalistyczno-bogobojnych sektach. A mimo to, współczuję każdej jednej dziewczynie, która decyduje się na zbliżenie do ONR.

A teraz ciekawostka. Jedyną kobietą, która piastuje obecnie jakąkolwiek ważniejszą funkcję w hierarchii ONR jest Anna Holocher, sekretarz ONR. Wydawałoby się, że jest to dowód obalający teorię o stricte samczym charakterze ugrupowania. A jednak. Pani sekretarz to nikt inny jak żona kierownika głównego ONR, Przemysława Holochera. Nie wątpię, że wykazała się wielkim wkładem w rozwój idei skrajnie prawicowych na Śląsku i zapracowała na swoje stanowisko, ale zarazem szeregowi ONR-owcy zdają sobie sprawę z tego, że tylko dzięki protekcji swojego męża (fuhrera ONR od około 3 lat) mogła się dostać na szczyt tej skrajnie prawicowej i skrajnie „chłopięcej” organizacji.

Sam fakt piastowania przez małżeństwo dwóch niepodważalnie najistotniejszych funkcji (kierownika naczelnego i sekretarza głównego) w ogólnokrajowej organizacji to inny arcyciekawy temat (być może ewenement na skalę światową!), który aż prosi się o osobny felieton. Należy zdać sobie sprawę, iż najważniejsze dyskusje i programowe wytyczne najliczniejszej obecnie „narodowo-radykalnej” organizacji w tym kraju, organizacji, która nie ukrywa, że zamierza „zmieść ten demo-liberalny porządek”, planuje zmienić system w tym kraju (z demokratycznego na autorytarny)… odbywają się przy rodzinnym stole kuchennym oraz na rodzinnych wakacjach pod Jobbikowym słońcem nad Balatonem (na zdjęciu powyżej, kierownik naczelny ONR, cały na czarno po lewej, wraz z kompanami, prwdopodobnie w oczekiwniu na kolejny Dzień Kobiet; na kolejnym zdjęciu wraz z małżonką już w duecie na szczycie organizacji) Jak będzie się więc nazywał ten nowy ONR-owski system? Dyktatura Państwa H.?

Kończąc wątek. Większość kobiet, które nieopatrznie wstępuje do ONR dosyć szybko rezygnuje z tej wątpliwej przygody wynosząc z narodowo-radykalnej konspiracji na światło dzienne interesujące niuanse (brawo dziewczyny!). I tylko nieliczne stanowią „miłe urozmaicenie” na samczych zebraniach brygad ONR poświęcając najpiękniejsze lata swojego życia organizowaniu swojego własnego zniewolenia i projektowaniu mundurów dla swoich bohaterskich kolegów. Ich krzyk rozpaczy jeszcze kiedyś usłyszymy.

Kończąc felieton. Póki co, marcowe przymilanie się krypto-faszystów do społeczeństwa, bądź skutecznie zakłócone bądź wybitnie żałosne.

Lukrecja

Stan wojenny i prawicowi poplecznicy Jaruzelskiego

7 Sty

źródło: http://www.rozbrat.org

30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego przez komunistyczny reżim, posłuży – w tym roku ze szczególną siłą – jako pretekst dla nacjonalistycznej i skrajnie prawicowej propagandy. Jednak zimą przełomu 1981 i 1982 roku rządowe siły bezpieczeństwa i wojsko nie strzelały do ludzi przekonane, że mierzą w patriotów czy Polaków. Strzelano do robotników i „wichrzycieli”, a wielu protagonistów dzisiejszego skrajnie nacjonalistycznego i prawicowego ruchu w Polsce, poparła reżim Jaruzelskiego i kolaborowała z nim.

Zamach Jaruzelskiego faktycznie poparli m.in. Giertychowie: Jędrzej Giertych i Maciej Giertych. Ten ostatni był w latach 1986-1989 członkiem proreżimowej Rady Konsultacyjnej, którą bojkotowała podziemna solidarnościowa opozycja. Część opozycji, szczególnie związaną z KOR (Komitet Obrony Robotników), Giertychowie atakowali za „służącą niepolskim interesom”. Maciej Giertych cieszył się także poparciem i zaufaniem hierarchii kościelnej, zwłaszcza jej najbardziej legalistycznego, ugodowego wobec komunistów i zachowawczego skrzydła.

Po 1989 roku Maciej Giertych zdołał jeszcze z ramienia Ligi Polskich Rodzin (LPR) zdobyć mandat eurodeputowanego i wsławić się m.in. ciepłymi słowami w stosunku do mordercy i byłego dyktatora Chile, Augusto Pinocheta. Jego syn, Roman Giertych, twórca i były prezes Młodzieży Wszechpolskiej, dochrapał się – jak już dobrze pamiętamy – stanowiska wicepremiera w prawicowym rządzie Kazimierza Marcinkiewicza oraz Jarosława Kaczyńskiego. Marcinkiewicz był jednym z założycieli ZChNu (Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe), z którym na początku lat 90. współpracowało inne nacjonalistyczne ugrupowanie Narodowe Odrodzenie Polski. Wszystkim im zasadniczo współpraca z klanem Giertychów nie przeszkadzała.

Z reżimem komunistycznym kolaborował również Bolesław Piasecki, twórca przedwojennego ONR (Obóz Narodowo-Radykalny). Piasecki wprawdzie zmarł w 1979 roku, ale założone przez niego Stowarzyszenie PAX, grupujące spadkobierców polskiej antysemickiej tradycji nacjonalistycznej, które działało legalnie od powojnia, wspierało Jaruzelskiego i ostatecznie zaakceptowało wyprowadzenie przeciw robotnikom czołgów na ulice 13 grudnia 1981 roku.

Również stanowisko Kościoła katolickiego wobec wprowadzenia stanu wojennego było chwiejne. Już wcześniej kardynał Stefan Wyszyński zaskoczony falą strajków z lata 1980 r., nawoływał do nieulegania emocjom i zachowania spokoju, co często odbierano jako zdradę. Politykę tę kontynuował także kardynał Glemp. Sytuację tak naprawdę ratowali szeregowi księża, którzy często się angażowali i wspierali ruch opozycyjny, w tym działaczy związkowych ze Solidarności.

Hierarchia katolicka bała się robotniczego radykalizmu. Była zatem skłonna w swoim interesie pertraktować z reżimem, nie oglądając się na zdanie liderów podziemnej Solidarności. Nie jest też tajemnicą, że władze kościelne zabiegały u władz komunistycznych o wypuszczenie „swoich” ludzi z internowania, stąd wielu katolickich, prawicowych działaczy opuściła więzienia nierzadko dużo wcześniej niż ich „świeccy” koledzy i koleżanki spod celi.

Także na Zachodzie, wbrew temu co się obiegowo sądzi, prawicowe i konserwatywne środowiska przyjęły stan wojenny zachowując stanowisko neutralne, a nawet popierając Jaruzelskiego. „Wall Street Journal”, gazeta światowej finansjery, skwitowała wprowadzenie stanu wojennego opinią, że władze wojskowe są lepszym gwarantem spłaty przez Polskę długów wobec prywatnych banków, niż ewentualnie rewolucyjny rząd Solidarności. Wprawdzie prawicowe rządy prezydenta Ronald Reagan i Margaret Thatcher ostatecznie skrytykowały działania władz polskich, ale było to bardziej wyrazem geopolitycznej gry, niż troski o przyszłość polskiego społeczeństwa. Ostatecznie strzały w kopalni Wujek nie zatrzymały importu przez Wielką Brytanię polskiego (sprzedawanego po dumpingowych cenach) węgla, dzięki któremu Thatcher udało się złamać opór strajkujących brytyjskich górników.

Faktycznie też po wprowadzeniu stanu wojennego, w pierwszej połowie lat 80., zdecydowaną większość pomocy dla walczących ugrupowań i podziemnej Solidarności, skierowali do Polski działacze lewicowych i związkowych środowisk z Europy Zachodniej. Prawica do pomocy zrewoltowanym robotnikom się nie kwapiła.

Nie chcę przez to powiedzieć, iż osoby o prawicowych poglądach nie angażowały się w działalność podziemną i nie ponosiły przez to konsekwencji. Jednak większość z nich, nie chciała mieć nic wspólnego z środowiskami jawnie głoszącymi swoją niechęć do związków zawodowych, robotników i zawsze niezmiennie do Żydów. W istocie rzeczy, zarówno po wprowadzeniu stanu wojennego, a zwłaszcza w połowie lat 80., kiedy Solidarność została rozbita, skrajnie prawicowe, konserwatywne środowiska, nie prowadziły żadnej walki. Tchórzliwie pochowały się w kościelnych salkach, wychwalając swoje starania o zachowanie duchowej i intelektualnej substancji narodowej i czekając politycznej okazji, na przejęcie władzy. Uchodzące za prawicowe środowiska Solidarności Walczącej czy Federacji Młodzieży Walczącej, był w większości zróżnicowane ideologicznie i współpracowały z ruchami lewicowej opozycji, w tym anarchistycznymi (jak Ruch Społeczeństwa Alternatywnego czy Wolność i Pokój). W istocie reprezentowały one często tzw. nurt niepodległościowy, nawiązujący do tradycji piłsudczykowskich. Dobrym przykładem jest Kornel Morawiecki, legendarny lider Solidarności Walczącej, który niedawno gościł na wrocławskiej konferencji dotyczącej… przyszłości polskiej lewicy.

Pamiętam te czasy dobrze. Działałem po wprowadzeniu stanu wojennego. Wielu moich przyjaciół, z którymi do dziś utrzymuję kontakty, siedziało w komunistycznych więzieniach: za działalność Radia Solidarność, za druk i kolportaż ulotek, za udział w manifestacjach, za odmowę służby wojskowej itd. Irytuje mnie, jak pan Jarosław Kaczyński, „jadąc” na solidarnościowym zaangażowaniu swojego zmarłego brata, bo sam wielkim działaczem nie był, wykorzystuje stan wojenny dla swoich bieżących interesów politycznych, starając się podtrzymać rozpadającą się partię. Żenują mnie te wszystkie wyreżyserowane oficjalne obchody, w których na pierwsze miejsce wybijają się ci, którzy przyłożyli rękę do wielomilionowego bezrobocia, zniszczenia związków zawodowych i powstania głębokich nierówności społecznych.

Szczególnie natomiast śmieszy mnie, jak spadkobiercy ideologii pokroju tej, reprezentowanej przez kolaboranta Piaseckiego (spod znaku ONR, NOP, MW i im pokrewni), wołają coś o biciu hołoty „sierpem i młotem”. Jedźcie to wykrzyczeć do Kórnika, pod dom Giertychów, „ojców założycieli” Młodzieży Wszechpolskiej i Marszu Niepodległości.

Wszystkim natomiast którzy chcą poczuć atmosferę z tamtego okresu dedykuje ten utwór i film:

Jarosław Urbański
http://www.rozbrat.org